Polskie nazewnictwo a bezsens

Polskie nazewnictwo a bezsens
katakrowa
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Chorzów
  • Postów: 1670
3

W głównym poście ktoś zwyczajnie nie za polskich odpowiedników pojęć i stąd jakieś "przetaczanie" zamiast "przekazywania". Ja uważam, że w języku polskim nie brakuje pojęć by płynnie opisywać procesy informatyczne. Raczej lenistwo sprawia, że czasem sięgamy po anglojęzyczne. Oczywiście jak ze wszystkim nigdy nie należy przesadzać bo niektóre pojęcia faktycznie ciężko przetłumaczyć. Moje wrażenie jest jednak takie, że sporo młodych informatyków/programistów przegina w drugą stronę używając zbyt wiele określeń angielskich zamiast bardzo dobrych odpowiedników polskich. To natomiast brzmi równie koślawo jak podany przez autora przykład.

tajny_agent
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1340
2

A czy ten pieniek nie może być po prostu pośrednikiem/funkcją pośredniczącą?

Co do zamiennika dla "weekendu" to sprawa stara jak świat. Jeszcze przed wojną konkursy były rozpisywane

KamilAdam
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Silesia/Marki
  • Postów: 5555
0
tajny_agent napisał(a):

A czy ten pieniek nie może być po prostu pośrednikiem/funkcją pośredniczącą?

Co do zamiennika dla "weekendu" to sprawa stara jak świat. Jeszcze przed wojną konkursy były rozpisywane

To nie była funkcja tylko obiekt. Ale jeśli pośrednik/obiekt pośredniczący to jak teraz przetłumaczysz proxy?

katakrowa
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Chorzów
  • Postów: 1670
3
Freja Draco napisał(a):
KamilAdam napisał(a):
Freja Draco napisał(a):

Twoi pradziadowie walczyli i umierali za to, by móc posługiwać się mową ojczystą a nie jakimś zagranicznym gulgotem.

Nie wszyscy. Moi walczyli by moc mówić po śląsku: /

Napisałech funkcja co cisła zmienne na stos co był za mały, wszycko nie wlazło i apka się wyglebiła. Bestoż użyłech tablicy ale teroz program mo dupno ruła. Kaj problem? Poradźcie synki co robić.

tajny_agent
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1340
1
KamilAdam napisał(a):

To nie była funkcja tylko obiekt. Ale jeśli pośrednik/obiekt pośredniczący to jak teraz przetłumaczysz proxy?

No to niech proxy będzie pośrednikiem a stub imitatorem.

purrll
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Kuala Lumpur
  • Postów: 241
4

Tak mnie zastanawia...
Niemcy, Szwedzi, Norwedzy czy nawet Holendrzy w ogóle nie mają z tym problemu i UWAGA! często w nazwach klas/metod/funkcji używają swojego języka. Prezentacje robią w swoim języku i nie swędzi ich prostata gdy na lokalną konfę przychodzi człowiek, który nie mówi w ich języku przez co wszyscy mają nagle nadawać po angielsku (czepiam się tutaj 99% spotkań community dowolnego narzędzia/języka w PL). Spróbuj człowieku użyć swojego języka w tym kraju, a zaraz przyjdzie stado językoznawców i powie Ci, że musisz PO angielsku. Mały siusiak czy problemy z akceptacją własnego języka?

To, że profesor ma problemy aby przetłumaczyć coś na PL to inna sprawa. Dosłowne tłumaczenia niestety są często błędne. Inna sprawa, że istnieje duża szansa, że ów profesor nie robił tej prezentacji. Ma od tego niższych tytułem naukowym.

Burdzi0
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Futurama
  • Postów: 887
1

Spróbuj człowieku użyć swojego języka w tym kraju, a zaraz przyjdzie stado językoznawców i powie Ci, że musisz PO angielsku. Mały siusiak czy problemy z akceptacją własnego języka?

Ja nie mam problemu z tym, żeby to było po polsku - no chyba, że jest tłumaczone na siłę i bez słownika polsko-polskiego nie jesteś w stanie zrozumieć o co chodzi.

