Spokojnie. Koronawirus odsieje starych i chorych, zostaną zdrowi i nie będzie kogo leczyć
Koronawirus - zalety
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
Jeśli problem istnieje, to znaczy, że cel nie został osiągnięty.
Efektem działania, w zależności od choroby, jest albo wyleczenie albo ustabilizowanie i wdrożenie odpowiedniej terapii pozwalającej na dalsze życie.
A ja cały czas piszę o tym, że najpierw chorobę trzeba wykryć i wpisać to do papierów. A że można wykryć i wyleczyć poboczne choroby, które nie załatwiają oryginalnego problemu to i statystyki można sobie względnie łatwo polepszyć. Narzekanie pacjenta nie zawsze oznacza chorobę i w ten sposób można się wykręcić.
Owszem, mam. Płacenie za efekt.
No to albo doprecyzowujesz wymagania w przerośniętych księgach (rozpisujesz uprzednio każdy oceniany przypadek) albo masz dużą siłę perswazji (ale wtedy sposób rozliczania i tak schodzi na dalszy plan). Super szczegółowe wymagania też są złe, bo zamiast kierować się rozsądkiem wykonawca koncentruje się na rygorystycznych zasadach.
Albo jakiś bardziej IT przykład: załóżmy, że zatrudniam programistę do wykonania programu. Jak mu zapłacić za efekty? Jak dogadać się w kwestii słuszności podejścia do rozwiązania czy jakości kodu?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Meini napisał(a):
Płacenie za efekt? Ale wiesz, że nie ma gwarancji powodzenia leczenia? I że są choroby nieuleczalne, a dobre leczenie może i tak nie dać efektu?
Oczywiście, że nie wiem. Przecież wcale 6 godzin temu nie napisałem tego zdania: Efektem działania, w zależności od choroby, jest albo wyleczenie albo ustabilizowanie i wdrożenie odpowiedniej terapii pozwalającej na dalsze życie.
Wyciąganie z kontekstu zawsze wygodne, ale nie jest dobrą formą prowadzenia dyskusji. Powtórzę jeszcze raz: wiele rzeczy można byłoby poprawić łatwiej, np. płacąc szpitalom za efekty, a nie za osobołóżka czy liczbę wykonanych zabiegów.
Efektem działania systemu powinno być to, że ludzie mający wcześniej problemy zdrowotne stają się ludźmi bez problemów zdrowotnych, albo ze zminimalizowanym wpływem tych problemów na życie. Nieważne jakie procedury i badania szpital wykona, ani ile dni pacjent w nim spędzi. Liczy się efekt.
Tak samo jak dla mnie nie ma znaczenia, czy malarz będzie kładł tynk maszyną przez 4h dziennie, czy językiem całą dobę. Ważne, żeby ściana była równa i nadawała się do malowania.
Wibowit napisał(a):
A ja cały czas piszę o tym, że najpierw chorobę trzeba wykryć i wpisać to do papierów. A że można wykryć i wyleczyć poboczne choroby, które nie załatwiają oryginalnego problemu to i statystyki można sobie względnie łatwo polepszyć. Narzekanie pacjenta nie zawsze oznacza chorobę i w ten sposób można się wykręcić.
Przypadki diagnostyczne z Dr House'a nie są elementem moich rozważań, ja jedynie podałem przykład poprawienia efektywności działania akurat szpitali.
Przykład najprostszy do zrozumienia (oczywiście liczby i choroby z czapy, chodzi o ideę).
Co roku mamy w Polsce np. 5 tys pacjentów ze stulejką. Mimo, że to jest do zrobienia w dzień, to ponieważ obecnie ktoś wymyślił, że każdy ze stulejką musi leżeć w szpitalu 7 dni, to zużywamy na nich 35 tys osobodni pracy szpitala. Do tego zabieg kosztuje 500 zł, ale NFZ płaci za niego tylko 200 zł. Za to koszt wykonania lewatywy to 100 zł, ale NFZ płaci 150 zł. A więc szpital, żeby wyjść na zero, każdemu pacjentowi ze stulejką robi 6 lewatyw.
Gdyby to doprowadzić do normalności i płacić za efekt (czyli brak stulejki), to zaoszczędzono by 30 tys lewatyw i 30 tysięcy dni szpitalnych.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
Gdyby to doprowadzić do normalności i płacić za efekt (czyli brak stulejki), to zaoszczędzono by 30 tys lewatyw i 30 tysięcy dni szpitalnych.
Skoro efekt jest ważny to można od razu z grubej rury:
- swędzenie stopy = amputacja
- ból w kolanie = amputacja
- ból w łokciu = amputacja
- ból macicy/ jajników/ etc = amputacja (to podobno akurat się nawet dość często zdarza, tzn wielokrotnie częściej niż faktycznie było potrzebne, bo można było leczyć przez jakiś czas zamiast od razu amputować)
- jakikolwiek ból zęba = wyrwanie zęba
- itd
Efekt = brak oryginalnego problemu.
