Człowiek łapie się na tym, że wie, jak coś powiedzieć po ingliszowemu (bo przecież nie in English), a nie wie, jak powiedzieć w języku ojczystym.
Np. jak jest po polsku dangling reference?
Wstyd :(
Człowiek łapie się na tym, że wie, jak coś powiedzieć po ingliszowemu (bo przecież nie in English), a nie wie, jak powiedzieć w języku ojczystym.
Np. jak jest po polsku dangling reference?
Wstyd :(
Dla mnie pierwsze skojarzenie, to dangling pointer, wiszący wskaźnik, został zwolniony, ale daje można go używać jakby istniał, chodź w pamięci może być już cokolwiek :P
Wiszący wskaźnik - czy to nie jest tłumaczenie literalne? Na zasadzie "my way aunt", "I feel train to you" albo "I tower in God"?
Może nie, ja tylko pytam
Dlatego bezpieczniej jest pisać w językach, które zabezpieczają cię przed dangling pointer.
Dzięki temu nie tylko jest bezpieczniej, ale również nie trzeba się martwić, jak to powiedzieć po polsku.
W ogóle jakiś słownik terminologii technicznej by się przydał na forum, bo cały czas ktoś się autentykuje
Zacznę może:
| eng | pl |
|---|---|
| Concurrency | Konkurencja |
| Promotion | Promocja (w biedronce) |
| Overhead | Nad głową |
| Regular Expression | Regularne Ekspresje |
Oraz powiat = poviat, ale to już na serio :P
Np. jak jest po polsku dangling reference?
Właściwym pytaniem byłoby po co chciałbyś to tłumaczyć?; dangling reference zrozumie w zasadzie każdy, podczas gdy taki dyndający wskaźnik dla zrozumienia wymaga i tak przełożenia sobie w głowie na angielski :-)
To może ślepy wskaźnik lub chybiony.
WeiXiao napisał(a):
W ogóle jakiś słownik terminologii technicznej by się przydał na forum, bo cały czas ktoś się autentykuje
Już ktoś kiedyś to tu linkował polski-w-it
Zacznę może:
Oraz powiat = poviat, ale to już na serio :P
Mój nauczyciel-native wymięka przy wojewoda/voivode i województwo/voivodeship
Ehh. Ale po co to tłumaczyć? Chyba, że piszecie kod i dokumentację po polsku.
W każdym razie, ja bym powiedział nieaktualny wskaźnik, choć nie brzmi to zbyt ładnie.
nalik napisał(a):
Ale po co to tłumaczyć?
Żeby przy kawie móc porozmawiać po polsku lub chociaż pół polsku :(
Tlumaczenie ma pewne ciekawe aspekty - np "wrzucanie fasolek do słoika i rozmieszczenie ich na dostawcy programów postawionym na gospodarzu".
vpiotr napisał(a):
Tlumaczenie ma pewne ciekawe aspekty - np "wrzucanie fasolek do słoika i rozmieszczenie ich na dostawcy programów postawionym na gospodarzu".
nie żadnych fasolek tylko ziarenek. to celowa gra słów java bean in a jar - ziarenko kawy w słoiku
w sumie ciekawostka bo kiedyś się zastanawiałem skąd nazwa "bean" w javie, zapytałem kilku javowców i żaden nie wiedział. W końcu sam musiałem wygooglować - dziwne - jak ja używam codziennie jakiegoś terminu to zazwyczaj wiem skąd pochodzi; poznanie etymologii słowa lub tłumaczenia na inne języki czasem pomaga w lepszym jego zrozumieniu
Po co tłumaczyć?
No w zasadzie po nic.
Po nic także utrzymywać dalej język polski. Niech przejdzie do szeregu języków czysto historycznych, jak łacina :)
Łatwiej będzie, jak od maleńkości wszyscy będą po angielsku gadać. Mamy globalną wioskę, utrzymywanie języków narodowych to tylko przeszkoda w porozumiewaniu się. Niepraktyczny relikt przeszłości.
