Koniec

Wątek przeniesiony 2023-10-16 01:51 z Off-Topic przez somekind.

JG
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 120
1

Amalgamaty zostały wycofane całkowicie z użycia i tylko dlatego NFZ teraz finansuje nowocześniejsze wypełnienia. Ale żeby nie było: też tylko te najgorsze bo są różne. Wracając do meritum - ty proponujesz jak się zdaje likwidację NFZ i prywatną służbę zdrowia. Ja ci odpowiadam, że jeśli by tak zrobić, to wszystkie usługi medyczne wyglądałyby tak jak dziś stomatologia, a nawet gorzej, bo bardziej skomplikowane terapie i operacje niż np leczenie kanałowe to będą koszty o rząd wielkości większe. Ceny mogą iść w setki tysięcy zł, a nawet w miliony.

Czy w stanach to dobrze działa? Nie. Tam ludzie uciekają od karetki po wypadku, bo potem może się okazać że za koszty pomocy w szpitalu bank zlicytuje dom. Bogatsi mają wykupione prywatne ubezpieczenia, biedniejsi są w bardzo złej sytujacji.

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
0

Nie, proponuję dwa rozwiazania:

  • prywatne szpitale
  • możliwość dopłat do świadczeń refundowanych przez NFZ przez pacjenta.

Punkt 1 rozwiązuje problem traktowania zarządu i stanowisk w szpitalu jako łupu politycznego. Punkt 2 zwiększa dostępność usług medycznych.

Obecnie jak boli cię ząb idziesz prywatnie, płacisz pełną kwotę za usługę np. 500zł albo gdy nie masz pieniedzy ustawiasz się w długiej kolejce do dentysty na NFZ i dostajesz leczenie z epoki PRL. Po wprowadzeniu dopłat mógłbyś pójść prywatnie zapłacić np. 200zł, a resztę dopłaciłby NFZ i dostałbyś współczesne leczenie za dużo mniejsze pieniądze niż teraz.

1programmer
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
  • Postów: 747
0

Były ordynator szpitala południowego oskarża Kacprzyka, że przez niego były zgony na SORze i chce, żeby zbadała to prokuratura. Dalej uważacie, że to zwykła przepychanka lekarzy?

A jak kilka postów temu pisałem o handlarzach śmiercią i łowcach skór, to niby ja robiłem sobie jaja i sprowadzałem problem do absurdu XD
Brawo wyznawcy zawsze najjaśniejszej strony mocy, macie rację, wasi narodowi czempioni nigdy by nikogo nie okłamali XD

Jak to nie zachwieje poparciem KO, to nie macie prawa do nazywania elektoratu PIS betonem, bo taki sam beton jest po drugiej stronie.

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
0

Jędrzejewski pytany o to czy, uważa, że Dawid Kacprzyk jest odpowiedzialny za to, że w Szpitalu Południowym umierali ludzie, odpowiedział twierdząco. - Procedury były wykonywane w sposób wadliwy. W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się śmiercią - stwierdził.

W dalszej części lekarz wskazał "błędy przy intubacji". Krzysztof Stanowski prowadzący wywiad dopytywał, co konkretnie zrobiono pacjentowi. Lekarz odpowiedział: - Zostawmy, to już prokurator. Rozmówca dopytany, czy Dawid Kacprzyk miał intubować osobiście, potwierdził.

Stwierdził, że w Szpitalu Południowym robiono badania martwym pacjentom, by zbierać dokumentację i markować działania.

W wiadomości do prezydenta Warszawy dr Jędrzejewski wprost przyznał, że Dawid Kacprzyk wykonywał na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym procedury, do których nie jest uprawniony, i robi to często bez nadzoru. Dwa miesiące po wysłaniu wiadomości do Rafała Trzaskowskiego sygnalista został zwolniony.

https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-dr-emil-jedrzejewski-o-sor-za-czasow-kacprzyka-powazne-oskar,nId,23504134

1programmer
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
  • Postów: 747
2

To jest straszne do czego prowadzi zawiść i zazdrość starego ordynatora do nowej młodej gwiazdy polskiej medycyny, który jest w stanie posunąć się nawet do pomówienia o czyny straszne. Niech opatrzność ma dr Dawida Kacprzyka w opiece i pozwoli mu wykorzystać jego talent i wiedzę do pomocy bliźniemu.

SZ
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1660
2

NIe wiem czy to co gość mówi to prawda ale wcale bym się nie ździwił. Ale pamiętam jak dwa lata temu uśmiercili mi ojca. Lekarka wzywala psychiatre, że niby symuluje, że nic mu nie jest. W pewnym momencie przestał mówić całkowicie, bełkot tylko. I następnego dnia zmarł i oni nie wiedzą co się stało. A kochany inaczej ordytnator do mnie z uśmieszkiem, że mogą zrobić sekcje ale ona i tak nic nie wykaże. Jak poszedłem do urzędu stanu cywilnego z aktem zgonu to babka mówi, że na tym oddziale jest tyle zgonów, że ktoś powinien coś zrobić i to nagłośnic. Jak ojciec lezał na sali (4 łóżka) to 2 przed nim zeszło, 3 był moj tato. Wiadomo, że starsi ludzie umierają, ale jeśli chodzi ten szpital to wyjątkowo dużo, szczególnie na oddziale wewnętrznym. Miasto wam znane pewnie z mediów. Kłodzko.
Ja pomijam już kto rządzi w danym mieście, bo takie sytuacje były w Kłdzku już od bardzo dawna. Ta cała klika lekarska to jedna wielka patologia.

W0
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 3857
0
1programmer napisał(a):

Były ordynator szpitala południowego oskarża Kacprzyka, że przez niego były zgony na SORze i chce, żeby zbadała to prokuratura. Dalej uważacie, że to zwykła przepychanka lekarzy?

Nikt nie pisał tutaj, że to zwykła przepychanka lekarzy. Oprócz ciebie.

Skąd liczba mnoga? Póki co tylko jedna osoba napisała coś, co można chociaż w przybliżeniu zinterpretować jako "zwykła przepychanka lekarzy"?

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
2

Tusk o byłym ordynatorze ze Szpitala Południowego: Wątpliwa wiarygodność

Kierwiński: Nie ma dowodów, że w Szpitalu Południowym działał salonik VIP dla polityków KO

Zarzuty kierowane pod moim adresem są nieprawdziwe, bezpodstawne i noszą cechy zniesławienia - przekazał w oświadczeniu cytowanym przez portal Rp.pl były koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym Dawid Kacprzyk

Odetchnijcie z ulgą, przeproście i cofnijcie wszelkie oburzenie. Jeśli myśleliście, że w sprawie warszawskiego lekarza-milionera i saloniku VIP dla polityków na SOR-ze rzeczywiście polecą głowy i wejdzie prokuratura... oh, wy naiwne, urocze dzieci demokracji!

Właśnie wjechała Faza Druga rządowego programu kryzysowego: Odwracanie kota ogonem, podważanie sygnalisty i gaszenie światła.

Patrzcie na tę błyskawiczną sekwencję zdarzeń, która rozegrała się dzisiaj, 24 czerwca 2026 roku. Trzy proste kroki i gigantyczna afera ulatuje w niebyt jak poranna mgła nad Wisłą

Krok 1: Donald Tusk i wątpliwa wiarygodność
Ten sam Donald, który jeszcze tydzień temu z groźną miną zapowiadał dymisje, dziś wychodzi przed kamery i ze stoickim spokojem oświadcza:
No wiecie, ten były ordynator ze Szpitala Południowego, który ujawnił te wszystkie rewelacje o lewych dyżurach i saloniku VIP... ma w sumie taką dość wątpliwą wiarygodność.

