@Adamkrolikowski4: Ryzyko, że wpadniesz jest niewielkie, ale jest. Ogólnie, to dyplom uczelni, zwykle nie ma żadnego znaczenia jeśli chodzi o rekrutację w IT. Wyjście na jaw kłamstwa na etapie rekrutacji jest podstawą do zwolnienia dyscyplinarnego, a bezprawne posługiwanie się stopniem naukowym jest wykroczeniem (1000 zł). Podrobienie dokumentów to już odpowiedzialność karna.
Wyobraźmy sobie taką sytuację:
- W CV z jakiegoś powodu wpisuję sobie np.
mgr, którego nie mam
- Przechodzę rozmowę kwalifikacyjną i kadry proszą mnie o dyplom (do jakiegoś tam urlopu, czy coś).
- Idę w zaparte i robię sobie w fotoszopie podróbkę
- Wysyłam kadrom, żeby mieć spokój
- Coś tam robię, zmieniam pracę na inną w lepszej, lub gorszej atmosferze, tego nigdy nie wiadomo na począt
- Dowód przestępstwa jest przechowywany bodajże 50 lat u poprzedniego pracodawcy.
Po co mi to? Niech się zdarzy ta jedna sytuacja na tysiąc, gdzie zakontraktowali mnie jakiemuś klientowi, który wymagał akurat, żeby dać mu ludzi z magistrem, coś walnęło i rozpoczyna się szperanie w umowach, kto winien, kto gdzieś nie postawił kropki i oszustwo wychodzi na jaw.
Background screening jest wykonywany za zgodą kandydata, tylko jak się na to nie zgodzisz, to nie zostaniesz dopuszczony do rekrutacji. Zresztą w całym tym sprawdzeniu, często nie chodzi o to, czy faktycznie gdzieś studiowałeś, pracowałeś itd. tylko zwyczajnie, czy jesteś tą osobą, za którą się podajesz (głośna sprawa z ochroniarzem, który zatrudnił się pod fałszywą tożsamością). Zwyczajnie pracodawca sprawdza, czy masz jakąś historię.
---edit
Jak już komuś naprawdę doskwiera brak dyplomu, a gdzieś studiował, to zawsze można napisać w edukacji, że "studia takie a takie, na uczelni takiej a takiej".