Czy spowiadasz się na daily?

Czy spowiadasz się na daily?
Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
2
ledi12 napisał(a):

Jakieś półgodzinne standupy z menadżerką to nic innego jak zwykła kontrola, która nikomu oprócz menadżerce nie służy.

menedżerka zwykle tylko kibicuje 'z dala' i się nie wtrąca. co mnie obchodzi co ona robi ze swoim czasem, dopóki (z mojego punktu widzenia) wywiązuje się z obowiązków wobec zespołu?

jakby chciała to by się przypieprzała, np. pytałaby się czemu tak mało commitów wrzucam i wtedy musiałbym się z tego spowiadać. po co taki cyrk odwalać?

na standupie mówię do zespołu, a nie do menedżerki.

może za dużo się będę tu 'spowiadał' z tego co się dzieje w moim projekcie, ale zaryzykuję:

  • pierwszy menedżer, które miałem był toksyczny, przypieprzał się i mikrozarządzał i robił to wszystko niezależnie od rodzaju spotkania, więc nie miało znaczenia czy było to daily czy retro czy spotkanie o nazwie 'pitolenie o szopenie' - gość zawsze był toksyczny
  • drugi menedżer się interesował tym co robimy i nam pomagał, bo ogarniał projekt zarówno od strony biznesowej (bardzo dobrze) jak i technicznej (tu tylko trochę, ale czasami coś poklepał w scali no i dość rozumiał problemy techniczne)
  • teraz mamy menedżerkę, która się dość mało angażuje od strony biznesowej i technicznej, przynajmniej jeśli chodzi o takie codzienne spotkania
Miang
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1869
0
Wibowit napisał(a):
jarekr000000 napisał(a):

a) można patrzeć co się dzieje w zespole, ale niekoniecznie wymaga to ustnej spowiedzi. osobiście jestem zwolennikiem stalinowskich metod -> patrzymy co kto pushuje do repozytoriów
b) (...) W każdym systemie raportowania ludzie ogarną jak udawać pracę, nawet jak będzie to sprawdzanie rezultatów. IMO im bardziej jednak sprawdzamy rezultaty, a nie opowieści tym bardziej udawanie robi się pracochłonne, aż do tego stopnia, że części przestanie się chcieć udawać (ale dla pewnego procenta do zawsze będzie ciekawy sport). (...)

to tak czy siak będzie pchanie sztucznie rozdmuchanych commitów. mam ziomków w zespole co pchają pierdylion commitów dziennie. kolejny nadpisuje poprzedni i summa summarum przez kilkadziesiąt commitów niewiele się zmieniło. niektóry mają takie podejście, że wolą rozwijać programy przez pchanie śmieciowych commitów i testowanie ich dopiero wtedy, niż przez testowanie lokalnie i pchanie dopiero porządnych commitów.

rozumiem że chodzi o patrzenie co jest wrzucane a nie tylko na ilość
jak pajacom nikt nie zwróci uwagi że pchają gówna to w firmie jest większy problem niż  tylko ilość commitów

ponadto w mojej korpo jest sporo roboty, która nie wiąże się z pchaniem commitów. jak zaraportować negocjowanie rozwiązań problemów z innymi zespołami, mając do dyspozycji jedynie liczenie commitów?

no opisałeś jakiej - spotkania półgodzinne bez celu

jestem zdania, że interaktywna codzienna rozmowa (czyli to 'spowiadanie się na daily') jest elastycznym i skutecznym sposobem na wyłapywanie problemów, pod warunkiem, że jest ktoś ogarnięty w zespole, kto faktycznie bierze na klatę obowiązki team leada i interesuje się tym co i jak ludziom idzie w projekcie. my mamy takiego team leada.

to po cholerę mu ta cała publiczność?

