Zwiazki partnerskie

Zwiazki partnerskie
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Konkubinat - nie jest to forma prawa, a określenie osób żyjących który żyją np. 20 lat ze sobą, które z punktu widzenia prawa są dla siebie zupełnie obce.
Małżeństwo - prawa i obowiązki narzucone sztywno przez państwo
Związek partnerski - związek oparty na własnych, doprecyzowanych (w momencie zawierania) zasadach. (wypełnia lukę istniejącą pomiędzy konkubinatem[jedna skrajność] i małżeństwem[druga skrajność])

Nie wiem czego Ty tutaj nie potrafisz zrozumieć.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
1
hrthrtddf napisał(a):

@somekind przyjrzyj się uważnie awatarowi tego z kim dyskutujesz... reducto ad hitlerum, równie dobrze mógł tam mieć swastykę w trakcie dyskusji o Żydach. Choć obecny znaczek też by wtedy pasował ...

Faktycznie, nie zauważyłem, tak się sprytnie ukrywa.

@niezdecydowany, ja również jestem za obowiązkową maturą z historii, z jednym podstawowym pytaniem: "Ilu Polaków zginęło w wyniku waszej chorej ideologii?".

Shalom napisał(a):

Oddzielanie sprawy związków partnerskich od adopcji dzieci jest naiwne

Jest oznaką czytania ze zrozumieniem. Ale może faktycznie ta umiejętność jest dzisiaj naiwnością? Większość osób nie chce myśleć samemu, w końcu od tego ma wodza z PiS czy innego NOP...

Tak samo jak twierdzenie że to nie jest prawa dotycząca tylko homoseksualistów. Hetero mogą "zalegalizować" swój związek poprzez małżeństwo właśnie. Przecież w przypadku ślubu cywilnego to jest kwestia podpisania kilku papierków.

No niby tak, tylko czemu w takim razie tego nie robią?
Może po prostu sama nazwa "małżeństwo" jest zbyt nobilitująca, i ludzie nie chcą w ten sposób określać sytuacji, w której się znajdują? Małżeństwo jest też trudniej zakończyć.
Czemu chcesz przymuszać chłopaka i dziewczynę do brania ślubu, gdy oni chcieliby tylko w razie czego mieć wgląd do swojej dokumentacji medycznej?
Czemu we Francji 90% związków partnerskich jest heteroseksualnych?

A czemu jestem przeciw? Bo coraz częściej "normalność" jest wypierana przez dewiacje.

Tzn. nie ma sensu porządkować prawa, bo jacyś ludzie gwałcą kozy, a inni urządzają jakieś ekshibicjonistyczne parady?

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
3
somekind napisał(a):

Tak samo jak twierdzenie że to nie jest prawa dotycząca tylko homoseksualistów. Hetero mogą "zalegalizować" swój związek poprzez małżeństwo właśnie. Przecież w przypadku ślubu cywilnego to jest kwestia podpisania kilku papierków.

No niby tak, tylko czemu w takim razie tego nie robią?
No właśnie dlaczego? Może niech się wypowie ktoś kto właśnie tego chce i jest hetero, np. Adam coś tak przebąkiwał - czego Ci Adamie brakuje jako nie będącemu w związku a czego jest za dużo dla Ciebie aby jednak ten związek zawrzeć.

Może po prostu sama nazwa "małżeństwo" jest zbyt nobilitująca, i ludzie nie chcą w ten sposób określać sytuacji, w której się znajdują? Małżeństwo jest też trudniej zakończyć.
No i chyba o to chodzi, czyż nie. To już nie jest "chodzenie ze sobą". Ja wiem, że wszyscy najchętniej mieli by same przywileje ale żadnych praw - tak po prostu wygodniej.

Czemu chcesz przymuszać chłopaka i dziewczynę do brania ślubu, gdy oni chcieliby tylko w razie czego mieć wgląd do swojej dokumentacji medycznej?
Czemu we Francji 90% związków partnerskich jest heteroseksualnych?
przecież napisałem wyżej, że jak najbardziej mają. Tak trudno czytać ze zrozumieniem?

micc napisał(a):

Konkubinat - nie jest to forma prawa, a określenie osób żyjących który żyją np. 20 lat ze sobą, które z punktu widzenia prawa są dla siebie zupełnie obce.
Małżeństwo - prawa i obowiązki narzucone sztywno przez państwo
Związek partnerski - związek oparty na własnych, doprecyzowanych (w momencie zawierania) zasadach. (wypełnia lukę istniejącą pomiędzy konkubinatem[jedna skrajność] i małżeństwem[druga skrajność])

Nie wiem czego Ty tutaj nie potrafisz zrozumieć.

ale o jakich zasadach piszesz?? Że co, zapiszecie sobie, że mogę raz w tygodniu "skoczyć w bok"? Albo że ... No właśnie nic mi nie przychodzi do głowy co by to mogło być. BTW jakie są te obowiązki narzucone sztywno przez państwo w przypadku małżeństw (bo zdajesz sobie sprawę, że to twoje doprecyzowanie nie będzie polegało na dodaniu sobie praw, np. że dostaniecie na pierwsze dziecko 100 000 zł od państwa)?
Mam wrażenie, że większość myśli tu o jakiś mitycznych obowiązkach związanych z zawarciem małżeństwa a dla mnie jest to normalna kolej rzeczy - jak kogoś kocham, chcę z nim być, mieć dzieci i je razem wychować, zestarzeć się z nim to to co nakłada małżeństwo na "zainteresowanych" jest dla mnie oczywiste i naturalne. A oto te mistyczne obowiązki:

  • obowiązek wspólnego pożycia - na obowiązek ten składają się trzy rodzaje więzi: wspólnota duchowa (oznacza wewnętrzną wieź psychiczną miedzy małżonkami i pełną wzajemną lojalność), wspólnota fizyczna (nakłada na małżonków obowiązek fizycznego współżycia, z tym że konkretne okoliczności mogą uzasadnić niewykonywanie tego obowiązku), wspólnota gospodarcza (polega na prowadzeniu wspólnego gospodarstwa domowego, chyba że małżonkowie z konieczności pozostają w rozłączeniu);
  • obowiązek wzajemnej pomocy - obejmuje zarówno świadczenie codziennych usług, jak i pomoc wyjątkową, np. w wypadku ciężkiej choroby (pomoc taką małżonkowie są obowiązani świadczyć nawet wtedy, jeżeli wymaga to wyjątkowego wysiłku, a nawet pewnych poświęceń);
  • obowiązek wierności - o jego naruszeniu można mówić nie tylko wtedy, gdy ma miejsce nawiązanie pożycia fizycznego z inną osobą, ale także wówczas gdy małżonek przestaje być lojalny względem współmałżonka, choć nie można mu jeszcze zarzucić zdrady w wyżej wskazanym sensie (przykładowo: wyprowadza się od swego małżonka i zamieszkuje u innej osoby);
  • obowiązek współdziałania dla dobra rodziny - obejmuje wszystkie te czynności, które są potrzebne dla prawidłowego funkcjonowania rodziny, w tym także dla właściwego wychowania dzieci;
  • obowiązek zamieszkiwania małżonków w jednym mieszkaniu - tylko bowiem takie zamieszkiwanie pozwala na prawidłowe wykonywanie codziennych osobistych i majątkowych obowiązków małżeńskich.

