U mnie ostatnio kilka ciekawych sytuacji było - choć ostatnia mnie mega rozśmieszyła :)
Rekrutacja na data engineer-a - małe wymogi - w sumie Python, aws, sql, Airflow - minimum 3 lata doświadczenia (Mam 8 lat i senior pozycja). Pogadałem z babeczką z HR i mówi mi, że dla klienta jest wymóg, żeby mieć certyfikat AWS Cloud Practitioner. No to mówię jej, że niestety mam tylko Solution Architecta. A ona do mnie: aa, to przykro mi, to niestety nie ma sensu wysyłać cv do klienta. To już nawet mi się nie chciało kontynuować.
Druga sytuacja, podobnie oferta na mid/senior - wymóg AWS, Python, SQL, DBT, Snowflake, FastAPI, RDS, Airflow - 3-5 lat doświadczenia. No to w sumie spełniam wszystko + 20 innych rzeczy poza Snowflake. Gadam z babką i pyta mnie o tego Snowflake’a — mówię, że mam tylko prywatne doświadczenie, bo się troszkę bawiłem (kilka godzin, może poklikałem, zrobiłem sobie coś z dbt i Snowflake’em rok czy dwa lata temu). No ale mówię, że to nie problem, bo mam prawie 2 lata doświadczenia z Redshiftem, zarządzaniem klastrem, optymalizacjami itd. - więc przejdę na Snowflake bardzo szybko - pewnie kwestia dni/tygodnia - zwłaszcza, że niby i tak wszystko robią przez DBT i nawet nie ma potrzeby jakichś administracyjnych rzeczy robić :D To mi powiedziała, że nie - że musi być ekspert ze Snowflake.
Patologia na rynku jest straszna - jedyne co mnie zastanawia, to czy jakby moje CV wpadło jednak do osoby technicznej, to czy jednak by mnie zaprosili - czy serio teraz trzeba być szytym na miarę kandydatem, idealnie pasować do stacku i każdy krok w karierze musi być idealnie przemyślany, żeby czasem nie wybrać złego frameworka czy złej bazy danych ...