Albo mamy prawo maksymalnie zapobiegawcze, albo idziemy w drugą stronę. Obecnie za samo usiłowanie zabójstwa czy posiadanie broni przewidziana jest kara, postępując zgodnie z logiką należy zastosować prawo zapobiegawcze również wobec kierujących dowolnymi pojazdami.
Utrata prawka za jazdę pod wpływem alko
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Albo mamy prawo maksymalnie zapobiegawcze, albo idziemy w drugą stronę. Obecnie za samo usiłowanie zabójstwa czy posiadanie broni przewidziana jest kara, postępując zgodnie z logiką należy zastosować prawo zapobiegawcze również wobec kierujących dowolnymi pojazdami.
Żadne ortodoks nie postępuje zgodnie z logiką. Nie da się rozpatrzeć tych przypadków oddzielnie? Musi być albo skrajnie tak, albo skrajnie tak?
Usiłowanie zabójstwa występuje tylko i wyłącznie wtedy, gdy istnieje zamiar popełnienia zabójstwa. Rozciąganie tego przypadku na pijanego rowerzystę, jest krótko mówiąc, mocno naciągane. Powodzenia w udowadnianiu, że rowerzysta wsiadł na ten rower z zamiarem wywrócenia się na jezdnię i spowodowania paniki w kolumnie nadjeżdżających samochodów powodując tym sposobem karambol. Btw, ciekawe jak częsty jest taki przypadek.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Posiadanie broni to zamiar popełnienia przestępstwa? Odnosisz się do moich argumentów wybiórczo.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
posiadanie broni jest jak jazda po pijaku. dopóki nie zrobisz nikomu krzywdy jest ok ;-) ale to moje prywatne zdanie.
pozwolenie na posiadanie broni możesz porównać do prawa jazdy i nie dziwi mnie jego wymóg, bo to narzędzie, którym możesz łatwo pozbawić kogoś życia. strzelanie z roweru jest deczko trudniejsze (w sensie pozbawienia życia).
chcesz prewencji wobec kierujących dowolnymi pojazdami? przecież gdzieś biegnie granica racjonalności, wózek z dzieckiem, wózek inwalidzki, segway, chodzik, deskorolka, wózek na zakupy... gdzie jest ta granica?
nie bronię kompletnie pijanych ludzi sprawiających realne zagrożenie na drodze, ale od tego jest inny paragraf. karanie za trzy piwa, jeśli jedziesz prosto pustą drogą to nadgorliwość. rób co chcesz, jeśli nie sprawiasz zagrożenia ani tym bardziej nie spowodowałeś wypadku.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 819
ŁF napisał(a):
karanie za trzy piwa, jeśli jedziesz prosto pustą drogą to nadgorliwość. rób co chcesz, jeśli nie sprawiasz zagrożenia ani tym bardziej nie spowodowałeś wypadku.
Jaką masz pewność, że droga będzie cały czas pusta? Że nagle zza zakrętu nie wyjedzie jakiś pojazd albo na drogę nie wejdzie pieszy?
Jadąc pod wpływem alkoholu zawsze sprawiasz zagrożenie. Chociażby dla samego siebie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 519
Jeżeli mówimy o rowerzystach, to wiele razy słyszałem żale, gdy policja złapie takiego bez oświetlenia.. Sam tego nie rozumiałem, dopóki nie zacząłem jeździć samochodem, a na prawdę nie jest trudno potrącić takiego, zwłaszcza na nie oświetlonej drodze. A jeżeli do tego rowerzysta byłby pijany i jechał środkiem drogi, o nieszczęście aż się prosi.. Co dajmy na to, jakbym teraz poszedł siedzieć za potrącenie barana, który miał w dupie prawo? Nawet jakbym jakimś cudem nie poszedł siedzieć, to coś zostałoby w mojej psychice.