Genialne! Klasyczny manewr. Po co tłumaczyć się z faktów i rozliczać kolesiostwo, skoro można po prostu poddać w wątpliwość stan psychiczny i motywacje człowieka, który te patologie ujawnił? Ordynator z szanowanego lekarza staje się w pięć minut niewiarygodnym frustratem. Sprawa załatwiona

Krok 2: Marcin Kierwiński i brak dowodów
Na scenę wkracza Marcin Kierwiński, warszawski szef struktur, i ucina wszelkie spekulacje:
Nie ma żadnych dowodów na to, że w Szpitalu Południowym działał jakikolwiek salonik VIP dla polityków KO.

No jasne! Przecież to, że prominentna posłanka KO przeszła pełną diagnostykę laboratoryjną i obrazową w 14 minut, to nie był żaden salonik VIP. To była po prostu unijna, wysoka kultura inżynieryjna naszego SOR-u! A te wygodne mebelki i telewizor w wydzielonym pokoju? To tylko standardowy kącik relaksu dla każdego zmęczonego życiem obywatela, który akurat przechodził obok z legitymacją partyjną w kieszeni. Nie ma dowodów, rozejść się!

Krok 3: Dawid Kacprzyk – Ofiara Zniesławienia
I na koniec sam główny bohater, nasz 28-letni tytan pracy, Dawid Kacprzyk. Wydaje oficjalne oświadczenie cytowane przez portal Rp.pl:
Zarzuty kierowane pod moim adresem są nieprawdziwe, bezpodstawne i noszą cechy zniesławienia!.

Rozumiecie? Chłopak, który bez specjalizacji zarobił 1,6 miliona złotych w rok, wykazując 330 godzin pracy miesięcznie i dyżurując po 96 godzin bez przerwy (głosując w tym czasie na sesjach Ursusa i występując w telewizji), jest teraz... ofiarą! On po prostu ciężko zapierniczał w sprintach, a zawistne polaczki i prawicowe trolle niszczą mu karierę i szkalują dobre imię! Nowiutkie Porsche Panamera kupił za uczciwie zarobiony b2b-pączek, a wy mu zazdrościcie!

I wiecie co? Uśmiechnięty, fajnopolacki elektorat właśnie oddycha z ulgą. Piszą na X: Odetchnęliśmy! Słowik kłamał, ordynator to pisowski agent, a Dawid to po prostu zdolny chłopak, którego chcieli zniszczyć zawistnicy. Normalność przywrócona, można wracać do picia matcha latte i udawania, że wszystko jest super!.

Donald Tusk po raz kolejny udowodnił, dlaczego jest niezatapialny. Najpierw pokazujesz narodowi twardą rękę, a gdy tylko kamery się odwrócą, tłumaczy się, że całej afery w ogóle nie było, sygnalista jest wariatem, twój radny to ofiara hejtu, a salonik VIP to tylko zbiorowa halucynacja. I wszyscy klaszczą! No jak go nie kochać?

JB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 139
1
ruskaonuca napisał(a):
John Gordon napisał(a):

Mamy już prywatną stomatologię, bo publiczna nie istnieje. Dentyści zarabiają rynkowe stawki, a ludzi z minimalną nie stać na ich usługi.

Nie, to nie jest problem z prywatną stomatologią... To NFZ jest problemem i nie chce finansować większości zabiegów.

Próba zrzucenia winy na zły, chciwy rynek i prywatnych dentystów to klasyczne mylenie skutków z przyczynami. Dentyści to nie jest organizacja charytatywna – muszą opłacić kosmicznie drogi sprzęt, nowoczesne materiały kompozytowe, znieczulenia, asystentki i czynsz.

Tymczasem NFZ wycenia procedury stomatologiczne na stawki z ubiegłego stulecia, a w koszyku świadczeń gwarantowanych wciąż oferuje rozwiązania, które w cywilizowanym świecie uchodzą za historyczne. Leczenie kanałowe zębów trzonowych na NFZ? Zapomnij, fundusz uważa, że tył można po prostu wyrwać. Nowoczesne, trwałe plomby światłoutwardzalne? Owszem, ale tylko od kła do kła, bo z tyłu państwo funduje ci amalgamat.

Dentysta ma więc do wyboru: albo podpisać kontrakt z NFZ, dokładać do interesu z własnej kieszeni i leczyć ludzi metodami z czasów PRL-u, albo otworzyć nowoczesny prywatny gabinet i pracować na rynkowych warunkach.

Jerzy Brajektoria napisał(a):

Problem w tym argumencie jest taki, że on brzmi mądrze tylko do momentu, kiedy odróżni się własność szpitala od finansowania leczenia. Tak, w Holandii, Japonii czy Korei wiele szpitali jest prywatnych. Tylko że działają w systemie obowiązkowego ubezpieczenia, regulowanych cen, limitów dopłat i mocnej kontroli państwa. Czyli nie „rynek leczy”, tylko państwo ustawia reguły, a prywatne podmioty grają w ciasno wyznaczonym boisku. Dopłaty też nie są magicznym skracaczem kolejek — źle ustawione po prostu odsiewają biedniejszych od lekarza. Najważniejszy nie jest szyld nad szpitalem, tylko kto płaci, ile pacjent ryzykuje z własnej kieszeni i jak państwo kontroluje ceny. Bez tego to nie analiza systemu, tylko fetysz formy własności.

Problem jest w tym, że ja nie twierdzę, że cała służba zdrowia ma być prywatna. Prywatny szpital działający w systemie publicznego finansowania to nie jest żaden amerykański Dziki Zachód, tylko sprawdzony w Europie model efektywności zarządczej.

To prywatny menedżer powinien zarządzać samą placówką. Dlaczego? Ponieważ prywatny właściciel szpitala kontraktowanego przez NFZ musi oglądać każdą złotówkę z dwóch stron. Musi optymalizować procesy, dbać o rotację łóżek, skracać procedury biurokratyczne i przyciągać pacjentów jakością, bo inaczej po prostu zbankrutuje.

W szpitalu samorządowym czy państwowym mechanizm ekonomiczny nie istnieje. Każda wielomilionowa strata jest ostatecznie przerzucana na podatnika pod hasłem ratowania szpitala powiatowego, a sam zarząd bywa traktowany jako polityczny łup. Jak doskonale widzieliśmy na przykładzie warszawskiego Szpitala Południowego, państwowe i miejskie placówki stają się ciepłymi posadkami dla fachowców z 20-letnim stażem w samorządzie i partyjnych kolegów, którzy są tak zajęci administrowaniem własnymi pensjami, że nie zauważają milionowych kontraktów dla jednego rezydenta i saloników VIP dla posłów na SOR-ze.

ruskaonuca napisał(a):
John Gordon napisał(a):

Mamy już prywatną stomatologię, bo publiczna nie istnieje. Dentyści zarabiają rynkowe stawki, a ludzi z minimalną nie stać na ich usługi.

Nie, to nie jest problem z prywatną stomatologią... To NFZ jest problemem i nie chce finansować większości zabiegów.

Próba zrzucenia winy na zły, chciwy rynek i prywatnych dentystów to klasyczne mylenie skutków z przyczynami. Dentyści to nie jest organizacja charytatywna – muszą opłacić kosmicznie drogi sprzęt, nowoczesne materiały kompozytowe, znieczulenia, asystentki i czynsz.

Tymczasem NFZ wycenia procedury stomatologiczne na stawki z ubiegłego stulecia, a w koszyku świadczeń gwarantowanych wciąż oferuje rozwiązania, które w cywilizowanym świecie uchodzą za historyczne. Leczenie kanałowe zębów trzonowych na NFZ? Zapomnij, fundusz uważa, że tył można po prostu wyrwać. Nowoczesne, trwałe plomby światłoutwardzalne? Owszem, ale tylko od kła do kła, bo z tyłu państwo funduje ci amalgamat.