dodatkowo na standupie mogę wyłapać np. czy ktoś robi coś nieoptymalnie, czy wymyśla koło od nowa, czy robi coś ciekawego na co chciałbym popatrzeć, itp itd. gdybym miał to robić przez przeglądanie wszystkich commitów, które ludzie wrzucają to spędziłbym na takim wyłapywaniu rzędy wielkości czasu więcej. podczas pracy w zespole trzeba skupiać się na aspekcie zespołowym, a daily to dość dobrze uskutecznia. na telespotkaniu dużo skuteczniejsze są prośby o pomoc, o planowanie release'ów i wykorzystania infrastruktury żeby uniknąć konfliktów, czy ogólnie o pomysły jak sobie z jakimś nieintuicyjnym problemem poradzić. pytanie na czacie jest zwykle zbywane, bo po pierwsze można wyjść z założenia, że ktoś inny odpowie, a poza tym przede wszystkim mało kto śledzi czat na bieżąco, zwłaszcza po południu. jeśli na telespotkaniu następuje cisza to popycha to do odezwania się, a natomiast cisza na czacie to norma, nikogo to nie obchodzi. jest pewien kompromis - gadając o problemach na daily trzeba czekać, aż do tego daily, ale przynajmniej jest dużo większa szansa, że ktoś się do tego odniesie niż przy pisaniu na czacie. z drugiej strony, zwykle mam na tyle dużo roboty, że z większością problemów mogę czekać ten kawałek dnia, bo w międzyczasie zajmę się czymś innym, także potrzebnym. zawracanie gitary na standupie ma też tę zaletę, że standup jest od zawracania gitary (tzn. wiadomo kiedy jest standup, więc pracę rozplanowujemy tak, żeby nam jej nie rozpieprzał), natomiast zawracanie gitary w przypadkowych momentach w środku dnia mniej lub bardziej rozpieprza pracę. zależy od dyscypliny. ja mam problemy ze skupieniem.

asynchroniczność jest trudna dla coniektórych, takie nowatorski pomysł : ktoś pisze pytanie a ktoś inny odpowiada gdy ma wolną chwilę jeszcze chyba nie był tam wdrażany?
natomiast rozplanowywanie pracy pod standupy powoduje ze zamiast pół godziny tak naprawę zabiera on 1.5 h

na nasze daily (ja to wciąż nazywam standupami, mimo że wszyscy siedzą) przychodzą zarówno programiści (włączając team leada, ludzi od backendu, frontendu i devopsów) jak i menedżerka i product owner. nie widzę problemu z tym, że menedżerka czy product owner są obecni. menedżerka zwykle nie ma wiele do dodania, a product owner, jeśli ma dużo do powiedzenia, to można mu powiedzieć, żeby pogadał z zainteresowanymi ludźmi po standupie, tzn. w mniejszym gronie. ogólnie robimy tak, że jeśli podczas standupu wyjdzie jakiś grubszy temat do obgadania to ogólnie naciskamy na skończenie 'codziennej spowiedzi', a grubsze tematy są zepchane na tuż po standupie albo jeszcze później (zależy kto ma ile czasu i kiedy). ktoś tu pisał o 'nadzorowaniu' zespołu w sytuacji, kiedy menedżer wbija się na standupy. ja nie widzę dużego problemu jeśli jest spokój. niech się przygląda jeśli to nie skutkuje mikrozarządzaniem czy toksyczymi wstawkami.

jak nie, jak tak

celujemy w standupy półgodzinne. jeśli standupy zaczynają wielokrotnie się przedłużać i trwać dużo dłużej niż pół godziny to można wprowadzić odliczanie czasu, pokazywane w telekonferencji dla wszystkich. jak się ustabilizuje czas standupu (tzn. zejdzie do średnio pół godziny) to można przestać bawić się w widoczne odliczanie czasu, ale jak problem wróci to wracamy do zabawy itd.

p.s. oczywiście wszystko zależy od zespołu i projektu. można wypracować inne metody skutecznej komunikacji w zespole. trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że lakoniczna krytyka, bez podawania solidnej i kompleksowej alternatywy, może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. do wszystkiego można się przyczepić. na wszystko można narzekać. co byście nie wymyślili, i tak może znaleźć się duża grupa osób, która zaorze wasze pomysły, o ile w ogóle duża grupa osób się zainteresuje waszymi pomysłami.

WeiXiao
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 5269
3

Cała dynamika się jeszcze bardziej komplikuje gdy zaczniemy rozważać teamy remote / nieremote

Remote team bez jakiegoś scruma to moim zdaniem bardzo słaby pomysł

ledi12
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
Wibowit napisał(a):
ledi12 napisał(a):

Jakieś półgodzinne standupy z menadżerką to nic innego jak zwykła kontrola, która nikomu oprócz menadżerce nie służy.

menedżerka zwykle tylko kibicuje 'z dala' i się nie wtrąca. co mnie obchodzi co ona robi ze swoim czasem, dopóki (z mojego punktu widzenia) wywiązuje się z obowiązków wobec zespołu?

jakby chciała to by się przypieprzała, np. pytałaby się czemu tak mało commitów wrzucam i wtedy musiałbym się z tego spowiadać. po co taki cyrk odwalać?

na standupie mówię do zespołu, a nie do menedżerki.