Nasze prawo jest jakie jest, ale to względem pijanych kierowców popieram w 100%.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
nie mam pewności, natomiast jeśli wydarzy się coś złego to istnieje standardowa droga sądowa, przy czym kara powinna być dużo ostrzejsza, niż za spowodowanie tego samego zdarzenia na trzeźwo.
jeśli sprawiam zagrożenie dla samego siebie, to jest to moja prywatna sprawa. to tak, jak kiedyś policjanci capnęli mnie za skakanie przez bramki, a jak ich spytałem o co im chodzi, to dowiedziałem się, że zabraniają tego przepisy, bo mogę sobie coś złamać. kuźwa, przecież złamię sobie a nie im, a za ubezpieczenie zdrowotne płacę z własnej kieszeni, więc to też nie ich interes. nie znoszę, jak ktoś w trosce o moje wyimaginowane bezpieczeństwo ogranicza moją wolność. mam ochotę po pijaku rozbić sobie łeb, to jest to mój łeb i mój problem.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Wszyscy tutaj reprezentujecie wyraźnie model anty-zapobiegawczy, czyli rozumiem że wpuścilibyście gościa z karabinem maszynowym pod pachą do sejmu i głaskali po główce zanim kogoś nie zastrzeli? Albo idziemy w zapobieganie, albo nie, przez niekonsekwencję w działaniach mamy aktualnie taki burdel jaki mamy. Mówienie że "samochodem po pijaku sądziłbym jak mordercę, ale przecież rowerzysta to co innego więc można mu odpuścić" to totalny brak logiki i skrajna niekonsekwecja w prawodawstwie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 7103
Może przepisy nie byłyby aż tak krzywdzące gdyby egzekwował je ktoś z głową... Tak jak np. admini/moderatorzy na tym forum. Nie sypią banami/kasowanymi postami na lewo i prawo, tylko reagują dopiero gdy ktoś mocno przeskrobie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Jeżeli mówimy o rowerzystach, to wiele razy słyszałem żale, gdy policja złapie takiego bez oświetlenia.. Sam tego nie rozumiałem, dopóki nie zacząłem jeździć samochodem, a na prawdę nie jest trudno potrącić takiego, zwłaszcza na nie oświetlonej drodze. A jeżeli do tego rowerzysta byłby pijany i jechał środkiem drogi, o nieszczęście aż się prosi..
Tak jak nie należy jeździć uszkodzonym/nieoświetlonym autem, tak nie należy jeździć nieoświetlonym rowerem i nie należy chodzić po poboczu bez odblasków. Nie widzę jednak związku między oświetleniem, a byciem pod wpływem...
Tak samo nie należy jeździć rowerem środkiem drogi, ale to również niezależnie od stopnia trzeźwości rowerzysty... Trzeźwy na środku drogi przeszkadza dokładnie tak samo, jak będący pod wpływem.
Co dajmy na to, jakbym teraz poszedł siedzieć za potrącenie barana, który miał w dupie prawo? Nawet jakbym jakimś cudem nie poszedł siedzieć, to coś zostałoby w mojej psychice.
No chłopie, rowerzyści są wszędzie i są bardzo łatwi do potrącenia. Do tego często nie przestrzegają przepisów lub wykonują nagłe, niespodziewane manewry (np. zjazd z chodnika na ulicę, przecięcie ulicy na wskroś celem dojechania do ścieżki będącej po drugiej stronie, przejeżdżanie na przejściu dla pieszych). Ja w związku z rowerzystami mam lekką paranoję od kiedy mój kolega został potrącony (wszyscy byli trzeźwi, kierowca wjechał na ścieżkę bez rozejrzenia się). Do tego kierowcy niestety nazbyt często wymuszają na rowerzystach pierwszeństwo, kierując się chyba zasadą "jestem większy, nic mi nie będzie".
Na rowerzystów i pieszych trzeba szczególnie uważać po prostu dlatego, że bardzo łatwo zrobić im krzywdę. Nie jestem zainteresowana trzeźwością ani jednych ani drugich - wszystkich traktuję jak nieobliczalnych, jak dzieci.
