Na chwilę obecną sobie nie wyobrażam mieć tylko elektryka, do jazdy po mieście w porządku natomiast sama myśl o tym że miałbym w planowaniu podróży dołożyć jeszcze planowanie trasy pod ładowarki to mnie mdli. Nienawidzę akumulatorów wszelkiego rodzaju bo mam tylko negatywne doświadczenia - czy to bateria w laptopach która po paru latach jest do niczego mimo włączenia opcji przedłużenia życia przez ładowanie do 80% i dbania o nią jak tylko można, czy bezprzewodowy odkurzacz elektryczny który również się do niczego nie nadaje po zaledwie roku (pewnie trzeba było kupić droższy).
Natomiast uważam że taki zakaz czy też nakaz znacząco zmieni świat elektryków tak, że staną się używalne. I nie wiem czy będą to wymienialne w łatwy sposób baterie, możliwość naładowania w parę minut, ogólnodostępność ładowarek, panele słoneczne na dachu (lub może karoseria całego auta mogłaby zbierać energię) żeby w razie utknięcia na zadupiu móc dojechać do najbliższej ładowarki bez wzywania pomocy, czy autostrady z ładowaniem indukcyjnym (wątpię), ale na pewno nie będzie tak źle jak jest teraz. Być może wpłynie to pozytywnie też na technologie używane w smartfonach czy laptopach i android nie będzie musiał używać sztuczek wyłączając wszystko w tle co się da żeby tylko przetrwać dobę. Niemal na pewno nie przysporzy to oszczędności użytkownikom, cena prądu pewnie zrówna się na tyle że za jazdę elektrykiem zapłacimy tyle samo.