Dentysta ma więc do wyboru: albo podpisać kontrakt z NFZ, dokładać do interesu z własnej kieszeni i leczyć ludzi metodami z czasów PRL-u, albo otworzyć nowoczesny prywatny gabinet i pracować na rynkowych warunkach.

Jezy Brajektoria napisał(a):

Problem w tym argumencie jest taki, że on brzmi mądrze tylko do momentu, kiedy odróżni się własność szpitala od finansowania leczenia. Tak, w Holandii, Japonii czy Korei wiele szpitali jest prywatnych. Tylko że działają w systemie obowiązkowego ubezpieczenia, regulowanych cen, limitów dopłat i mocnej kontroli państwa. Czyli nie „rynek leczy”, tylko państwo ustawia reguły, a prywatne podmioty grają w ciasno wyznaczonym boisku. Dopłaty też nie są magicznym skracaczem kolejek — źle ustawione po prostu odsiewają biedniejszych od lekarza. Najważniejszy nie jest szyld nad szpitalem, tylko kto płaci, ile pacjent ryzykuje z własnej kieszeni i jak państwo kontroluje ceny. Bez tego to nie analiza systemu, tylko fetysz formy własności.

Problem jest w tym, że ja nie twierdzę, że cała służba zdrowia ma być prywatna. Prywatny szpital działający w systemie publicznego finansowania to nie jest żaden amerykański Dziki Zachód, tylko sprawdzony w Europie model efektywności zarządczej.

To prywatny menedżer powinien zarządzać samą placówką. Dlaczego? Ponieważ prywatny właściciel szpitala kontraktowanego przez NFZ musi oglądać każdą złotówkę z dwóch stron. Musi optymalizować procesy, dbać o rotację łóżek, skracać procedury biurokratyczne i przyciągać pacjentów jakością, bo inaczej po prostu zbankrutuje.

W szpitalu samorządowym czy państwowym mechanizm ekonomiczny nie istnieje. Każda wielomilionowa strata jest ostatecznie przerzucana na podatnika pod hasłem ratowania szpitala powiatowego, a sam zarząd bywa traktowany jako polityczny łup. Jak doskonale widzieliśmy na przykładzie warszawskiego Szpitala Południowego, państwowe i miejskie placówki stają się ciepłymi posadkami dla fachowców z 20-letnim stażem w samorządzie i partyjnych kolegów, którzy są tak zajęci administrowaniem własnymi pensjami, że nie zauważają milionowych kontraktów dla jednego rezydenta i saloników VIP dla posłów na SOR-ze.

ruskaonuca napisał(a):
John Gordon napisał(a):

Mamy już prywatną stomatologię, bo publiczna nie istnieje. Dentyści zarabiają rynkowe stawki, a ludzi z minimalną nie stać na ich usługi.

Nie, to nie jest problem z prywatną stomatologią... To NFZ jest problemem i nie chce finansować większości zabiegów.

Próba zrzucenia winy na zły, chciwy rynek i prywatnych dentystów to klasyczne mylenie skutków z przyczynami. Dentyści to nie jest organizacja charytatywna – muszą opłacić kosmicznie drogi sprzęt, nowoczesne materiały kompozytowe, znieczulenia, asystentki i czynsz.

Tymczasem NFZ wycenia procedury stomatologiczne na stawki z ubiegłego stulecia, a w koszyku świadczeń gwarantowanych wciąż oferuje rozwiązania, które w cywilizowanym świecie uchodzą za historyczne. Leczenie kanałowe zębów trzonowych na NFZ? Zapomnij, fundusz uważa, że tył można po prostu wyrwać. Nowoczesne, trwałe plomby światłoutwardzalne? Owszem, ale tylko od kła do kła, bo z tyłu państwo funduje ci amalgamat.

Dentysta ma więc do wyboru: albo podpisać kontrakt z NFZ, dokładać do interesu z własnej kieszeni i leczyć ludzi metodami z czasów PRL-u, albo otworzyć nowoczesny prywatny gabinet i pracować na rynkowych warunkach.

Jerzy Brajektoria napisał(a):

Problem w tym argumencie jest taki, że on brzmi mądrze tylko do momentu, kiedy odróżni się własność szpitala od finansowania leczenia. Tak, w Holandii, Japonii czy Korei wiele szpitali jest prywatnych. Tylko że działają w systemie obowiązkowego ubezpieczenia, regulowanych cen, limitów dopłat i mocnej kontroli państwa. Czyli nie „rynek leczy”, tylko państwo ustawia reguły, a prywatne podmioty grają w ciasno wyznaczonym boisku. Dopłaty też nie są magicznym skracaczem kolejek — źle ustawione po prostu odsiewają biedniejszych od lekarza. Najważniejszy nie jest szyld nad szpitalem, tylko kto płaci, ile pacjent ryzykuje z własnej kieszeni i jak państwo kontroluje ceny. Bez tego to nie analiza systemu, tylko fetysz formy własności.

Problem jest w tym, że ja nie twierdzę, że cała służba zdrowia ma być prywatna. Prywatny szpital działający w systemie publicznego finansowania to nie jest żaden amerykański Dziki Zachód, tylko sprawdzony w Europie model efektywności zarządczej.

To prywatny menedżer powinien zarządzać samą placówką. Dlaczego? Ponieważ prywatny właściciel szpitala kontraktowanego przez NFZ musi oglądać każdą złotówkę z dwóch stron. Musi optymalizować procesy, dbać o rotację łóżek, skracać procedury biurokratyczne i przyciągać pacjentów jakością, bo inaczej po prostu zbankrutuje.

W szpitalu samorządowym czy państwowym mechanizm ekonomiczny nie istnieje. Każda wielomilionowa strata jest ostatecznie przerzucana na podatnika pod hasłem ratowania szpitala powiatowego, a sam zarząd bywa traktowany jako polityczny łup. Jak doskonale widzieliśmy na przykładzie warszawskiego Szpitala Południowego, państwowe i miejskie placówki stają się ciepłymi posadkami dla fachowców z 20-letnim stażem w samorządzie i partyjnych kolegów, którzy są tak zajęci administrowaniem własnymi pensjami, że nie zauważają milionowych kontraktów dla jednego rezydenta i saloników VIP dla posłów na SOR-ze.

Tylko że tu nadal zakładasz, że prywatny właściciel automatycznie optymalizuje „dla pacjenta”. On optymalizuje pod bodźce z kontraktu. Jeśli NFZ płaci źle, to prywatny podmiot też będzie ciął koszty, wybierał bardziej opłacalne procedury, omijał trudniejsze przypadki albo przerzucał ryzyko na publiczne szpitale. Bankructwo nie jest magiczną korektą rynku, kiedy mówimy o placówce ratującej życie w powiecie, bo ktoś i tak musi przejąć pacjentów. Patologie w szpitalach samorządowych to argument za odpolitycznieniem zarządów, jawnością kontraktów i twardą kontrolą wyników, a nie za wiarą, że sama forma własności robi z menedżera Maxa Webera z Excelem.

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
1

Jeżeli NFZ będzie źle płacił to będzie to odpowiedzialność NFZ, a nie prywatnego szpitala.

Odpolitycznienie jest niemożliwe dopóki właścicielem jest lokalny starosta czy prezydent.

W szpitalu prywatnym będą optymalizacje polegające na tym aby bez znaczącego spadku jakości ograniczać koszty, a w państwowym są optymalizacje polegające na wsadzeniu gdzie się da swoich i przymykanie oczu na lewe grafiki i brak kwalifikacji radnego z tej samej partii.