Co więcej pokrywa się to praktycznie z przysięgą małżeńską składaną przy ślubie kościelnym w kościele rzymsko-katolickim

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

@abrakadaber
Nie będę się powtarzał, jeżeli nie potrafisz zrozumieć, że istnieje następująca zależność dotycząca praw i obowiązków:
Konkubinat < Związek partnerski < Małżeństwo.
Przykład: idę zawrzeć związek partnerski i mówię:
Z tą oto osobą, żyję od dłuższego czasu chcę, aby miała wgląd do informacji, do których mogłaby mieć w przypadku zawarcia małżeństwa.
Jednocześnie zaznaczam, że nie chce, aby obowiązywały nas prawa majątkowe charakterystyczne dla małżeństwa oraz dziedziczenie majątku.
Rezygnujemy z postępowania sądowego w przypadku woli wyjścia ze związku.
Zerwanie związku partnerskiego następuje automatycznie, gdy któraś ze stron złoży oficjalnie oświadczenie woli o wystąpieniu ze związku.
Jesteśmy dorośli i zdajemy sobie sprawę z konsekwencji powyższego.
Koniec, kropka.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
1
micc napisał(a):

@abrakadaber
Nie będę się powtarzał, jeżeli nie potrafisz zrozumieć, że istnieje następująca zależność dotycząca praw i obowiązków:
Konkubinat < Związek partnerski < Małżeństwo.
Przykład: idę zawrzeć związek partnerski i mówię:
Z tą oto osobą, żyję od dłuższego czasu chcę, aby miała wgląd do informacji, do których mogłaby mieć w przypadku zawarcia małżeństwa.
Jednocześnie zaznaczam, że nie chce, aby obowiązywały nas prawa majątkowe charakterystyczne dla małżeństwa oraz dziedziczenie majątku.
Rezygnujemy z postępowania sądowego w przypadku woli wyjścia ze związku.
Zerwanie związku partnerskiego następuje automatycznie, gdy któraś ze stron złoży oficjalnie oświadczenie woli o wystąpieniu ze związku.
Jesteśmy dorośli i zdajemy sobie sprawę z konsekwencji powyższego.
Koniec, kropka.

robi się to znacznie prościej - piszę upoważnienie, idę do notariusza I KONIEC - rozumiesz teraz??? Na tym upoważnieniu możesz sobie napisać co tylko chcesz, nawet dać wgląd w trzy z pięciu kont bankowych i to tylko w piątek. Czy do wspólnego życia potrzebny Ci jest papierek? To możesz taki dostać już teraz w USC, a jak Ci nie jest potrzebny to OCB?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1
  1. Po to jest właśnie ta procedura, abym mógł sam zdefiniować co mi jest potrzebne do wspólnego pożycia. W małżeństwie też jest przecież papierek, który chroni obie strony, w z góry, zdefiniowany przez państwo sposób.
  2. U notariusza można wszystko. Chodzi o to, aby uporządkować i uprościć całą procedurę, aby była możliwa do realizacji w bardziej dostępny/przyjazny dla ludzi sposób w reakcji na ich potrzeby.
abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
1

No właśnie CHRONI obie strony, dając im zarówno prawa i bonusy (choćby wspólne rozliczanie czy ulgi na dzieci) ale i też nakłada na nie obowiązki. Ja nie widzę możliwości aby zostawić np. prawa i bonusy a zabrać obowiązki - albo bierzesz wszystko albo nic.

BTW co jest takiego skomplikowanego w pójściu do notariusza? Co tam chcesz upraszczać? Bo chyba nie myślisz, że ktoś zrobi listę wszystkich możliwych "chcę" i "nie chcę" jakie może się zamarzyć potencjalnym "partnerowcą" z krateczką do zaznaczenia ptaszka z boku i tak wypełnioną kartę będziesz oddawał gdzieś.

Całe zawarcie związku małżeńskiego to jakieś 20-30 minut z wysłuchaniem pani z USC i podpisy zainteresowanych i świadków - już prościej się nie da.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
1
abrakadaber napisał(a):

Czyli jest sobie pan X i pani Y, poznali się, jest im fajnie ale nie chcą brać ślubu cywilnego. Zawierają "związek partnerski", po np. 2 latach rodzi się im dziecko, po np. 4 latach pan X stwierdza, że to jednak nie to, przechodzi "prostą procedurę" i mówiąc kolokwialnie wszystko ma w dupie. Pani Y zostaje z dzieckiem, bez niczego materialnego (bo np. wszystkie faktury były na pana X bo miał większe zarobki "na papierze"), a pan X może się dalej bujać nieskrępowany po świecie bo przecież oboje dobrowolnie zgodzili się na brak jakichkolwiek zobowiązań prawno-finansowych przy podpisywaniu "związku partnerskiego"... Pogratulować tak postępowego myślenia. Zrozumcie, że sama instytucja "małżeństwa" została po coś stworzona i oprócz oczywistych ZYSKÓW i PRAW nakłada na osoby je zawierające także OBOWIĄZKI.

Masz w ogóle świadomość, że nie trzeba być małżeństwem, żeby mieć dziecko? Że dziesiątki tysięcy kobiet podejmują ryzyko braku zobowiązań świadomie?
A ile to razy mąż z tego świetnego i wspaniałego małżeństwa zostawił żonę z dziećmi i zniknął? I co instytucja małżeństwa w tej sytuacji pomogła?

koszt testamentu notarialnego to od 50-150zł netto (w zależności od skomplikowania inp. tym czy pojawia się zapis pozbawiający prawa do dziedziczenia prawnego spadkobiercę - "wydziedziczenie"). W "najgorszym" wypadku to wydatek rzędu 300 zł (każda osoba musi spisać własny). Czy to tak dużo???

A potem przychodzi rodzina i testament unieważnia, bo ma takie prawo.