Pointa moja jest taka - jakbyś potrącił choćby i pijanego barana na rowerze, to bardzo mi przykro, ale nie uważałeś dostatecznie. Zakaz prowadzenia roweru pod wpływem eliminuje (teoretycznie) tylko pijanych, nie eliminuje baranów - a ci drudzy są niestety dużo bardziej niebezpieczni. Zakaz prowadzenia roweru pod wpływem alkoholu nie zwalnia kierowców samochodów z obowiązku szczególnej ostrożności w stosunku do pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Nawet jeżeli trafi ci się samobójca, wina leży po stronie kierowcy...
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 7103
Rowerzysta dostał mandat za jechanie nie po ścieżce rowerowej... potem wykonał "strajk włoski" :P - !
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
aurel napisał(a):
Pointa moja jest taka - jakbyś potrącił choćby i pijanego barana na rowerze, to bardzo mi przykro, ale nie uważałeś dostatecznie. Zakaz prowadzenia roweru pod wpływem eliminuje (teoretycznie) tylko pijanych, nie eliminuje baranów - a ci drudzy są niestety dużo bardziej niebezpieczni. Zakaz prowadzenia roweru pod wpływem alkoholu nie zwalnia kierowców samochodów z obowiązku szczególnej ostrożności w stosunku do pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Nawet jeżeli trafi ci się samobójca, wina leży po stronie kierowcy...
No to już jest jakaś bzdura. Jaka wina kierowcy? Rowerzysta złamał przepisy - jego wina, a nie kierowcy.
Ostatnio(w sobotę) jadę sobie(na szczęście ślimaczym tempem, bo wąsko i piesi wyskakujący z za samochodów - bo te 5m do przejścia to za daleko), skręcam w lewo, a tu nagle mnie kretyn na rowerze wyprzedza z lewej strony. Co tam, że jedno kierunkowa i jestem po lewej stronie, co tam kierunkowskaz - tylko wysiąść i zabić kretyna. Wg. tej logiki, jakby na mnie wpadł to byłaby moja wina... no niestety nie jestem w stanie obserwować jednocześnie 2 przejść dla pieszych, pieszych łażących środkiem skrzyżowania i czy nagle z rozpędu zza pleców nie wyskoczy mi jakiś debil na rowerze.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 519
@aurel nie musisz widzieć związku, bo ja też go nie widzę.. Po prosu napisałem à propos rowerów..
Jakoś nietrzeźwym zdarza się częściej jeździć po środku ulicy.
Nawet jeżeli trafi ci się samobójca, wina leży po stronie kierowcy...
Chyba kpisz.. Chcesz powiedzieć, że zawsze da się uważać dostatecznie? Chcesz powiedzieć, że jeżeli będziesz uważać, to nie zdarzy Ci się nigdy wypadek?
Osoba nietrzeźwa ma opóźnione reakcje, czasami nawet się zatacza..
Takie osoby nie powinny wsiadać ani do samochodu, ani na deskorolke. Niestety zachowanie szczególnej ostrożności, to często za mało, jeżeli chodzi o samochód. Jeżeli o tym nie wiesz, to chyba nie jesteś zbyt długo kierowcą. Mój sąsiad zginął bo był zbyt pijany, żeby ocenić, czy coś jedzie. I wcale nie jego mi najbardziej szkoda w tej opowieści..
Zakaz prowadzenia roweru pod wpływem eliminuje (teoretycznie) tylko pijanych, nie eliminuje baranów - a ci drudzy są niestety dużo bardziej niebezpieczni
a jeszcze bardziej niebezpieczni są pijani debile.. Poza tym znam wiele przypadków, gdy ludzie po % zamieniają się w debili, niestety nie znam przypadków, gdy debile po % zamieniają się w normalnych ludzi..
