Dodam od siebie, ze u mnie w robocie gdzie polowa to .NETowcy i polowa Javowcy, to Javowcy to takie muły, że nawet jak idziesz z nimi na piwo to gadają ciągle o pracy i rozkminiają problemy programistyczne z bieżącego projektu. Jak zwrócisz uwagę to na 5 min. jest spokój, po czym znow wracaja gadki o pracy.
Natomiast .NETowcy bardzo żywiołowi, u nich w pokoju ciągle jest "impreza" i śmiechy, bardzo komunikatywni.
Takie moje spostrzezenie, nie wiem czy to przeklada sie na inne firmy ;P
- 1
- 2


- Rejestracja:prawie 20 lat
- Ostatnio:3 dni
Kto by pomyślał?! C# ośmiela ludzi.
Ciekawe jak jest z innymi językami?




- Rejestracja:około 17 lat
- Ostatnio:2 dni
- Lokalizacja:Wrocław
Sceptyczny napisał(a):
Znowu nie rozumiecie o ci mi chodzi.
Jeśli ktoś nie potrzebuje w życiu jakiejś cechy, to nie inwestuje w jej rozwój, bo to się nie opłaca.
Zajmijmy się tymi najlepiej opłacanymi zawodami typu: prawnik, makler, pilot no i wszelkiej maści programiści. Zastanawia mnie jedno - o tych wszystkich innych zawodach robi się filmy, seriale które od najmłodszych lat karmią nas bohaterami o charakterze "samca alfa" biegającego w garniturku i wgl będącego uosobieniem sukcesu (w pewnym stopniu hollywoodzka ściema). Kiedy to o programistach wszyscy śmieszkują, że większość to nerdy i nieudacznicy życiowi i tego typu sprawy - mam na myśli te wszystkie stereotypy.
"W pewnym stopniu"... No cóż, jeśli ktoś chce wiedzę o życiu czerpać z filmów i seriali, to będzie widział wszędzie stereotypowych nieudaczników.
Ale nie we wszystkich filmach informatycy są przedstawiani jako nerdy, Matrixa chyba każdy widział?
W sytuacji kiedy branża IT jest jedną z najlepiej opłacanych na rynku - programiści w moim odczuciu nie maja takiego uznania w społeczeństwie jak te kilka zawodów wymienionych wyżej, co jest conajmniej dziwne!
Mnie to nie dziwi ani trochę, bo społeczeństwo jest głupie i kieruje się stereotypami. A stereotypy są takie, że prawnicy i lekarze mają dużo książek, są mądrzy, więc i szanowani. Co to jest leczenie albo proces sądowy - wie każdy. Tego, czym zajmują się programiści szarzy ludzie nie rozumieją, więc szarzy ludzie się tym nie fascynują.
I tak rozumiem, że dane zawody diametralnie różnią się swoją specyfiką. Jednak jak już pisałem wszędzie jest ta rozpiętość i mieszanka różnych charakterów, a w informatyce widocznie na pierwszy rzut oka przeważają stereotypowi bohaterowie.
Ale gdzie? Na setki poznanych przeze mnie ludzi z branży, może jedna wpisywała się w ten stereotyp. Może za dużo filmów oglądasz?
Jakoś nikt nie śmieszkuje ze studentów budownictwa, mechatroniki, medycyny, prawa itp?
Nie, wcale się nie mówi o medykach, że tylko kują, o budowlańcach, że tylko piją, a o prawnikach, że to nadęte bufony. :)
Co jest takiego "magicznego" w tym programowaniu, ze wytworzył się taki stereotyp?
Nie ma nic, stereotypy biorą się z ignorancji.
Wydaje mi się , że wszyscy macie po trochę racji.
Należy jednak pamiętać, że w życiu zawsze jest coś za coś i pomijając niewielki procent ludzi nie jesteśmy wszechstronni.