JB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 139
2
ruskaonuca napisał(a):

Jeżeli NFZ będzie źle płacił to będzie to odpowiedzialność NFZ, a nie prywatnego szpitala.

Odpolitycznienie jest niemożliwe dopóki właścicielem jest lokalny starosta czy prezydent.

W szpitalu prywatnym będą optymalizacje polegające na tym aby bez znaczącego spadku jakości ograniczać koszty, a w państwowym są optymalizacje polegające na wsadzeniu gdzie się da swoich i przymykanie oczu na lewe grafiki i brak kwalifikacji radnego z tej samej partii.

No właśnie: jeśli NFZ źle płaci, to prywatny szpital nie przestaje być częścią problemu — tylko zaczyna racjonalnie reagować na chore bodźce. A racjonalnie może znaczyć: brać opłacalne procedury, unikać trudnych pacjentów, ciąć na personelu albo wypychać nierentowne przypadki do publicznych molochów. To nie jest zarzut moralny, tylko opis mechanizmu. Prywatny właściciel nie optymalizuje „zdrowia publicznego”, tylko wynik w ramach kontraktu. I jasne, samorządowe układy są patologią, ale prywatna własność nie usuwa polityki — tylko przenosi ją do kontraktów, taryf i lobbingu. Dlatego kluczowe są jawne wskaźniki jakości, zakaz selekcji pacjentów i twarde rozliczanie efektów. Inaczej zamiast partyjnego folwarku dostaniesz folwark kontraktowy, tylko w ładniejszym logo.

cerrato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
  • Postów: 9232
3

brać opłacalne procedury, unikać trudnych pacjentów, ciąć na personelu albo wypychać nierentowne przypadki do publicznych molochów.

Obecnie tak jest - prywatne szpitale, zarówno w ramach kontraktów z NFZ, jak i lecząc prywatnie/odpłatnie, robią głównie rzeczy, które się opłacają. Ale tak być nie powinno w hipotetycznej sytuacji sprywatyzowania służby zdrowia. Powinny istnieć wtedy regulacje, które zarówno na firmy ubezpieczeniowe (alternatywa dla ZUS) jak i na szpitale chcące działać w tym systemie nakładałyby obowiązki - nie tylo fajne, łatwe, przyjemne i opłacalne zabiegi i choroby, ale także cięższe i bardziej kosztowne. To będzie działać tak samo jak ubezpieczenie OC dla samochodu - w skali pojedynczego pojazdu może być totalnie nieopłacalne dla ubezpieczyciela, pobierze 500 zł składki i po paru dniach wypłaci 250k bo przerysowałeś Mercedesa za 2 miliony. Ale globalnie jednak to się opłaca.

Teraz prywatne ubezpieczenie ma stosunkowo niewielka liczba osób, ponadto - są to raczej pakiety typu lekarz rodzinny czy ginekolog, ale do poważniejszych akcji się jedzie do szpitala na NFZ. Nie ma tutj efektu skali, więc ani lecznice, ani zakłady ubezpieczeń nie będą się bawić w finansowanie chemioterapii. Jakby była zmiana systemowa i nagle z tych powiedzmy kilkuset tysięcy ubezpieczonych w niewielkim zakresie, nagle pojawiła się grupa kilkunastu/kilkudziesięciu milionów ubezpieczonych to warunki gry by się kosmicznie zmieniły.

Nie można oceniać kwestii prywatnej opieki przez pryzmat tego, co mamy obecnie - bo takie (całkowicie hipotetyczne) zmiany, jakby weszły, to by były naprawdę głębokie i drastyczne.

TS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 871
0
szydlak napisał(a):

NIe wiem czy to co gość mówi to prawda ale wcale bym się nie ździwił. Ale pamiętam jak dwa lata temu uśmiercili mi ojca. Lekarka wzywala psychiatre, że niby symuluje, że nic mu nie jest. W pewnym momencie przestał mówić całkowicie, bełkot tylko. I następnego dnia zmarł i oni nie wiedzą co się stało. A kochany inaczej ordytnator do mnie z uśmieszkiem, że mogą zrobić sekcje ale ona i tak nic nie wykaże. Jak poszedłem do urzędu stanu cywilnego z aktem zgonu to babka mówi, że na tym oddziale jest tyle zgonów, że ktoś powinien coś zrobić i to nagłośnic. Jak ojciec lezał na sali (4 łóżka) to 2 przed nim zeszło, 3 był moj tato. Wiadomo, że starsi ludzie umierają, ale jeśli chodzi ten szpital to wyjątkowo dużo, szczególnie na oddziale wewnętrznym. Miasto wam znane pewnie z mediów. Kłodzko.
Ja pomijam już kto rządzi w danym mieście, bo takie sytuacje były w Kłdzku już od bardzo dawna. Ta cała klika lekarska to jedna wielka patologia.

Jak to było? Lekarze dużo zarabiają po mają dużą odpowiedzialność? Jaką odpowiedzialność ponoszą lekarze za błędy w procedurach? Któregoś kiedykolwiek skazano? Mogą zakopać 50 płodów w ogródku, ale to sygnaliści są tymi złymi.

W0
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 3857
0
Jerzy Brajektoria napisał(a):

No właśnie: jeśli NFZ źle płaci, to prywatny szpital nie przestaje być częścią problemu — tylko zaczyna racjonalnie reagować na chore bodźce. A racjonalnie może znaczyć: brać opłacalne procedury, unikać trudnych pacjentów, ciąć na personelu albo wypychać nierentowne przypadki do publicznych molochów.

Miałem wrzucić to samo. Ten cały bardzo słaby pomysł na "prywatne szpitale niech będą konkurencją dla publicznych" jest obecnie niemożliwy, ponieważ w Polsce mamy konstytucyjną odpowiedzialność rządu za służbę zdrowia.

Przykładowo: obecnie tak jest, że prywatne szpitale, w razie jakichś komplikacji ciąży, wysyłają pacjentki do szpitali publicznych. Czyli:

  • prywatne szpitale biorą kasę za łatwe (czytaj rentowne przypadki)
  • prywatne szpitale eksportują problem do szpitali publicznych

W takiej sytuacji nie ma żadnej mowy o konkurencji, ponieważ szpital prywatny i szpital publiczny działają na innych zasadach.

Dlatego kluczowe są jawne wskaźniki jakości, zakaz selekcji pacjentów i twarde rozliczanie efektów. Inaczej zamiast partyjnego folwarku dostaniesz folwark kontraktowy, tylko w ładniejszym logo.

Pytanie tylko - jak ten zakaz selekcji pacjentów miałby wyglądać? Jak lekarz z szpitala prywatnego stwierdzi, że nie potrafi pomóc chorej to co dalej? Chora ma zostać w tym szpitalu prywatnym i poczekać na śmierć? Jasne, pewnie po kilku iteracjach by to zadziałało, ale w międzyczasie mielibyśmy sporo doniesień z gazet w stylu "pacjent X umarł w prywatnym szpitalu bo lekarze nie mieli podstawowego sprzętu".

cerrato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
  • Postów: 9232
0

Ten cały bardzo słaby pomysł na "prywatne szpitale niech będą konkurencją dla publicznych" jest obecnie niemożliwy