Niestety ciągle sporo jest narodowców, całkowite zniesienie języka polskiego nie przejdzie łatwo ani szybko, ale od czegoś trzeba zacząć. Używanie dziwnej mieszaniny pozostałości po (oby jak najszybciej) ś.p. języku polskim z ingliszem w żargonie technicznym jest dobrym początkiem do tego celu :)
@kmph:
doktury używały łaciny i polska kultura nadal istnieje, who've thought?
a może po prostu nomenklatura dziedzinowa nie wpływa znacząco na kulturę całego kraju i tyle
@kmph Ludzie na serio planują kolonizować Marsa, Księzyc, niektórzy już mają wizje kolonizowania innych ukladów planetarnych a tu dyskusje o języku jednej nacji na jednej planecie ;)
WeiXiao napisał(a):
@kmph:
doktury używały łaciny i polska kultura nadal istnieje, who've thought?
a może po prostu nomenklatura dziedzinowa nie wpływa znacząco na kulturę całego kraju i tyle
Wydaje mi sie, że zapominasz o dwóch sprawach:
A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.
Po tym cytacie z Reja można wnosić, że i wtedy problem występował... można wnosić, że Rej czuł się w obowiązku uratować język polski
@kmph:
Chodzi mi również o to, że grupka ludzików od komputerów raczej niezbyt duży ma tu wpływ.
Jak chcesz ratować język Polski, to zbanuj Twittera, Insta itd., albo spraw aby Polska była na tyle bogata, aby nikt tam się nie patrzył na biedaków z USA, UK itd
W ale bańce żyjecie. Zaledwie garstka ludzi w Polsce mówi komunikatywnie po angielsku, a Wy chcecie polski likwidować... Niemniej ja uważam, że język polski powinien istnieć. Nie jestem też za nadmierna globalizacją. Współpraca zawsze, się zawsze każda strona dba tylko o swój interes. Globalna wioska ma za zadanie wykorzystać ludność, w imię wspólnego dobra, bo kto będzie dbał o ich interesy jak państw nie będzie?
Jakoś matematycy dają sobie radę i mamy w powszechnym użytkowaniu różniczki i całki, a nie dyferencjały i integrały. Jakoś się od tego świat nie wali. Wiadomo, czasem coś średnio się przekłada (sam się nawet niedawno pytałem) lub brzmi koślawo, ale generalnie polski jest bardzo elastyczny i można spokojnie przełożyć wiele zachowując wysoki poziom zrozumiałości i precyzji.
Nie widzę większego powodu, dla którego tłumaczenie "wisząca referencja" miałoby być niezrozumiałe w naszym środowisku.
Spearhead napisał(a):
Jakoś matematycy dają sobie radę i mamy w powszechnym użytkowaniu różniczki i całki, a nie dyferencjały i integrały
Matematycy tworzyli swoje słownictwo przed globalizacją czyli totalnym atakiem angielskiego. Wtedy największym problemem dla języka polskiego była rusyfikacja i germanizacja. Teraz nawet Polacy w pierwszej kolejności publikują po angielsku
Update: Nie mówię że nie mamy walczyć o język polski. Chodziło mi tylko o to że IHMO kiedyś mieli prościej trzymać tylko polskie słownictwo
nalik napisał(a):
A jak publikacja ma się liczyć w świecie to i tak wybiera się angielski.
KamilAdam napisał(a):
Teraz nawet Polacy w pierwszej kolejności publikują po angielsku
Publikacje to inny cel, inna dziedzina, inny świat. Oczywiste, że pożytecznym jest aby ujednolicić stosowany język, tak aby każdy badacz miał dostęp do frontu badań ze swojej dziedziny. Ale to interesuje przede wszystkim wąski wycinek badaczy. Nikt - poza samymi badaczami - nie uczy się z publikacji. Zbyt duże rozdrobnienie i skupienie na drobnych detalach. Czyta się podręcznik z danej dziedziny, w którym specjalista z tego pola uporządkował i usystematyzował obecny stan wiedzy, decydując o czym napisać, a czego pominąć. Z konieczności i ograniczonej ilości miejsca pomija się masę szczegółów, zainteresowanych konkretnym zagadnieniem odsyła się wprost do owych źródeł - których to może być w cholerę i trochę, nawet parę tysięcy. I tłumaczenie takiego podręcznika już sens jak najbardziej ma, pomijając same publikacje źródłowe. I jest ku temu sporo powodów:
Nie wszyscy, co programują mierzą by zostać specjalistami i zawodowcami, wraz z pełnym inwentarzem, z opanowaniem obcego języka włącznie by być w stanie skutecznie przedzierać się przez oficjalne dokumentacje. Niektórzy to hobbyści, inni siedzą głównie w elektronice, a kod w C piszą na boku przy okazji, inni studiują jakieś techniczne kierunki, gdzie się pojawiają jakieś elementy informatyki, inni chcą sobie zautomatyzować jakieś działania i tym podobne. Oni też powinni mieć dostęp do jakichś materiałów. I co, im powiemy, żeby się nauczyli najpierw porządnie angielskiego, bo tłumaczenia terminologii bywają niezgrabne i prawdziwi wymiatacze jedynie czytają po angielsku?