Każdy człowiek ma jakieś predyspozycje i jakieś awersy. Jeśli ktoś zetknął się z teoriami osobowości zawodowej np. Hollanda to wie o czym piszę. Wydaje mi się, że całkiem sporo programistów może reprezentować typ badawczy - jest to typ analityczny, w wersji czystej to taki typ naukowca, który najchętniej dom zamieniłby na laboratorium. Zazwyczaj ludzie ci nie mają wysoko rozwiniętych cech przedsiębiorczych - oni robią produkty, którymi zarządza ktoś inny, kto z kolei nie ma wysokiego natężenia cech analitycznych i predyspozycji naukowych.
Wiadomo,że typy czyste nie występują zbyt często i każdy człowiek posiada cechy każdego typu w różnym natężeniu. Ale zazwyczaj ludzie mają wyższe natężenie 1, 2, 3 typów, które wpływają na to, w jakim środowisku pracy człowiek będzie się dobrze czuł i w jakim nie będzie mógł wytrzymać, bo będzie się dusił. Holland wymienił 6 typów (inni nie pamiętam).
Nie chce mi się tutaj więcej pisać i zanudzać na ten temat, ale to jest tak, że jeśli mamy taką konfigurację BAS - czyli duże natężenie cech badawczych, później artystycznych i mniej, ale jednak sporo społecznych to może z tego wyjść nawet fajny programista, nie mający problemów komunikacyjnych, podchodzący do życia z fantazją ( w końcu ma wysoko A).
Ale jeśli to będzie typ RB lub BR (R to typ realistyczny, zorientowany na maszyny i przedmioty) to może z tego wyjść również dobry programista, ale chyba będzie blisko tego stereotypowego programisty, bo do jego słabych stron należą umiejętności społeczne.
To oczywiście jest przedstawione w dużym uproszczeniu i wiadomo, że teorie swoje, a życie swoje.
No dobra to teraz rodzi się pytanie jak to się przekłada na zarobki i ogólny sukces w tej powiedzmy specyficznej branży? :)
Czy programista traktujący swoją pracę standardowo - nie poświęcający każdej minuty swojego życia na kodzenie - rozwijający przy okazji życie towarzyskie, umiejętności miekkie, potrafiący znaleźć ten przysłowiowy złoty środek ma według szans realne szanse właśnie z tymi "nołlajfami" - którzy w programowaniu wymiatają - w pojedynku o najlepsze oferty pracy?

- Rejestracja:około 21 lat
- Ostatnio:prawie 3 lata
- Lokalizacja:Space: the final frontier
- Postów:26433
@Verum ma bo zwykłe firmy szukają team-playerów a nie hackerów. To trochę jak z wojskiem -> potrzebni są żołnierze którzy potrafią współpracować i wykonywać rozkazy a nie kilku rambo. Ale jednocześnie czasem potrzeba tych kilku rambo do oddziału specjalnego ;) I tak samo wśród programistów są miejsca gdzie potrzeba hackerów którzy internet przeglądają hexedytorem, ale jest to raczej wyjątek a nie reguła.


- Rejestracja:prawie 20 lat
- Ostatnio:3 dni
Dużo zależy od tego czy potrafisz się sprzedać, zorganizować oraz nawiązać kontakty. Jeśli będziesz przeciętnym koderem to będziesz zarabiał jak przeciętny koder. To zresztą dotyczy każdej branży. Dodatkowo twoje życie poza pracą też jakoś mocno nie będzie wpływać na twoje możliwości rozwoju kariery, no chyba, że będziesz współdzielił jakieś hobby z ludźmi którzy mogliby ci jakoś pomóc.
Inna sprawa to to, że 8h dziennie to i tak dużo i będąc wystarczająco sprytnym można w tym czasie zrobić więcej niż nieogarnięty nerd w ciągu 16h. Trzeba wziąć pod uwagę na to, że sporo nołlajfów po prostu traci dużo czasu na jałowe pierdoły. Jeśli potrafisz się skupić na robocie to możesz osiągnąć wysokiego skilla bez poświęcania całego życia na rozwój umiejętności.