To, że profesor ma problemy aby przetłumaczyć coś na PL to inna sprawa. Dosłowne tłumaczenia niestety są często błędne. Inna sprawa, że istnieje duża szansa, że ów profesor nie robił tej prezentacji. Ma od tego niższych tytułem naukowym.

Jest doktorem i robi je samodzielnie.

vpiotr
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4

Tez jestem za programowaniem narodowym.
Dodatkowo wyrzucilbym ze slownika slowa pochodzace z greki i laciny (np "idea"), no i wszystko co moze pochodzic od zaborcow np. "dawaj".
Nazwy wlasne wg polonistow powinny byc spolszczane, czyli:

  • java -> jawa
  • c# -> patrzaj ostro
  • git -> w porządku
  • xml -> RJZ
    Itd.
jarekr000000
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: U krasnoludów - pod górą
  • Postów: 4714
2

Mam radochę jak czytam stare książki (czy artykuły z lat 80tych).

  • skorowidz,
  • dwumlask,
  • piktogramy,
  • wiosełka

To ostatnie wygrywa w kategorii "najbardziej zrypane tłumaczenie" (nawet z mlaśnięciem).

Używanie terminów angielskich w kontekście technicznym mi nie przeszkadza, wręcz jestem za - mniej zamieszania. Nie czuję, żeby mi bardzo zaśmiecały język.
Nawet okazyjna korpomowa w stylu dedlajnów na asapie nie jest dramatem.

Dużo bardziej dręczą mnie aburdalne skróty typu wporzo, cze itd. Rozumiem, że język jest dla ludzi, powinien ewoluować i upraszczać się, ale
czasami te zaoszczędzone 2 literki (szczególnie w formie pisanej - jeśli nie mam kontekstu) powodują, że tracę dużo więcej czasu na zrozumienie co autor miał na myśli.

EDIT:
i jak już będzie "Polska moich marzeń" to w gułagu będą siedzieć wszyscy używający słowa nom.

Freja Draco
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 3394
1
purrll napisał(a):

Tak mnie zastanawia...
Niemcy, Szwedzi, Norwedzy czy nawet Holendrzy w ogóle nie mają z tym problemu i UWAGA! często w nazwach klas/metod/funkcji używają swojego języka.

Bo to takie głupie poczucie niższości i snobowanie się na światowość wyśmiewane już kilkaset lat temu w czasach dominacji łaciny, włoskiego czy francuskiego.

Tak, firmy i zespoły robocze często są obecnie międzynarodowe i posługiwanie się wewnątrz nich angielskim jest częstokroć zwyczajnie wymuszone. Ale to nie znaczy, że nie należy opracowywać rodzimego słownictwa na różne pojęcia. I nie można tego zostawić ludziom, którzy po prostu pracują przy tworzeniu kodu, bo oni ani nie mają na to czasu, ani nie są zainteresowani, ani mogą nie posiadać odpowiednich zdolności językowych.

– Pani szefowa…
– Co, panie brygadzisto?
– Pani to potrafi. Niech pani nam się wystara o taki drings…
– O co?
– O drings, wihajster.
– Bardzo mi przykro, ale…
– No, o taki gips… taką z przeproszeniem rurę, którą wapno na piętro leci.
– O torkietnicę!
– O to, to!… Robota ruszy z kopyta.
[…] Kiedy zbiegła po giętkiej kładce na plac, zwrócił się do Ostrowca. Powiedział, krzywiąc usta:
– Porządna kobita. Ale nie wiedzieć czego ich tam w tej szkole uczą. O najgłupszej rzeczy trudno się z nią dogadać.

