Jaka praca bez Scrum Sprintów i terminów?

Jaka praca bez Scrum Sprintów i terminów?
NM
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1
0

Po kilku latach pracy w Scrumie i dość sztywnych terminach dochodzę do wniosku z moim psychologiem, że nie radzę sobie pracować po presją Sprintów lub terminów. Motywuję to tym, że wcześniej pracowałem 2 lata jako administrator i tam w ogóle się nie stresowałem, były epizody, że nic nie robiłem tydzień jak wszystko miałem skonfigurowane i zautomatyzowane. Jedynie ogień był jak coś się wysypało, ale to się naprawiało na szybko.

Od ponad 5 lat pracuję po różnych korporacjach, 3 razy zmieniałem firmę i schemat się powtarzał. Codzienne raportowania, pilnowanie by wyrobić się w Sprincie, stres lekki. Jak się nie udaje dowieźć to w aktualnej pracy na Retro publicznie muszę się tłumaczyć.

Dla porównania w zespole mam Analityka Biznesowego i on na Daily mówi "ja wczoraj miałem spotkania, proproszę kolejną osobę XYZ". Nie ma na niej tasków, działa sobie luźno. Myślę też o takiej drodze.

Szukam stanowiska gdzie mógłbym pracować poza tym Scrumem i nie być rozliczanym z tasków dzień po dniu, a jak są opóźnienia często nie z mojej winy to muszę ludziom z biznesu głupio tłumaczyć. Czuję się jakbym gadał do dzieci.

Schemat się powtarza już w 3 firmie i się wypalam.

Czy ktoś poleci jakieś stanowiska gdzie nie podlega się pod Scruma i w miarę luźniejsza praca jest? Jestem w stanie zejść mocno z zarobków.

szatkus1
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
3

Scrum tutaj nie ma raczej nic do rzeczy. Ja w kilku ostatnich projektach, w których był scrum (czy raczej były sprinty, niekoniecznie full scrum) miałem tak, że na koniec sprintu PM coś klikał w jirze i wszystkie nieskończone taski magicznie dostawały labelkę kolejnego sprintu. I tyle.

AD
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 342
6

Szukam stanowiska gdzie mógłbym pracować poza tym Scrumem i nie być rozliczanym z tasków

Ale ktoś za to placi i cie rozlicza. Jak zlecasz zrobienie lazienki to też nie rozliczasz terminów i roboty?

HE
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 66
1

Pracowałem w firmie produktowej, która wytwarzała oprogramowanie wyłącznie na potrzeby własne. Nie było tam scruma i tego całego bullshitu z nim związanego. Była natomiast wyłącznie praca stacjonarna bo jakoś trzeba kontrolować niewolników czy się za bardzo nie lenią.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
1
heretic napisał(a):

Była natomiast wyłącznie praca stacjonarna bo jakoś trzeba kontrolować niewolników czy się za bardzo nie lenią.

Otwórz własną firmę, spraw, żeby zarabiała, zatrudnij "niewolników" i sam ich kontroluj. Przecież to takie proste i oczywiste...

frz
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: las
  • Postów: 872
0

Takich projektów bez scrum jest mnóstwo i niekoniecznie z mniejszym zarobkiem. DBA oraz różny support -tam raczej kanban. Migracja baz oraz data pipeline - po prostu robimy i zobaczymy jak pójdzie, bo planować raczej się nie da (ale projekt będzie chyba krótkoterminowy). Różne tam MVP, kiedy się nie da od razu powiedzieć co w ogóle będzie jako rezultat końcowy, ale tez raczej krótkoterminowy projekt.
Bez scrum, supportu, dyżurów nocnych i ścisłych terminów, a także z dobrym zarobkiem, no chociażby średnia stawka kontraktowni - to niezły sukces. Miałem takie coś może raz.

