BłędnyRycerz napisał(a):
Mam pytanie do psiarzy. Siedzicie w domu i nad czymś pracujecie. Na zewnątrz zimno. A tymczasem piesek daje znać, że chce iść na spacer i się wysr@ć. Serio, jara was to?
Wiem, że post z kategorii zaczepny / trolling, ale spróbuję ci odpisać poważnie, może inny, podobnej klasy dureń coś dla siebie z tego wyciągnie.
Nie jestem psiarzem, ale kocham zwierzęta. Sam mam kotka.
Teraz spróbuj sobie wyobrazić sytuację, że jest taki piesek, który ciągle za tobą chodzi, cieszy się, merda ogonem. Jak przychodzisz do chaty z roboty/zakupów to za każdym razem wita cię tak jakby cię nie było pół roku. Kładzie się koło ciebie, przytula. Jak jesteś smutny to i on jest smutny, kładzie się gdzieś obok, albo na tobie (jeśli mały) i patrzy tak w oczy. Wszystkim się cieszy co dla niego zrobisz i wszystkim się ekscytuje.
Po tygodniach, miesiącach, staje się dla ciebie przez to coraz ważniejszy, traktujesz go jak członka rodziny. Jest twoim życiowym towarzyszem na dobre i złe.
Przestajesz go traktować jak byle "zwierzę". Jest już członkiem rodziny.
Twoje pytanie to trochę tak jakbyś zapytał młodych rodziców, czy się nie wkur-wiają, że guwniak im się zlał do łóżka, nasrał w pieluche, albo zerzygał na dywan.
Ani rodzice, ani opiekunowe psów / kotów w ogóle nie myślę takimi kategoriami. Myślą o tym jak uszczęśliwić swojego pupila za to, że są.
Uczucie do pupila potrafi być tak silne, że nie raz kumple potrafią zażartować, że prędzej by się rozwiedli niż zostawili swojego psa / kota.
Oczywiście zestawianie zwierzaka na równi z dzieckiem, które dzisiaj często ma miejsce jest nie na miejscu i nie jestem fanem traktowania zwierzaka jako atrapy potomka. To po prostu oddzielny byt w rodzinie, który także jest ważny.
To tyle w odpowiedzi na twoje pytanie.
Inna rzecz, że osobiście znam bydlaka, który po 8 latach posiadania psa oddał go do schroniska bo wyprowadził się z domu do mniejszego mieszkania i stwierdził, że zrobiło im się za ciasno.
Może są po prostu tacy ludzie (może tacy jak ty), którzy nie mają ani empatii, ani sympatii do zwierząt i tego zwyczajnie nie czują? Może odpowiada za to jakaś trauma, albo obszar mózgu, który jest w jakiś sposób upośledzony, zniekształcony? Nie umiem na to odpowiedzieć, ale istnieją tacy ludzie i sam takich znam.
Ja od praktycznie dzieciaczka podchodziłem do wszystkich zwierząt, łapałem i głaskałem jaszczurki, myszki, zbierałem ślimaki z chodnika i zanosiłem do ściółki.
Dzisiaj mam ponad 30 lat, a największy plus dla mnie jak jadę gdzieś do dalszej rodziny, albo znajomych to jak mają psa, albo kota, to już wiem, że przynajmniej będę miał co robić, bo zawsze zwierzak przychodzi do mnie, a ja mam towarzysza do miziania :D