A podchodząc do pytania bardziej dosłownie: nie zauważyłem, by nerdowość dodawała jakieś punkty przy rekrutacji. Nigdzie nie było pytań typu ile godzin dziennie siedzisz przed kompem, gdzie wyższa wartość dawała więcej punktów. Zbyt introwertyczna osobowość jest uważana za minus bo utrudnia pracę w zespole.



A jeszcze mam pytanko jak w praktyce wyglądają działy IT w firmach? To prawda, że są jakoś w szczególny sposób "odizolowane" od reszty firmy przykładowo z całą serwerownia gdzie przesiadują "zabunkrowani" pracownicy i reszta firmy nie ma pojęcia co się tam <ort>wgl </ort>znajduje? - Przez co np mogą pogłębiać się stereotypy nawiązując do tematu?
Idąc dalej - wiem możliwe, ze mega głupie pytanie :( - ale kto tam dokładnie pracuje? Tylko jacyś administratorzy utrzymania sieci i nie wiem technicy typowo od napraw sprzętu hardware? Czy mają tam ("załóżmy, że w tej części odizolowanej") też swoje stanowiska programiści - czy jednak nie i są oni np wyżej/niżej w "hierarchii" korpo?
To prawda, że managerem działu IT może być często osoba <ort>wgl </ort>nie będąca w temacie?

- Rejestracja:około 20 lat
- Ostatnio:około 3 godziny
- Postów:74
U mnie w dziale IT, można powiedzieć, że znajduje się centrum towarzyskie. Z uwagi na to, że mamy klimatyzowane pomieszczenia (niespotykane nigdzie indziej w naszej firmie) schodzą się wszyscy łącznie z dyrektorem oraz gł. księgową. Ostatnio zakupiony został porządny ekspres ciśnieniowy, po dłuższej dyskusji na temat gdzie ma być on umieszczony by zadowolić każdego pracownika, został on zainstalowany właśnie u nas w biurze. Więc można domniewać, że chyba nas tu lubią.
Ładnie podsumowuje temat wypowiedz jednego z założycieli Spartez. Z czego wynika, że stereotyp jak to stereotyp ma w sobie sporo prawdy i moje obserwacje jakie opisałem powyżej nie są wyssane z palca na temat tej "małej rozpiętości charakterów" itp.
Od 40m50s

Nie wiem, czemu uważacie, jakoby osobowość ekstrawertyczna była lepsza niż introwertyczna. Psychologia nie wartościuje typów osobowości. Większość ludzi interesujących się dziedzinami ścisłymi, matematycznymi, inżynierskimi, będzie mieć osobowość introwertyczną, ponieważ w obrębie tego typu osobowości jest wiele cech przydatnych w takich zawodach: umiejętność skupienia się na problemach, a nie osobach, umiejętność pracy samodzielnej, cierpliwość, umiejętność słuchania, dobra organizacja własnej pracy, wykonywanie zadań do końca. Natomiast cechy typowo ekstrawertyczne, takie jak umiejętność nawiązywania kontaktów, rozmowność, potrzeba bycia w centrum uwagi, są mniej przydatne, a w przypadku skrajnego ekstrawertyzmu wręcz przeszkadzają.
Niektórzy tu mylą ekstrawertyzm z umiejętnościami miękkimi, interpersonalnymi. Z doświadczenia wiem, że te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Śpiewam w amatorskim chórze, którego kierownik jest wybitnie ekstrawertyczny. Dusza towarzystwa, z poczuciem humoru, bardzo kreatywny, miły gość. Wydawać by się mogło, że idealny kierownik, ale niestety nie. Jest chaotyczny, nie potrafi się trzymać ustaleń, nie pamięta, co było na poprzedniej próbie, potrafi przegadać pół godziny o byle czym, często się myli, ma za dużo pomysłów na raz, nie potrafi podać nawet tonów tak, aby każdy wiedział, czyj jest czyj. Na imprezę spoko, ale do kierowania ludźmi brak mu właśnie umiejętności miękkich. Jest kierownikiem tylko ze względu na umiejętności twarde, tj. jako jedyny z nas ma wykształcenie muzyczne. Moim zdaniem skrajny ekstrawertyzm szkodzi pracy zespołowej bardziej niż skrajny introwertyzm. Introwertycy w ostateczności zawsze się do gadają mailem.