Oczywiście, w modelu hybrydowym to tak działa - prywaciarze robią co się opłaca, a syfy wywalają do leczenia na NFZ.
W przypadku prywatyzacji - prywatne kliniki, o ile by chciały działać w ramach systemu powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych (taka alternatywa/zamiennik obecnego ZUS) to by miały obowiązek robic wszystko, a nie wybierać tylko korzystne przypadki. Zresztą i tak za takie procedury by płacił zakład ubezpieczeń, który (podobnie jak z OC - pisałem o tym parę postów wyżej) na poszczególnych pacjentach wtopi i to ogromną kasę, ale będzie miał też takich, którzy przez 30 lat będą płacić składkę a do lekarza pójdzie raz, jak po wycieczce do Tajlandii poajwią się dziwne czerwone ropiejące wrzody na narządzie moczowym. Efekt skali - całościowo to się będzie spinać. I podejrzewam, że prywatne szpitale będą lepiej zarządzać finansami. Zobaczcie, ile szkoła państwowa dostaje z budżetu na ucznia - kwota bazowa to ok. 8 stówek. Do tego jeszcze są mnożniki za lokalizację, profil klasy itp. Także realnie można przyjąć, że średnio około tysiąca miesięcznie budżet przekazuje do szkoły państwowej za każdego ucznia. Podobnej (nie mówię o jakichś elitarnych i wyjątkowych szkołach) wysokości są opłaty za szkoły prywatne - ale jednak poziom szkół prywatnych i to, co oferują oraz jakość całokształtu jest zdecydowanie wyższa w prywatnych. Jakby zaistniał ten słynny "bon edukacyjny" to okazałoby się, że za praktycznie takie same pieniądze można pójść do szkoły prywatnej i otrzymać znacznie lepszą usługę. I tak samo mogłoby być ze szpitalami.

Ważne - prywatne szpitale, ale ich właścicielami mogą być też np. samorządy czy inne jednostki państwowe. Pisząc o prywatnej służbie zdrowia mam na myśli ogólnie sposób finansowania oraz wprowadzenie zasad rynkowych. Obecnie szpital po prostu ma kontrakt z NFZ, świadczy usługi, dostaje kasę, czasem dostaje za nadwykonania, celem nie jest zarobek ale raczej utrzymanie świadczenia opieki. Jak kasa się nie spina to po prostu czekamy aż budżet rzuci wsparciem. A w przypadku prywatnej opieki - szpital by dostawał pieniądze z ubezpieczenia. Realna kasa za realnie wykonane usługi. Oczywiście wiem, ze to jest proces bardzo skomplikowany - mi chodzi w tym wszystkim o czym piszę tylko o to, że ocenianie prywatnej opieki przez pryzmat tego, co mamy obecnie, jest mocno wadliwe. Co innego jak by miała być zmiana systemowa totalnie wywracająca zasady gry do góry nogami. Ale teraz mówienie że szpitale prywatne nie chcą czegoś tam robić nie ma sensu - bo to jest w obecnych realiach, a my tutaj snujemy fantazje jak mogłoby/jak powinno być.

jak ten zakaz selekcji pacjentów miałby wyglądać? Jak lekarz z szpitala prywatnego stwierdzi, że nie potrafi pomóc chorej to co dalej? Chora ma zostać w tym szpitalu prywatnym i poczekać na śmierć?

Pytanie jest inne - czy ten szpital, z którego chcesz eksmitować pacjenta, ma w ramach swojego kontraktu wynegocjowane że ma świadczyć opiekę danego typu? Jeśli tak i się nie wywiąże - wyciągnąć konsekwencje. A jeśli nie ma - to wyciągnąć wnioski i w przyszłości tak poprawić warunki współpracy, żeby dostając fajne i rentowne zabiegi, mieli także obowiązek świadczyć leczenie tych "gorszych" i mniej atrakcyjnych schorzeń.

W0
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 3857
2

@cerrato: odpiszę tutaj:

nie podoba mi się mówienie w stylu teraz jak masz raka to Luxmed Cię nie wyleczy, więc prywatyzowanie służby zdrowia/opieki zdrowotnej spowoduje że ludzie poważnie chorzy nie otrzymają pomocy

Ale tak właśnie jest. Nie da się stworzyć systemu, w którym opieka zdrowotna byłaby prywatna i w trudnych przypadkach dostępna dla wszystkich - każdy model, który jako-tako działa oznacza, że te prywatne szpitale nie działają na wolnym rynku, tylko na rynku sterowanym przez państwo.

Opowieści o finansowo przystępnych ubezpieczeniach należy wsadzić między bajki, bo np. jak płacisz 2 tys. miesięcznie (co już byłoby nie do ogarnięcia przez część społeczeństwa) to przy np. raku musiałbyś płacić i nie chorować przez np. 3,5 roku (liczę koszt kuracji - 1 milion złotych) żeby się zwrócić. Żaden prywatny ubezpieczyciel na coś takiego nie pójdzie.

Rozwiązaniem niby są dopłaty do ubezpieczeń, ale wtedy dostajesz model amerykański - czyli taki, w którym to szpitale prywatne dyktują ceny i wyciągają je z kieszeni podatników. A jeśli akurat nie kwalifikujesz się do dopłat - to płacisz bajońskie sumy.

cerrato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
  • Postów: 9232
0

nie działają na wolnym rynku, tylko na rynku sterowanym przez państwo

OK, a czy mamy wolny rynek gastronomiczny? Wydaje mi się, że tak. Ale jednak są jakieś regulacje, państwo (poprzez chociażby Sanepid) wymusza pewne zachowania.
Restauracja musi wystawić paragon, musi trzymać próbki jedzenia w przypadku wykrycia jakiegoś zbiorowego zatrucia, nie może sobie kupić nie wiadomo skąd skrzynki mięsa niewiadomego pochodzenia, ale w oficjalnej dystrybucji - z badaniami lekarskimi itp.
Podobnie jest w wielu innych branżach - zasadniczo są one wolne, ale przepisy nakładają na przedsiębiorców pewne wymogi.

I o taką sytuację mi chodzi tutaj. Szpital może robić co chce, ale jeśli chce się załapać na ubezpiecznei zdrowotne (to, co aktualnie ogarnia ZUS i NFZ) to musi spełnić pewne wymogi, w tym m.in. zobowiązać się do wykonywania zabiegów mało opłacalnych. Zresztą tak naprawdę to poszkodowany w takiej sytuacji będzie nie tyle szpital, co zakład ubezpieczeń, który będzie za te usługi płacić w ramach zebranych od ubezpieczonych składek.

przy np. raku musiałbyś płacić i nie chorować przez np. 3,5 roku (liczę koszt kuracji - 1 milion złotych) żeby się zwrócić. Żaden prywatny ubezpieczyciel na coś takiego nie pójdzie.

OK, ale zauważ, że (jeśli mówimy o nowotworach) statystyki mówią (różne dane podają różne wartości, ale oscylują one w okolicy 5-10%) że tak koło 8% obywateli będzie miało do czynienia z tematami nowotworowymi. Pamiętaj też, że nowotwory są bardzo różne, to nie tylko rak ale też o wiele lżejsze tematy (np. mój tata miał wiele lat temu wycinane coś przy uchu, jakieś nowotworowe znamię, ale nie było to nic złośliwego). Także OK, patrząc na jednego pacjenta to rzeczywiście, można wtopić, skasować kilka stówek, a potem wywalić milion na leczenie. Ale na tym polegają ubezpieczenia - liczy się efekt skali, nie patrz na pojedynczy przypadek.

