Ta cała rozmowa na temat "czy partia X jest taka i taka" jest o tyle bezsensowna, że jeśli się wszyscy nie zgodzą na wspólny punkt odniesienia to każdy może sobie słowo "prawica" czy "lewica" rozumieć po swojemu. Dzisiaj być może wiadomo jeszcze, kto to jest lewica, ale już w Polsce kto to jest prawica to ja nie wiem. To bierze się z historii. Kiedyś "prawica" to byli ci, którzy nie byli w PZPR, a "lewica" to ci, którzy byli w PZPR. Prawicowy był Tusk, prawicowy był Korwin, prawicowy Kuroń i prawicowy był Kaczyński. A lewicowi byli Czarzasty i Miller.
Potem przyszedł nowy wiek, prawica postanowiła się wzmocnić przez podział i nagle zaczęło powstawać wiele ugrupowań mieniących się prawicowymi. Wiele z tych partii zorientowało się, że prędzej dogadają się z SLD niż z np. PO czy PiS, a SLD zaczęło pełnić rolę takiego drogowskazu co jest lewicą, a co nie - i tak trochę zostało do dzisiaj, że SLD (obecnie Nowa Lewica) jest taką "najmniej lewicową z partii lewicowych". Jeśli ktoś myśli bardziej liberalnie o podatkach - to już nie jest lewicą, tylko "centrum" lub "centrolewicą" czy czym tam.
Problem jest taki, że nie mamy takiego odpowiednika dla prawicy. W rezultacie taka np. Młodzież Wszechpolska - której dużo bliżej jest do Razem niż Konfederacji - jest uznawana za prawicę, bo lubi Kościół. Chyba najciekawszym rozrzutem pod tym względem jest PiS i KO. PiS, z swoim programem solidarności społecznej, wysoką minimalną, emeryturami 13 i 14, jest uznawany za prawicę. Natomiast KO - która przez długi czas się temu przeciwstawiała - jest uznawana za lewicę.
Ten nasz podział na prawicę i lewicę to chyba najlepiej podsumował Sławomir Mentzen w którymś wywiadzie. Po prostu powiedział, że ten podział dzisiaj nie ma sensu i jest jak chodzenie z złą mapą.