Inna sprawa, że to czy małżonek będzie miał dostęp do dokumentacji medycznej, jeśli nie posiada upoważnienia od współmałżonka, dzisiaj bardzo często zależy od samego lekarza. Albo ile razy (o ile był ktoś w takiej sytuacji) lekarz prosił was o pokazanie choćby dowodu osobistego aby udowodnić, że naprawdę jest się rodziną z pacjentem (a co jak córka wyszła za mąż i ma całkiem inne nazwisko - bez aktu urodzenia i ślubu nie udowodnisz, że jesteś córką, siostrą...). Tak dużo to dla was zachodu iść do notariusza, wydać 20zł za poświadczenie podpisu na upoważnieniu.

Gwarantujesz, że z poświadczeniem notarialnym każdy lekarz i rejestratorka, o wszystkim poinformują?

<quote=ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta>Art. 26. 1. Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych udostępnia dokumentację medyczną pacjentowi lub jego przedstawicielowi ustawowemu, bądź osobie upoważnionej przez pacjenta.

i tutaj też nie ma nic o RODZINIE a jedynie o OSOBACH BLISKICH.

Tylko kogo lekarz uzna za osobę bliską, gdy prawo jest nieprecyzyjne?

Nie róbmy z tych magicznych "związków partnerskich" jakiegoś cudu, który nagle sprawi, że wszystkie dzieci będą miały szczęśliwe rodziny, że nie będzie problemów przy śmierci/chorobie jednej z osób, i nagle wszystkie problemy nękające "prawdziwe" rodziny po prostu znikną.

Gdzie ktoś coś takiego sugerował?

Za związkami partnerskimi są głównie Ci, którzy z jakiegoś powodu nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego - np. geje lub lesbijki.

A także ci, którzy nie chcą, oraz tacy, którzy chcieliby, żeby ich współobywatele mieli wybór.
Za to przeciw związkom partnerskim są naziolki i homofoby. Całej reszcie to zwisa.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
1
somekind napisał(a):

Masz w ogóle świadomość, że nie trzeba być małżeństwem, żeby mieć dziecko? Że dziesiątki tysięcy kobiet podejmują ryzyko braku zobowiązań świadomie?
A ile to razy mąż z tego świetnego i wspaniałego małżeństwa zostawił żonę z dziećmi i zniknął? I co instytucja małżeństwa w tej sytuacji pomogła?

No popatrz i tym "dziesiątką tysięcy" kobiet wcale nie był potrzebny związek partnerski... - w ten sposób możemy w nieskończoność.

koszt testamentu notarialnego to od 50-150zł netto (w zależności od skomplikowania inp. tym czy pojawia się zapis pozbawiający prawa do dziedziczenia prawnego spadkobiercę - "wydziedziczenie"). W "najgorszym" wypadku to wydatek rzędu 300 zł (każda osoba musi spisać własny). Czy to tak dużo???

A potem przychodzi rodzina i testament unieważnia, bo ma takie prawo.
No chwila - była mowa dwie starsze panie, które nie mają rodziny chcą mieszkać razem itd, itp. BTW prawo do zachówku wstępni i zstępni mają ZAWSZE i choćbyś zawarł małżeństwo cywilne, kościelne przed buddą, latającym potworem spgetti i cholera wie czym jeszcze to zachówek zawsze pozostaje o ile spadkodawca nie przedstawił dowodów potwierdzających określone ściśle przez prawo zachowania spadkobiercy.

Inna sprawa, że to czy małżonek będzie miał dostęp do dokumentacji medycznej, jeśli nie posiada upoważnienia od współmałżonka, dzisiaj bardzo często zależy od samego lekarza. Albo ile razy (o ile był ktoś w takiej sytuacji) lekarz prosił was o pokazanie choćby dowodu osobistego aby udowodnić, że naprawdę jest się rodziną z pacjentem (a co jak córka wyszła za mąż i ma całkiem inne nazwisko - bez aktu urodzenia i ślubu nie udowodnisz, że jesteś córką, siostrą...). Tak dużo to dla was zachodu iść do notariusza, wydać 20zł za poświadczenie podpisu na upoważnieniu.

Gwarantujesz, że z poświadczeniem notarialnym każdy lekarz i rejestratorka, o wszystkim poinformują?

a Ty zagwarantujesz mi, że mężowi lekarz powie wszystko o nieprzytomnej żonie? Bo jeśli tak to co stoi na przeszkodzie abym poszedł do szpitala, znalazł kogoś, kogo dopiero co przywieźli, jest nieprzytomny i powiedział, że jestem jego/jej bratem/mężem/ojcem/synem?

Za związkami partnerskimi są głównie Ci, którzy z jakiegoś powodu nie mogą zawrzeć związku małżeńskiego - np. geje lub lesbijki.

A także ci, którzy nie chcą, oraz tacy, którzy chcieliby, żeby ich współobywatele mieli wybór.
Za to przeciw związkom partnerskim są naziolki i homofoby. Całej reszcie to zwisa.
</quote>
Ale o jakim wyborze piszesz? Może Ty jesteś na tyle zaznajomiony z tematem, że mi napiszesz czym się ma ten mistyczny "związek partnerski" będzie różnił od ślubu cywilnego. A skoro nazwałeś mnie homofobem to ok, ale w takim razie mówimy o związkach partnerskich tylko między dwojgiem osób heteroseksualnych - wszak dowodzisz, że to właśnie hetero chcą tych związków najbardziej.

Ja chcę od wszystkich za związkami aby mi w prostych punktach wypisali co mają mieć te związki czego nie ma dostępnego teraz czy to przez małżeństwo czy przez notariusza. Albo inaczej - co jest takiego złego, strasznego, haniebnego w instytucji związku małżeńskiego że, tak bardzo boją się jej pary heteroseksualne?

Azarien
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4

Albo chcesz być w oficjalnym, sformalizowanym związku (małżeństwo) albo NIE. Za cudzołóstwo nikt cię w Polsce kamienował nie będzie.

I tyle, nie widzę potrzeby tworzenia jakichś stanów pośrednich – bo zaraz pojawią się kolejne głosy za „związkiem koleżeńskim” z jednej strony, a „małżeństwem tymczasowym” z drugiej.

Bo na razie to wygląda tak: „zapiszemy się na ten związek partnerski, za dwa lata i tak ją zostawię, ale póki co to rozliczymy się razem i zapłacę mniej podatku”.

co jest takiego złego, strasznego, haniebnego w instytucji związku małżeńskiego że, tak bardzo boją się jej pary heteroseksualne?
Pewnie rozwód.

