Pamiętaj, że strach to co innego niż lęk. Strach służy temu, by przetrwać, widzisz niedźwiedzia, to go unikasz. Lęk to nieuzasadniony niczym strach i to raczej wina mediów. Nie ma w nich pozytywnych przekazów, zazwyczaj masz napęcia, konflikty, wypadki drogowe, etc, nic pozytywnego. Negatywna emocja zawsze się łatwo sprzedaje. Też temu ulegam. Ale ostatnio staram się przypomnieć siebie samego sprzed roku, czy dwóch. Niepokoje były podobne, a jakoś minęło te paręnaście miesięcy i człowiek żyje nadal i to nawet bym powiedział, że był postęp.
Nie mam długów, choroby, żona mnie jeszcze po latach lubi, praca jest, generalnie nie mam powodów.
Każdy z nas żyje w bańce. Nie masz poważnych powodów do zmartwień, więc martwisz się tym, co łatwo dostrzegasz jako negatywne, bo strach łatwo sprzedać. Przykładowo, gdybyś miał teraz wychować niepełnosprawne dziecko, które wymaga Twojej uwagi 24h/dobę, to byś nie czuł tych lęków. Nie miałbyś po prostu na to czasu. Lęk jest bezsensu, ale może też wynikać z niego coś pozytywnego. Przez Twoją lękliwą ostrożność nie popełniłeś w życiu poważnych błędów (jazda po pijaku, przemoc wobec innych), ale teraz się z kolei martwią Cię katastroficzne wizje, które mogą być wymyślone tylko pod to, by na lęku zbijać kapitał.
Prosta rada: zapytaj się, czy masz przesłanki, by się naprawdę obawiać? Jeśli tak, to czy możesz się przed tym zabezpieczyć i skup się na tym. Może sobie nawet zrób notatkę i wróć do niej za pół roku, gdy pojawiają się nowe "zagrożenia". Innymi słowy żeby coś ekstrapolować, potrzebujesz jakiś punktów odniesienia. Ale życie w takim ciągłym lęku powoduje, że z tyłu głowy czujesz, że się boisz, ale nie wiesz dokładnie czego. Spisując to, możesz powiedzieć za parę miesięcy: ok, sprawdzam, czy to miało miejsce. Masz wtedy nad tym większą kontrolę.