Ktoś tu chyba jest fanem Radia Erewań.
12 lat to nie jest niebawem, i nie ma mowy o żadnej rezygnacji, tylko o zakazie rejestracji nowych pojazdów. Stare pojeżdżą jeszcze długo, póki co, nie ma planów zakazu ich używania.
Jak czytam ten wątek, to przypomina mi się ta historia:
Londyński „Times” w 1894 r. ostrzegał, że przy dalszym wzroście transportu konnego, za 50 lat Londyn pokryje się trzymetrową warstwą kału. Nowojorczycy byli bardziej pesymistyczni – uważali, że stanie się to już w 1930 r.
Ile samochodów elektrycznych było w ofercie 12 lat temu?
Jaki zasięg przeciętnie oferowały?
Ile ładowarek wtedy było?
To chyba wystarczy, do wykazania, że obecna sytuacja odnośnie zasięgów oraz infrastruktury nie może być argumentem do rozważania na temat rzeczywistości samochodów elektrycznych za kilkanaście lat.
Póki co takie samochody nadają się dla pewnych grup użytkowników - takich, którzy nie jeżdżą na długich trasach, i mają jak tanio ładować.
Ale to nie jest nic nowego, nigdy nie było tak, że jakaś technologia była dla wszystkich. A, że tabuny idiotów kupowały diesle do jazdy po mieście, bo "mniej palo", to inna rzecz.
Argument o recyklingu akumulatorów jest śmieszny już teraz - wystawcie na Allegro czy innym Olx "uszkodzony" akumulator z elektryka. Telefon się Wam urwie. :) Bo taki akumulator, niezależnie od tego, jaką ma realną pojemność, chętnie zostanie kupiony przez niektórych posiadaczy fotowoltaiki. Oni będą wiedzieli, jak go użyć, i jeszcze przez wiele lat nie będzie potrzebny żaden kosztowny recykling.
Poza tym, za 12 lat możemy mieć w ofercie więcej niż kilka modeli samochodów na wodór, i więcej niż kilka stacji.
No, a przede wszystkim, to według wszystkich internetowych ekspertów UE robi to, co Niemcy każą, a oni przecież nie dadzą ubić swojego przemysłu samochodowego. :D
To nie oznacza, że mamy sobie dokładać czynniki mogące doprowadzić do katastrofy na szeroką skalę, jeżeli możemy wykorzystać naprawdę czyste i pozbawione ryzyka źródła energii, czyli słońce i wiatr.
Tylko wtedy nie było by monopolu na prąd i tu jest pies pogrzebany, a elektrownia jądrowa to dalej monopol, dlatego to pchają rządy, żeby się jednostki mogły nachapać jak to robiły do tej pory z węglem.
Ale przecież nikt Ci nie broni odpiąć się od sieci, zamontować w swoim domu wiatraków i paneli, i korzystać z komputera tylko wtedy, gdy będzie wystarczająco dużo Słońca i wiatru. :) Czemu tego nie zrobisz?
Rzeczywistość jest taka, że OZE mogą być dodatkiem do systemu, sposobem na obniżenie rachunków dla odbiorców indywidualnych i małych/średnich firm, ale już nie podstawą systemu. Nie zapewnią stabilności zasilania, nie zasilą wielkich zakładów przemysłowych.
A Twoje obawy o potencjalny wyciek radioaktywnych substancji z hipotetycznej elektrowni atomowej są po prostu absurdalnie komiczne w zestawieniu z codziennością, czyli tonami radioaktywnego uranu wydostającymi się z kominów obecnych elektrowni.
Chcesz kupić auto premium. Twoje opcje to:
A. Kupujesz fure za 250K, która przejedzie 800km i którą "ładujesz" 2 minuty praktycznie w kazdym miejscu w polsce bez kolejek
B. Kupujesz fure za 350K, która przejedzie 250km i którą "ładujesz" 60 minut w paru miejscach w Polsce z ryzykiem kolejek.
W Polsce mamy 7800 stacji benzynowych i 2400 ładowarek. Bardzo niewielka różnica między "każdym" a "paru", nawet nie rząd wielkości.