Poza tym taksówki a już zwłaszcza komunikacja miejscka nie są wcale drogie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Poznań
- Postów: 1553
Jazda bez oświetlenia powinna być o wiele bardziej karana niż jazda po spożyciu. W końcu stwarza się O WIELE wieksze zagrozenie i nie chodzi mi tu, ze sobie cos zrobimy, tylko, ze komus auto rozwalimy przez swoj barani łeb. Jadac po spozyciu i przestrzegajac wszystkich przepisow w wiekszosci przypadkow mamy kontrole wieksza niz zwykly czlowiek zmeczony (popadanie w skrajne przypadki jakos mnie nie przekonuje). Jadac bez oswietlenia, drogami po prostu stajemy sie samobojcami i stworzyc KOMUS problemy.
Po prostu do wszystkiego trzeba podejsc Z GŁOWĄ, a nie wychodzić z założenia, ze wszyscy to debile i jedynie przez ograniczanie cos osiagniemy - bo wtedy faktycznie ludzie staja sie debilami.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Chyba kpisz.. Chcesz powiedzieć, że zawsze da się uważać dostatecznie? Chcesz powiedzieć, że jeżeli będziesz uważać, to nie zdarzy Ci się nigdy wypadek?
Nie twierdzę tego co napisałeś. Twierdzę, że zawsze należy uważać. Na każdego pieszego, każdego rowerzystę, każdego innego uczestnika ruchu. A i tak czasem to będzie za mało.
Osoba nietrzeźwa ma opóźnione reakcje, czasami nawet się zatacza..
Takie osoby nie powinny wsiadać ani do samochodu, ani na deskorolke.
Ależ oczywiście, że zataczająca się osoba nie powinna na rower wsiadać! Problem polega na tym, że w Polsce taką osobę można wsadzić do więzienia za prowadzenie roweru.
Poza tym zataczanie się to przypadek skrajny, nie widzę nic złego w jeździe na rowerze pasem nadmorskim po jednym redds'ie. Uważam, że prawo w stosunku do pijanych rowerzystów jest zdecydowanie zbyt surowe, jak również wsadzanie do więzienia tych ludzi jest po prostu głupie - demoralizuje, kosztuje, niszczy człowiekowi życie.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
aurel napisał(a):
No chłopie, rowerzyści są wszędzie i są bardzo łatwi do potrącenia. Do tego często nie przestrzegają przepisów lub wykonują nagłe, niespodziewane manewry
Ty chyba o kierowcach piszesz. Ich jest więcej, a ich manewry jeszcze bardziej nagłe i niespodziewane.
przejeżdżanie na przejściu dla pieszych).
Rowerzysta nie powinien przejeżdżać na przejściu dla pieszych, ale jaka to różnica z punktu widzenia kierowcy? Czy na przejściu, czy przed przejazdem, kierowca ma zachować szczególną ostrożność i przepuścić odpowiednio pieszych i rowerzystów.
Problem w tym, że większość polskich kierowców, to tępe buraki - "Stać mnie na samochód (golfa I z 1980r, który kiedyś był przystankiem autobusowym w NRD), więc jestem panem i żadnej pieszej czy rowerowej hołoty nie przepuszczę!".
Tylko na podstawie łamania tego przepisu, prawie każdy kierowca, powinien mieć odebrane prawo jazdy kilka razy dziennie.
Na rowerzystów i pieszych trzeba szczególnie uważać po prostu dlatego, że bardzo łatwo zrobić im krzywdę. Nie jestem zainteresowana trzeźwością ani jednych ani drugich - wszystkich traktuję jak nieobliczalnych, jak dzieci.
A ja tak traktuję kierowców. Nie ma dnia, żeby nie wymusili pierwszeństwa, nie zachowali bezpiecznego odstępu przy wyprzedzeniu, niektórzy potrafią urządzać sobie skróty po ścieżkach rowerowych i chodnikach...
