Ci, ktorzy maja przygotowana jakas poduszke finansowa najczesciej, ze spokojem ducha przezeraja ja w oczekiwaniu na lepsze czasy.
Ci, ktorzy z roznyc powodow takiej poduszki nie maja, powaznie mysla o pracy "na budowie".
Sa rowniez tacy, ktorych obecny kryzys jeszcze nie dotknal i uwazaja sie za elite IT, top of the top branzy, ktorego kryzys nie dotknie.
Niestety dla nich, przeswiadczenie o tym, ze tymczasowo stabilna sutuacja swiadczy o elitarnosci i ponadprzecietnych kompetencjach jest nie tylko krancowo aroganckie ale tez wyjatkowo krotkowzroczne i zgubne.
Wystarczy sobie zadac pare prostych pytan.
Czy mojemu pracodawcy/klientowi, niezaleznie od powodu, trudno bedzie znalezc kogos innego na moje miejsce?
W jakim stopniu moge liczyc na lojalnosc i wsparcie mojego aktualnego pracodawcy/klienta w momencie kiedy tenze sam bedzie musial walczyc o swoje przetrwanie?
Jesli w wlasnym sumieniu nie bedziecie w stanie uczciwie odpowiedziec sobie na pierwsze pytanie - "nie", a na drugie "zadnym", to bedzie wam w przyszlosci o wiele trudniej odnalezc sie w nowej dla was rzeczywistosci niz tym, ktorzy juz w tej chwili zmagaja sie z konsekwencjami obecnej sytuacji na rynku.
W przyszlosci bowiem, wszystkie nisze beda juz zagospodarowanie, wszystkie alternatywy beda juz wykorzystanie.
Zelazna miotla rynku skutecznie pozamiatala bootcamp'owcow i absolwentow motywowanych wylacznie wysokoscia zarobkow.
Pozostali tylko ci ktorzy jeszcze pracuja, bo nie mieli pecha byc dotknieci zwolnieniami (naiwnoscia jest przekonanie ze powodem sa ich kompetencje) oraz ci ktorzy juz nie pracuja (arogancja jest przekonanie ze powodem jest ich brak kompetencji).
Tych pierwszych z czasem bedzie coraz mniej, a tych drugich coraz wiecej i jesli ci drudzy z uporem beda tkwic w paradygmacie "pracownika" (niezaleznie od Uop czy B2B) to panowie i panie, przyszlosc jawi sie w dalekich od rozowego kolorach.
Nikt nie ma recepty na to jak sie zabezpieczyc przed zlymi scenariuszami, a im pozniej zaczniemy sie nad tym zabezieczeniami zastanawiac, tym bardziej ograniczona liczbe tych scenariuszy bedziemy mieli do dyspozycji.
Kryzys na rynku pracy, niezaleznie od tego czy w czasach transformacji ustrojowej, czy obecnie, ma zawsze te same konsekwencje.
Ci ktorzy sa zalezni od innych "gina w zapomnieniu", ci ktorzy maja chociaz najmniejsza iskre przedsiebiorczosci, jezdza do Berlina po banany i sprzedaja je na wyciagnietych z piwnicy lozkach polowych na ulicy. Taki poczatek mialy dzisiejsze fortuny.
Z jednego jednak powodu wtedy bylo o wiele trudniej, bo wtedy ponad 25% populacji miedzy 25 a 35 rokiem zycia bylo zdecydowanych "pojsc na swoje".
Dzisiaj jest to tylko 3%.
Osobiscie twierdze, ze przy odmiennym niz aktualny modelu biznesowym, potencjale kompetencyjnym oraz doswiadczonej patologii zarzadzania obecnych graczy na rynku IT, kilka zdeterminowanych dzialajacych wspolnie jednostek jest caly czas w stanie, w oparciu o zmieniony model biznesowy, za pomoca przyslowiowego "lozka polowego" znalezc swoje miejsce na rynku i skutecznie konkurowac z obecnymi, skostnialymi i toczonymi gangrena over management'u strukturami.
Te 3%, o ktorych wczesniej wspomnialem sa powodem tego, ze mamy nikle szanse na powstanie naszej wlasnej Doliny Krzemowej, ale to nawet lepiej bo "tu same baby i konkurencji praktycznie zadnej".
O tym jaki jest to procent na tym forum przekonamy sie po wynikach ankiety.

