@renderme , jak rozumiem, twierdzi, że:
- Rosja jest wciąż trzecią potęgą świata
- Wojna na Ukrainie nie dowodzi słabości Rosji, bo Rosja wciąż wygrywa
- Ktokolwiek twierdzi inaczej, ten został przeprany przez zachodnią propagandę.
Ja twierdzę, że wojna na Ukrainie dowodzi, że Rosja jest dużo słabsza militarnie, niż chciałaby uchodzić nawet, jeśli ostatecznie Ukrainę uda jej się podbić
@renderme argumentuje, że powolne postępy w inwazji wypływają stąd, że podbój i wojna agresywna są dużo trudniejsze, niż wojna obronna. Dlatego fakt, że Rosja prowadzi wojnę agresywną i wciąż ma jakieś zyski terytorialne dowodzi jej ogromnej przewagi nad Ukrainą.
Podczas IIWŚ Niemcy podbiły Polskę w miesiąc. Tyle najwyraźniej trzeba, by podbić obce państwo, gdy mamy ogromną dysproporcję sił.
Podczas IIWŚ Niemcy podbiły Francję w dwa miesiące. Tyle najwyraźniej trzeba, by podbić obce państwo, gdy dysproporcja sił nie jest już az tak olbrzymia.
Rosja chrzani się z Ukrainą już rok i udało jej się co najwyżej wyrwać nieco ziemi. Wygląda więc na to, że przewaga Rosji nad Ukrainą jest wyraźnie mniejsza, niż przewaga Niemiec nad Francją w 1940.
Stalin zrezygnował z planów podboju Finlandii, gdy nie udało mu się ich zrealizować w trzy miesiące. Najwyraźniej rozumiał, że się kompromituje nawet, jeśli w końcu uda mu się wygrać.
Ukraina miała podobno być państwem skorumpowanym i zacofanym. Zatem, jeśli Rosja ma być rzekomo trzecią potęgą świata, to z tego chyba by wynikało, że Ukraina będzie czwartą potęgą świata?? Chyba jednak bardziej prawdopodobne jest, że wojna dowiodła, iż wszechmoc armii rosyjskiej była raczej potiomkinowska.
BTW. Propaganda ruska grozi nieustannie, że Rosja podbije nie tylko Ukrainę, ale jeszcze Polskę i w ogóle pół świata, jeśli świat śmie im się przeciwstawiać. Ciekawe, jak zamierzają tego dokonać. Niezależnie od tego, czy podbój jest sam z siebie tak trudnym zadaniem, jak twierdzi renderme, czy też armia ruska jest słaba, chyba sytuacja w obecnej wojnie dowodzi, że o kolejnych podbojach ruskie mogą sobie co najwyżej pomarzyć.
Odnośnie "zwycięstwa" Rosji w wojnie. Tak, przyznaję, istnieje spore prawdopodobieństwo, że Rosja utrzyma zajęte terytoria. Mało tego, istnieje nawet taka możliwość, że Putin wreszcie podbije tę nieszczęsną Ukrainę skutecznie.
Pytanie, jakim kosztem.
Ignorując implikacje polityczne, Rosja podobno wysyła na front już mięso armatnie: własnych obywateli wziętych z poboru, bez przeszkolenia, ze sprzętem dziesiątej jakości albo i bez sprzętu w ogóle. Nie przypuszczam, by była to tylko propaganda zachodnia: jest to w zasadzie jedyne wyjaśnienie, czemu podbój idzie Rosji tak ślamazarnie.
Z tego wynika jednak, że Rosja, by zachować zdolność bojową, została zmuszona do uruchomienia ostatnich swoich rezerw. Prowadzi obecnie wojnę na wyniszczenie. Ze względu na swe olbrzymie obszary i słynny z historii ogromny potencjał do prowadzenia tego rodzaju wojny Rosja może tę wojnę wygrać, to prawda. Rosja w zasadzie jest w stanie wygrać niemal każdą wojnę, jeśli tylko w imię zwycięstwa zechce się wyniszczyć.
Ale wojna na wyniszczenie jest niezwykle kosztowna, nawet, jeśli ostatecznie będzie zakończona zwycięstwem. Wojna na wyniszczenie wyniszcza (duh). Czy Ukraina naprawdę jest aż tak cenną zdobyczą, by opłacało się Rosji zrujnować samą siebie w imie zdobycia tej nieszczęsnej Ukrainy? Jeśli istotnie Rosja jest trzecią potęgą świata, Ukraina zaś zacofaną korupcją, to jest chyba jasne, że to transakcja na zasadzie zamienił stryjek siekierkę na kijek. To tak, jakby Bill Gates oddał trzy czwarte swego majątku w imię przejęcia jakiegoś polskiego JanuszSoftu. Gdzie sens, gdzie logika?
Nie znaczy to, że nigdy w historii zwycięstwo w trudnych i kosztownych wojnach nie budowało imperiów. Na przykład wielka potęga Rzymu zaczęła się od wojen punickich, a to były dla Rzymu bardzo trudne wojny. Ale - co ważne - Kartagina była wówczas hegemonem na obszarze. Rzym wojował nie z (rzekomo) państwem od siebe o wiele pośledniejszym, tylko z ówczesnym hegemonem, by sie zamienić z nim miejscami. Jeśli więc Rosja za wszelką cenę chce zdobyć Ukrainę, to tym samym jakby sama przyznaje, że jest na poziomie zbliżonym do Ukrainy. W przeciwnym razie nie opłacałoby się Rosji wyniszczyć, by Ukrainę zdobyć.
Wreszcie trzeba wziąć pod uwagę, że Ukraina, jak się zdaje, zamierza walczyć do ostatniej kropli krwi, Rosja zaś, by wreszcie wojnę wygrać, nie ma żadnych oporów przed atakami na infrastrukturę cywilną oraz mordowaniem cywili. Podczas wojny zostały już zniesione całe miasta. Z tego wynika, że jeśli Rosja wreszcie Ukrainę zdobędzie, to tak naprawdę zdobędzie nie Ukrainę, tylko pustkowie po niej. Rosja może zdobyć ziemię, na której obecnie jest Ukraina, ale nie może zdobyć samej Ukrainy. Tym bardziej obniża to wartość zwycięstwa Rosji w tej wojnie.
Rosja ma tyle ziemi, że akurat kolejne obszary ziemi jej są chyba najmniej potrzebne.
Czy zatem Ukraina jest dla Rosji naprawdę aż tak groźna, że opłaca się Rosji ją zamordować, nic z tego tytułu nie dostając?





usdpln