Jak dzieci - tylko dzieci mają jednak znacznie mniejszą efektywność w zabijaniu ludzi.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Z tym przejeżdżaniem przez przejście robi różnicę - rowerzysta jedzie szybciej, więc masz mniej czasu na reakcję niż na pieszego. Szczególnie jak wyjedzie Ci taki w miejscu gdzie nie ma dostatecznej widoczności. Jakieś krzewy, ekrany czy whatever.
Z drugiej strony taka straż miejska pobada w skrajności. Jak się słyszy, że wlepiają mandaty za przejeżdżanie przez przejście na zielonym świetle to się przykro robi.
Kary pozbawienia wolności dla rowerzystów za to, że wypili te 2 piwa to już kompletne zabijanie muchy z armaty. Porównywanie prowadzenia roweru i samochodu pod wpływem nie ma sensu. Dla prowadzącego samochód wydłużenie czasu reakcji ma dużo większe konsekwencje niż dla rowerzysty, wynikające z różnicy prędkości i pędu. Nawet ze spóźnioną reakcją rower i tak można zatrzymać prawie w miejscu, a samochód przy nawet tych 50 nie bardzo.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Rowerzysta nie powinien przejeżdżać na przejściu dla pieszych, ale jaka to różnica z punktu widzenia kierowcy? Czy na przejściu, czy przed przejazdem, kierowca ma zachować szczególną ostrożność i przepuścić odpowiednio pieszych i rowerzystów.
No właśnie o tym piszę. Teoretycznie rowerzysta nie powinien wjeżdżać z dużą prędkością na przejściu dla pieszych, teoretycznie powinno wystarczyć omiecenie wzrokiem fragmentu chodnika o zasięgu pieszego... Tymczasem jako ta, która może zrobić dużą krzywdę, czuję się w obowiązku obejrzeć jeszcze za ramię, czy przypadkiem jakiś rowerzysta nie nadciąga.
A ja tak traktuję kierowców. Nie ma dnia, żeby nie wymusili pierwszeństwa, nie zachowali bezpiecznego odstępu przy wyprzedzeniu, niektórzy potrafią urządzać sobie skróty po ścieżkach rowerowych i chodnikach...
I tu też się zgadzam, prawa jazdy są rozdawane zdecydowanie zbyt pochopnie. Panuje takie przekonanie, że każdy może się nauczyć jeździć. Co za wierutna bzdura -_-' Do tego kursy prawa jazdy są zdecydowanie zbyt krótkie i nastawione na zdanie egzaminu. A zdanie umiejętność zdania egzaminu nijak się ma do umiejętności prowadzenia auta.
Jak widzę takich debili, szczególnie tych wyprzedzających na przejściach dla pieszych i wjeżdżających na ścieżki bez spojrzenia, to myślę sobie, że prawa jazdy powinna mieć mniej więcej połowa tego co teraz.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Wyprzedzanie na przejściach to jest jakaś plaga, jest nawet jeszcze gorzej. Strach się przed przejściem zatrzymać jak człowiek i przepuścić pieszych, bo nigdy nie wiesz czy typ jadący pasem obok nie będzie miał tego w dupie. Już kilka takich sytuacji miałem. Człowiek się zatrzymuje, pieszy idzie i na centymetry unika śmierci pod kołami skończonego kretyna.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Co do przejeżdżania przez przejście. Sprawa wygląda tak, że rowerzysta nie może przejeżdżać przez przejście dla pieszych (powinien rower przeprowadzić), ale może przejeżdżać przez przejazd rowerowy, jeśli przecina on drogę dla samochodów. Przeważnie jest tak, że przejazd rowerowy (jeśli jest), jest obok przejścia dla pieszych.
Jednak, z punktu widzenia kierowcy, nie ma znaczenia czy jest to przejazd rowerowy czy przejście dla pieszych. Jeśli rowerzysta jedzie z prędkością 35-40 km/h, to nie ma znaczenia czy wjeżdża na przejazd dla rowerów, czy na przejście dla pieszych - i tak ma bardzo dużą szansę na to, że wjedzie wprost pod koła samochodu (nawet jeśli wjeżdża mając zielone światło), a kierowca nie będzie miał żadnej szansy na to żeby zareagować.
