Za tydzień kolejny kosmiczny hackathon. Tym razem zapisałem się jako wolontariusz. Czy dobrze? Teraz mam wątpliwości. Czy moja rola ograniczy się do noszenia stolików, ciągnięcia kabli i sprzątania? Przez 2 miesiące nikt się nie kontaktował, a wczoraj dostałem telefon, że jutro spotkanie organizacyjne, na którym być nie mogę, bo pracuję w innym mieście.
Zakres obowiązków ze strony internetowej (do wyboru):
- przygotowywać i rozstawiać strefy uczestników, partnerów i relaksu
- wspierać rejestrację i informować uczestników o przebiegu wydarzenia
- pomagać w wydawaniu posiłków i obsłudze gości specjalnych
- działać w zespole marketingowym i promocyjnym
- ogarniać rzeczywistość i dbać o dobrą atmosferę
Jak się można domyślać, największe zapotrzebowanie jest na punkt nr 1. Czyli jak za czasów szkolnych, kiedy wysługiwano się uczniami, traktując ich jako darmową siłę roboczą. Przy rejestracji potrzeba 2-3 osoby i tym zajmują się głównie pracownicy placówki. Co się kryje pod pozostałymi punktami?
Przy NASA Apps było w ciul roboty. Zobaczcie zdjęcia. Podczas wydarzenia wolontariusze - młodzież - większość czasu nudzili się i robili sobie zdjęcia.
Wyobrażałem sobie to trochę inaczej, że ogarnę tematy techniczne, a pewnie skończy się na 4P (przynieś, podaj, podłącz, pozamiataj).
To może wystartować jako uczestnik? Został tydzień i znowu nie przygotuję się. I teraz najważniejsze - tu chodzi o sam pomysł, a nie o gotowe rozwiązanie - nikt nie ocenia kodu, bo przy tak dużej liczbie projektów komisja nie ma na to czasu. Oceniany jest krótki film lub prezentacja na kilka slajdów. Ważne, aby dobrze przedstawić pomysł, aby spodobał się jurorom. Jeśli projekt będzie działał i wywoływał efekt wow, to super, mentorzy przechadzający się po stanowiskach z pewnością to zauważą i zapamiętają, że robicie coś ciekawego, co ma potencjał na dalszy rozwój. Ale nigdy nie zaczynajcie od kodu. Nikogo nie obchodzi, że użyliście Angulara w wersji 20.0.0-rc.1, Reacta z Next.js z poprawnie zaimplementowanym sklepem Redux, kosmicznych baz danych i postawiliście to na Kubernetesie, bo to nie live coding podczas rekrutacji do software house, tylko masz zaproponować i pokazać swój pomysł lub rozwiązanie konkretnego problemu, które jest skalowalne i ma potencjał na dalszy rozwój. Oczywiście jeśli jesteście biegli w konkretnych technologiach, znacie jakieś programy, biblioteki, urządzenia, co przyspieszą realizację projektu i będziecie mogli coś pokazać, to jeszcze lepiej.
Na małych hackathonach celem może być zbudowanie konkretnego rozwiązania, czyli jak nic nie działa, to nie ma co oceniać.
Kiedyś był taki hackathon, gdzie najpierw chciałem pokazać, że coś działa w HTML 5 i dopiero wtedy szukać algorytmów rozwiązujących problem, niestety nic nie chciało działać, a konkurencyjny zespół przygotował prezentację, jak oni by podeszli do tematu, z czego tak naprawdę nic nie wynikało i to oni zgarnęli hajs.
A najlepiej wkręcić się jako juror albo mentor. Tylko co lub kogo mam reprezentować? Moja firma już totalnie nie wspiera inicjatyw. A na to nawet nie trzeba hajsu. Podobno jurorzy i mentorzy dostawali hajs. Czasami płacą, czasami nie. Ale jak się wkręcić?
Zastanawiam się, co robić. Na NASA Apps byliśmy najstarszym zespołem (pomijając kilku ojców z małymi dziećmi). Przekrój wieku w większości 7-25. I tego typu wydarzenia kierowane są do osób 18-30, czasami do 0-30, w zależności do konkretnego wydarzenia. Czasami jest limit wiekowy do 25 lub 30 lat, zazwyczaj nie ma, ale po 30+ co tam szukać?
Trzeba sobie zadać pytania:
- Czy dasz się zauważyć? Prawdopodobnie nie. A łatwo się ośmieszyć.
- Czy coś się zmieni? Poprzedni hackathon pokazał, że nie. Fajne wydarzenie, fajnie spędzony czas i tyle.
- Czy nawiążesz nowe kontakty? Tylko wtedy, gdy warto z tobą trzymać, a czym się możesz wykazać? Prowadzisz firmę, szkolenia, jesteś kimś ważnym?
Do jutra muszę zdecydować, czy brać udział i w jakiej formie. Może ktoś z forum ma ochotę?
Aha, podaję link - https://spaceshield.pl