bagietMajster
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 455
0

Da się znaleźć ale będzie to ciężkie bo 95% firm ma scrum/agile. Tylko zastanów się czy masz problem z scrumem czy z tym że ktoś cię rozlicza z pracy. Bo o ile sam nie lubię scruma to wytykam mu zupełnie inne błędy i problemy niż Ty. Tutaj to wygląda jakbyś miał pretensje o to że ktoś sprawdza ile zrobiłeś i czemu się nie wyrobiłeś w PRACY. Na tym polega praca że robimy coś czego chce od nas pracodawca i dostajemy za to pieniądze. Jak masz opóźnienia przez inne osoby czy inne procesy czy cokolwiek na co nie masz wpływu to powiedz to jak cię pytają i tyle. Tłumacz się dlaczego czegoś nie zrobiłeś tylko jak ty masz w tym całą wine lub jej większość. Jak masz jakieś trudności to sygnalizujesz i masz mniejsza lub większą podkładkę potem. Oczywiście dobór firmy też jest ważny, niektóre to po prostu kołchozy.

99xmarcin
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 2420
2

Mi się scrum kojarzy z NIEEFEKTYWNOŚCIĄ - co tydzień marnowanie godzin na nudne spotkania, pisanie bzdur na karteczkach jak w przedszkolu a na koniec zdziwienie czemu "velocity takie niskie". A jak ma być wysokie jak zespół ma spotkania 2 - 3h, 3 lub 4 razy w tygodniu.

Daily aka standup to takie "stanie i czekanie", stoisz i czekasz na swoją kolej - w sumie większość ludu nie słucha tylko myśli o niebieskich migdałach. Mówisz utartą formułkę że pracujesz nad zadaniami i że posuwasz się do przodu. Jak ktoś zagai czemu tak wolno to wymyślasz na poczekaniu jakieś głupie uzasadnienie (ludzie to urodzeni racjonalizatorzy). Ostatecznie po tym spotkaniu ma się jeszcze gorszy obraz sprintu niż przed nim.

Scrum Master o ile jest głupi i zaczyna zachowywać się jak wujek dobra rada, bardzo szybko traci w oczach programistów. Po 1 lub 2 miesiącach często jego "rady" spotykają się już tylko z uśmiechem politowania i pokiwaniem głową, a sam SM nieświadomy cieszy sie że robi z siebie idiotę.

Biznesowi ostatecznie też zabawa przestaje się podobać jak się okazuje że rzeczy nie podwożone i zabugowane. Gdyby nie było Scruma to pewnie szybkość dev'owania była by podobna...

Oczywiście są firmy z Niemieckim Ordnung'iem ale to bardziej kontraktornie, czy fixed-price. Nie wyobrażam sobie jak pojedyńcza osoba może wywierać presję na cały zespół. Raczej jest tak że szef musi zachowywać się jak kapitan okrętu, dyscyplina musi być, ale przegięcie grozi buntem (w IT: ludzie masowo uciekają do innych firm) i poważnymi kłopotami.

PS. Terminów - termin to ma chirurg: jak zacznie operować to musi skończyć. Cała reszta to myślenie życzeniowe zleceniodawców.

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
0

opinia o planowaniu pracy:

jedyną firmą, w której pracowałem i nie było w niej regularnego planowania (czy to scrum, kanban czy cokolwiek innego) był comarch i tam był bajzel na kółkach. o ile na stażu jeszcze dowiozłem coś sensownego, bo wiedziałem co robiłem, miałem zapał, kolegów na miejscu do współpracy i przełożonych, którzy coś tam się interesowali, o tyle potem było tylko gorzej. po stażu dostałem projekt, gdzie mój przełożony był tak zabiegany, że nie miał dla mnie w ogóle czasu, mój zespół był w innym mieście i komunikowałem się z nim przez telefon (i to jeszcze taki wielki kloc jak za komuny), projektu nie ogarniałem prawie wcale i ostatecznie dowiozłem bardzo mało i byłem tak sfrustrowany marnowaniem czasu tam, że zrezygnowałem z dalszej przygody.

potem trafiałem do kilku firm, z kanbanem, scrumem albo innymi formami planowania i zawsze było regularne rozliczanie z postępów prac. nawet jeśli przełożeni nigdy nie słyszeli czym jest scrum to i tak będą chcieli regularnie monitorować postęp prac (no chyba, że jest taki bajzel jak w tym projekcie na który trafiłem w comarchu).