(Roman Hussarski, Próba, 1950)

jarekr000000
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: U krasnoludów - pod górą
  • Postów: 4714
1
purrll napisał(a):

Niemcy, Szwedzi, Norwedzy czy nawet Holendrzy w ogóle nie mają z tym problemu i UWAGA! często w nazwach klas/metod/funkcji używają swojego języka. Prezentacje robią w swoim języku i nie swędzi ich prostata gdy na lokalną konfę przychodzi człowiek, który nie mówi w ich języku przez co wszyscy mają nagle nadawać po angielsku

Troszkę pracowałem z Niemcami (nawet za długo) - jeszcze 20 lat temu nazwy po niemiecku to była norma, ale to się powoli zmieniało, widziałem ewolucje (java),
obecnie kod z niemieckimi nazwami funkcji to raczej obciach - robi się to jak termin jest bardzo specyficzny.

Co do konferencji to fakt, że czasem ponad połowa prezentacji po niemiecku, ale i w Polsce też tak robimy.

GS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1265
3

To co się obecnie dzieje z językiem w obszarze IT to po prostu formowanie się nowego dialektu. Za artykułem: Z punktu widzenia lingwistyki język nie jest konkretnym tworem, lecz zespołem rozmaitych dialektów, na który mogą się składać zarówno odmiany o podłożu geograficznym i socjalnym, jak też ponadgwarowe standardy. Zwróćcie uwagę na obecność słowa "socjalny". Oznacza ono, że dialekt wcale nie musi być przypisany do miejsca na mapie, ale do pewnej grupy społecznej niezależnie od jej miejsca występowania. Podobny charakter ma też gwara więzienna, czy języki stosowane przez różne subkultury.

Dlatego nie przekonuje mnie argumentacja o "zaśmiecaniu naszego pięknego języka polskiego", okraszona przy tym opowieścią o dzieciach z Wrześni dla dodatnia patosu. Język to zawsze twór pewnej kultury, społeczności która chce się ze sobą sprawnie komunikować, bo mają ze sobą więcej wspólnego niż z inną społecznością. Dlaczego zatem przychylnie patrzy się na dialekty powstałe w kulturach opartych jedynie na przynależności geograficznej, ale już nie zawodowej? W rzeczywistości te drugie mają większe uzasadnienie, bo o ile zarówno górale i kaszubi mówią generalnie o tych samych rzeczach, to już społeczność programistów mówi o zupełnie innych rzeczach niż ogólna społeczność Polaków. Dlatego uważam, że usilne tłumaczenia pewnych informatycznych pojęć na język polski jest nie tylko niepotrzebne, ale i wręcz szkodliwe, i to z dwóch powodów:

  1. Niszczą spontaniczny wytwór pewnej kultury. To że polscy programiści mówią: zriwertuj zmiany na tym branczu, bo nie zmerdżujemy ich do mastera ma dla mnie większe uzasadnienie niż dajmy na to kaszubskie: Sebie w słuńcu stôwiómë, a jin,szëch w céni. Jeśli kogoś razi to pierwsze zdanie to znaczy, że brak mu otwartości na odmienne kultury i niespecjalnie różni się mentalnie od XVI wiecznych Hiszpanów, których raziła pogańska kultura Indian i narzucali im jedyną słuszną kulturę chrześcijańską.
  2. Tworzenie polskich tłumaczeń typu stub -> pieniek niszczy również sam język polski, bo dorzuca do niego pojęcia zupełnie niepotrzebne z punktu widzenia standardu. W ten sposób tworzy się połacie martwego języka, istniejące wyłącznie dla czyjegoś widzimisię, ale w praktyce nie używane.
kzkzg
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 935
1

Czym jest pieniek? Dla mnie pierwszym skojarzeniem jest core

S9
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Warszawa
  • Postów: 3573
1

UWAGA! często w nazwach klas/metod/funkcji używają swojego języka.

Dobrze że tak nie ma w Polsce, bo jak widze takie coś to nabieram odruchu wymiotnego. Kod źródłowy jest po angielsku, więc używanie polskich nazw wymieszanych z angielskimi jest jak mieszanie polskich i angielskich słow w zdaniu.
Coś jakbym powiedział:

Prepare raport miesięczny by Friday.

purrll
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Kuala Lumpur
  • Postów: 241
2
jarekr000000 napisał(a):

Troszkę pracowałem z Niemcami (nawet za długo) - jeszcze 20 lat temu nazwy po niemiecku to była norma, ale to się powoli zmieniało, widziałem ewolucje (java),
obecnie kod z niemieckimi nazwami funkcji to raczej obciach - robi się to jak termin jest bardzo specyficzny.