Wniosek jest taki, że uważać trzeba zawsze, a wjeżdżanie na przejście (zamiast prowadzenia roweru) nie stwarza żadnego zagrożenia jeśli jedziemy rowerem powoli, a nie z rozpędu z prędkością 40 km/h. To samo dotyczy wjeżdżania na przejście - stoję z rowerem, czekam na zielone światło a potem zamiast prowadzić go, wjeżdżam na przejście. Niestety, policja bardzo lubi wlepiać mandaty w takiej sytuacji, chyba tylko po to żeby wyrobić "normę".
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
@othello, Przejazd rowerowy jest oznakowany. Zatem kierowca widzi do czego sie zbliża i ma obowiązek przewidzieć, że może nadjechać szybki rowerzysta. Musi jechać wolniej niz przed przejściem dla pieszych.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Nie rozumiem - skoro problem dla kierowców jest ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście, który osiąga góra 40km/h, a większość nie przekracza 30, czy nawet 20, to jakim cudem udaje im się włączyć do ruchu np. na trasie ekspresowej, po której inne samochody jadą ponad 100km/h? Już dawno powinni się wszyscy pozabijać, skoro nie potrafią przewidzieć, że ktoś będzie jechał i ustąpić pierwszeństwa.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
"Daj komuś ogień, a będzie mu ciepło przez jeden dzień, ale wrzuć go do ognia, a będzie mu ciepło do końca życia." - Somekind
LOL
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
@somekind, nie masz prawa jazdy albo bardzo rzadko jeździsz samochodem, skoro nie czujesz różnicy pomiędzy wjechaniem na ekspresówkę a ustąpieniem pierwszeństwa rowerzyście. na ekspresówce masz długi pas umożliwiający rozpędzenie się i bezkonfliktowe włączenie do ruchu, które i tak będzie możliwe tylko przy niezbyt dużym natężeniu ruchu. jeśli jedzie samochód za samochodem na granicy korka, to tak samo będziesz mieć problem z włączeniem się do ruchu jak z przejechaniem przez często uczęszczane przejście.
wyobraź sobie taką sytuację, jaką ja mam przy wyjeżdżaniu spod domu - mała uliczka zastawiona z każdej strony samochodami, wyjazd na większą uliczkę bez świateł i cały zastawiony samochodami, nie widzę co nadjeżdża z prawej ani lewej i muszę dość głęboko wyjechać w tą większą ulicę, żeby mieć szansę cokolwiek zauważyć, łatwo o stłuczkę. było ich tyle, że w końcu postawiono ograniczenie do 40 olewane przez wszystkich, więc jeszcze dowalono światła dla pieszych, co prawda daleko od mojego skrzyżowania, ale dające szansę na skręt w lewo bez wyjechania komuś pod maskę.
teraz wyobraź sobie rowerzystę na swoim przejeździe. z obu stron idą ludzie, przeszli, nadjeżdża rowerzysta, częściowo chowa się wśród ludzi, którzy już przeszli, rozglądasz się na lewo i prawo, nikt nie wchodzi, powoli wtaczasz się na przejście, raptem znajduje się pieszy, którego nie zauważyłeś, oczywiście wpuszczasz go na pasy, ale dupą samochodu stoisz w poprzek przejazdu dla rowerów, i w tym momencie pojawia się wściekły rowerzysta, którego nie miałeś szans zauważyć, bo jak się rozglądałeś przed chwilą był sto metrów od przejazdu. masz tak np. na skrzyżowaniu Batorego z Niepodległości, tak przy skręcie w prawo w Batorego w kierunku Pól Mokotowskich, jak i w prawo z Batorego w kierunku Rakowieckiej - przejściem i przejazdem przy Zielonej Gęsi przewala się mnóstwo pieszych i dużo rowerów. podobnie jest też na skrzyżowaniu Marszałkowskiej z Koszykową, skręt w prawo z Marszałkowskiej w kierunku Niepodległości, chociaż tam jest o tyle łatwiej, że dwa ostre zakręty ścieżki rowerowej wymuszają zmniejszenie prędkości rowerzystów.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Dla tych którzy lubią włazić na przejście dla pieszych, licząc że kierowca przed przejściem ma sie zatrzymać (bo takie są przepisy) - taka mała przestroga. I czyja wina tu była? Pieszego czy kierowcy? Fakt, że przejście tak świetnie oznakowane, że żaden z kierowców pewnie nawet nie zauważył że tam przejście dla pieszych jest. Nikt nawet nie zwalnia przed takim przejściem. Tam przecież powinny być pasy na jezdni i światła.