NiesmialyMis napisał(a):

Po kilku latach pracy w Scrumie i dość sztywnych terminach dochodzę do wniosku z moim psychologiem, że nie radzę sobie pracować po presją Sprintów lub terminów. Motywuję to tym, że wcześniej pracowałem 2 lata jako administrator i tam w ogóle się nie stresowałem, były epizody, że nic nie robiłem tydzień jak wszystko miałem skonfigurowane i zautomatyzowane. Jedynie ogień był jak coś się wysypało, ale to się naprawiało na szybko.

brzmi jakbyś pracował w jakiejś sztywnej zombie-korpo. u nas też mamy masę rzeczy zautomatyzowane, ale nie dość, że pozostało jeszcze wiele do zautomatyzowania to jeszcze to co już mamy wymaga poprawek, bo korpo zmienia infrastrukturę wykorzystywaną do automatyzacji. u was to chyba był jakiś mocny zastój albo trafiłeś na prosty projekt.

Od ponad 5 lat pracuję po różnych korporacjach, 3 razy zmieniałem firmę i schemat się powtarzał. Codzienne raportowania, pilnowanie by wyrobić się w Sprincie, stres lekki. Jak się nie udaje dowieźć to w aktualnej pracy na Retro publicznie muszę się tłumaczyć.

j.w. tzn. patrz na opinię z początku tego posta

Dla porównania w zespole mam Analityka Biznesowego i on na Daily mówi "ja wczoraj miałem spotkania, proproszę kolejną osobę XYZ". Nie ma na niej tasków, działa sobie luźno. Myślę też o takiej drodze.

być może tłumaczy się z postępów pracy właśnie na tych spotkaniach. u nas jest tak, że na daily (a.k.a. standupie) mówimy tylko o rzeczach, które dotyczą rozwoju projektu i mają wpływ na to jak pracują programiści. nie słuchamy o tym co robił product owner, manager czy inni ludzie (poza programistami), jeśli ich czynności nie miały wpływu na naszą pracę (nie słuchamy, bo o tym nie mówią).

Szukam stanowiska gdzie mógłbym pracować poza tym Scrumem i nie być rozliczanym z tasków dzień po dniu, a jak są opóźnienia często nie z mojej winy to muszę ludziom z biznesu głupio tłumaczyć. Czuję się jakbym gadał do dzieci.

Schemat się powtarza już w 3 firmie i się wypalam.

Czy ktoś poleci jakieś stanowiska gdzie nie podlega się pod Scruma i w miarę luźniejsza praca jest? Jestem w stanie zejść mocno z zarobków.

j.w. tzn. patrz na opinię z początku tego posta

ZI
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 256
1

Myślę, że problem nie jest w scrumie ale w tym jak odbierasz te terminy. Pracuj sumiennie za tyle ile Ci placa (no chyba ze telefonik caly dzien siedzisz i masz wrazenie ze nic nie robiles a oni Cie rozliczaja :P ). Jak nie wyrobisz się w sprincie to sie nie wyrobisz i nic sie z tego powodu nie stanie tylko zadanie pojdzie na kolejny. Pracuj sumiennie i sie nie przejmuj rzeczami na które nie masz wplywu. Sam sobie presje wytwarzasz.
Chcesz być jak analityk to badz jak ten twoj analityk i mniej bardziej w to wywalone.
"Wczoraj siedzialem nad XYZ i ciagle czekam na odpowiedz od X w temacie X bo mnie blokuje z Z" i podejscie nie wyrobie sie to sie nie wyrobie pracuje sumiennie tyle ile mam pracowac a jak wycena sie rozjezdza to sie rozjedza.

NiesmialyMis napisał(a):

Jak się nie udaje dowieźć to w aktualnej pracy na Retro publicznie muszę się tłumaczyć.

Moze zle to odbierasz? Powiedz ze bylo zle wycenione bo coś tam jak pracowałes nad tym sumiennie a jednak nie wyszlo albo ze musiales na kogos/cos czekac i dlatego nie doszlo. Nie ma co tego brac do siebie.