No, I odnośnie umiejętności twardych: bez nich umiejętności miękkie nie mają znaczenia. Z przedstawiciela handlowego nie zrobisz programisty w ogóle, natomiast programisty nerda co najwyżej nie wyślesz do klienta lub na konferencję. Mając do wyboru wymiatacza nerda i wygadanego przeciętniaka, wybiorę do zespołu nerda. Zwłaszcza, że większość jakich znam okazuje się znacznie mniej nerdowata po bliższym poznaniu. Ot, wielu nie dba o opinie nie nerdów, dlatego wśród nie nerdów wydają się dziwni. Tymczasem to, że jakiś nerd nie chce z Tobą gadać może oznaczać, że to Ty nie masz nic ciekawego do powiedzenia, a nie on.
Podsumowując, programiści są specyficzni, w tym samym sensie co specyficzni są prawnicy, lekarze i inne grupy zawodowe. Nie widzę w tym nic złego. A o popularność raczej zabiegać nie muszą. Stąd czasem te flanelowe koszule. Krawaciarze noszą garnitury, bo muszą.


- Rejestracja:ponad 10 lat
- Ostatnio:ponad 10 lat
- Postów:1
Stereotyp informatyka tak naprawdę wziął się z tego, że kiedyś osoby, które zajmowały się komputerami prezentowały właśnie taki styl bycia. Wynikało to z faktu, że programowanie komputerów to była praca obrzydliwie żmudna i mozolna - tylko taki "zamulacz" mógł to robić. Niskopoziomowe języki programowania wymagały przecież od programisty myślenia m.in. o takich sprawach jak zarządzanie pamięcią czy specyfika danej platformy sprzętowej. Co więcej, komputery były nieporównywalnie słabsze więc napisanie sensownego programu, który zmieści się w pamięci RAM i będzie się wykonywał w przyzwoitym czasie było nie lada wyczynem. Unie, kombinowanie ze wskaźnikami, ultra optymalizacja algorytmów, praca w IDE o funkcjonalności notatnika, dywagacja czy użyć float czy double itp. musiały powodować dużo trudnych do debugowania błędów i wybitnie nieczytelny kod. Jak wyglądała kwestia bibliotek i frameworków? Takie prymitywy jak List, Dictionary już nie mówiąc o Form, bez których nikt nie wyobraża sobie dzisiaj kodzenia to była jakaś abstrakcja. Co z tego wszystkiego wynika? Potrzeba było ekstremalnie dużo czasu żeby cokolwiek napisać, a babranie się w takim kodzie to była praca dla skrajnych fanatyków. Stąd właśnie takie filmy jak choćby "Zemsta frajerów" z 1984. Dzisiejsze programowanie jest wreszcie dla ludzi. We współczesnych językach programowania można o ww. uciążliwościach zapomnieć, a wszystko-podpowiadające IDE czy wszechobecne gotowe rozwiązania programistyczne, sprawiają że programowanie jest niezwykle przyjazne, a kod wygląda coraz bardziej jak język naturalny.
Nowoczesne firmy IT coraz częściej kultywują Scrum, a w nim bardzo ważnym atutem jest umiejętność pracy w grupie oraz zdolności interpersonalne. Developerzy kontaktują się z Product Ownerem bezpośrednio, a codzienne standup'y teamu na których się przede wszystkim rozmawia to jedno z założeń. Byłem jakiś czas temu na rekrutacji na praktyki w jednej z takich firm i muszę przyznać, że na zdolności interpersonalne patrzono się w szczególności. Tak naprawdę dostały się te osoby, które pod tym względem się wyróżniały mimo, że ci którzy znacznie lepiej programowali nie dostali się.
