Jerzy Brajektoria napisał(a):
tutaj jest kilka wątków, nie tylko sama prohibicja. Blokowanie miejsc dla mieszkańców, by nie mogli się wypowiedzieć, wojenki Trzaskowskiego i Kierwińskiego za naszą kasę, czas stracony na masę przepychanek, by znów temat zakopać. Sam proces przeprowadzenia konsultacji i masa czasu stracona, by na ostatniej prostej to zablokować.
I wszystkie te wątki to są rzeczy nieistotne.
- na te rady mieszkańcy nie chodzą bo są w pracy, chodzą ludzie zaangażowani politycznie w dane tematy. O ile blokowanie miejsc to chamstwo, o tyle nie zablokowano miejsc dla normalnych mieszkańców, tylko dla ludzi, których przyprowadzili aktywiści
- wojenki Trzaskowskiego i Kierwińskiego to (póki co) fakt medialny. Nawet jeśli tam jakaś wojna jest, to na pewno nie ona zadecydowała o decyzji ws. prohibicji
- stracony czas na masę przepychanek - sam fakt, że jakaś grupa poświęciła sporo czasu na dany temat nie jest żadnym argumentem
- "proces przeprowadzania konsultacji" xD Ty wiesz, jak wyglądają te konsultacje społeczne? To taki formularz w internecie lub świstek papieru w urzędzie. A te konkretne konsultacje społeczne to był jeszcze większy cyrk bo MJN swoich zwolenników instruowało, żeby się rejestrowali i oczywiście odpowiednio głosowali.
Robią coś dla głosów? Chyba wręcz przeciwnie.
Ano właśnie o to chodzi, że prawie na pewno głównym motorowym tego całego zamieszania były głosy. Cała sprawa zaczęła się jeszcze przed wyborami prezydenckimi - wcześniej Trzaskowski był przeciw zakazowi sprzedaży alkoholu, a dopiero w trakcie kampanii zmienił zdanie. Wiesz czemu? Bo chciał głosów.
Teraz drugie - dlaczego PO mogła nie chcieć prohibicji? Z prostej przyczyny - PiS od dłuższego czasu, próbuje (z całkiem dobrym skutkiem) przypiąć PO gębę partii skrajnie lewicowej. I bardzo mocno wpisuje się w to narracja PiSu - np. Centra Integracji Cudzoziemców, które budował PiS nagle stały się złe, katoliccy migranci z Ameryki Południowej których wpuścił PiS stały się również złe i wiele innych spraw nagle się zmieniło. PO z kolei obecnie chce przestać być kojarzona z lewicą, a być bardziej - z braku lepszego słowa - "prawicowa". Dlatego Tusk gada o repolonizacji, dlatego obiecuje zbrojenia i mocną armię, dlatego już nie ma mowy o imigrantach.
No i tutaj wchodzi do gry Warszawa. PiS doskonale wie, że Warszawa jest nie do zdobycia, więc postanowił z Warszawiaków zrobić takie ostrzeżenie dla reszty kraju. Chcą powiedzieć "patrzcie, tak wygląda miasto Tęczowego Rafałka, jeśli oni zdobędą pełnię władzy to wszędzie tak będzie". W domyśle będzie wszystko źle, będą strefy czystego powietrza, robienie dobrze deweloperom, będziemy nienawidzić Dino jak ludzie z Wilanowa, a w szkołach będą uczyć technik masturbacji.
I teraz przechodzimy w końcu do tematu prohibicji. Temat się rozpoczął w trakcie kampanii wyborczej, gdzie Trzaskowski nagle zmienił zdanie w tej sprawie - oczywiście tylko dlatego, żeby zdobyć głosy. Natomiast to, że PO na pewno nie będzie chciała wprowadzać prohibicji w Warszawie to było dosyć jasne dla każdego interesującego się tematem, ale problem był taki, że temat ruszył i koalicjant nalegał - więc niespecjalnie było wiadomo, co z tym zrobić. Natomiast według mnie - być może w Warszawie byłoby to nieujemny wpływ na poparcie PO, o tyle w skali całego kraju raczej by wyszło to na minus.
Wybacz mi, ale teksty "tak działa polityka, nie znasz świata", to postawa zblazowana i cyniczna. Moją rolą jako obywatela jest zgłaszanie mojego sprzeciwu, gdy to widzę, szczególnie w tak bezczelnej formie.
Ale ja ci nie każę lubić Tuska. Mój problem jest taki, że ludzie w internecie coraz częściej ignorują rzeczywistość. W sumie to zabawne, że zrobiliśmy piękne koło - dzisiejszy internet jest bardziej odklejony niż artykuły Wyborczej w 2010 r.
Ja mam poglądy liberalne. Dlatego naprawdę liczę na upadek platformy, żeby w jej miejsce mogła powstać partia, która będzie te poglądy lepiej reprezentować.
Ogólnie to trochę mi się nie kleją "poglądy liberalne" z "chcę zakazu", ale rozumiem, że poglądy liberalne też się stopniują. Natomiast bajka o tym, że powstanie nowa liberalna partia jest już chyba starsza niż bajka o POPiSie co to się dogadały i wymieniają się władzą co jakiś czas.
W Polsce nie ma opcji, żeby zaistniała jakakolwiek partia liberalna i była samodzielnie w stanie zdobyć więcej niż 10% głosów. Polacy chcą państwowego interwencjonizmu co pokazuje dobitnie 800+, a ostatnio ta cała kotłowanina wokół idei "wielkich inwestycji państwowych".