To jest właśnie zasada ograniczonego zaufania - mam prawo wejść na przejście i kierowcy powinni sie zatrzymać gdy widzą wchodzącego pieszego - no właśnie, powinni. Tak samo przejazd rowerowy - ale tutaj jeszcze bardziej niebezpiecznie bo rowerzysta porusza się szybciej niż pieszy - łatwiej się zagapić i go nie zauważyć.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
ŁF napisał(a):
@somekind, nie masz prawa jazdy albo bardzo rzadko jeździsz samochodem
Mam prawo jazdy, chociaż właściwie nie rozumiem, czemu zdałem egzamin, skoro nie potrafię jeździć. Ale ja przynajmniej nie jeżdżę. Gorzej, że miliony innych osób w podobnej sytuacji, jednak to robią.
skoro nie czujesz różnicy pomiędzy wjechaniem na ekspresówkę a ustąpieniem pierwszeństwa rowerzyście. na ekspresówce masz długi pas umożliwiający rozpędzenie się i bezkonfliktowe włączenie do ruchu, które i tak będzie możliwe tylko przy niezbyt dużym natężeniu ruchu.
Faktycznie, ekspresówka to zły przykład, zostawmy go. Niech będzie zwykłe skrzyżowanie zwykłych dróg, idea jest ta sama. Tak czy siak, kierowca musi się rozejrzeć, zanim włączy się do ruchu. Tak samo, jak przy przejeżdżaniu przez przejście/przejazd dla rowerów. Czym się niby różni rozglądanie w jednym i w drugim przypadku?
Panowie kierowcy, jeżeli twierdzicie, że jednoczesne obserwowanie ruchu na drodze, pieszych na chodniku oraz rowerzystów na ścieżce jest dla Was zbyt trudne, jeżeli piszecie, że rowerzyści są zbyt szybcy, żebyście zdążyli zareagować, to znaczy, że do prowadzenia samochodów się nie nadajecie i nie powinniście tego robić. Inni kierowcy jakoś potrafią i dają radę, ale Wy dajcie sobie spokój i jeźdźcie komunikacją zbiorową. (To kolejna dziedzina, w której jesteśmy znacznie w tyle za cywilizowanym światem, więc może chociaż pomożecie nam go dogonić.)
Inna rzecz to to, że wiele ścieżek rowerowych jest wytyczonych zupełnie idiotycznie, w bezsensownych miejscach, albo ciągle przecinając chodniki i ulice, co nie ma żadnego sensu - ani dla rowerzystów, ani dla pieszych, ani dla kierowców.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Obserwowanie pieszych na przejściu + rowerzystów na ścieżce rowerowej + ruch na drodze nie jest problemem. Na drodze spodziewasz się samochodu, na przejściu pieszych, na ścieżce i przejeździe rowerowym rowerzysty. No ale do tego wyszukiwanie wśród pieszych w pobliżu przejścia, czy gdzieś tam nie lawiruje i przemyka między nimi rowerzysta może być pewnym problemem - niewielkim, ale może być wystarczającym, żeby umknął przed wzrokiem.