Scrum nie jest dla Ciebie tylko na PM/szefostwa. Rob swoja prace. Nie wyrobisz to pojdzie na nastepny sprint i tyle. Nie przejmuj sie tym

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
0
99xmarcin napisał(a):

Mi się scrum kojarzy z NIEEFEKTYWNOŚCIĄ - co tydzień marnowanie godzin na nudne spotkania, pisanie bzdur na karteczkach jak w przedszkolu a na koniec zdziwienie czemu "velocity takie niskie". A jak ma być wysokie jak zespół ma spotkania 2 - 3h, 3 lub 4 razy w tygodniu.

trzeba przyciąć scruma w takim razie. my mamy tygodniowe sprinty, ale i tak zarządzanie projektem działa znacznie bardziej jak kanban niż pełny (?) scrum. tygodniowy sprint = standupy codziennie oraz planowanie co tydzień i głównie tyle. deadline'y robimy w przybliżeniu i nie raportujemy ich do narzędzi, bo i tak to się nie sprawdzało - tak samo jak liczenie velocity. z tym velocity to sam walczyłem długo, bo przełożeni się na to upierali, a ja regularnie przekonywałem, że w przypadku mało przewidywalnych zadań programistycznych rozjeżdżające się story pointy wprowadzają więcej szkody niż pożytku.

karteczki na retro robimy, ale retro mamy rzadko, np. raz na miesiąc lub rzadziej. oczywiście nie robimy na tych karteczach pytań typu 'co lubimy jeść' tylko spisujemy same rzeczy, które faktycznie wpływają na jakość pracy w projekcie, czyli np: żale nad infrastrukturą, ad-hoc priorytetowymi zadaniami wprowadzającymi chaos, czy też np. pochwalenie jakiejś zmiany jeśli się sprawdziła.

Daily aka standup to takie "stanie i czekanie", stoisz i czekasz na swoją kolej - w sumie większość ludu nie słucha tylko myśli o niebieskich migdałach. Mówisz utartą formułkę że pracujesz nad zadaniami i że posuwasz się do przodu. Jak ktoś zagai czemu tak wolno to wymyślasz na poczekaniu jakieś głupie uzasadnienie (ludzie to urodzeni racjonalizatorzy). Ostatecznie po tym spotkaniu ma się jeszcze gorszy obraz sprintu niż przed nim.

jeśli ktoś często zmyśla głupoty i/lub opowiada okrągłe zdania, z których nic nie wynika, to wtedy wiadomo, że trzeba się dowiedzieć czemu jego praca jest tak mało owocna i nie ma czego konkretnego raportować. natomiast jeśli nie ma znaczenia co kto powie na standupie to wtedy ten standup jest bez sensu. status update ma być zwykle treściwy.

Scrum Master o ile jest głupi i zaczyna zachowywać się jak wujek dobra rada, bardzo szybko traci w oczach programistów. Po 1 lub 2 miesiącach często jego "rady" spotykają się już tylko z uśmiechem politowania i pokiwaniem głową, a sam SM nieświadomy cieszy sie że robi z siebie idiotę.

nigdy nie miałem scrum mastera w zespole i dalej nie wiem po co takie osoby istnieją.

Biznesowi ostatecznie też zabawa przestaje się podobać jak się okazuje że rzeczy nie podwożone i zabugowane. Gdyby nie było Scruma to pewnie szybkość dev'owania była by podobna...

Oczywiście są firmy z Niemieckim Ordnung'iem ale to bardziej kontraktornie, czy fixed-price. Nie wyobrażam sobie jak pojedyńcza osoba może wywierać presję na cały zespół. Raczej jest tak że szef musi zachowywać się jak kapitan okrętu, dyscyplina musi być, ale przegięcie grozi buntem (w IT: ludzie masowo uciekają do innych firm) i poważnymi kłopotami.

PS. Terminów - termin to ma chirurg: jak zacznie operować to musi skończyć. Cała reszta to myślenie życzeniowe zleceniodawców.

szacowanie terminów i monitorowanie postępów prac to podstawa dla planowania. u nas trzeba zsynchronizować np. zespół biznesowy i zespół programistów. trzeba priorytetyzować zadania tak, żeby np. wyrabiać się w terminach jeśli chodzi o implementacje regulacji (pracuję w banku), zmian w api (czy jakichkolwiek innych kontraktach technicznych) systemów, z którymi się komunikujemy czy implementacji nowości, które wpływają na pozycję rynkową (https://en.wikipedia.org/wiki/Time_to_market - przegapienie boomu na daną innowację może oznaczać przegapienie dużych zysków z utraconej przewagi rynkowej). stąd trzeba kombinować tak, żeby ewentualnie jakieś rozgrzebane zadanie o niskim priorytecie wstrzymać i zająć się szybko zadaniem, któremu priorytet nagle wzrósł. brzmi jak agile, no nie? czasami jest też odwrotnie - priorytet danego zadania nagle spada, bo zyski z wdrożenia nowej funkcji wyglądają na niższe niż oczekiwano. wtedy można to zadanie olać, ale zależy to od tego ile jeszcze pracy zostało i jak szybko idą prace.