No i nadal to jest bez sensu i świadczy o braku fundamentalnego zaufania w zespole. Daily powinno być dla programistów i w zupełności wystarczy w formie asynchronicznej, kiedy w zespole ludzie darzą się zaufaniem. Tak jak wspomniałem wcześniej, to kwestia dojrzałości człowieka. Ufamy sobie i wiemy co wrzucamy, wszyscy pracujemy na jeden cel. Jak ktoś przestaje być dojrzały, to łatwo to wychodzi i można się z taką osobą pożegnać. Co do sprawdzania czatu to nadal jest to kwestia dojrzałości i pewnego nawyku. Jeśli się na coś umawiamy, to tego dotrzymujemy.

Problemem 95% zespołów scrumowych jest właśnie brak zaufania. Dobiera się ludzi z pierwszej łapanki i potem prowadzi interaktywne cyrki.

WeiXiao
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 5269
1
ledi12 napisał(a):
Wibowit napisał(a):
ledi12 napisał(a):

Jakieś półgodzinne standupy z menadżerką to nic innego jak zwykła kontrola, która nikomu oprócz menadżerce nie służy.

menedżerka zwykle tylko kibicuje 'z dala' i się nie wtrąca. co mnie obchodzi co ona robi ze swoim czasem, dopóki (z mojego punktu widzenia) wywiązuje się z obowiązków wobec zespołu?

jakby chciała to by się przypieprzała, np. pytałaby się czemu tak mało commitów wrzucam i wtedy musiałbym się z tego spowiadać. po co taki cyrk odwalać?

na standupie mówię do zespołu, a nie do menedżerki.

No i nadal to jest bez sensu i świadczy o braku fundamentalnego zaufania w zespole. Daily powinno być dla programistów i w zupełności wystarczy w formie asynchronicznej, kiedy w zespole ludzie darzą się zaufaniem. Tak jak wspomniałem wcześniej, to kwestia dojrzałości człowieka. Ufamy sobie i wiemy co wrzucamy, wszyscy pracujemy na jeden cel. Jak ktoś przestaje być dojrzały, to łatwo to wychodzi i można się z taką osobą pożegnać. Co do sprawdzania czatu to nadal jest to kwestia dojrzałości i pewnego nawyku. Jeśli się na coś umawiamy, to tego dotrzymujemy.

Problemem 95% zespołów scrumowych jest właśnie brak zaufania. Dobiera się ludzi z pierwszej łapanki i potem prowadzi interaktywne cyrki.

Ale nie tylko chodzi o kwestie wiarygodności ludzi. Scrum to jest również jeden z kanałów komunikacji, który ma swoje wady i zalety.

Jedne rzeczy lepiej wysłać chatem, inne emailem, a jeszcze inne obgadać na jakimś szybkim syncu i do czegoś takiego można wykorzystać scruma. Jest przecież wiele tematów związanych z zespołem, a nie są one klepaniem koda.

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
1
Miang napisał(a):
Wibowit napisał(a):
jarekr000000 napisał(a):

a) można patrzeć co się dzieje w zespole, ale niekoniecznie wymaga to ustnej spowiedzi. osobiście jestem zwolennikiem stalinowskich metod -> patrzymy co kto pushuje do repozytoriów
b) (...) W każdym systemie raportowania ludzie ogarną jak udawać pracę, nawet jak będzie to sprawdzanie rezultatów. IMO im bardziej jednak sprawdzamy rezultaty, a nie opowieści tym bardziej udawanie robi się pracochłonne, aż do tego stopnia, że części przestanie się chcieć udawać (ale dla pewnego procenta do zawsze będzie ciekawy sport). (...)

to tak czy siak będzie pchanie sztucznie rozdmuchanych commitów. mam ziomków w zespole co pchają pierdylion commitów dziennie. kolejny nadpisuje poprzedni i summa summarum przez kilkadziesiąt commitów niewiele się zmieniło. niektóry mają takie podejście, że wolą rozwijać programy przez pchanie śmieciowych commitów i testowanie ich dopiero wtedy, niż przez testowanie lokalnie i pchanie dopiero porządnych commitów.

