@archu, stwierdzenie, że "studia to nie szkoła zawodowa" nie oznacza, że "studia mają nie przygotowywać do zawodu". Tu chodzi o ludzi, którzy chcieliby zostać nauczeni na studiach wyłącznie konkretnych technologii, z pominięciem podstaw informatyki. Oni w rzeczywistości wcale nie byliby przygotowani do zawodu, chociażby dlatego, że bez zrozumienia czym jest indeks w bazie danych, nie można jej efektywnie zaprojektować, ani nie można napisać efektywnego algorytmu, jeśli się nie rozumie czym jest złożoność. To nie znaczy, że studia mają nie przygotowywać do zawodu - oczywiście, że powinny. Niestety tak się nie dzieje z różnych przyczyn: nadmiaru studentów w stosunku do kadry, niewielu praktyków wśród kadry, nakazowi pracy dydaktycznej także dla ludzi, którzy się do niej nie nadają, a także niechęci do współpracy ze strony firm.
Tak jak pisałem wcześniej powodem problemu jest wysokie bezrobocie, oraz bezsensowny system szkół wyższych, gdzie płaci się za studenta bez względu na to co i jak efektywnie studiuje, więc szkoły wyższe chętnie tworzą tanie kierunki niewymagające laboratoriów, wyjazdów w teren i innych kosztów, a przyciągają wielu naiwniaków (przyszłych darmowych stażystów i bezrobotnych).
No, ale przecież to nie bezrobocie jest przyczyną istnienia istnienia bezpłatnych staży. Bezrobocie młodych, podobnie jak i bezpłatne staże są efektem bezsensownego szkolnictwa. Bezpłatne staże istnieją dlatego, że studentów jest za dużo, i niewiele umieją. Gdyby wyższe wykształcenie miało 10-20% populacji, to problemu by nie było, bo wszyscy byliby na tyle dobrzy, żeby pracować za pieniądze. Bezrobocie też byłoby niższe, bo reszta zamiast iść na studia, poszłaby do zawodówek i techników, więc mogliby się zająć hydrauliką i strzyżeniem włosów, bo teraz w tych branżach ludzi jest za mało.
Dyplomy dla KAŻDEGO! A później przyjdzie taki idiota z papierkiem i nie weźmie byle pracy, o nie, bo "on ma magistra". Wartość dyplomów została zdeprecjonowana, bo co z tego, że inteligentni i wartościowi ludzie również kończą uczelnię, skoro giną w zalewie hołoty legitymującej się identycznymi "kwalifikacjami".
Przypomnę tylko, że stoją za tym Jerzy Buzek i Mirosław Handke, i było to zgodne z "wytycznymi" UE. Austria nie próbowała tego robić, więc u nich bezrobocie w tej grupie wynosi 5%, nie 30 jak u nas.
@Darck - czy Ty w ogóle przeczytałeś o czym ja pisałem? Dlaczego młody Polak nie wie jak prowadzić własną firmę? Bo nikt go tego nie nauczył, był zajęty uczeniem się tego jaką budowę ma pantofelek i ameba oraz czym się różnią chmury pierzaste od kłębiastych. Czy naprawdę uważasz, że w szkole nie powinno być takich przedmiotów jak: finanse, przedsiębiorczość, umiejętności miękkie. Przecież to są uniwersalne umiejętności które przydadzą się każdemu, bez względu na późniejszą karierę zawodową...
Nie mam nic przeciwko przedsiębiorczości w szkole, ale mnie też nikt nie nauczył jak założyć firmę. Poświęciłem jeden wieczór, żeby użyć Google i zdobyć wszystkie informacje na ten temat. Jeśli ktoś nie potrafi znaleźć takich informacji to naprawdę lepiej niech myje talerze, bo z prowadzeniem firmy sobie nie poradzi.
@xfin - w 2011 roku w Polsce było 380 zamkniętych zawodów.
A ile jest teraz? I ile ma być docelowo?
Gadanie o "wolnym rynku" w kraju gdzie go w ogóle nie ma jest śmieszne.
Wolnego rynku nie ma nigdzie, więc w ogóle o nim nie rozmawiajmy.
Przecież nawet uczelnie prywatne muszą uzyskać akredytacje, nie mogę sobie otworzyć własnej uczelni, z własnym autorskim programem, choć mogłoby się okazać, że absolwenci takiej uczelnie są lepiej przygotowani i lepiej sobie radzą na rynku.
Oczywiście, że możesz. Nie możesz jedynie dać swoim absolwentom państwowego tytułu i dyplomu z godłem, co jest raczej słuszne. Czymś się szkoła/uczelnia od kursu w końcu różni. I to jest zupełnie inny problem niż nadmiar zamkniętych zawodów.
Pokrótce adwokat szuka aplikanta, który będzie pracował za darmo przez pierwsze 2 miesiące, a później pracował za grosze.
Sorry, ale Ty oczekujesz przyzwoitości od prawnika? :D