Ostatnio sprawa Jaworka dobiegła końca.

Facet którego twarz chyba znała cała Polska. Jakaś tam bordowa nota interpolu, trzy lata nieuchwytny.
Przychodzi po trzech latach na grób brata, którego rozwalił wraz z rodziną, zapala znicz. Następnie idzie strzelić sobie w łeb.

Wiecie, że ten jego braciak zamieszkał w domu ojca który w pewnym sensie był do podziału rzekomo między braci.
Swoją drogą to zawsze jest błąd, jak się po równo zostawia dzieciom majątek. Potem taka pusta chałupa stoi bo jest czterech do podziału.
Lepiej albo sprzedać i podzielić kasę albo jeszcze lepiej - rzucić monetą i wydać jednemu.

Jaworek mieszkał z żoną w ich mieszkaniu więc przymknął oko na to, że brat sobie baluje na jego połowie, ale gdy się rozwiedli... żona paliła sądowe wezwania do płacenia alimentów które przychodziły do domu i tym podobne. Poszedł więc na bratowe.
Siedział tam wściekły, aż to wszystko eksplodowało.

Pamiętnego dnia urządzono zakrapianą libację w leśnej dziczy.
Po paru głębszych, wpatrując się w ledwo tlące się ognisko, Jaworek jakby domykał krąg wyrzutków.
Kolejne pociągnięcia wódki rozpalały nie serca, ale dawne niezagojone rany. Jeden drugiego jeszcze bardziej zaogniał i prowokował.
Ile było takich spotkań tych wagabundów. Ile razy przelała się czara goryczy, że wreszcie Jaworek sięgnął po broń i udał się do domu zakończyć spór który nie miał końca. Choć raz uporządkować świat, aby był prosty i sprawiedliwy. Wiemy co było dalej, krwawa egzekucja domowników,

Co mnie zastanawia, czemu po tych trzech latach jak wreszcie pożegnał brata. Nie złożył wizyty żonie. Od kobiety się wszystko zaczęło i na kobiecie by zakończyło. Nie wiem czy nie lepszy by był finał tej historii, a powodów taki gorący łeb z pewnością miał wiele, zatem nie pojmuję, czemu jej na koniec nie zabił.

Zapraszam do podzielenia się przemyśleniami na temat przebiegu całej historii. Co wy wiecie, co myślicie. Co powinien zrobić Jaworek ?

Emocjonujące.