Swego czasu miałem krótką przygodę w jednej szkole w pierwszym roku działania szkoły typu gimnazjum. Była to gimnazjum gminne, gdzie chodziło wiele ludzi ze wsi i oni doili mydło do słoików ze szkolnych kilów aby brać je do domu. Wtedy dla szkoły opracowywałem dokumentacje prawną co do umów itp.
Mydło w WC było, ale było kradzione co była plagą. Dodatkowo dzieci bardziej obrotne gospodarzy ze wsi nauczycielom potrafili na świętą przywozić wytłaczanki pełne jajek lub kawał świniaka :-D I to nie było odosobnione. To był 1 rok powstawania ponownie gimnazjów w Polsce - jakie niedawno zlikwidowano - ponownie.
Za moich czasów w szkole a raczej jej kiblach było bardzo sympatycznie, szczali i nie spuszczali wody, szczali na kabiny i za kibel. Zawsze się brzydziłem tam iść i capiało. Dopiero w liceach było tam czyściej ... ale też nie korzystałem za specjalnie.
Widzę że Marooned pamięta najlepiej stere dobre czasy, w czynie społecznym jak ludzie przynosili makulaturę a potem nauczyciel ją ponownie przyjmował i robili niebagatelne ilości teoretycznie zebranej makulatury. To były też czasy czynu społecznego w szkołach typu wykopki ziemniaków oraz tego typu fajne zadania. :-D