Odnośnie tych ciał jak myślicie, jacyś bezdomni/ludzie samotni?
Pewnie tak, ale problem jest gdzieś indziej: są określone procedury jeśli w ciągu kilku dni nikt (w sensie - jakiś zakład pogrzebowy na zlecenie rodziny/gminy/MOPS) nie odbierze zwłok. O ile pamiętam - coś koło tygodnia leżakowania, a potem uruchamiamy oficjalną ścieżkę. A tutaj miesiącami sobie trupidełka gniły w lodówkach (nie zamrażakach, ale lodówkach), jakby czekali aż się rozpuszczą całkiem i spłyną do kanału. I to jest problem, a nie że ktoś nie odebrał. Bo są przewidziane procedury, ale z jakiegoś powodu nie były one w szpitalu stosowane.