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
3
micc napisał(a):

Konkubinat < Związek partnerski < Małżeństwo.
Przykład: idę zawrzeć związek partnerski i mówię:
Z tą oto osobą, żyję od dłuższego czasu chcę, aby miała wgląd do informacji, do których mogłaby mieć w przypadku zawarcia małżeństwa.
Jednocześnie zaznaczam, że nie chce, aby obowiązywały nas prawa majątkowe charakterystyczne dla małżeństwa oraz dziedziczenie majątku.
Brzmi jak umowa notarialna.

somekind napisał(a):

A ile to razy mąż z tego świetnego i wspaniałego małżeństwa zostawił żonę z dziećmi i zniknął? I co instytucja małżeństwa w tej sytuacji pomogła?
Ano pomaga w ten sposób, że sąd zasądzi alimenty, które państwo będzie ściągać z konta "znikniętego" ojca.

Wytłumaczcie czym umowa w Urzędzie Stanu Cywilnego różni się od umowy w Notariacie? I czym ma to się dodatkowo różnić od umowy w "Urzędzie Związków Partnerskich"? Może wtedy będzie się łatwiej rozmawiało wszystkim stronom.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
0
Azarien napisał(a):

Albo chcesz być w oficjalnym, sformalizowanym związku (małżeństwo) albo NIE. Za cudzołóstwo nikt cię w Polsce kamienował nie będzie.

I tyle, nie widzę potrzeby tworzenia jakichś stanów pośrednich – bo zaraz pojawią się kolejne głosy za „związkiem koleżeńskim” z jednej strony, a „małżeństwem tymczasowym” z drugiej.

Bo na razie to wygląda tak: „zapiszemy się na ten związek partnerski, za dwa lata i tak ją zostawię, ale póki co to rozliczymy się razem i zapłacę mniej podatku”.

co jest takiego złego, strasznego, haniebnego w instytucji związku małżeńskiego że, tak bardzo boją się jej pary heteroseksualne?
Pewnie rozwód.
Dokładnie widzę to w ten sposób. I jak na razie nikt, żaden zwolennik "związków partnerskich" nie powiedział nic co by stwierdzało cokolwiek innego. Oczywiście sprawa obraca się o 180 stopni jeśli tylko zaprzęgniemy do tego związki homoseksualne, no ale przecież "w Holandii 90% związków partnerskich to związki hetero" i "jesteście homofoby i dlatego nie chcecie"...

aurel
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
2

Co do sytuacji, o której pisała @aurel - dwie starsze przyjaciółki mieszkające razem - koszt testamentu notarialnego to od 50-150zł netto (w zależności od skomplikowania inp. tym czy pojawia się zapis pozbawiający prawa do dziedziczenia prawnego spadkobiercę - "wydziedziczenie"). W "najgorszym" wypadku to wydatek rzędu 300 zł (każda osoba musi spisać własny). Czy to tak dużo??? Bo chyba nie chcesz powiedzieć (@aurel), że te dwie starsze panie będą się np. razem rozliczać...

Chyba sobie żartujesz... Popisałeś się niezłą ignorancją. Nie można spadkobiercy od tak wydziedziczyć.

http://spadki.wieszjak.pl/testament/78826,2,Jak-kogos-wydziedziczyc.html

Przesłanki wydziedziczenia:

  1. Uprawniony do zachowku wbrew woli spadkodawcy postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego;
    Norma powyższa dotyczy sytuacji, w których pomimo ingerencji spadkodawcy, jego przyszły spadkobierca zachowuje się niezgodnie z przyjętymi w społeczeństwie zasadami. Przykładowo:
  • Jego źródłem utrzymania jest działalność przestępcza
  • Jest rozrzutny, jest hazardzistą
  • Jest uzależniony od alkoholu, narkotyków
  • Uchyla się od pracy zarobkowej i żyje na cudzy koszt (np. wyłudza zasiłek
  • Prostytuuje się .
    Ważne jest to, aby pomimo nacisków spadkodawcy, działalność ww. osoby była ciągła i stała.
    Jeśli od momentu wydziedziczenia, do otwarcia spadku osoba wydziedziczona zmieniła styl życia, czy sposób zarabiania na życie – część doktryny uważa, iż mają możliwość wnoszenia o unieważnienie wydziedziczenia- zważywszy na ustanie jego przyczyn.
  1. dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci;

  2. Uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych.
    Powyższe okoliczności muszą być trwałe – ewentualne wyłomy mogą być tylko wyjątkiem.

Dodatkowo, by skutecznie chronić partnera przed roszczeniami rodziny o zachowek, trzeba by wydziedziczyć WSZYSTKICH spadkobierców. Jest to nierealne...
Wg mnie jest to strasznie złe prawo, bo w praktyce, nie mogę swobodnie rozdysponować mojego majątku po śmierci. Dodatkowo spadkobiercom stosunkowo łatwo jest podważyć testament, jeżeli spadek trafił do osoby spoza rodziny...

Jeszcze jedna sprawa - ktoś pisał, że związek partnerski nie musi dotyczyć tylko dwóch osób - czyli co np. mogę sobie legalnie harem założyć? Mogę być ja i np. 10 kobiet w takim związku? Nie chce mi się szukać kto to pisał ale bardzo bym prosił o wytłumaczenie mi tego. A z drugiej strony kto komu broni mieć np. 10 kochanek (albo kochanków - niech się panie nie czują pominięte) - jak się tylko wszystkie osoby na to zgodzą to w czym problem? Ale nie mówmy, że jest to rodzina!

Już ci tłumaczę. Sedno sprawy opiera się o to, że nic mnie nie obchodzi kto ilu ma kochanków.
W chwili obecnej, może istnieć małżeństwo, w którym i mąż i żona mają dziesiątki kochanków. Małżeństwo to może mieć dzieci. Czy to nie jest rodzina, bo mają dziesiątki kochanków? o.O
Ja po prostu nie zawieram w definicji rodziny seksu. Wg mnie seks nie jest potrzebny do tego, by tworzyć rodzinę, w związku z tym są to zbiory rozdzielne. Można mieć rodzinę i jednocześnie mieć bardzo ciekawe i bogate życie seksualne. A można nie mieć życia seksualnego wcale. Mi to bez różnicy, dla mnie róbta co chceta i w dowolnych kombinacjach, na zdrowie!

Z resztą dwie osoby o przeciwnych płciach też potrafią w sypialni takie rzeczy wyprawiać, że jakbyś to zobaczył, to byś pewnie powiedział, że nie są rodziną :P Ale to jest w sypialni, to jest intymna sprawa. To się zostawia za drzwiami, przywdziewa fartuszek i robi się dzieciom śniadanie. A potem buzi w policzek dzieciakom na pożegnanie do szkoły, tymi samymi ustami, którymi kilka godzin temu robiła fellatio mężowi ;)

Co więcej pokrywa się to praktycznie z przysięgą małżeńską składaną przy ślubie kościelnym w kościele rzymsko-katolickim

Otóż to właśnie... Małżeństwo jest sprawą bardzo wzniosłą (przynajmniej dla mnie), ale ja nie jestem katolikiem.
A ten wymóg mieszkania wspólnie? Przecież to ściema, wiele małżeństw mieszka oddzielnie - choćby dlatego, że jedno wyjeżdża zarabiać za granicę. I co, to już nie rodzina? Nie małżeństwo? Mniej się kochają, mniej o siebie dbają, mniej dla siebie wyrzeczeń robią? Komu to oceniać?