W zasadzie to główną tezę można odwrócić i stwierdzić, że to nie praca programisty powoduje bycie "zamulaczem", ale to "zamulacz" z większym prawdopodobieństwem zajmie się programowaniem, a przynajmniej tak robił w przeszłości. Kiedyś jak ktoś nie radził sobie w świecie realnym to uciekał do książek, w których był kimś innym, lepszym. Potem powstały komputery, które przede wszystkim były interaktywne i można z nimi było się w jakiś sposób komunikować - idealny przyjaciel dla naszego smutnego "zamulacza". Gry szybko się nudziły, a Internetu jeszcze nie było lub dopiero raczkował więc taka osoba zaczynała zajmować się właśnie programowaniem. Jednak dzisiaj można robić przecież wiele ciekawszych rzeczy na komputerze. Jak nie youtubowy celebryta nas czymś nie zabawi to zawsze można wskoczyć na jakiegoś kwejka czy 9gaga, a kiedy ściągnie się już ostatniego parta to można już nie wychodzić z pokoju przez dwa najbliższe tygodnie bo przecież w realu grafika jest gorsza. "Zamulacze" więc mają co robić i na pewno nie będzie to kodzenie. Większość osób wyglądających na programistów z lat 80 prawdopodobnie są właśnie takimi gamerami lub ludźmi internetu. Programiści dzisiaj pod względem stylu bycia w zasadzie nie różnią się od innych inżynierów. Przesiadywanie dniami i nocami przed komputerem to już nie ich działka - nie mają już takiego powodu.
Ktoś pisał, że programiści nie są doceniani za swoją robotę. Ja myślę jednak, że programiści będą coraz bardziej doceniani za to co robią. Wiele osób rozmawia o kolejnych app'kach na smartphone'a jak o kolejnych piosenkach czy filmach. Świat staję się co raz bardziej skomputeryzowany więc osoba, która to wszystko ogarnia czy tworzy na pewno musi wzbudzać pewien podziw. Kiedyś potrzeba było szabli aby się obronić, dzisiaj prędzej wiedzy z IT security.

@azyl, no nie do końca tak to z tą historią było. Po pierwsze dawno temu programowaniem komputerow zajmowali sie przede wszystkim naukowcy (zresztą do dziś się tym zajmują w głównej mierze) oraz wojskowi (kompilator jest tworem wojskowym!!!). To już tworzy zbiór ludzi o specyficznym postrzeganiu świata.
Po drugie w latach 70-tych i na początku 80-tych firmy IT przypominały bardziej współczesne korporacje finansowe niż to zo znamy jako IT. Obowiązywał dress-code, krawaty, garnitury. Programowanie ściągnęło też więcej ludzi "normalnych". Takich, którzy zamiast inżyniera budownictwa lądowego robili inżyniera elektroniki, czy magistra matemetyki. Aż przyszly lata 80-te....
... z całym swoim bogactwem kultury buntu. Najlepszym przykładem jest Microsoft, który budził zgorszenie nie tym, że był evil, ale tym, że można było tam chodzić w koszulkach i dżinsach. Do tego należy dołożyć coraz liczniejszą społeczność hakersą, która uzyskała szeroki dostęp do mikrokomputerów, co ściągnęło też wszlekie zbuntowane i cwane dzieciaki. Zobacz jak wyglądał na przykład Kevin Poulsen. Jego wygląd opisywany mniej więcej "wygląda jak członek zespłu typu KISS".
azyl napisał(a):
Stereotyp informatyka tak naprawdę wziął się z tego, że kiedyś osoby, które zajmowały się komputerami prezentowały właśnie taki styl bycia. Wynikało to z faktu, że programowanie komputerów to była praca obrzydliwie żmudna i mozolna - tylko taki "zamulacz" mógł to robić. Niskopoziomowe języki programowania wymagały przecież od programisty myślenia m.in. o takich sprawach jak zarządzanie pamięcią czy specyfika danej platformy sprzętowej. Co więcej, komputery były nieporównywalnie słabsze...