Zauważ, że:

  • taki pacjent wyliczyłeś, że po 4 latach spłaci swoje leczenie. Nie wiem jak to ustaliłeś (bo to wychodzi jakieś 20k miesięcznie składki, trochę dużo). Ale zauważ, że zanim zachoruje to statystycznie przez kilka/naście/dziesiąt lat będzie płacić składki. Po wyzdrowieniu także jest opcja dalszego płacenia
  • skoro to się nie opłata, to dlaczego zakłady sprzedają polisy na życie? Tutaj jest jeszcze większe ryzyko, bo na raka może zachorujesz, ale statystycznie masz większe szanse go nie mieć, niż mieć. A umrzeć każdy musi, więc polisa na życie ma ryzyko wypłaty sięgające 100%. Jeśli ubezpieczony nie zrezygnuje z polisy to na pewno dojdzie do wypłaty.
  • Przy życiówkach - także kwoty wypłat idą w setki tysięcy lub miliony, jednocześnie pobierając kilkaset złotych składki co miesiąc. Sam miałem chyba pół miliona za jakieś 2 stówki. Jakbym wpadł pod tramwaj po kilku miesiącach to zakład ubezpieczeń by był bardzo niezadowolony. A jednak - ubezpieczyli mnie.
  • To tak samo, jak dałem przykład z samochodem: możesz kupić OC za kilkaset złotych, a potem przywalić w nowe auto premium albo Pendolino i wygenerować setki tysięcy albo miliony złotych kosztów. To się w ogóle nie opłaca, ale jednak zakłady ubezpieczeń to robią i ubezpieczają. Bo na pojedynczym kierowcy mogą mega wtopić i ten konkretny klient się nigdy nie zwróci, ale mając całe portfolio klientów (dziesiątki/setki tysięcy) ZU wychodzi na swoje.

Rozwiązaniem niby są dopłaty do ubezpieczeń, ale wtedy dostajesz model amerykański - czyli taki, w którym to szpitale prywatne dyktują ceny i wyciągają je z kieszeni podatników.

Akurat model amerykański nie do końca do mnie przemawia. W sensie - uważam, że nie powinno być obowiązkowego ubezpieczenia. Powinieneś dostawać kasę, która teraz trafia do ZUS do ręki, razem z wypłatą. Jeśli nie jesteś debilem - to się ubezpieczysz, zarówno zdrowotnie, jak i emerytalnie. Jeśli wszystko przejesz - to jak zachorujesz to będziesz w czarnej.
Natomiast to wszytko by miało sens, jakby doszło do kompleksowej reformy. Obecnie nie wykupisz sobie ubezpieczenia, które Ci zapewni wszystko - składanie Cię do kupy jak wpadniesz pod tramwaj, chemioterapię, przeszczep serca itp. A jakbyś znalazł, to koszt byłby absurdalny. Ale wynika to z tego, że takie usługi/tego typu ubezpieczenia są/byłyby bardzo rzadko kupowane, bo takie poważne tematy ogarnia ZUS do spółki z NFZ i ludzie po prostu nie będą płacić. Co innego jakby były inne warunki, jakby było szerokie zapotrzebowanie na takie ubezpieczenia - wynikające ze zmiany systemowej. Plus oczywiście (to, o czym pisałem na samym początku posta) nie jestem za wolną amerykanką, niech szpitale (jak jest w USA) dają ceny z czapy - tak, że ludzie nie wzywają karetki bo się boją rachunków. To powinno być uregulowane jakoś (możesz to nazwać, że wtedy rynek nie będzie w pełni wolny - ja uważam inaczej), w szczególności podmioty będące w nowym systemie powinny mieć obowiązek wykonywania także nieatrakcyjnych czynności medycznych. Oczywiście - to są tylko bardzo ogólne założenia, a nie projekt ustawy, ale z grubsza chyba przekazałem o co mi chodzi ;)

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
0

Nieprawdopodobna mistyfikacja

Tak zarzuty stawiane byłemu radnemu KO dr Dawidowi Kacprzykowi skwitował jego pełnomocnik Jacek Dubois. Według pełnomocnika fakt, że jego klient skorygował faktury i zwrócił 500 tys. złotych, wcale nie świadczy o jego winie. Na pytanie o salonik VIP, który były szef SOR-u miał prowadzić dla polityków związanych z Koalicją Obywatelską, Jacek Dubois odparł, że "dr Kacprzyk pomagał wszystkim pacjentom".

1programmer
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
  • Postów: 747
0

Jacek Dubois

W 2012 po śmierci Józefa Medyka Platforma Obywatelska zgłosiła jego kandydaturę na zastępcę przewodniczącego Trybunału Stanu.

Hieny i gnidy trzymają się razem. Nic dziwnego, że podobno na uczelniach studenci medycyny i prawa robią razem oddzielne imprezy, żeby nie musieć obcować z plebsem typu informatycy.

Spine
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 7116
5

@1programmer: Prawdziwym informatykom nie potrzeba imprez.

SS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 787
0

obserwuję aktywność samorządu lekarskiego ... nie ukrywam, że raczej była to zawsze presja na rzecz ochrony status quo ... Nie miałem wrażenia, żeby po tamtej stronie była gotowość do poważnej rozmowy - ocenił Tusk.

https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Nie-dam-sie-sprowokowac-Tusk-o-sprawie-warszawskiego-szpitala,285851,14.html

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
1programmer napisał(a):

Wiesz co zrobił Nawrocki? To, że o Wołyniu dowiedzieli się ludzie na zachodzie.

Wiem, co zrobił. Wsadził kij w szprychy rządowi w przededniu odbywającej się w Polsce konferencji dotyczącej Ukrainy. To czysta gra polityczna - bo przecież pomocnik alfonsa nie może dopuścić do tego, żeby rząd odniósł jakiś sukces. Przy okazji przykrył swoją porażkę z wyjazdem na urodziny Trumpa.

Sam Zełeński siebie zaorał i swój oligarchiczno-mafijny kraik z PKB wielkości Warszawy. Bawią mnie te groźby ukro-gopników na X, jak to my bez nich zginiemy. Chyba im się role pomyliły. Leszek Miller pluje faktami na ich temat.

Nie, nie zginiemy bez nich. Prędzej oni bez nas, ale też raczej nie. Zełeński popełnił durny błąd, ale my powinniśmy to mądrze wykorzystać, a nie tępo eskalować.

Najlepiej wszyscy nadstawmy drugi policzek i dajmy na siebie pluć niewdzięcznikom

Nie wiem, gdzie masz tych niewdzięczników, ani jak to obiektywnie mierzysz. Nie siedź tyle na iksie, bo jakieś marginalne zjawiska są tam rozdmuchiwane do niewiarygodnych rozmiarów, i umyka CI rzeczywistość. W efekcie uważasz, że jakieś marginalne siły rewizjonistów stanowią reprezentatywną próbkę, albo szukasz nazistów nie po tej stronie frontu.

To jest w ogóle niesamowite jak ciężko im zrobić konferencję z polskim prezydentem gdzieś na Wołyniu, powiedzieć że przepraszają za zbrodnie, które popełniła część ich partyzantki będącej pod ideologicznym wpływem OUN-B, przypomnieć, że Ukraińcy, którzy pomagali Polakom albo z mieszanych małżeństw, też byli mordowani i powiedzieć, że chcą zamknąć w tym miejscu historię, patrząc w przyszłość wspólnie z Polską. Postawić pomnik i zezwolić na ekshumacje. I to tyle. Problem z głowy.

Ja się zgadzam, tylko mam też świadomość, że obecnie mają jednak znacznie ważniejsze problemy.

To że nie są w stanie tego zrobić, pokazuje tylko, że są zepsuci, a dodatkowo niepragmatyczni. Może nie chcą pojednania, bo jeszcze nie daj boże weszliby w końcu do UE i oligarchia nie byłaby w stanie kraść? Gorzej, że to idzie z dołu, więc zmian w mentalności nie przewiduję.

Skoro idzie od dołu, to powinniśmy robić coś, co działa oddolnie. Odbieranie orderu danego przez dupopisa nie zadziała.
W ogóle mówienie ludziom co mają robić, i kogo uznawać za swojego bohatera, nigdy nie odniesie żadnego pozytywnego efektu. To tak jakby oni mówili nam, że nie powinniśmy mieć pomników AK. Albo jakby Litwini mówili nam, że nie powinniśmy mieć ulic Piłsudskiego.
Jeśli już robić jakiś gest na poziomie państwowym, to można zrobić coś wymownego, ale zarazem nie eskalującego topornie, np. nazwać lotnisko w Rzeszowie albo autostradę od granicy do Rzeszowa imieniem ofiar UPA. A jak się chcemy bawić w ordery, to zamiast odbierać jeden, ustanowić jakiś nowy i zacząć rozdawać go osobom (czy raczej ich spadkobiercom), które ratowały Polaków przed UPA.