A że wy wolicie, jak prawdziwi fachowcy i wyjadacze, tylko po angielsku? No to czytajcie, nikt nie zabrania. Ale to, że ktoś czegoś nie potrzebuje nie oznacza, że dana rzecz nie ma sensu dla innych.
nalik napisał(a):
Kiedy owe pojęcia matematyczne zostały wprowadzone? 19 wiek, 18? Ile nowych powstaje obecnie?
KamilAdam napisał(a):
Matematycy tworzyli swoje słownictwo przed globalizacją czyli totalnym atakiem angielskiego. Wtedy największym problemem dla języka polskiego była rusyfikacja i germanizacja.
Ale jak najbardziej ciągle powstają nowe terminy w matematyce i fizyce jak i w innych dziedzinach, w miarę postępów w tychże dziedzinach, bo przecież nie stanęły one w miejscu sto lat temu. Tyle, że tego przeważnie nie widać, bo te nowe terminy dotyczą przeważnie zaawansowanych zagadnień poza zainteresowaniami i świadomością przeciętnego Kowalskiego. Mamy nie tłumaczyć "quiver" na "kołczan" bo wprowadzono taki termin do matematyki dopiero w 1972...? Albo geometra tropikalna z lat 90-tych...?
@Spearhead: Ja naprawdę wolę żeby tłumaczyć terminy na polski, tylko jest tu ciekawy problem. Otóż wannabe programista nie zrozumie nie zależnie od tego czy powiem mu po angielsku 'dangling reference' czy po polsku 'wisząca referencja'. Równie dobrze mogło by to się nazywać 'bodzio referencja', i potem definioujemy że bodzio referencja jest to referencja wskazująca na zwolnioną już pamięć, w najlepszym wypadku w tym miejscu pamięci będą śmieci, w najgorszym inny obiekt/buffor. I tak trzeba zdefioniować wszystkie terminy i tak.
Co do uczenia się po polsku oczywiście jest to łatwiejsze i sam to robiłem tak długo jak mogłem. Jak szukasz materiałów o C lub Pythonie to znajdziesz móstwo po polsku. I to jest dobre. Jak sobie wymyślisz że chcesz się nauczyć Haskella, PureScripta czy Idrisa to zaczyna robić się zabawnie XD
Był kiedyś taki skecz, bodaj "Hydraulik" albo "Hydraulcy" może nawet jeszcze przedwojenny. No i w tym skeczu polscy hydraulicy szprechali niby po polsku, ale każdy branżowy rzeczownik i czasownik był oczywiście po niemiecku, bo jak wiadomo niemiecki jest językiem hydrauliki, a poza tym tak się właśnie nauczyli w niemieckim korpo. Co wywoływało efekt komiczny celem rozbawienia publiczności.
A obecnie jak słucham niektórych programistów, co gotowi są wręcz anatemą obkładać za używanie polskich nazw zmiennych, to mi się zawsze ten skecz przypomina.
@Spearhead: Ze wszystkimi argumentami się zgadzam. Uważam jednak, że ktoś kto aspiruje do bycia profesjonalistą, zrobi lepiej ucząc się od razu z języka angielskiego z oczywistych względów. Lepiej połączyć naukę programowania ze szlifowaniem angielskiego niż uczyć się po polsku z nieaktualnych źródeł i dalej być w kropce, gdyż dogonienie aktualnego stanu wiedzy staje się niemożliwe z powodu kiepskiej znajomości języka obcego. Oczywiście nie wszystkie aspekty programowania i IT ewoluują w tym samym tempie, więc niektórych rzeczy można nauczyć się w języku rodzimym i mieć spokój na bardzo długo.