Problemem nie jest przejeżdżanie rowerzystów przez przejazdy dla nich(w końcu po to są), ale przez przejścia dla pieszych, gdzie im NIE WOLNO przejeżdżać.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Poznań
- Postów: 1553
Tylko, że większość przejść dla pieszych powinna mieć przejazd, bo prowadzą do drogi dla rowerów. Brak tych przejazdów to tylko debilizm zarządu dróg miejskich. Nie po to jade rowerem, by co chwila z niego schodzić i przeprowadzac rower. Robie to tylko wtedy, gdy ruch na drodze jest wysoki i chce wymusić zatrzymanie przejazów, lub tez jakis radiowóz jest w okolicy.
Jesli do przejscia prowadzi zwykla droga dla rowerow to powinien byc i przejazd dla rowerów. Jesli do tego polaczymy to z debilna sygnalizacja - i auta jadace na wprost maja zielone, a stojace z boku czerwone, a ja na przejsciu/przejezdzie mam czerwone, to oczywiste jest, ze przejezdzam na czerwonym (bo upewnieniu sie, czy nikt akurat nie skreca) - bo tak samo bym przejechal gdybym jechal ulica.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Problemem nie jest przejeżdżanie rowerzystów przez przejazdy dla nich(w końcu po to są), ale przez przejścia dla pieszych, gdzie im NIE WOLNO przejeżdżać.
Problemem jest rowerzysta, który nie patrzy. Bo czym się niby różni przejazd dla rowerów od przejścia dla pieszych z punktu widzenia kierowcy samochodu?
To rowerzysta ma się upewnić czy nie wjeżdża komuś pod koła, a nie liczyć na to że zdąży.
Co do przymusu schodzenia z roweru, to
- jest to bez sensu
- nikomu się nie chce
- nikt tak nie robi
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
Bo czym się niby różni przejazd dla rowerów od przejścia dla pieszych z punktu widzenia kierowcy samochodu?
Zależy w jakim sensie pytasz. Jeśli w teoretycznym - to różni się tym, że rowerzysta NIE MUSI schodzić z roweru i może przejechać przez przejazd jeśli ma zielone światło. Zupełnie analogicznie, jak skrzyżowanie dróg, gdzie jedna ma pierwszeństwo - stajesz przed znakiem STOP i patrzysz czy masz wolną drogę i możesz jechać. W tym sensie, przejazd rowerowy to jest praktycznie to samo, co każde inne skrzyżowanie, tyle że po drodze rowerowej poruszają się rowery a nie samochody - ale są traktowane podobnie, jak pojazdy na normalnej drodze. Czyli - teoretycznie - rowerzysta MA PRAWO nie zwalniać na skrzyżowaniu z drogą/ulicą jeśli ma pierwszeństwo przejazdu (lub zielone światło) - inni uczestnicy ruchu MAJĄ OBOWIĄZEK widzieć z daleka że jedzie rowerzysta i go przepuścić. Tak samo jak na skrzyżowaniu z inną ulicą, po której poruszają się inne samochody
Tyle teorii - w praktyce kierowcy w ogóle nie biorą tego pod uwagę. A więc, z punktu widzenia rowerzysty teraz - lepiej traktować taki przejazd jak przejście dla pieszych. Czyli zwolnić a nawet zatrzymać się - tyle że (zgodnie z przepisami) można wsiąść na rower i przejechać przez przejazd (a głupotą jest że przez przejście nie można - po zatrzymaniu i rozejrzeniu się, zamiast prowadzić rower, wsiąść na niego i powoli przejechać przez przejście).
Mogę zagwarantować że jadąc z rozpędu rowerem, wjeżdżając na skrzyżowanie z ruchliwą ulicą na zielonym świetle wjedziesz komuś wprost pod koła - zupełnie tak samo, jak wjeżdżając na przejście dla pieszych. W tym sensie - rzeczywiście przejazd dla rowerów od przejścia sie niczym nie różni - ale powinien się różnić.