Można ustalić, że w Polsce rodzina to jest wtedy, gdy jest mąż i żona i dwójka dzieci. Małżeństwa z mniejszą ilością dzieci nie powinny być uznawane za małżeństwa (są jałowe, póki nie walczą z niżem demograficznym). Albo przynajmniej odebrać im status "rodziny". A można dać ludziom spokój i pozwolić żyć jak chcą. Co komu do tego, co to komu przeszkadza, to ja nie rozumiem...

Byłoby super, gdyby przestano w Polsce wartościować ludzi po ich seksualności i płodności. To jest po prostu prymitywne.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
0
aurel napisał(a):

Co do sytuacji, o której pisała @aurel - dwie starsze przyjaciółki mieszkające razem - koszt testamentu notarialnego to od 50-150zł netto (w zależności od skomplikowania inp. tym czy pojawia się zapis pozbawiający prawa do dziedziczenia prawnego spadkobiercę - "wydziedziczenie"). W "najgorszym" wypadku to wydatek rzędu 300 zł (każda osoba musi spisać własny). Czy to tak dużo??? Bo chyba nie chcesz powiedzieć (@aurel), że te dwie starsze panie będą się np. razem rozliczać...

Chyba sobie żartujesz... Popisałeś się niezłą ignorancją. Nie można spadkobiercy od tak wydziedziczyć.

[...]

Oj Aurel nieładnie - mistrzyni wyciągania zdania z kontekstu. O samym wydziedziczeniu pisałem w kontekście KOSZTÓW testamentu notarialnego. Ja wiem, jak to wygląda, jakie warunki muszą być spełnione i że wydziedziczany zawsze może spróbować podważyć testament.

Dodatkowo, by skutecznie chronić partnera przed roszczeniami rodziny o zachowek, trzeba by wydziedziczyć WSZYSTKICH spadkobierców. Jest to nierealne...

A czy teraz tak nie jest? Przecież jeśli jesteś w związku małżeńskim, masz np. dwójkę dzieci i jeśli chcesz zapisać CAŁY swój majątek tylko jednemu dziecku to musisz wydziedziczyć i żonę i drugie dziecko? Czy chcesz mi powiedzieć, że związki partnerskie (bo to o nich przecież cały czas dyskutujemy) będą pozwalały na dowolnym, wedle własnego "widzimisię" obdzielanie moim majątkiem? Bo jakoś chyba nie o to jest ta "wojna".

Wg mnie jest to strasznie złe prawo, bo w praktyce, nie mogę swobodnie rozdysponować mojego majątku po śmierci. Dodatkowo spadkobiercom stosunkowo łatwo jest podważyć testament, jeżeli spadek trafił do osoby spoza rodziny...

To, że jest to niesprawiedliwe prawo to można dyskutować, nie to jest zresztą przedmiotem tej dyskusji. Co do łatwości podważenia testamentu nie jest to takie proste.

Zasadniczo istnieje możliwość podważenia ważności testamentu, jeżeli zachodzi jedna z przesłanek z art. 945 § 1 Kodeksu cywilnego. Mianowicie testament nie jest ważny, jeżeli został sporządzony:

  • w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli,
  • pod wpływem błędu uzasadniającego przypuszczenie, że gdyby spadkodawca nie działał pod wpływem błędu, nie sporządziłby testamentu tej treści,
  • pod wpływem groźby.

Zgodnie z art. 945 § 2 K.c.: „Na nieważność testamentu z powyższych przyczyn nie można się powołać po upływie lat trzech od dnia, w którym osoba mająca w tym interes dowiedziała się o przyczynie nieważności, a w każdym razie po upływie lat dziesięciu od otwarcia spadku”.

To podważający musi udowodnić którekolwiek z tych punktów.

Jeszcze jedna sprawa - ktoś pisał, że związek partnerski nie musi dotyczyć tylko dwóch osób - czyli co np. mogę sobie legalnie harem założyć? Mogę być ja i np. 10 kobiet w takim związku? Nie chce mi się szukać kto to pisał ale bardzo bym prosił o wytłumaczenie mi tego. A z drugiej strony kto komu broni mieć np. 10 kochanek (albo kochanków - niech się panie nie czują pominięte) - jak się tylko wszystkie osoby na to zgodzą to w czym problem? Ale nie mówmy, że jest to rodzina!

Już ci tłumaczę. Sedno sprawy opiera się o to, że nic mnie nie obchodzi kto ilu ma kochanków.
W chwili obecnej, może istnieć małżeństwo, w którym i mąż i żona mają dziesiątki kochanków. Małżeństwo to może mieć dzieci. Czy to nie jest rodzina, bo mają dziesiątki kochanków? o.O
Ja po prostu nie zawieram w definicji rodziny seksu. Wg mnie seks nie jest potrzebny do tego, by tworzyć rodzinę, w związku z tym są to zbiory rozdzielne. Można mieć rodzinę i jednocześnie mieć bardzo ciekawe i bogate życie seksualne. A można nie mieć życia seksualnego wcale. Mi to bez różnicy, dla mnie róbta co chceta i w dowolnych kombinacjach, na zdrowie!

Z resztą dwie osoby o przeciwnych płciach też potrafią w sypialni takie rzeczy wyprawiać, że jakbyś to zobaczył, to byś pewnie powiedział, że nie są rodziną :P Ale to jest w sypialni, to jest intymna sprawa. To się zostawia za drzwiami, przywdziewa fartuszek i robi się dzieciom śniadanie. A potem buzi w policzek dzieciakom na pożegnanie do szkoły, tymi samymi ustami, którymi kilka godzin temu robiła fellatio mężowi ;)<?quote>

zapytam jeszcze raz - ALE JAK SIĘ TO MA DO ZWIĄZKÓW PARTNERSKICH?????

Co więcej pokrywa się to praktycznie z przysięgą małżeńską składaną przy ślubie kościelnym w kościele rzymsko-katolickim

Otóż to właśnie... Małżeństwo jest sprawą bardzo wzniosłą (przynajmniej dla mnie), ale ja nie jestem katolikiem.
A ten wymóg mieszkania wspólnie? Przecież to ściema, wiele małżeństw mieszka oddzielnie - choćby dlatego, że jedno wyjeżdża zarabiać za granicę. I co, to już nie rodzina? Nie małżeństwo? Mniej się kochają, mniej o siebie dbają, mniej dla siebie wyrzeczeń robią? Komu to oceniać?