rozumiem że chodzi o patrzenie co jest wrzucane a nie tylko na ilość
jak pajacom nikt nie zwróci uwagi że pchają gówna to w firmie jest większy problem niż  tylko ilość commitów

mało kto się przejmuje tym jak wygląda historia commitów. ja tego pilnuję, ale jestem wyjątkiem. nie zamierzam być don kichotem i walczyć z wiatrakami porządkować commity wszystkich ludzi.

jeśli chodzi o zapewnianie jakości to podstawą są u nas testy. testy poprawnościowe, wydajnościowe, ręczne, automatyczne, itp itd. jeśli testy padają lub są niekompletne to biznes nieraz (słusznie) blokuje release'y.

jakość kodu (w sensie bardziej 'elegancja') i commitów też jest w jakiś tam sposób ważna, ale żeby to zapewnić to ktoś kto o to dba musiałby robić review w kółko. nie mam czasu, żeby pilnować wszystkich i przekonywać na siłę, że solidna historia commitów jest ważna.

ponadto w mojej korpo jest sporo roboty, która nie wiąże się z pchaniem commitów. jak zaraportować negocjowanie rozwiązań problemów z innymi zespołami, mając do dyspozycji jedynie liczenie commitów?

no opisałeś jakiej - spotkania półgodzinne bez celu

w takim razie napiszę to inaczej: w jaki sposób zaraportować jakąkolwiek robotę, oprócz klepania kodu, mając do dyspozycji jedynie liczenie commitów? tej roboty oprócz klepania kodu jest dużo. może lubisz żyć w norze i unikać jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi i wzbraniasz się przed tym na milion sposobów. niech ci będzie. jednak zdecydowana większość projektów polega w dużej mierze na kontakcie z ludźmi (włączając w to mocno przeciągający się kontakt z ludźmi, by rozwiązać blokujące problemy), który zabiera nieraz dużo czasu.

jestem zdania, że interaktywna codzienna rozmowa (czyli to 'spowiadanie się na daily') jest elastycznym i skutecznym sposobem na wyłapywanie problemów, pod warunkiem, że jest ktoś ogarnięty w zespole, kto faktycznie bierze na klatę obowiązki team leada i interesuje się tym co i jak ludziom idzie w projekcie. my mamy takiego team leada.

to po cholerę mu ta cała publiczność?

standup ma wiele różnych celów. opisałem je. wspólna rozmowa przynosi pewne korzyści.

masz jakieś lęki przed publicznością? potrzebujesz 'safe spaces'?

dodatkowo na standupie mogę wyłapać np. czy ktoś robi coś nieoptymalnie, czy wymyśla koło od nowa, czy robi coś ciekawego na co chciałbym popatrzeć, itp itd. gdybym miał to robić przez przeglądanie wszystkich commitów, które ludzie wrzucają to spędziłbym na takim wyłapywaniu rzędy wielkości czasu więcej. podczas pracy w zespole trzeba skupiać się na aspekcie zespołowym, a daily to dość dobrze uskutecznia. na telespotkaniu dużo skuteczniejsze są prośby o pomoc, o planowanie release'ów i wykorzystania infrastruktury żeby uniknąć konfliktów, czy ogólnie o pomysły jak sobie z jakimś nieintuicyjnym problemem poradzić. pytanie na czacie jest zwykle zbywane, bo po pierwsze można wyjść z założenia, że ktoś inny odpowie, a poza tym przede wszystkim mało kto śledzi czat na bieżąco, zwłaszcza po południu. jeśli na telespotkaniu następuje cisza to popycha to do odezwania się, a natomiast cisza na czacie to norma, nikogo to nie obchodzi. jest pewien kompromis - gadając o problemach na daily trzeba czekać, aż do tego daily, ale przynajmniej jest dużo większa szansa, że ktoś się do tego odniesie niż przy pisaniu na czacie. z drugiej strony, zwykle mam na tyle dużo roboty, że z większością problemów mogę czekać ten kawałek dnia, bo w międzyczasie zajmę się czymś innym, także potrzebnym. zawracanie gitary na standupie ma też tę zaletę, że standup jest od zawracania gitary (tzn. wiadomo kiedy jest standup, więc pracę rozplanowujemy tak, żeby nam jej nie rozpieprzał), natomiast zawracanie gitary w przypadkowych momentach w środku dnia mniej lub bardziej rozpieprza pracę. zależy od dyscypliny. ja mam problemy ze skupieniem.