Nie dalej jak rok temu widziałem jakieś promo video software house chyba z Norwegii albo ze Szwecji właśnie. Było zbliżenie na monitor, a tam piękny Spring z adnotacjami i nazwami wszystkiego co tylko się dało w ich języku. Komentarze do kodu również. Pytałem kolegi co siedzi w tamtych rejonach. Twierdzi, że to w bardzo wielu firmach normalne i nikt nie ma z tym problemu.

Co do konferencji to fakt, że czasem ponad połowa prezentacji po niemiecku, ale i w Polsce też tak robimy.

Raz trafilłem na jakiś lokalny zlot w całości po PL. W Krakowie. I jaki był popłoch jak na prezentacji pojawił się jeden gość nie znający niczego oprócz soczystej prostytuki wymawianej innym słowem. Nagle całość zmieniła się na lokalne spotkanie tylko w jezyku angielskim. Jak w Berlinie trafiłem na lokalne spotkanie to nikt tam nie zmieniał języka na PL czy nawet EN, bo wpadł gość nie mówiący po nazistowsku.

scibi92 napisał(a):

Dobrze że tak nie ma w Polsce, bo jak widze takie coś to nabieram odruchu wymiotnego. Kod źródłowy jest po angielsku, więc używanie polskich nazw wymieszanych z angielskimi jest jak mieszanie polskich i angielskich słow w zdaniu.

Doprezycuję. Tam wszystko było w ich języku. Pomijam słowa kluczowe języka oczywiście. Mniej więcej wyglądało to tak:

Kopiuj
func DodajDwaInty(pierwszy, drugi int) int {
    return pierwszy + drugi
}

Nikt nie rzygał. Wszyscy zdrowi. Projekt działał.

Nie twierdzę oczywiście, że chciałbym takie rzeczy oglądać czy z nimi pracować, bo standaryzacja do jednego globalnego języka byłaby najlepszym rozwiązaniem. Natomiast widać, że w innych krajach bardzo dużo firm nie ma problemu z używaniem swojego własnego języka. To tak jak Francuz, który może mówić po angielsku do obcokrajowca gdy ten francuskiego nie zna.
Tylko po co?

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
GutekSan napisał(a):

Dlatego uważam, że usilne tłumaczenia pewnych informatycznych pojęć na język polski jest nie tylko niepotrzebne, ale i wręcz szkodliwe, i to z dwóch powodów:

  1. Niszczą spontaniczny wytwór pewnej kultury. To że polscy programiści mówią: zriwertuj zmiany na tym branczu, bo nie zmerdżujemy ich do mastera ma dla mnie większe uzasadnienie niż dajmy na to kaszubskie: Sebie w słuńcu stôwiómë, a jin,szëch w céni. Jeśli kogoś razi to pierwsze zdanie to znaczy, że brak mu otwartości na odmienne kultury i niespecjalnie różni się mentalnie od XVI wiecznych Hiszpanów, których raziła pogańska kultura Indian i narzucali im jedyną słuszną kulturę chrześcijańską.

To raczej kwestia braku otwartości na upośledzenie językowe. Bo zarówno szukanie na siłę istniejącego polskiego słowa dla jakiegoś angielskiego terminu jest głupie, jak i głupie jest nieużywanie polskich słów tam, gdzie one od lat istnieją, a jeszcze głupsze jest w takiej sytuacji spolszczanie słowa angielskiego. Nie ma najmniejszego uzasadnienia dla zriwertuj, to mowa upośledzonych. Co do branch czy merdż to niby można polemizować, bo mamy świetne i jednoznacznie odpowiedniki, ale z drugiej strony te słowa w bardziej jednoznaczny sposób definiują kontekst. No, ale z kolei jeśli mówimy o scalaniu gałęzi, to raczej wiadomo, że nie chodzi o drzewa w lesie, więc kontekst chyba mimo wszystko jest jasny.

