Taka krótka historyjka:
Chodzi o niszowy soft polskie producenta, trochę moloch, nikt nie zna całości, znam go, choć aktualnie pracuje w bardziej szerokiej technologii. Realnie w całej Polsce osób, które znają ten system od strony programistycznej, jest może 100, i to szacunek optymistyczny. Aktualnie jest 5 ofert pracy dla programisty w tej technologi. Odzywa się rekruterka, pyta czy znam obszary X i Y. Mówię jak jest: trochę tak, ale mocniej siedzę w A, B i C, bo tam zrobiłem znacznie więcej. Mogłem podkolorować, że robiłem wyłącznie X i Y i że to moja wielka specjalizacja, ale nie byłem specjalnie zainteresowany. Programistycznie spełniam ich wszystkie checkboxy co do technologii i doświadczenia i to z dużym zapasem. Stawka poniżej tego co mam, tyle że ciepły UoP, więc chciałem zobaczyć co zaproponują. I teraz arytmetyka. Ze 100 osób znających system, X i Y zna może 20. Część siedzi u producenta, gdzie stawki są lepsze i skąd raczej nikt nie przechodzi do firmy partnerskiej. Zostaje jakieś 10 osób w kraju, które znają i technologię, i domenę. Ilu z nich w ogóle chce teraz zmieniać pracę? Trzech? Firma szuka ponad miesiąc, wiem bo trafiłem na dwa ich ogłoszenia którym wygasła ważność. Co z tego że pracuję day to day z biznesem, tworzę rozwiązania od A do Z i mógłbym im ogarniać temat z palcem w nosie, ale dostaje informację że firma jednak szuka konkretnie kogoś od X i Y. Nie chcą nawet porozmawiać. Nie mam nawet pretensji do rekruterki, robi swoją robotę i komunikuje się uczciwie. Chodzi o coś innego, firma próbuje znaleźć "unicorna" bo "jest rynek pracodawcy". Najprawdopodobniej za miesiąc będą szukać dalej, tyle że o miesiąc dłużej.