asynchroniczność jest trudna dla coniektórych, takie nowatorski pomysł : ktoś pisze pytanie a ktoś inny odpowiada gdy ma wolną chwilę jeszcze chyba nie był tam wdrażany?
natomiast rozplanowywanie pracy pod standupy powoduje ze zamiast pół godziny tak naprawę zabiera on 1.5 h

testowałem tę asynchroniczność wielokrotnie i jednak nieraz wolę zawracanie gitary na spotkaniu przeznaczonym specjalnie na zawracanie gitary czyli standupie. czasami lepiej działa czat, a czasami telekonferencje. czasami lepiej działa zawracanie gitary pojedynczym osobom, a czasami pytanie wszystkich naraz.

jeśli masz standupy na 1,5h to znaczy, że nie potraficie organizować czasu. napisałem jak zarządzać czasem, żeby nie rozciągać standupów na 1h lub więcej.

jak nie, jak tak

co nie tak? napisz pełnym zdaniem jak normalny człowiek.

ledi12 napisał(a):
Wibowit napisał(a):
ledi12 napisał(a):

Jakieś półgodzinne standupy z menadżerką to nic innego jak zwykła kontrola, która nikomu oprócz menadżerce nie służy.

menedżerka zwykle tylko kibicuje 'z dala' i się nie wtrąca. co mnie obchodzi co ona robi ze swoim czasem, dopóki (z mojego punktu widzenia) wywiązuje się z obowiązków wobec zespołu?

jakby chciała to by się przypieprzała, np. pytałaby się czemu tak mało commitów wrzucam i wtedy musiałbym się z tego spowiadać. po co taki cyrk odwalać?

na standupie mówię do zespołu, a nie do menedżerki.

No i nadal to jest bez sensu i świadczy o braku fundamentalnego zaufania w zespole. Daily powinno być dla programistów i w zupełności wystarczy w formie asynchronicznej, kiedy w zespole ludzie darzą się zaufaniem. Tak jak wspomniałem wcześniej, to kwestia dojrzałości człowieka. Ufamy sobie i wiemy co wrzucamy, wszyscy pracujemy na jeden cel. Jak ktoś przestaje być dojrzały, to łatwo to wychodzi i można się z taką osobą pożegnać. Co do sprawdzania czatu to nadal jest to kwestia dojrzałości i pewnego nawyku. Jeśli się na coś umawiamy, to tego dotrzymujemy.

Problemem 95% zespołów scrumowych jest właśnie brak zaufania. Dobiera się ludzi z pierwszej łapanki i potem prowadzi interaktywne cyrki.

brzmi jakbyś miał jakąś nieprzepracowaną traumę i sama obecność menedżera na daily wzbudzała w tobie negatywne emocje. nasze daily jest dla programistów, a menedżerka tylko jest obecna i się nie wtrąca, no chyba, że jest jakieś 'ogłoszenie parafialne', tzn. dostała jakieś info, które należy ogłosić zespołowi, ale nie jest to zależne od tego co komu się udało od ostatniego standupu zrobić.

jak już napisałem, jeśli menedżer jest toksyczny i chce mikrozarządzać itd, to nie ma znaczenia jak zorganizowana jest komunikacja w zespole. to czy jest na daily, czy go nie ma, nie powstrzyma go przed mikrozarządzaniem i nie zahamuje jego toksyczności.

jeszcze wracając do samego czatu to wiadomości na czacie jest zdecydowanie zbyt dużo, żeby się wszystkiemu uważnie przyglądać. nie ma takiego zalewu spamu jak emailami, ale i tak jest dużo szumu. mamy mnóstwo współdzielonych czatów, bo współpracujemy z różnymi zespołami (więc rozdzielamy dyskusje tematycznie). tymczasem na daily nie da się 'zalać' rozmowy wielostronicowym szumem informacyjnym, bo zarządzamy czasem, tzn. grubsze tematy do szczegółowego przegadania oddzielamy od właściwego standupu.