Miang
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1801
1

nie tak dawno w trakcie rozmowy za cholerę nie mogłam se przypomnieć słowa uwierzytelnianie no to użyłam autentykacja, bo musiałam poruszyć ten temat.
Pisać staram się po polsku no ale w mowie czasem bywa różnie
I teraz propozycja - może byśmy tak zrobili wspólnie informatyczny słownik angielskawo - polski

KamilAdam
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Silesia/Marki
  • Postów: 5555
3

Kod po polsku? Naprawdę nie pamiętacie memow z isPies? isPies getPies setPies isEmptyOrNull(pies) - tak wygląda kod po polsku.
BTW wyobraźcie sobie jak by wyglądał świat jakby Linus napisał jądro linuksa po finsku.
BTW2 w wielu firmach i tak nie jest to możliwe bo pracuja tam też niepolacy. Mój PM jest z Niderlandów a QA z Brazylii

WeiXiao
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 5227
1

@KamilAdam:

wyobraźcie sobie jak by wyglądał świat jakby Linus napisał jądro linuksa po finsku.

Nie porównujmy niedużych projektów maintainowanych pewnie przez 5 polskich devów, które nie dostaną commita od kogoś, kto nie jest biegły w j. PL do codebase Lunixa.

Pomimo tego że kod w j. polskim wygląda śmiesznie, to ma to jakiś sens.

KamilAdam
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Silesia/Marki
  • Postów: 5555
1
WeiXiao napisał(a):

@KamilAdam:

wyobraźcie sobie jak by wyglądał świat jakby Linus napisał jądro linuksa po finsku.

Nie porównujmy niedużych projektów maintainowanych pewnie przez 5 polskich devów, które nie dostaną commita od kogoś, kto nie jest biegły w j. PL do codebase Lunixa.

Nie sprecyzowałem. Chodzilo mi o pierwszą wersję którą napisał sam w pół roku. Jeśli pisałby to po finsku dziś prawdopodobnie nie mielibyśmy Linuksa.
Ale może jestem uprzedzony bo pisanie kodu po polsku kojarzy mi sie tylko z polskimi korpo pokroju kamsoftu

GS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1265
2
somekind napisał(a):

To raczej kwestia braku otwartości na upośledzenie językowe. Bo zarówno szukanie na siłę istniejącego polskiego słowa dla jakiegoś angielskiego terminu jest głupie, jak i głupie jest nieużywanie polskich słów tam, gdzie one od lat istnieją, a jeszcze głupsze jest w takiej sytuacji spolszczanie słowa angielskiego. Nie ma najmniejszego uzasadnienia dla zriwertuj, to mowa upośledzonych.

Tak samo można powiedzieć, że nie ma najmniejszego uzasadnienia mówienie przez polskich górali na pieniądze "dutki", tylko że paręset lat temu ktoś mógł podobnie dojść do wniosku, że posługiwanie się słowem "pieniądz" to mowa barbarzyńców, skoro istnieje piękne łacińskie "pecunia", a łacina powinna być standardem w mowie cywilizowanych ludzi w Europie, a może i całym świecie. Nawet jeśli uzasadnienia nie ma, jest to pewien wytwór kultury, i wyłącznie z tego powodu zasługuje na tolerancję.

Językoznawcy zawsze cmokali z zadowolenia gdy udało im się znaleźć społeczność stosującą swój dialekt czy gwarę. Obecnie nawet gdy nastolatek na powitanie powie elo a nie cześć, albo dzban zamiast głupek, to nie tylko nie próbuje się tego korygować, jak to dawniej bywało, ale przypatruje się temu z naukowym zainteresowaniem, choć tworzenie takiego dialektu wynika wyłącznie z potrzeby zamanifestowania przez nastolatków swojej odrębności względem świata dorosłych a nie z autentycznej potrzeby sprawnej komunikacji.