Można ustalić, że w Polsce rodzina to jest wtedy, gdy jest mąż i żona i dwójka dzieci. Małżeństwa z mniejszą ilością dzieci nie powinny być uznawane za małżeństwa (są jałowe, póki nie walczą z niżem demograficznym). Albo przynajmniej odebrać im status "rodziny". A można dać ludziom spokój i pozwolić żyć jak chcą. Co komu do tego, co to komu przeszkadza, to ja nie rozumiem...

Znaczy ktoś Cię nagabuje, że nie masz dzieci? Babcia, ciocia? No to masz problem z rodziną/znajomymi a nie z prawem. Może np. znasz przypadek, gdzie państwo "rozwiodło" małżeństwo bez ich zgody bo nie mieszkali razem? Albo np. zabrało im dzieci? Jeszcze raz - jak się to ma do związków partnerskich?

Byłoby super, gdyby przestano w Polsce wartościować ludzi po ich seksualności i płodności. To jest po prostu prymitywne.

To chyba mieszkamy w różnych "Polskach" bo mnie tam nikt nie wartościuje ani po seksualności ani po płodności. Mimo iż mam już trochę lat na karku, i dopiero nadzieję na dzieci to nikt mnie palcem nie wytyka, a jak już nawet to mi to lata. Mam takie wrażenie, że seksualność i dzietność jest twoim czułym punktem bo się do tego przyczepiłaś.

Ponowię swoje pytanie - w czym związki partnerskie mają być lepsze od małżeństwa. Co takiego mają mieć lub czego nie mieć aby były dla zwolenników właśnie tym czego im brakuje?

aurel
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

Znaczy ktoś Cię nagabuje, że nie masz dzieci? Babcia, ciocia? No to masz problem z rodziną/znajomymi a nie z prawem. Może np. znasz przypadek, gdzie państwo "rozwiodło" małżeństwo bez ich zgody bo nie mieszkali razem? Albo np. zabrało im dzieci? Jeszcze raz - jak się to ma do związków partnerskich?

Znam przypadek dwójki ludzi, którzy są małżeństwem, ale są tej samej płci, więc w Polsce żadna instytucja ich małżeństwa nie uznaje - choć jest jak najbardziej formalne, cywilne, mają akt ślubu i wszystko. Znam przypadek dwóch kobiet wychowujących wspólnie dziecko, tworzących rodzinę, ale dziecko to nie jest w pełni chronione, ponieważ druga matka nie może go adoptować. To oczywiście narusza prawa tylko tego dziecka, bo matkom tak nawet wygodniej - mają miejsce w przedszkolu.

zapytam jeszcze raz - ALE JAK SIĘ TO MA DO ZWIĄZKÓW PARTNERSKICH?????

Khem. Ja odpowiedziałam na twoje konkretne pytania, w których odniosłeś się do moich konkretnych wypowiedzi (to ja pisałam o poligamii). Swoje stanowisko na temat związków partnerskich wyraziłam na pierwszej stronie, jak jesteś go ciekaw, to sobie przeczytaj.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

@Marooned

Ano pomaga w ten sposób, że sąd zasądzi alimenty, które państwo będzie ściągać z konta "znikniętego" ojca.

Instytucja małżeństwa nie ma nic do tego. Jak zapylę jakąś niewiastę w klubie w kiblu to nie muszę być z nią w związku małżeńskim, żeby brała ode mnie alimenty.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
0
micc napisał(a):

@Marooned

Ano pomaga w ten sposób, że sąd zasądzi alimenty, które państwo będzie ściągać z konta "znikniętego" ojca.

Instytucja małżeństwa nie ma nic do tego. Jak zapylę jakąś niewiastę w klubie w kiblu to nie muszę być z nią w związku małżeńskim, żeby brała ode mnie alimenty.

Czyli i związek partnerski nic do tego miał nie będzie...

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
0

Pozwolę sobie powtórzyć, bo chyba nikt nie zauważył istotnego pytania:

Marooned napisał(a):

Wytłumaczcie czym umowa w Urzędzie Stanu Cywilnego różni się od umowy w Notariacie? I czym ma to się dodatkowo różnić od umowy w "Urzędzie Związków Partnerskich"? Może wtedy będzie się łatwiej rozmawiało wszystkim stronom.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
1

@Marooned "umowa" w USC tym się różni od umowy w notariacie, że oprócz obowiązków dostajesz też profity od państwa (jak już pisałem możliwość wspólnego rozliczania się przed US, prawo do renty po zmarłym współmałżonku, miecie wspólnego nazwiska - nie wiem czy kobieta lub mężczyzna, niebędąca w związku małżeńskim może zmienić nazwisko na nazwisko partnera), umowa notarialna nie ma takiej mocy. Także sprawy majątkowe można uregulować inaczej niż przez ustawową wspólnotę majątkową - tutaj do akcji wkracza intercyza. Całą resztę (prawo do wglądu dokumentacji medycznej, dziedziczenie) załatwia umowa cywilna. Natomiast "na dobre i na złe", "wspieranie w chorobie" itd to są tak na prawdę rzeczy zależne tylko i wyłącznie od własnego zaangażowania i sumienia i żadna umowa tego nie wymusi.

Natomiast obawiam się, że nikt Ci nie będzie w stanie powiedzieć gdzie by tu miały być "związki partnerskie" i co tak naprawdę miały by zawierać.

EDIT:
Znaczy źle napisałem - związki partnerskie to takie małżeństwa z tym, że mogą je zawierać homoseksualiści ale, przynajmniej na razie, bez możliwości adoptowania dzieci. I tym się różnią a jak ktoś mnie jeszcze raz nazwie homofobem dlatego, że stwierdzam, że związki partnerskie są ważne w przeważającej mierze dla homoseksualistów to się wezmę i obrażę :p

Azarien
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4

związki partnerskie to takie małżeństwa z tym, że mogą je zawierać homoseksualiści
Czyli wiadomo o co chodzi: wprowadzenie bokiem „małżeństw homoseksualnych” tak, żeby się tak wprost nie nazywały, i tak sformułowane by wielu heteroseksualistów się również pod tym podpisało.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
4
abrakadaber napisał(a):

No popatrz i tym "dziesiątką tysięcy" kobiet wcale nie był potrzebny związek partnerski... - w ten sposób możemy w nieskończoność.