markone_dev
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 832
5

Ale jaja, chłop beczy na forum, że ktoś mu zleca pracę i rozlicza z terminów wykonania. Śmiechu warte.

LU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 51
0

Zarobków nie zmniejszaj, tylko zwiększaj pracując mniej i mniej się stresując. Jeśli jesteś w stanie zejść z zarobków np. o 33% to jest ekwiwalent tego jakbyś np. 4 miesiące w roku nie pracował / miał wakacje a pozostałe 8 miesięcy pracował normalnie. Daje do myślenia, co nie? Zagraj w grę w obecnej firmie i rób tyle ile możesz zwiększając asertywność i jasno komunikując że zrobisz tyle ile możesz, a jak jest problem, to w organizacji, szacowaniu, terminach, itd.. czyli nie Twój. Zyskasz spokój, bo już się jakby a priori liczysz z tym że mogą Cię zwolnić, a wtedy to już będziesz przygotowany na to. Oczywiście cały czas szukasz innych stanowisk, zasada jedna jeśli mniejsza stawka o X to musi być mniej do zrobienia o X + coś. W końcu zmiana ma Ci się opłacać, tak? Szukaj aktywnie lepszych opcji pod tym kątem czyli czasu, spokoju, kasy. Wyobraź sobie że może żądasz podwyżki w obecnej firmie? Dajecie o Y więcej bo jak nie, to... Psychologiem nie jestem, ale myślę że samo myślenie w tym kierunku może dużo dać. Trzymaj się!

PP
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 140
1

Wiem że są takie stanowiska:

  • Admin Microsoft 365

  • Salesforce Admin

  • Jira/Atlassian Admin

  • Linux Admin

  • Sieciowiec

    Z bardziej biznesowych gdzie nie nie ma "tasków w Jirze na Tobie":

  • Analityk Biznesowy

  • Product Owner

  • Scrum Master

  • Project Manager

RequiredNickname
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 661
0

Scrum i sprinty nie mają tu nic do rzeczy.
Pracowałem w scrumie i robota szła po ludzku. Jak coś było niedowiezione to PM przerzucał na następnyt sprint (z regułī wynikało to z błędnej estymaty nad którą pracowaliśmy).
Pracowało się bardzo przyjemnie.

Od jakiegoś czasu pracuję bez scruma i sprintów za to mam wrzucane ad hoc różne taski których ani nie omawiałem wcześniej ani nie estymowałem.
Estymaty robi pm a Ty masz się wyrobić. Słabo...

tefu
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 631
0
RequiredNickname napisał(a):

Od jakiegoś czasu pracuję bez scruma i sprintów za to mam wrzucane ad hoc różne taski których ani nie omawiałem wcześniej ani nie estymowałem.
Estymaty robi pm a Ty masz się wyrobić. Słabo...

U mnie podobnie. Nie ma scruma. Ja mam podział na development i maintenance. Gdy mam zadania na development to je robię chyba, że się coś posypie na produkcji, wówczas maintenance ma zawsze priorytet. Development ma zwykle jakieś szacowanie, ale to zwykle szacowanie całości a nie pojedynczych kroków. Dostaję wymagania, robię analizę i mówię pi razy drzwi ile to zajmie.

U mnie scrum nie zadziała, bo klient musiałby zatrudnić do tego więcej ludzi a tematyka złożona (ubezpieczenia) więc wdrożenie kogoś to miesiące aby zrozumieć podstawy. Aby być w miarę samodzielnym i wiedzieć co się czyni w kontekście biznesowym to minimum dwa lata. Więc zmiana metodyki to byłoby dla klienta duże wyzwanie.

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.