Kobiety-programistki, które spotkałem kiedyś w robocie na bank były lepsze od niejednego chłopa-programisty.
Jak słyszę to zdanie to przypominają mi się memy w stylu: "Chłopaku, pokochaj dziewczynę, która ma borderline. Jeżeli Cię pokocha to będzie Ci się lepiej żyło niż z niejedną z tzw. dobrego domu."
Ja widziałem kobiety-programistki gorsze od niejednego chłopaka-programisty. Oczywiście nie chcę generalizować, ale widziałem kobiety scrum masterów, product ownerów, architektów, data scientisów, juniorów, seniorów, ale nie widziałem jeszcze kobiety tech leada, takiej co to siedzi po godzinach i poprawia kod po innych w zespole. A nie, w sumie to raz widziałem, obraziła się w pierwszym miesiącu pracy i się zwolniła.
Jeszcze żeby dopowiedzieć co mam na myśli. Kiedy mój zespół był mobbingowany przez osobę wyższego szczebla to ja byłem osobą, która zgłaszała mobbera do managerów wyższego szczebla. I robiłem to mając najlepszy performance w moim zespole, inaczej pewnie bym został zwolniony. Jakie rady otrzymywałem? "Odpuść, znajdziemy Ci inny projekt". Rady w stylu: "nie obchodzi mnie kto zaczął, macie się pogodzić". Po akcji resocjalizacyjnej, którą ja zacząłem, gość został odsunięty od zespołu, a ja zwiększyłem swoje notowania.
Ktoś powie, że z tego w sumie wynika, że mężczyźni są mobberami. Ale to też byłby dowód anegdotyczny. Nie tylko mężczyźni muszą być mobberami i mężczyźni też muszą radzić sobie z tymi samymi mobberami i pracować pod presją. Z jakiegoś powodu kobiety nie radzą sobie z presją bycia programistami i idą w zarządzanie.