Teraźniejszość i przyszłość jest ważniejsza niż historia. A jeszcze ważniejsza jest geografia - ani my, ani oni się nie przeniesiemy, więc trzeba zacząć sąsiadować normalnie. Na zachodzie zrozumieli to już dawno.

1programmer napisał(a):

Były ordynator szpitala południowego oskarża Kacprzyka, że przez niego były zgony na SORze i chce, żeby zbadała to prokuratura. Dalej uważacie, że to zwykła przepychanka lekarzy?

A jak kilka postów temu pisałem o handlarzach śmiercią i łowcach skór, to niby ja robiłem sobie jaja i sprowadzałem problem do absurdu XD
Brawo wyznawcy zawsze najjaśniejszej strony mocy, macie rację, wasi narodowi czempioni nigdy by nikogo nie okłamali XD

Jak to nie zachwieje poparciem KO, to nie macie prawa do nazywania elektoratu PIS betonem, bo taki sam beton jest po drugiej stronie.

Nie mam co prawda żadnego wpływu na poparcie KO, ale zeznania tego gościa w prokuratorze przekonały mnie do wszystkiego, co powiedział. :D :D :D

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
cerrato napisał(a):

Obecnie tak jest - prywatne szpitale, zarówno w ramach kontraktów z NFZ, jak i lecząc prywatnie/odpłatnie, robią głównie rzeczy, które się opłacają. Ale tak być nie powinno w hipotetycznej sytuacji sprywatyzowania służby zdrowia. Powinny istnieć wtedy regulacje, które zarówno na firmy ubezpieczeniowe (alternatywa dla ZUS) jak i na szpitale chcące działać w tym systemie nakładałyby obowiązki - nie tylo fajne, łatwe, przyjemne i opłacalne zabiegi i choroby, ale także cięższe i bardziej kosztowne. To będzie działać tak samo jak ubezpieczenie OC dla samochodu - w skali pojedynczego pojazdu może być totalnie nieopłacalne dla ubezpieczyciela, pobierze 500 zł składki i po paru dniach wypłaci 250k bo przerysowałeś Mercedesa za 2 miliony. Ale globalnie jednak to się opłaca.

Tylko to nie ma szans być tańsze niż system państwowy. Bo prywatne firmy działają dla własnego zysku, więc kasy dla pacjentów będzie mniej o ich marżę (i to na dwóch poziomach - ubezpieczyciela i świadczeniodawcy usług).

Teraz prywatne ubezpieczenie ma stosunkowo niewielka liczba osób, ponadto - są to raczej pakiety typu lekarz rodzinny czy ginekolog, ale do poważniejszych akcji się jedzie do szpitala na NFZ. Nie ma tutj efektu skali, więc ani lecznice, ani zakłady ubezpieczeń nie będą się bawić w finansowanie chemioterapii. Jakby była zmiana systemowa i nagle z tych powiedzmy kilkuset tysięcy ubezpieczonych w niewielkim zakresie, nagle pojawiła się grupa kilkunastu/kilkudziesięciu milionów ubezpieczonych to warunki gry by się kosmicznie zmieniły.

Prywatne ubezpieczenia ma ponad 5mln osób. A drugie tyle ma abonamenty medyczne. To wcale nie jest tak mało.
A mimo to, gdy w zeszłym roku poszedłem do okulistki w Luxmedzie, to mi powiedziała, żebym poszedł do prawdziwej przychodni, bo oni tutaj tylko zdrowych obsługują. Ale nawet wypisała mi zlecenie na angiografię. Po pół godzinie na ich infolinii dowiedziałem się, że nie robią tego w Polsce. :D

Nie można oceniać kwestii prywatnej opieki przez pryzmat tego, co mamy obecnie - bo takie (całkowicie hipotetyczne) zmiany, jakby weszły, to by były naprawdę głębokie i drastyczne.

Wydaje mi się, że drastyczne zmiany w ludzkim zdrowiu to jest coś, od czego wszyscy powinniśmy się trzymać z daleka. :P

wartek01 napisał(a):

w międzyczasie mielibyśmy sporo doniesień z gazet w stylu "pacjent X umarł w prywatnym szpitalu bo lekarze nie mieli podstawowego sprzętu".

Przekonałeś mnie. Nie możemy sprawić zawodu wszystkim tym, którzy marzą o tym, aby w Polsce było jak w USA! ;)

cerrato napisał(a):

Akurat model amerykański nie do końca do mnie przemawia. W sensie - uważam, że nie powinno być obowiązkowego ubezpieczenia. Powinieneś dostawać kasę, która teraz trafia do ZUS do ręki, razem z wypłatą. Jeśli nie jesteś debilem - to się ubezpieczysz, zarówno zdrowotnie, jak i emerytalnie. Jeśli wszystko przejesz - to jak zachorujesz to będziesz w czarnej.

To nie jest kwestia bycia debilem. Ubezpieczysz się, jeśli ubezpieczyciel pozwoli Ci się ubezpieczyć.
Ubezpieczyciele prywatni to co do zasady kur*** i łajdaki, więc:

  • połowy ludzi potrzebujących pomocy nie będą chcieli w ogóle ubezpieczyć;
  • druga połowa takich ludzi dostanie stawki, na które ich nie stać.

Czy chciałbyś zatem jakoś ustawowo zmusić tych prywatnych ubezpieczycieli, żeby ubezpieczali każdego w cenie, na jakiej go stać?

Taka ciekawostka - w Polsce choroby przewlekłe ma jakieś 4-5 mln pracujących osób. Potencjalnie to osoby mimo tego, że generują PKB, to są nieubezpieczalne w prywatnym systemie.

Natomiast to wszytko by miało sens, jakby doszło do kompleksowej reformy. Obecnie nie wykupisz sobie ubezpieczenia, które Ci zapewni wszystko - składanie Cię do kupy jak wpadniesz pod tramwaj, chemioterapię, przeszczep serca itp. A jakbyś znalazł, to koszt byłby absurdalny. Ale wynika to z tego, że takie usługi/tego typu ubezpieczenia są/byłyby bardzo rzadko kupowane, bo takie poważne tematy ogarnia ZUS do spółki z NFZ i ludzie po prostu nie będą płacić. Co innego jakby były inne warunki, jakby było szerokie zapotrzebowanie na takie ubezpieczenia - wynikające ze zmiany systemowej. Plus oczywiście (to, o czym pisałem na samym początku posta) nie jestem za wolną amerykanką, niech szpitale (jak jest w USA) dają ceny z czapy - tak, że ludzie nie wzywają karetki bo się boją rachunków. To powinno być uregulowane jakoś (możesz to nazwać, że wtedy rynek nie będzie w pełni wolny - ja uważam inaczej), w szczególności podmioty będące w nowym systemie powinny mieć obowiązek wykonywania także nieatrakcyjnych czynności medycznych. Oczywiście - to są tylko bardzo ogólne założenia, a nie projekt ustawy, ale z grubsza chyba przekazałem o co mi chodzi ;)

Żeby system prywatny miał szansę działać niepatologicznie (czyli dając dostęp wszystkim), to musiałoby to działać w taki sposób:

  1. każdy płaci procentową składkę od pensji - a nie według jakichś magicznych wyliczeń ubezpieczycieli biorących pod uwagę wiek i predyspozycje do chorób;
  2. sami wybieramy ubezpieczyciela, do którego trafia ta kasa - to jest ten moment na konkurencję i pomocje typu do dwóch amputacji nóg, amputacja ręki gratis;
  3. ubezpieczyciel ma obowiązek przyjąć każdego klienta - no i to już nie jest wolny rynek.

