Hejka,
Jestem po technikum, technik programista, pisałem w tym roku mature i mam sporą zagwozdkę.
Z jednej strony mam prace jako programista fullstack na pełen etat jakoś od 2 miesięcy + 2 lata z UoD + 2 miesiące stażu i 2 miesiące praktyk, programuję jakoś od 5 lat.
Zastanawiam się nad studiami na politechnice Łódzkiej (informatyka) lub uniwersytecie Łódzkim (inż. infromatyka). Tak samo nad zaocznymi czy dziennymi.
Z jednej strony mogę pójść na zaoczne, ale wtedy żyć tylko w trybie praca -> studia -> praca -> studia i nie mieć zbytnio czasu dla siebie, siłki, dziewczyny. Jeśli się mylę, że tak wygląda życie studiując zaocznie na uni/poli to chętnie usłyszę waszą opinie (bo pewnie bredzę).
Z drugiej strony mogę pójść na dzienne na poli i dostać załamania psychicznego przez ilość nauki albo mieć trochę więcej luzu i iść na uni, ale co wtedy z pracą, dałbym radę chociaż wyłuskać 1/2 etatu?
Jak z wykładowcami, czy na uni jest faktycznie luźniej, czy matma i fizyka na uni jest łatwiejsza?
Byłbym bardzo wdzięczny za wasze opinie, przemyślenia, doświadczenia 
Pozdrawiam serdecznie 
Studia zaoczne wcale nie są takie straszne. W czerwcu skończyłem pierwszy rok na politechnice na infie, a aktualnie mam 3,5 roku expa jako dev. By nauczyć się do sesji, starczy usiąść ze dwa tygodnie wcześniej i przemielić odpowiednią ilość materiału. A do kolokwiów potrafiłem się zacząć uczyć o 2 w nocy, gdzie o 8 było zaliczenie. Są oczywiście przedmioty, gdzie to nie przejdzie, jak np. Analiza Matematyczna czy Algebra, ale na takiego Linuxa to już bez problemu.
Innymi słowy: zostawiałem wszystko na ostatnią chwilę, odkładałem w czasie wszystko, co tylko się dało i wcale nie czuję się zmęczony. Nie żyłem w trybie studia -> praca -> studia. Bardziej masz trochę psychiczną tyrkę, bo cały czas z tyłu głowy chodzi Ci, że zaraz jakaś wejściówka, gdzieś indziej kolokwium, a i sprawko trzeba zrobić dla prowadzącego, który przywala się o wielkość wklejonego PNG. Więc teraz w okresie letnim faktycznie czuję lekką ulgę i rozluźnienie. Ale paradoksalnie to dziennie Ciebie bardziej przeciągną. Niejednokrotnie plan ułożony jest tak, że od rana do wieczora jesteś na uczelni, bo masz pierdyliard okienek w tzw. międzyczasie. No i na dziennych wykładowcy mają głęboko wbite, czy zdasz, czy nie. Na zaocznych jednak trochę zależy im na podtrzymaniu Ciebie, byś wykładał siano na stół.
Uni czy Polibuda? Nie wiem. Ja jestem na polibudzie i nie narzekam. Ale nie mam punktu odniesienia.
I najważniejsze na koniec: skoro już udało Ci się zaczepić w IT, to najgorszym, co możesz teraz uczynić, jest rzucenie roboty i zniknięcie z rynku na 3 lata. Tak uważam.