Miang
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1869
0
Wibowit napisał(a):
Miang napisał(a):
Wibowit napisał(a):
jarekr000000 napisał(a):

rozumiem że chodzi o patrzenie co jest wrzucane a nie tylko na ilość
jak pajacom nikt nie zwróci uwagi że pchają gówna to w firmie jest większy problem niż  tylko ilość commitów

mało kto się przejmuje tym jak wygląda historia commitów. ja tego pilnuję, ale jestem wyjątkiem. nie zamierzam być don kichotem i walczyć z wiatrakami porządkować commity wszystkich ludzi.

powinien przełożony kazać ludziom to robić porządnie

jeśli chodzi o zapewnianie jakości to podstawą są u nas testy. testy poprawnościowe, wydajnościowe, ręczne, automatyczne, itp itd. jeśli testy padają lub są niekompletne to biznes nieraz (słusznie) blokuje release'y.

Quis custodiet ipsos qustodes? czyli kto sprawdza te testy i dlaczego jest to łatwiejsze niż sprawdzanie kodu juniorów?

masz jakieś lęki przed publicznością? potrzebujesz 'safe spaces'?

o wrzucanie złośliwości pod moim adresem zamiast komentarza do tego co napisałam. Standupy wygląda podobnie? znaczy hejtowanie ludzi zamiast konstruktywnej krytyki tego co robią?
no tak to lepiej na żywo, bo na piśmie jakby coś było to ktoś jeszcze mógłby mieć kwity na mobbing i po co to komu?

jak nie, jak tak

co nie tak? napisz pełnym zdaniem jak normalny człowiek.

odnosiłam się do tego jeśli to nie skutkuje mikrozarządzaniem czy toksyczymi wstawkami.

ledi12 napisał(a):
Wibowit napisał(a):
ledi12 napisał(a):

brzmi jakbyś miał jakąś nieprzepracowaną traumę i sama obecność menedżera na daily wzbudzała w tobie negatywne emocje. nasze daily jest dla programistów, a menedżerka tylko jest obecna i się nie wtrąca, no chyba, że jest jakieś 'ogłoszenie parafialne', tzn. dostała jakieś info, które należy ogłosić zespołowi, ale nie jest to zależne od tego co komu się udało od ostatniego standupu zrobić.

@ledi12 przybij piątkę, oboje mamy traumę nieprzepracowaną ;)

jak już napisałem, jeśli menedżer jest toksyczny i chce mikrozarządzać itd, to nie ma znaczenia jak zorganizowana jest komunikacja w zespole. to czy jest na daily, czy go nie ma, nie powstrzyma go przed mikrozarządzaniem i nie zahamuje jego toksyczności.

jeszcze wracając do samego czatu to wiadomości na czacie jest zdecydowanie zbyt dużo, żeby się wszystkiemu uważnie przyglądać. nie ma takiego zalewu spamu jak emailami, ale i tak jest dużo szumu. mamy mnóstwo współdzielonych czatów, bo współpracujemy z różnymi zespołami (więc rozdzielamy dyskusje tematycznie). tymczasem na daily nie da się 'zalać' rozmowy wielostronicowym szumem informacyjnym, bo zarządzamy czasem, tzn. grubsze tematy do szczegółowego przegadania oddzielamy od właściwego standupu.

WeiXiao
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 5269
0

@Miang

Standupy wygląda podobnie? znaczy hejtowanie ludzi zamiast konstruktywnej krytyki tego co robią?
no tak to lepiej na żywo, bo na piśmie jakby coś było to ktoś jeszcze mógłby mieć kwity na mobbing i po co to komu?

Jeżeli trafiasz na tak dużą patologię, to czy ktoś robi to za pomocą maila czy scruma, raczej ma drugorzędne znaczenie, bo tobie powinno zależeć aby się stamtąd wydostać.

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
2
Miang napisał(a):
Wibowit napisał(a):
Miang napisał(a):
Wibowit napisał(a):
jarekr000000 napisał(a):

rozumiem że chodzi o patrzenie co jest wrzucane a nie tylko na ilość
jak pajacom nikt nie zwróci uwagi że pchają gówna to w firmie jest większy problem niż  tylko ilość commitów

mało kto się przejmuje tym jak wygląda historia commitów. ja tego pilnuję, ale jestem wyjątkiem. nie zamierzam być don kichotem i walczyć z wiatrakami porządkować commity wszystkich ludzi.

powinien przełożony kazać ludziom to robić porządnie

jest gdziekolwiek w korporacjach taki przełożony? żyjesz w jakimś la la land. w korpo liczy się stabilność produkcji i dotrzymywanie deadline'ów, a nie picowanie commitów. nieeleganckie commity to tylko jeden z wielu problemów jaki jest w korpo. skąd założenie, że korpo będzie traktować zarządzanie commitami priorytetowo? jaki to daje zysk? przedstaw to tak, żebyś przekonała korpo.

jeśli chodzi o zapewnianie jakości to podstawą są u nas testy. testy poprawnościowe, wydajnościowe, ręczne, automatyczne, itp itd. jeśli testy padają lub są niekompletne to biznes nieraz (słusznie) blokuje release'y.

