Nie "mogę się z tym nie zgodzić", tylko muszę napisać, że te twoje dwa screeny to jest tępa manipulacja. Nie porównujesz naśmiewania się z katolicyzmu do naśmiewania się z symboli kultury Izraela, ty porównujesz rozwieszanie plakatów do akcji z gaśnicą.
Nie naśmiewanie się z symbolu kultury - tylko zgaszenie tego symbolu kultury. Możesz nazywać porównanie manipulacją. Ale nie unikniesz porównywania jednych wydarzeń do innych choćbyś nie wiem jak chciał skupić się na Braunie i przemilczeć inne podobne wydarzenia.
Nic nie uważam poza tym, że to w żaden sposób nie usprawiedliwia działań Brauna. Możesz sobie pisać o wzajemności, o czymkolwiek - ale to nie zmienia faktu, że mówimy o Braunie, który sprzeciwił się decyzji władz Sejmu odpalając gaśnicę.
Niby dlaczego miałby się sprzeciwić? Sejm NIE MA władz, jest organem kolegialnym. To że w ramach regulaminu niektórzy posłowie mają dodatkowe role (np. marszałka czy szefa komisji) nie oznacza że są jakąś władzą, tylko ORGAZNIZUJĄ PRACĘ. A moim osobistym zdaniem w sprawie różnych wydarzeń kulturalnych nie związanych z pracą sejmu powinni byli zasięgnąć opinii posłów a nie samowolnie próbować coś decydować.
Opisujesz tą historię trochę jakby Trzaskowski zamówił dziwki do magistratu i nagle ktoś mu się "sprzeciwił". To nie tak.
Nie wierzę, że ty piszesz co piszesz. Albo całkowicie nie ogarniasz prawa, albo celowo i świadomie piszesz głupoty.
Oooo... wątek gaśnicy magiczne zniknął i pojawił się wątek zastępczy...
- Posłowie NIE są nietykalni. Jeśli poseł coś odwala to można go powstrzymać - a organy przymusu mają taki obowiązek (tutaj pytanie, dlaczego Straż Marszałkowska nie zareagowała - choć powinna). Zgodnie z wyrokiem TK - immunitet powinien zagwarantować posłowi wykonywanie mandatu poselskiego, a nie bezkarność i robienie czego ci się tam chce: https://www.saos.org.pl/judgments/205474 -
Nietykalność parlamentarna, podobnie jak i immunitet, nie ma służyć zapewnieniu bezkarności parlamentarzysty w przypadku zachowania naruszającego porządek prawny, a ma jedynie służyć zapewnieniu możliwości wykonywania przez parlamentarzystę jego mandatu. . Jak można sądzić, że poseł może wejść ci do mieszkania i nasrać na środku to nie wiem.
Owszem - nie są nietykalni, ale trzeba wykazać że kopanie i szarpanie parlamentarzysty za marynarkę ma jakiś sens prawny. I tu podejrzewam że sztab prawny Brauna dobrze się przygotował na taką ewentualność.
- A co do tego, czy to była napaść czy nie - art. 25 kk, paragraf 1 i być może 3. Jeśli jakiś typ wparuje ci do domu z gaśnicą i zacznie ją walić po twoim mieszkaniu to masz prawo go spróbować powstrzymać bez bycia posądzonym o napaść.
Nooo... gdyby to był np. policjant to najpierw powinieneś sprawdzić podstawę prawną jego działania a dopiero później jak jej nie dostaniesz możesz próbować obrony koniecznej.
Skoro wspominasz o domu - nie zapomnij kto jest gościem a kto gospodarzem, bo coś ci się role odwróciły.
Wydaje mi się, że stanie z kartką w kościele jest czymś innym niż akcja z gaśnicą w parlamencie więc dopuszczam myśl, że inne Prezydium Sejmu mogło potraktować to inaczej niż obecne. Nie wiem po cholerę udajesz, że to są bliźniacze sprawy.
Ponieważ wiele osób próbuje oszukańczo naciągnąć hanukę pod święto religijne, staram się porównać różne zakłócania uroczystości religijnych.
Proszę o formalne zatwierdzenie roli "szeregowego prezesa".
To, co piszesz sprowadza się własnie do tego: że prezes partii, która wygrała wybory, de facto rządzi, ponieważ członkowie jego partii porozrzucani po Sejmie, ministerstwach itp wykonują jego polecenia. Może on nawet związać poslów swej partii dyscypliną i kazać im głosować tak, jak on chce.
To się nazywa ustrój parlamentarno-gabinetowy, który lemingi mylą z trójpodziałem władzy. Prezes wybiera posłów którzy wybierają rząd, sędziów i członków wszystkich "niezależnych niby instytucji". Dodatkowo żeby wyborcy nie pomyśleli że mają coś do gadania - przepisy zakazują instrukcji wyborczych czyli zobowiązania posła do realizacji obietnic, a dopuszczają tzw. dyscyplinę partyjną czyli podległość i zależność posła od prezes.
Zazwyczaj, choć nie zawsze prezes partii, która wygrała wybory zostaje premierem. Wówczas formalnie skupia w swoim ręku całą władzę wykonawczą, ale już formalnie nie powinien mieć wladzy ustawodawczej, tym czasem de facto władze ustawodawczą posiada. Trójpodział jest więc fikcją, bo co najmniej cała władza ustawodawcza jak i wykonawcza jest skupiona w ręku jednej osoby. Tak postępował m.in. Tusk. Sytuacja, że prezydent jest lojalny wobec własnej formacji politycznej także nie jest wyjątkiem, wystarczy wspomnieć Komorowskiego czy Kwaśniewskiego.
PiS posunął się nieco dalej: Kaczyński nie został premierem, nie powinien mieć więc z formalnego punktu widzenia władzy wykonawczej, podczas gdy tak jak Tusk przed nim skupiał w swym ręku całą ustawodawczą jak i wykonawczą, miał tez wpływ na prezydenta.
Tyle, że za ten stan rzeczy Kaczyńskiego szeroko potępiano. A Ty tymczasem teraz proponujesz, by klub parlamentarny odpowiadał za swego posła. To może już zupełnie formalnie i jawnie skończmy z fikcją, że politycy danej partii sa w jakikolwiek sposób samodzielnymi, niezależnymi jednostkami, tylko formalnie klepnijmy rzeczywistość, że wszyscy sa tylko pionkami szefa własnej partii i on to odpowiada za wszystkich i wszystkim rozkazuje?
Możemy iść jeszcze krok dalej w absurdach - może np. za działania posła powinni odpowiadać ci co stali jak barany w patio i nic nie robili?
Albo np. dziennikarze filmujący wydarzenie?