W świecie programistów potrzeba sprawnej komunikacji istnieje. A fakt, że neologizmy pochodzenia angielskiego mają pewien konkretny kontekst, o którym sam mówisz, jest nawet argumentem za ich stosowaniem. Jasne, mogę powiedzieć cofnij zmiany zamiast zriwertuj zmiany. Tylko, że to pierwsze ma ogólniejszy charakter - zmiany mogę cofnąć np. jedynie w logice programu, a nie w jego kodzie. Zriwertuj konkretnie wskazuje aby wykonać komendę git revert (czy analogiczną dla innego VCS). Nawet jeśli kontekst wyraźnie mówi o jaki rodzaj gałęzi mi chodzi, to nie chcę mówić gałąź gdy zarówno w mojej własnej głowie, jak i głowach kolegów siedzi git branch, git checkout -b a GUI w bitbuckecie (kolejny neologizm - bitowe wiaderko? ;) ) podpowiada show branches.

Inny przykład: w mojej pracy korzystamy często z różnych pojęć z inżynierii lotniczej: roll, pitch, yaw, heading. Trzy pierwsze nie mają chyba dobrego tłumaczenia. Heading, można na siłę tłumaczyć jako kierunek, choć nie jest to poprawne, bo z fizycznego punktu widzenia, kierunek nie określa zwrotu, a jedynie prostą. Poza tym to wszystko ląduje w jakiejś tabelce czy JSONie z angielską etykietą. Zatem nawet gdyby na roll, pitch, yaw istniały przyjęte polskie określenia, np. obrócenie, nachylenie czy azymut, to i tak nazwy te byłyby w naszych głowach przesłonięte przez oryginalną angielską etykietę (czyli labelkę ;) ), więc korzystanie z angielskich nazw zapewnia sprawniejszą komunikację.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
GutekSan napisał(a):

Tak samo można powiedzieć, że nie ma najmniejszego uzasadnienia mówienie przez polskich górali na pieniądze "dutki", tylko że paręset lat temu ktoś mógł podobnie dojść do wniosku, że posługiwanie się słowem "pieniądz" to mowa barbarzyńców, skoro istnieje piękne łacińskie "pecunia", a łacina powinna być standardem w mowie cywilizowanych ludzi w Europie, a może i całym świecie.

Trochę nie wiem co próbujesz tu przekazać, pieniądz to polskie słowo, a łaciną posługiwał się u nas stan duchowny, który raczej nie miał zamiaru rozpowszechniać tego języka.

Nawet jeśli uzasadnienia nie ma, jest to pewien wytwór kultury, i wyłącznie z tego powodu zasługuje na tolerancję.

Oczywiście, że każdy zasługuje na tolerancję, nawet jeśli jest niechlujem czy upośledzonym językowo. Ale to nie znaczy, że nie można takich ludzi poprawiać czy uświadamiać o błędach.

Językoznawcy zawsze cmokali z zadowolenia gdy udało im się znaleźć społeczność stosującą swój dialekt czy gwarę. Obecnie nawet gdy nastolatek na powitanie powie elo a nie cześć, albo dzban zamiast głupek, to nie tylko nie próbuje się tego korygować, jak to dawniej bywało, ale przypatruje się temu z naukowym zainteresowaniem, choć tworzenie takiego dialektu wynika wyłącznie z potrzeby zamanifestowania przez nastolatków swojej odrębności względem świata dorosłych a nie z autentycznej potrzeby sprawnej komunikacji.

A jakiś konkretny językoznawca cmoka teraz ze zriwertuj, zdilituj albo renajmnij?

Inny przykład: w mojej pracy korzystamy często z różnych pojęć z inżynierii lotniczej: roll, pitch, yaw, heading. Trzy pierwsze nie mają chyba dobrego tłumaczenia. Heading, można na siłę tłumaczyć jako kierunek, choć nie jest to poprawne, bo z fizycznego punktu widzenia, kierunek nie określa zwrotu, a jedynie prostą. Poza tym to wszystko ląduje w jakiejś tabelce czy JSONie z angielską etykietą. Zatem nawet gdyby na roll, pitch, yaw istniały przyjęte polskie określenia, np. obrócenie, nachylenie czy azymut, to i tak nazwy te byłyby w naszych głowach przesłonięte przez oryginalną angielską etykietę (czyli labelkę ;) ), więc korzystanie z angielskich nazw zapewnia sprawniejszą komunikację.