Quis custodiet ipsos qustodes? czyli kto sprawdza te testy i dlaczego jest to łatwiejsze niż sprawdzanie kodu juniorów?

testy ręczne są negocjowane z biznesem (tutaj jest zwykle więcej negocjacji) albo z zespołem (tu jest zwykle mniej, bo to jest rzadkie).

testy automatyczne padają albo przechodzą, ewentualnie są ignorowane. jeśli przechodzą to jest ok, jeśli padają lub są ignorowane to wtedy zespół może się temu przyjrzeć.

stabilność produkcji ma priorytet, a testy już wielokrotnie udowodniły, że się temu przykładają, tzn. było wiele przypadków, kiedy ktoś tam pominął testy automatyczne, bo mu padały, a potem okazało się, że był problem na produkcji i to taki, który powodował także padanie tych testów. inaczej mówiąc - biznes widzi wartość testów, bo ich ignorowanie bezpośrednio przyczyniało się do pogorszenia stabilności produkcji. natomiast nieeleganckie commity nie powodują bezpośrednio żadnych szkód z punktu widzenia biznesu.

masz jakieś lęki przed publicznością? potrzebujesz 'safe spaces'?

o wrzucanie złośliwości pod moim adresem zamiast komentarza do tego co napisałam. Standupy wygląda podobnie? znaczy hejtowanie ludzi zamiast konstruktywnej krytyki tego co robią?
no tak to lepiej na żywo, bo na piśmie jakby coś było to ktoś jeszcze mógłby mieć kwity na mobbing i po co to komu?

napisałem konstruktywny komentarz. ten komentarz to: wieloosobowe spotkanie ma wiele celów, przynosi wlele korzyści. ty wyrywasz jeden cel z kontekstu i się przypieprzasz.

to może rozwinę myśl: gdyby team lead miał się kontaktować z każdym programista osobno i dla każdego musiał robić osobny prywatny mitong to albo musiałby rozpieprzyć sobie dzień albo musiałby wprowadzić jakieś dziwne sztywne super-krótkie spotkania, np. z każdym po 5 minut, jedno po drugim. co jeśli ktoś danego dnia ma mniej lub więcej niż 5 minut do przegadania? co jeśli ktoś się spóźni 5 minut? bez sensu byłoby takie spotkania robić. jeden standup na 0,5h załatwia wiele spraw i daje trochę miejsca do manewrów z czasem.

co do obecności publiczności to nie napisałaś czemu to jest złe, więc się tylko domyślam, że czujesz jakieś lęki. jeśli tak faktycznie jest to problem jest albo z tobą (i powinnaś to przepracować np. ze specjalistą) albo z zespołem (i wtedy trzeba zmienić zespół, albo przynajmniej pogadać z menedżerem, by pomógł rozwiązać ten problem).

jak nie, jak tak

co nie tak? napisz pełnym zdaniem jak normalny człowiek.

odnosiłam się do tego jeśli to nie skutkuje mikrozarządzaniem czy toksyczymi wstawkami.

ledi12 napisał(a):
Wibowit napisał(a):
ledi12 napisał(a):

brzmi jakbyś miał jakąś nieprzepracowaną traumę i sama obecność menedżera na daily wzbudzała w tobie negatywne emocje. nasze daily jest dla programistów, a menedżerka tylko jest obecna i się nie wtrąca, no chyba, że jest jakieś 'ogłoszenie parafialne', tzn. dostała jakieś info, które należy ogłosić zespołowi, ale nie jest to zależne od tego co komu się udało od ostatniego standupu zrobić.