Jak mogły zawrzeć związek, który nie istnieje w prawie? :| Zastanów się, zanim coś napiszesz.
Wyjdź trochę ze swojego własnego, zaślepionego spojrzenia na tę kwestię, i poczytaj może o tym, jak inni ludzie to widzą i jakie mają problemy w życiu.

a Ty zagwarantujesz mi, że mężowi lekarz powie wszystko o nieprzytomnej żonie? Bo jeśli tak to co stoi na przeszkodzie abym poszedł do szpitala, znalazł kogoś, kogo dopiero co przywieźli, jest nieprzytomny i powiedział, że jestem jego/jej bratem/mężem/ojcem/synem?

Przeszkody nie ma, i tak nic się nie dowiesz. Za ujawnienie dokumentacji medycznej grożą sankcje, których nikt nie będzie na ładne oczy ryzykował.

Marooned napisał(a):

Ano pomaga w ten sposób, że sąd zasądzi alimenty, które państwo będzie ściągać z konta "znikniętego" ojca.

Albo jego rodziców, albo z budżetu państwa, ale mniejsza z tym... Nie trzeba i nigdy nie trzeba było małżeństwa, żeby pozwać ojca dziecka o alimenty. Małżeństwo w tej kwestii w niczym nie pomaga, więc o co chodzi?

Wytłumaczcie czym umowa w Urzędzie Stanu Cywilnego różni się od umowy w Notariacie? I czym ma to się dodatkowo różnić od umowy w "Urzędzie Związków Partnerskich"? Może wtedy będzie się łatwiej rozmawiało wszystkim stronom.

Nie będzie się nigdy łatwiej rozmawiało, bo ludzie myślący inaczej sprowadzają całą tę kwestię prawną na tematy homoseksualne.

Różni tutaj wybitni teoretycy prawa twierdzą, że wszystko da się załatwić umowami i poświadczeniami notarialnymi już teraz. Czy faktycznie konieczność ciągłego latania do notariusza z każdym czajnikiem, pralką i kawałkiem terakoty do notariusza jest wygodnym dla człowieka rozwiązaniem? No sorry, ale jeśli ktoś tak uważa, to jest po prostu bezmyślnym idiotą. (Albo notariuszem, który boi się utraty jakiejś części zarobku, co akurat byłoby zrozumiałe.)
Podobnie jest z informacją medyczną - niby są jakieś przepisy, ale różnie są przez lekarzy interpretowane. Tak samo kwestie spadkowe - można sobie podpisać u notariusza coś, co zostanie łatwo podważone, bo inna ustawa to umożliwia. @Marooned, co złego byłoby w uporządkowaniu tych kilku kwestii raz na zawsze?

Kogo boli wprowadzenie rozwiązania prawnego, z którego nikt nie będzie musiał bez własnej woli korzystać? Nie uwłacza to przecież instytucji małżeństwa, nikogo nie krzywdzi, więc co Was to boli? Jakie są argumenty przeciwko, poza "nie, bo ja nie chcę"? Bo mi to wygląda wyłącznie na chęć zrobienia drugiemu człowiekowi na złość.

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
3

@somekind, to nie kwestia "nie, bo ja nie chcę" tylko rozważanie czy to nie jest mnożeniem istniejących bytów. Nadal nikt tu nie wyłożył przewagi związku partnerskiego nad dostępnym ślubem cywilnym i/lub umową notarialną. Jestem za ułatwianiem prawa, ale jeśli nie ma dodatkowych plusów takich związków, to jest to dla mnie niezgodne z brzytwą Ockhama.

aurel
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4

Nadal nikt tu nie wyłożył przewagi związku partnerskiego nad dostępnym ślubem cywilnym i/lub umową notarialną.

Przecież @somekind przed chwilą wskazał - do notariusza musiałbyś latać z każdą jedną oddzielną sprawą, np. przy każdym większym zakupie. Notariusz kosztuje i tani nie jest, a umowa notarialna nie jest aktem prawnym - niektórzy po prostu ją ignorują (przeżyłam na własnej skórze).
A związek zawiązałbyś raz. Oto jedno przykładowe gigantyczne ułatwienie.

Endrju
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4

Również proszę o wyjaśnienie czym związek partnerski mężczyzny i kobiety różni się od ślubu cywilnego. Jeżeli tylko tym, że ten pierwszy ma dawać przywileje tego drugiego, ale bez jego zobowiązań, to uważam związek partnerski za rzecz nie mająca sensu. Zobowiązania powinny być moim zdaniem źródłem przywilejów. Jeżeli jednak jest to tylko umowa dotycząca różnych aspektów życia, to czym różni się od umów, na które obecnie prawo zezwala (poza nazwą). Nie rozumiem dlaczego trzeba by biegać do kogoś z "każdą sprawą". Przecież po to raz podpisuje się umowę na te różne sprawy, żeby właśnie nie biegać.

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
3

Francuski parlament: "Tak" dla małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez gejów
I jak tu wierzyć, że i u nas jednego nie połączą z drugim? Ponoć mamy brać przykład z zachodu, jak ktoś tu proponował.

abrakadaber
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 6610
7
somekind napisał(a):

Kogo boli wprowadzenie rozwiązania prawnego, z którego nikt nie będzie musiał bez własnej woli korzystać?
nosz do kur*** nędzy przecież takie rozwiązanie prawne JUŻ JEST i nazywa się właśnie MAŁŻEŃSTWO. Czy nie potrafisz tego ogarnąć swoim ciasnym umysłem???? A nie mają tego TYLKO I WYŁĄCZNIE DWIE GRUPY SPOŁECZNE - HOMOSEKSUALIŚCI I CI, KTÓRZY JUŻ W ZWIĄZKACH SĄ! Wobec czego napiszę to jeszcze raz - związek partnerski to jest po prostu małżeństwo dla par homoseksualnych.

Jakie są argumenty przeciwko, poza "nie, bo ja nie chcę"? Bo mi to wygląda wyłącznie na chęć zrobienia drugiemu człowiekowi na złość.
Teraz to wygląda właśnie tak ci co są za mają jeden tylko argument - nie chcę małżeństwa bo nie (z "różnych powodów") ale co nagle ci wszyscy co nie chcą małżeństwa będą zawierać związki partnerskie (czyli de facto związek małżeński tylko inaczej nazwany) i będą szczęśliwi???

I tak, jak chcecie to możecie mnie nazwać homofobem ale nie chcę aby homoseksualiści mogli zawierać związki formalne bo od tego już tylko krok do adopcji dzieci.