E tam. Komputery były słabsze, ale i problemy, które rozwiązywały były mniejsze i prostsze. Oczekiwania użytkowników tez były odpowiednio mniejsze. Nie sądzę, aby to miało wpływ na sposób postrzegania programistów. Jedyna różnica może jest taka, że teraz byle dzieciak może wziąć PHP i udawać programistę, a wtedy tak się nie dało - próg wejścia był wyższy. Jeśli chodzi o żmudność, to istnieje mnóstwo zawodów bardziej żmudnych i wymagających większej wytrwałości.
Nowoczesne firmy IT coraz częściej kultywują Scrum, a w nim bardzo ważnym atutem jest umiejętność pracy w grupie oraz zdolności interpersonalne. Developerzy kontaktują się z Product Ownerem bezpośrednio, a codzienne standup'y teamu na których się przede wszystkim rozmawia to jedno z założeń. Byłem jakiś czas temu na rekrutacji na praktyki w jednej z takich firm i muszę przyznać, że na zdolności interpersonalne patrzono się w szczególności. Tak naprawdę dostały się te osoby, które pod tym względem się wyróżniały mimo, że ci którzy znacznie lepiej programowali nie dostali się.
Moda. Nie ma badań potwierdzających, że stosowanie tych metodyk zwiększa szanse powodzenia projektu. Wielu zespołom taka na sile narzucone nowoczesność wyszła bokiem. To jest raczej tak, że dobre zespoły i dobrzy programiści w naturalny sposób pracują metodami "lekkimi", i są w opozycji do modelu wodospadowego i nadmiernej biurokracji. Natomiast wzięcie kiepskich lub przeciętnych programistów i robienie im standapów nawet co godzinę nie zrobi z nich dobrego zespołu. Gdyby tak było, to wystarczyłoby zatrudnić wygadanych przedstawicieli handlowych i dać każdemu książkę dla opornych, aby się nauczyli programować w 21 dni - i to byłaby recepta na sukces projektu. Bzdura.
Z dalszą częścią posta się zgadzam.
Moim zdaniem stereotyp programisty to ten sam stereotyp, którym darzeni byli naukowcy, wynalazcy, tudzież inżynierowie jeszcze przed epoką komputerową. Wtedy stanowili mało widoczną niszę, teraz informatyka się spopularyzowała, wiec siłą rzeczy są bardziej w centrum uwagi i niektórych bardziej kłują w oczy. Sam stereotyp wynika pewnie z tego, że inżynierowie zwykle bardziej interesują się przedmiotami niż ludźmi i rzadko zabiegają o względy innych ludzi. Po prostu nie zależy im tak bardzo na popularności jak innym i przeznaczają swój czas na inne rzeczy. Np. popularność takiego celebryty telewizyjnego to jego być albo nie być, natomiast w przypadku inżyniera nie ma to znaczenia, czy ma 5 znajomych, czy 5000.

- Rejestracja:prawie 20 lat
- Ostatnio:3 dni
Dzisiejsze programowanie jest wreszcie dla ludzi. We współczesnych językach programowania można o ww. uciążliwościach zapomnieć, a wszystko-podpowiadające IDE czy wszechobecne gotowe rozwiązania programistyczne, sprawiają że programowanie jest niezwykle przyjazne, a kod wygląda coraz bardziej jak język naturalny.
Tyle, że taka radosna twórczość człowieka, który sobie zapomina, przyprawia kolejne osoby o ból głowy (albo czegoś tam jeszcze). A w niedługim czasie kod wygląda jak język naturalny, ale chyba pijanego słonia.
- 1
- 2