@ledi12 przybij piątkę, oboje mamy traumę nieprzepracowaną ;)

jak już napisałem, jeśli menedżer jest toksyczny i chce mikrozarządzać itd, to nie ma znaczenia jak zorganizowana jest komunikacja w zespole. to czy jest na daily, czy go nie ma, nie powstrzyma go przed mikrozarządzaniem i nie zahamuje jego toksyczności.

napisałem, że menedżerka jest obecna na standupach, ale nie zajmuje się mikrozarządzaniem i nie robi toksycznych wstawek. czego nie rozumiesz? czemu usilnie próbujesz wmówić, że jest inaczej? co chcesz w ogóle osiągnąć?

jeszcze raz powtórzę, że jeśli menedżer jest toksyczny i mikrozarządza, to nieważne jakie robicie spotkania i jak często. najwięcej toksyczności i mikrozarządzania miałem w pierwszym menedżerem w obecnym projekcie i to nie miało absolutnie żadnego związku ze standupami czy innymi spotkaniami zespołowymi. ta toksyczność i mikrozarządzanie była w sytuacji, gdy siedzieliśmy obok siebie i odbywała się 1:1, tzn. niby bez 'publiczności' (tej niby ze standupów), ale w sumie i tak ludzie siedzili obok, bo to były czasy chodzenia do biura.

KamilAdam
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Silesia/Marki
  • Postów: 5674
5

Ja do kościoła nie chodzę więc nie wiem co to znaczy spowiadać się, zwłaszcza w kontekście projektu IT. Księdza u nas jeszcze nie zatrudnili.
Dziś na daili powiedziałem dwa zdania: zaraz skończę task A. A potem będę robić task B na co kierownik techniczny mi powiedział Task B jest wazniejszy. Jego zrób pierwszy. I potem się rozeszliśmy i zaczałem robić task B

Miang
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1869
0

@Wibowit brakowalo disclaimera w Twpojej wypowiedzi"

dotyczy korpo gdzie klepiemy crudy i nie mamy nic do gadania bo decyduje centrala za granicą a menażeria przyłazi na daili bo jest tu tylko jako fasada i jej się nudzi w pracy"

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
4
Miang napisał(a):

@Wibowit brakowalo disclaimera w Twpojej wypowiedzi"

dotyczy korpo gdzie klepiemy crudy i nie mamy nic do gadania bo decyduje centrala za granicą a menażeria przyłazi na daili bo jest tu tylko jako fasada i jej się nudzi w pracy"

nie. nie brakowało takiego disclaimera.

masz jakieś własne wyobrażenia n.t. roli menedżera i dlatego wyciągasz wnioski z czapy. tymczasem w różnych projektach jest różnie. nasza obecna menedżerka zespołu nie jest od rozdzielania zadań i monitorowania postępów prac. tym zajmuje się tech lead / team lead (de facto jeden ogarniacz jest swoistym kapitanem zespołu) oraz menedżerzy biznesowi (część z nich jest w PL, a część w UK) - tyle, że tych menedżerów interesuje jakie są ogólne postępy z konkretnym zadaniem, a nie co kto ile zrobił (w sensie z podziałem na członków zespołu). menedżerka zespołu przychodzi na daily, bo rozmawiamy o różnych rzeczach, nie tylko ściśle technicznych i dlatego jej obecność może się czasem przydać. jeszcze raz powtórzę, że nie rozliczam własnej menedżerki ze sposobu w jaki spędza czas i nie mam ochoty w ogóle dowiadywać się co robi cały dzień. to nie moja sprawa.

coś jeszcze chcesz wiedzieć czy może nadal będziesz produkować niestworzone historie?

TO
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 18
0
KamilAdam napisał(a):

Ja do kościoła nie chodzę więc nie wiem co to znaczy spowiadać się, zwłaszcza w kontekście projektu IT. Księdza u nas jeszcze nie zatrudnili.
Dziś na daili powiedziałem dwa zdania: zaraz skończę task A. A potem będę robić task B na co kierownik techniczny mi powiedział Task B jest wazniejszy. Jego zrób pierwszy. I potem się rozeszliśmy i zaczałem robić task B

Dobre 😄

Krótko i do pracy.

loza_prowizoryczna
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1628
1

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

PI
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 2786
0

Ostatni raz zmergowałem MRa 4 godziny temu, popełniłem następujące commity:...

PP
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 140
0

Ja jeszcze często mówię ze skruchą przed kadrą menedżerską i analitykami - "postaram się pod koniec dnia dać do review"

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.