Bogactwo bierze się z oszczędzania kapitału wypracowanego z wykorzystaniem innego kapitalu wygenerowanego przez innych ludzi.
Co do innej myśli, która padła w tym wątku, a która leży u podstaw liberalizmu gospodarczego - wszystko co zarabiam w życiu zależy od moich decyzji, to ja ponoszę konsekwencje swoich czynów, podatki to rabunek. To jest totalna bzdura.
Jakby wszystko zależało coś od indywidualnego czlowieka to by gość musiał wszystko od podstaw na sawannie budować. To że my sobie możemy tutaj kucotronikować za dobre pieniądze i w dobrych warunkach to robimy, to zawdzięczamy tę sytuację poprzednim pokoleniom. INNYM OSOBOM. A także INNYM OSOBOM z łańcucha dostaw i pracy. Pieniądz to nie jest jakieś dobro, które sobie wypracowujemy. To jest ogólnie przyjęty środek wymiany, który nie ma sam w sobie żadnej praktycznie wartości, natomiast jedynie reprezentuje mniej lub bardziej dobrowolne umowy społeczne. Oczywiście, czasami jesteśmy zmuszani do jego zbierania i oddawania części reszcie społeczeństwa, ale to nie jest tak, że ktoś tu chce kogoś wykorzystywać. Po prostu ludzkość jako gatunek już dawno doszła do wniosku, że przy pomocy pieniądza można zapewnić podstawowe warunki niezbędne do przeżycia, zorganizować społeczeństwo. Możemy wrócić do anarcho-kapitalizmu, ale to będzie wywoływało masę patologii. Zajebiście by się żyło jakby sąsiad robił ci co jakiś czas zajazd na włości, nie? Sugerowanie, że samemu się ponosi konsekwencje swoich czynów to jest bzdura jeszcze większa. Nie dość, że wykorzystujemy pośrednio kapitał wypracowany przez inne osoby (a więc ograniczamy dostęp do kapitału zbudowanego przez wiele pokoleń) innym osoby w tym samym czasie, a poza tym ograniczamy dostęp też do zasobów naturalnych. Chociażby kupując sobie ciuszki bawełniane zatruwamy wodę czy glebę, w innych miejscach ją po prostu zabieramy, zatruwamy powietrze. To ma wpływ na innych ludzi.