Tak, tylko wątek jest o słownictwie technicznym, nie domenowym.

MarekR22
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
6

Zwróćcie uwagę na te:

przetaczanie parametrów

Każdy normalny przetłumaczył by to jako "przesyłanie parametrów" albo "przekazanie parametrów".
Takie wyrażenie wskazuje na to, że autorem tego obrazka jest osoba nie znająca angielskiego, która padła ofiarą google translate.

Nie mam pojęcie co miało być pod pieniek.

Dlatego uważam, że w tym wypadku "obrona" języka polskiego jest wynikiem braku znajomości angielskiego.
Biorąc pod uwagę te "tłumaczenia" to autor nie popisał się szacunkiem do języka polskiego. Znając się na programowaniu powinien zauważyć, że takie tłumaczenia na język polski są nie tylko śmieszne (przetaczanie), ale wręcz niezrozumiałe (pieniek).
W tym przypadku, gadka o szacunku do języka polskiego, to po prostu ściema.

GS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1265
0
somekind napisał(a):

Trochę nie wiem co próbujesz tu przekazać, pieniądz to polskie słowo, a łaciną posługiwał się u nas stan duchowny, który raczej nie miał zamiaru rozpowszechniać tego języka.

Nie wiem na ile nie miał zamiaru a na ile nie mógł. W każdym razie aż do Soboru Watykańskiego II cała liturgia była utrzymywana w języku łacińskim mimo, iż nikt z chłopów łaciny nie znał, a przecież msze powinny być dla ludzi a nie dla kleru. Chodzi mi o to, że językom pozwolono się rozwijać, choć z punktu widzenia rozpowszechniania pewnych idei na cały świat (np. religii chrześcijańskiej) albo rozwoju imperiów (np. Cesarstwa Rzymskiego) istnienie lokalnych języków nie miało uzasadnienia, mogło być wręcz zagrożeniem.

Oczywiście, że każdy zasługuje na tolerancję, nawet jeśli jest niechlujem czy upośledzonym językowo. Ale to nie znaczy, że nie można takich ludzi poprawiać czy uświadamiać o błędach.

Ale chodzi o to, że to wcale nie jest błąd, niechlujstwo czy upośledzenie, tak jak nie są nim góralskie dutki, nastolatkowe elo, albo hydraulikowy szprajc. To po prostu inny dialekt, nieprzeznaczony dla uszu przeciętnego Polaka, tylko konkretnej społeczności.

A jakiś konkretny językoznawca cmoka teraz ze zriwertuj, zdilituj albo renajmnij?

Nie wiem, może nie są świadomi istnienia tego zjawiska, albo nie mają wystarczającej wiedzy technicznej by je zgłębić ze zrozumieniem. Akurat zdilituj czy renajmnij to w mojej ocenie ekstremalne i mało powszechne przypadki. Mam też wrażenie, że często miesza się język techniczny z językiem korpo. W końcu sporo sporo tego technicznego języka, z racji istnienia międzynarodowych projektów, w korpo powstało. Wydaje mi się również, że język techniczny zainspirował właśnie powstanie języka korpo - ci wszyscy HRowcy i managerowie trochę chyba pozazdrościli technicznym własnego, niezrozumiałego dla innych dialektu, i stworzyli własny, z ASAPami, czelendżami i fakapami, i to ten właśnie język przedostał się do świadomości ludzi z zewnątrz.

