Ja bym rozróżnił dwie sprawy: samego wirusa i działanie rządów.
Działanie rządów, w tym naszego rządu, wiadomo, chaos totalny, jakieś zakazy wejścia do lasu, kary i inne tego typu "nowinki". I to wszystko przy małej ilości przypadków, teraz zbliżają się do rekordu dziennego i luzowane są obostrzenia. Logika? No żadna. Przemianowywanie szpitali na jednoimienne, anulowania zabiegów (znam kilka przypadków, że nowotworów z tego powodu nieoperowano, co rzecz jasna pogarsza rokowanie). No i oczywiście politycy bez dystansu i masek, kiedy sami to wymagają i wprowadzają rozporządzenia. Także strona "organizacyjna" leży i kwiczy, po prostu za naszego życia historia czegoś takiego nie zrobiła i wszyscy się pogubili, jedni mniej, drudzy więcej. Nie usprawiedliwiam absolutnie naszego rządu (miał czas się przygotować, a i tak nawalił), ale sporo świata stanęło teraz na głowie. No i te nasze sanepidy i procedury - no można tu powieści pisać i filmy kręcić (mam w rodzinie lekarzy, pielęgniarki i kierowników sanepidów, więc nie biorę opinii z tyłka)
Jeśli chodzi o samego wirusa - ciekawy jest argument o jego "niegroźności", z ust "ekspertów", jak znamy go z pół roku może. Przypominam tylko, że jeśli chodzi o niektóre choroby, które znamy od lat, patrz: odra, grypa, ebola, żółta febra (wymieniam wirusowe) wciąż wychodzą nowe badania, o nowych interakcjach z lekami (złymi i dobrymi interakcjami), nowych powikłaniach i w ogóle szczepach (patrz ebola np). Generalnie, jak chodzi o choroby wirusowe, które znamy od lat, raczej wciąż więcej i nich nie wiemy, niż wiemy. Ale czasem mamy szczepionki, co normalnym ludziom bardzo pomaga, tym od folii, to już niekoniecznie.
A tu mamy zupełnie nowego wirusa, który używa zupełnie "nowego" białka celem dostania się do komórki, mamy go ledwie pół roku na świecie i już jest "niegroźny", bo dużo osób przeszło bezobjawowo, lub jak już, to "taka se grypa". Tylko przypomnę, że 100% chorób nowotworowych przebiega "bezobjawowo" (w początkowej fazie), nie wiem czy "niegroźni" to wiedzą.
Ja ciągle czytam badania ostatnio, część ląduje na HackerNews, że np. niektórych w "lekkich" przebiegach uszkodzeniu uległy nerki, wątroba lub np. mózg (w jakiś sposób).
Jest inny koronawirus - MERS, znamy go od 2012, który ma śmiertelność 30%, ale nie przenosi się tak sprawnie. Genowo jest bardzo podobny do SARS-COV2. Poza tym, jak ktoś zna mechanizm replikacji wirusa, to wie, że nigdy nie powstaje kopia 1:1, być może np. w pewnych lokalizacjach powstały mutacje znacznie groźniejsze, które "wybiły" kilka osób lokalnie, a potem szybko wygasły, co nie zostanie zauważone na tle całej pandemii. Tego nigdy nie wiadomo, bo nie bada się dokładnie szczepu każdego zmarłego, bo to są niewyobrażalne środki, by za każdym razem pełny genom sekwencjonować.
I nie twierdzę, że wirus jest groźny lub nie jest groźny - sami eksperci tego nie wiedzą, za mało danych, za mało badań, za mało czasu. Bo bezobjawowe przechorowanie nic nie znaczy jeszcze. A niestety tragedią tego świata jest to, że ludzie pokorni i mądrzy zawsze są pełni wątpliwości, zawsze są ostrożni w osądach, a Ci z drugiej strony barykady już nie - bo oni mają proste rozwiązania na skomplikowane problemy, zawsze. A życie, to nie film "epidemia", gdzie superszybki ebola zabija w filmowe 2 dni 100% chorych i krew ściele się gęsto i to jest wtedy ten "groźny" wirus, a wirus grypy jest wówczas zupełnie "niegroźny" w takim porównaniu.