Być może to by w czymś pomogło, ale to już mikrooptymalizacje, bo prawdziwe problemy u nas leżą gdzie indziej.

JB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 139
2

W ogóle ciekawe jest dla mnie jak forum programistów, znających realia powstawania software'u, wpada w pułapkę wychwalania prywatnej własności i tej niewidzialnej ręki wolnego rynku.

Przecież to samo jest w oprogramowaniu. W każdym projekcie jest narzekanie na architekturę, przez wiele lat panował mit, że mikro serwisy rozwiążą wszystko. No i programiści refaktorują kod przez rok, tworząc tym samym nowe problemy i koszty, a usuwając tylko część tych starych. Koniec końców produkt posuwa do przodu ktoś, kto rozwiązuje obecne problemy, uszczelnia system, a nie wyrzuca wszystko w błoto. Ale rozumiem, że marketingowo to dobra pozycja - ja też pro forma narzekam na biurokrację i spaghetti code, rzucam jak to powinno wyglądać w idealnym świecie, bo bardzo wygodnie zdejmuje to odpowiedzialność.

Tak samo jest z systemami państwowymi. Nie posuniemy się do przodu cały czas podważając podstawy, dyskutując co kilka lat o kompletnej zmianie ustroju, systemu służby zdrowia, przebudowania wszystkich podatków. To takie dyskusje tylko do samomasturbacji koncepcyjnej

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
0

731147410_1365331498816356_8929283243817875757_n.jpeg

W0
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 3857
0
somekind napisał(a):

Żeby system prywatny miał szansę działać niepatologicznie (czyli dając dostęp wszystkim), to musiałoby to działać w taki sposób:

  1. każdy płaci procentową składkę od pensji - a nie według jakichś magicznych wyliczeń ubezpieczycieli biorących pod uwagę wiek i predyspozycje do chorób;
  2. sami wybieramy ubezpieczyciela, do którego trafia ta kasa - to jest ten moment na konkurencję i pomocje typu do dwóch amputacji nóg, amputacja ręki gratis;
  3. ubezpieczyciel ma obowiązek przyjąć każdego klienta - no i to już nie jest wolny rynek.

Niespecjalnie widzę, żeby prywatni ubezpieczyciele chcieli iść w taki system. A jeśli nie będzie prywatnych ubezpieczycieli, tylko jeden, państwowy, to zmiana będzie jedynie nominalna.

Natomiast ja z kolei twierdzę, że jeśli by się dało to składka zdrowotna powinna być uzależniona od trybu życia. Powinny powstać tabele wiekowe i każdy powinien przechodzić okresowe badania. Jak np. jesteś otyły z powodu swojego trybu życia (pomijamy wady wrodzone) to powinieneś płacić więcej za składkę zdrowotną. Oczywiście to nie byłoby takie proste (np. jak udowodnić komuś, że co tydzień pije?), ale jestem przekonany, że takie podstawowe wskaźniki dla osób, które nie są obłożnie chore ani nie miały wypadków dałoby radę zrobić.

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
1

Jak np. jesteś otyły z powodu swojego trybu życia (pomijamy wady wrodzone) to powinieneś płacić więcej za składkę zdrowotną

Przecież to jest czysty George Orwell skrzyżowany z niemiecką higieną rasową z lat 30 XX wieku. Kto ma decydować o tym, co jest właściwym trybem życia? Państwowa komisja złożona z trenerów personalnych i dietetyków? Będziecie mierzyć ludziom fałdy na brzuchu państwowym suwakiem, żeby ustalić, czy są godni leczenia za standardową stawkę?

Twój pomysł to klasyczny, neoliberalny, prawicowy mechanizm łupienia najuboższych. Dlaczego? Bo to biedni ludzie kupują najtańsze przetworzone g**no i fastfoody oraz nie stać ich na karnet na siłownię.

Poza tym co z ciałopozytywnością? Chcesz finansowo karać ludzi za to, że ich ciała nie wpisują się w patriarchalne, kapitalistyczne standardy wysportowanej sylwetki z okładek magazynów fitness?

SZ
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1660
1
wartek01 napisał(a):

Natomiast ja z kolei twierdzę, że jeśli by się dało to składka zdrowotna powinna być uzależniona od trybu życia. Powinny powstać tabele wiekowe i każdy powinien przechodzić okresowe badania. Jak np. jesteś otyły z powodu swojego trybu życia (pomijamy wady wrodzone) to powinieneś płacić więcej za składkę zdrowotną. Oczywiście to nie byłoby takie proste (np. jak udowodnić komuś, że co tydzień pije?), ale jestem przekonany, że takie podstawowe wskaźniki dla osób, które nie są obłożnie chore ani nie miały wypadków dałoby radę zrobić.

Składka zdrowotna powinna być taka sama dla każdego. Nawet bym powiedział, że jak ide prywatnie i nie obciązam NFZ to powinienem miec ulgi w tej składce. Te badania okresowe są ważne. Zgadzam się. Najpierw należało by zrobić porządek w NFZ/lekarzami i bardziej kontrolować na co idą pieniądze i w jakiej ilosći. Bo po ostatnich doniesieniach to mam wrażenie, że tam nad niczym nikt nie ma kontroli. I lekarze doją ile mogą. Jeśli to prawda, ze w Koszalinie jakiś lekarz dostawał 2800 pln/h no to jest grube przegięcie. I co byśmy nie próbowali robić to zawsze będzie mało tej kasy. Tylko musi się znaleźć ktoś kto będzie chciał zrobić z tym porządek. Co byśmy tu nie wymyślili to zawsze będzie źle. Najpiew trzeba oczyścić do szambo lekarskie. Wprowadzić ograniczenia jeśli chodzi o zarobki i powinny być uzależnione od kondycji finansowej szpitala. NIe powinno byc sytuacji gdzie lekarz ma dyzur 24h. Tak jak kierowcy cieżarówek. Czas pracy powinien być regulowany. To co jest teraz to jakaś patologia. Przychodzą do przychodni spożnieni bo wraca z dyżuru. I wielmożnemu panu nie można zwrócić uwagi bo to pan doktor k urwa. Jak z jajkiem sie z nimi obchodzą.

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
0

Najnowszy sondaż zaufania IBRiS dla Onetu

  • Karol Nawrocki 54,8% - rekord wszech czasów (poprzedni należał do Szymona Hołowni)
  • Radosław Sikorski 42,6%
  • Donald Tusk 38,1%
  • Włodzimierz Czarzasty 36%
  • Mateusz Morawiecki 35,3%

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-zaufania-karol-nawrocki-z-rekordem-rafal-trzaskowski-zalicza-krach/8pzs9vy

RU
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 602
1

Nowa aferka w warszawskim kociołku

Pan Piotr, specjalista w należącym do m.st. Warszawy Zarządzie Dróg Miejskich, 17 listopada 2025 r. został sygnalistą w rozumieniu ustawy o ochronie sygnalistów. 16 stycznia 2026 r. zwolniono go z pracy. W uzasadnieniu wypowiedzenia umowy o pracę zacytowano fragment skargi przesłanej przez pana Piotra prezydentowi miasta Rafałowi Trzaskowskiemu XD

ZDM przyznał w korespondencji z Zero.pl, że skargę na swoje kierownictwo otrzymał z warszawskiego ratusza XD

https://zero.pl/news/warszawski-sygnalista-z-zarzadu-drog-miejskich-zwolniony-rafal-trzaskowski-obiecal-ochrone

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.