A tak BTW dzieci, to każda kobieta, nieważne czy homo czy hetero może mieć dziecko i nikt jej nie zabroni wychowywać tego dzieciaka (ale jej własnego, biologicznego) z inną kobietą. Podobnie faceci, tylko tutaj trzeba znaleźć chętną kobietę ale jak się ma kasę na adopcję to i na to się znajdzie.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

up, ja tam Cie popieram, ale nie interesuje mnie bawienie się w plusikowanie lub minusikowanie. Ale SZTAMA jest pamiętaj.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
Marooned napisał(a):

@somekind, to nie kwestia "nie, bo ja nie chcę" tylko rozważanie czy to nie jest mnożeniem istniejących bytów. Nadal nikt tu nie wyłożył przewagi związku partnerskiego nad dostępnym ślubem cywilnym i/lub umową notarialną. Jestem za ułatwianiem prawa, ale jeśli nie ma dodatkowych plusów takich związków, to jest to dla mnie niezgodne z brzytwą Ockhama.

Ale jakiej przewagi oczekujesz? Dlaczego w ogóle chcesz tu cokolwiek rozpatrywać w kategoriach konkursu? Czym innym jest małżeństwo, czym innym byłby związek partnerski... Czemu chcesz dowodu na to, że pralka jest lepsza od lodówki?
Ja piszę o ułatwieniach prawnych w kilku obszarach, które zyskałaby pewna grupa ludzi. Uważasz, że możliwość zawarcia jednej umowy zamiast kilkuset nie jest zyskiem? Bo moim zdaniem jest, i to znacznym.
Dodatkowym plusem jest to, że człowiek, który może przestać się martwić o pewne kwestie związane z teraźniejszością i przyszłością swoją oraz partnera, jest po prostu szczęśliwszy.
(Nie zdziwiłbym się też, gdyby wprowadzenie związków partnerskich paradoksalnie zwiększyło ilość małżeństw, ale to nie argument, tylko takie moje przemyślenia na marginesie.)
Ja wiem, że wprowadzenie związków partnerskich nic by Ci nie dało, bo masz już żonę, ale to naprawdę słaby powód do bycia przeciwnym.

Sytuacja wygląda tak:

  1. Można ułatwić życie pewnej grupie ludzi, więc na tym zyskają.
  2. Żadna inna grupa ludzi na tym nie ucierpi, więc nikt na tym nie straci.
    Więc jakie są argumenty przeciw? Zostaje tylko "nie, bo nie chcę", albo "nie, bo będzie wygodniej pedałkom, a ja jestem prawdziwy facet, więc muszę ich gnoić".
Endrju napisał(a):

Nie rozumiem dlaczego trzeba by biegać do kogoś z "każdą sprawą". Przecież po to raz podpisuje się umowę na te różne sprawy, żeby właśnie nie biegać.

Bo takie jest prawo. Nie możesz zawrzeć aktu notarialnego na zaś i tyle.

abrakadaber napisał(a):

Wobec czego napiszę to jeszcze raz - związek partnerski to jest po prostu małżeństwo dla par homoseksualnych.

Człowieku, o Szerokim Umyśle, dlaczego zatem, we Francji te Twoje "małżeństwa dla homoseksualnych" zawierają w 90% heteroseksualni?

Teraz to wygląda właśnie tak ci co są za mają jeden tylko argument - nie chcę małżeństwa bo nie (z "różnych powodów") ale co nagle ci wszyscy co nie chcą małżeństwa będą zawierać związki partnerskie (czyli de facto związek małżeński tylko inaczej nazwany) i będą szczęśliwi???

Człowieku, o Szerokim Umyśle, jaki to "inaczej nazwany związek małżeński", skoro daje jedynie częściowy zbiór małżeńskich uprawnień i niewiele, że się tak wyrażę, małżeńskiego prestiżu?

I tak, jak chcecie to możecie mnie nazwać homofobem ale nie chcę aby homoseksualiści mogli zawierać związki formalne bo od tego już tylko krok do adopcji dzieci.

Nie martw się. Jak na razie nie mogą zawierać związków formalnych, a i tak mogą adoptować dzieci. ;]
Dzieci, które pewno są potem wyśmiewane w szkołach, przez ludzi, o równie szerokim jak Twój umyśle.

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
3
aurel napisał(a)

http://1.bp.blogspot.com/-Q6xRBs_iNUM/UBkT2WXb4gI/AAAAAAAADtM/Sd4zPQzpHD8/s1600/infografika_500.jpg
O, i czegoś takiego oczekiwałem stronę wcześniej. I tu muszę zgodzić się z Endrju, że rozważając parę różnopłciową to dwie pierwsze ustawy różnią się drobnymi szczegółami, a zakładając kolejną iterację i połączenie obu ustaw, to będą (wg tego porównania) różniły się wyłącznie 2 punktami:

  1. możliwością zawarcia związku osób tej samej płci
  2. braku możliwości adopcyjnych

Potwierdza to stwierdzenie, że na związkach zależy tylko parom homoseksualnym, bo pary hetero (ponownie: wg tego porównania, które może nie uwzględniać kolejnych różnic) zawierając związek zamiast małżeństwa nie zyskiwały by nic, a traciłyby możliwość adopcji. Czyli dla >~95% (strzelam, nie mam danych o adopcjach) małżeństw nie było by różnicy.

Nie mam nic przeciwko parom homo. Jak żyją sobie razem to różne dziedziczenia, prawa do wglądu w dokumenty czy wspólne rozliczanie ma sens. Ale w tym wątku mocno deprecjonowane jest stanowisko, że te związki mają być głównie dla par homo, a jak widać z analizy tej infografiki, to właśnie główny powód.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
6

Ustawa o związkach partnerskich nie jest potrzebna.
Dziedziczenie i odwiedzanie w szpitalach da się zrobić bez tego, a ulgi podatkowe dla rodzin powinny być wywalone.

Mam nieodparte wrażenie, że chodzi o metodę krok po kroku, od mało szkodliwej niepotrzebnej ustawy, po Holandię(http://pl.wikipedia.org/wiki/Partia_na_rzecz_Mi%C5%82o%C5%9Bci_Bli%C5%BAniego,_Wolno%C5%9Bci_i_R%C3%B3%C5%BCnorodno%C5%9Bci) i dalej.
Daj palec ... .
Dla tego właśnie trzeba jasno wyznaczyć linię oporu na samym początku i twardo się jej trzymać.

Najprościej(Bo właśnie do prostoty trzeba dążyć) by było zlikwidować ulgi rodzinne i rejestrowanie ślubów/rozwodów przez USC.
wywalając je oszczędziło by się trochę pieniędzy, i pozbyło problemów z mniejszościami domagającymi się równoprawnych ślubów bo ślubów państwowych by nie było.
Jakby ktoś myślał, że tak by się wszytko posypało i jest to niemożliwe to przypominam, że USC powstało w 1946, i jakoś ludzie wcześniej żyli.

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.