Riddle
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 10230
2
  1. Przetłumacz domenowe nazwy dosłownie
  2. Nie zważaj na brak zachowanego kontekstu
  3. Wyśmiewaj rezultat
Riddle
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 10230
2

Ten, kto chce zająć tak jednoznaczne stanowisko w tej sprawie musi wziąć pod uwagę:

  • Skoro jezyki programowania miałyby być przetłumaczone, to wszystkie narzędzia również? Np "Profilator", zamiast "profiler"? "Odpluskwiacz" zamiast "debugger"? "końcówka" zamiast "terminal"? Nazwy protokołów, np. PKT zamiast TCP (protokół kontroli transmisji)?. Good luck. With that. Tłumaczenie skrótów to byłaby męka. Dodaj że czasem zespół składa się z 3-4ech różnojęzycznych członków (np eng,pl,ger,fr). Rozumiem że ssh to teraz bp (bezpieczna powłoka).

Mniej istotne:

  • Mimo zmienionych nazw, kod ciągle musiałby zostać w językach które teraz mamy - tzn nomenklatura nie pasowałaby 1:1 do języka, tak jak teraz. Nawet jeśli "oficjalna" wersja nakładałaby ofincjalne nazwy, ludzie i tak czytając kod podługiwaliby się tym co widzą (tzn, ten if, zamiast to jeżeli).
Azarien
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
5
GutekSan napisał(a):

Inny przykład: w mojej pracy korzystamy często z różnych pojęć z inżynierii lotniczej: roll, pitch, yaw, heading. Trzy pierwsze nie mają chyba dobrego tłumaczenia.

Oczywiście że mają tłumaczenie. Silny wpływ języka angielskiego na polski to ostatnie 30 lat, a samoloty latają w Polsce znacznie dłużej.
Naprawdę wydaje ci się że polscy lotnicy nie mieli na te pojęcia terminów?

roll to jest przechylenie, pitch to pochylenie, yaw to odchylenie.

http://calypteaviation.com/pochylenie-przechylenie-i-odchylenie/

Tak, jest to specjalistyczna terminologia, ale pitch, yaw i roll to też jest specjalistyczna terminologia. Czasami trzeba zadać sobie trudu i zajrzeć do odpowiedniej dziedziny...

GS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1265
1
Azarien napisał(a):

Tak, jest to specjalistyczna terminologia, ale pitch, yaw i roll to też jest specjalistyczna terminologia. Czasami trzeba zadać sobie trudu i zajrzeć do odpowiedniej dziedziny...

Ok, dzięki za informację, że takie tłumaczenie istnieje, nawet wiki nie jest go świadoma. Tylko prawdę mówiąc nie widzę zysku z zadania sobie tego trudu, a dostrzegam pewne negatywne konsekwencje ze stosowania tego tłumaczenia.

EDIT: a tak swoją drogą, to Twój link to blog jakiegoś amatora-pasjonata i nie wiem na ile użyte przez niego nazwy są faktycznie standardem stosowanym w polskiej inżynierii lotniczej, a na ile jego własnym tłumaczeniem.

jarekr000000
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: U krasnoludów - pod górą
  • Postów: 4714
6
Azarien napisał(a):

roll to jest przechylenie, pitch to pochylenie, yaw to odchylenie.

Szkoda, że tak mało wymiarów obserwowalnych w świecie - język polski ma potencjał na przestrzeń 10-cio wymiarową.
nachylenie, wychylenie, uchylenie, rozchylenie, zachylenie, nadchylenie, podchylenie

CS
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 296
0
jarekr000000 napisał(a):
Azarien napisał(a):

roll to jest przechylenie, pitch to pochylenie, yaw to odchylenie.

Szkoda, że tak mało wymiarów obserwowalnych w świecie - język polski ma potencłjał na przestrzeń 10-cio wymiarową.
nachylenie, wychylenie, uchylenie, rozchylenie, zachylenie, nadchylenie, podchylenie

Pamiętam, jak na kursie fizyki jakiś kolo wyskoczył z podciśnieniem, na co profesor prowadzący zrobił się czerwony i zaczął krzyczeć: Panie jakie podciśnienie, jest tylko CIŚNIENIE. Pan mieszasz wielkość fizyczną z wartością!!!

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.