mrxormul napisał(a):
W poprzednim roku finalizowałem budowę domu. Któregoś dnia przyjechałem wieczorem na inspekcję. Wykończeniowcy sami przyznali, że u nas mają eldorado bo u nas ludzie zapłacą prawie każde pieniądze za ich usługi, a do Hansa im się nie chce jeździć bo tam nikt tak forsą nie szasta, a ceny muszą być oddpowiednio konkurencyjne do tamtejszych.
Dokładnie tak. W Polsce posiadanie kilkuosobowej firmy budowlanej to niezmiennie od wielu lat przepustka do sporych pieniędzy. Też budowałem dom i widziałem - facet ma raptem dwie ekipy, przyjeżdża elegancko ubrany autem klasy premium, narzeka że na budowie błoto, wycenia na podstawie ukradkowej oceny zasobności portfela inwestora, na oko (z reguły roboczogodzina robola w ekipie wychodzi >500 zł. ;) I ludzie to łykają, bo co mają zrobić.
Tymczasem na zachodzie, zwłaszcza w USA, szef takiej firmy pracuje ręka w rękę z ekipą i wcale kokosów z tego nie ma. Ot, normalny small business, jak prowadzenie sklepu czy coś.
No i teraz olaboga, wcześniej co miesiąc było kilkadziesiąt koła zysku za to jeżdżenie po budowach i narzekanie na błoto, a teraz roboty ni ma, bo ludzi już na te ceny nie stać. A leasing X5 ciągle każą płacić.
Kiedyś gadałem z takim właścicielem firmy od elektryki, potencjalnym zleceniobiorcą na mojej budowie, któremu zebrało się na szczerość, bo chyba mnie jakoś polubił. Taka właśnie firma z gatunku biurko, obok magazyn z gratami i dwie ekipy. Gdy zamarudziłem, że drogo i chyba mnie nie stać, to pokazał mi rozpisaną na detale ofertę, tłumacząc: chcę za to trzydzieści koła - 15k będzie kosztowała praca chłopaków których do pana wyślę, a drugie 15k chcę z tego mieć dla siebie. :) I tutaj jest problem, bo ja rozumiem że prowadzenie firmy kosztuje, ale to oznacza, że gość z tego wyciąga, nie brudząc rąk, 90k miesięcznie minus koszty biura (robota była na tydzień z kawałkiem, ma dwie ekipy). Marża Narzut na poziomie 100% to absurdalny yield z takiej w sumie prostej działalności.