Liczy się efekt. Tak samo jak dla mnie nie ma znaczenia, czy malarz będzie kładł tynk maszyną przez 4h dziennie, czy językiem całą dobę. Ważne, żeby ściana była równa i nadawała się do malowania.
Im bardziej się znasz tym lepiej jesteś w stanie ocenić efekt, ale i tak jeśli tynkarz np zrobi złą zaprawę lub źle przygotuje ścianę do tynkowania to tynk odleci po kilku miesiącach. Co wtedy? Efekt już dawno oceniony jako bardzo dobry. Oczywiście w przypadku budowlańców jest łatwiej, bo o ile na zdrowie typowego człowieka ma mocno wpływ tryb jego życia o tyle sposób użytkowania budynku ma w praktyce na niego wpływ dużo mniejszy (bo typowo ludzie zachowują się rozsądnie i nie rozwalają budynków w których mieszkają).
Przypadki diagnostyczne z Dr House'a nie są elementem moich rozważań, ja jedynie podałem przykład poprawienia efektywności działania akurat szpitali.
A co jest elementem twoich rozważań? Twoje bajecznie proste założenia nijak się mają do chociażby mojej historii chorób:
- krótkowzroczność. Mam problem z rozpoznaniem ludzi z kilku metrów, ale jak idę do okulistek to stwierdzają, że "komputer powiedział, że okulary są dobrze dopasowane", więc siłą rzeczy muszę widzieć dobrze. Kto ma rację i kto ma oceniać efekt?
- nerwobóle w łokciach. Po operacji łokci wcale nie odczułem gigantycznej ulgi (w sensie pewna jest, ale szału nie ma), wiele problemów pozostało, pewne nawet się nasiliły. Doktor powiedział, że gdyby nie operować to potencjalnie mógłbym mieć paraliż rąk. Po wcześniejszej rehabilitacji szyi też była pewna ulga (bo, jak już napisałem, są to rzeczy w pewien sposób powiązane i problemy z kręgosłupem szyjnym i mięśniami szyi mogą wpływać na nerwy wychodzące z tej części kręgosłupa), ale to przecież nie dotykało właściwego problemu.
- krzywa przegroda nosowa. Każdy ma trochę krzywą przegrodę, ale nie każdy ma trudności z oddychaniem, ciągły katar, regularne stany zapalne, etc Na razie ociągam się z operacją, ale żeby zebrać dokumentację przekonującą lekarzy do operacji trzeba się nieźle namęczyć. Miałem tomografię i kilka rynomanonetrii. W jednej rynomanometrii wychodzi na to, że łatwo oddycham, w innej że prawie się duszę i w związku w tym powtarzałem to.
- itp itd
Nie bardzo tu widzę jak obiektywnie stwierdzić efekt. Narzekający pacjent = obcięcie pensji lekarzowi? Czy może jakoś inaczej? Zakładasz, że źródło problemu można zawsze bez pomyłek odnaleźć, a efekt poprawnych działań jest zawsze murowany i książkowy. Chociaż i tutaj trudno zdefiniować co oznacza "poprawne działania" dla każdego przypadku. Definicja intuicyjna jest mało wartościowa.
W których krajach płaci się za efekt tak ja proponujesz? Jak efektywność służby zdrowia w tych krajach ma się do pozostałych krajów o podobnym stanie dofinansowania służby zdrowia. Teoria, a praktyka to zupełnie dwie różne rzeczy i widać to n.p. po tym, co programiści obiecują i w jakim czasie, a potem porównując to z tym co dostarczyli i jak bardzo się z tym spóźnili. Chciałbym wiedzieć jakie w praktyce problemy rodzi twoje podejście.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
somekind napisał(a):
Meini napisał(a):
Płacenie za efekt? Ale wiesz, że nie ma gwarancji powodzenia leczenia? I że są choroby nieuleczalne, a dobre leczenie może i tak nie dać efektu?
Oczywiście, że nie wiem. Przecież wcale 6 godzin temu nie napisałem tego zdania:
Efektem działania, w zależności od choroby, jest albo wyleczenie albo ustabilizowanie i wdrożenie odpowiedniej terapii pozwalającej na dalsze życie.Wyciąganie z kontekstu zawsze wygodne, ale nie jest dobrą formą prowadzenia dyskusji. Powtórzę jeszcze raz:
wiele rzeczy można byłoby poprawić łatwiej, np. płacąc szpitalom za efekty, a nie za osobołóżka czy liczbę wykonanych zabiegów.
Efektem działania systemu powinno być to, że ludzie mający wcześniej problemy zdrowotne stają się ludźmi bez problemów zdrowotnych, albo ze zminimalizowanym wpływem tych problemów na życie. Nieważne jakie procedury i badania szpital wykona, ani ile dni pacjent w nim spędzi. Liczy się efekt.
Ok, czyli gdy pacjent z problemami zdrowotnymi pomimo leczenia umrze, to ty byś nie płacił, bo nie ma efektu. Dobrze rozumiem? Jak nic mu się nie poprawi, to też byś nie płacił, nieważna cała reszta. Jak mu wdrożą inne leczenie, a pogorszy się po nim, to też nie ma efektu i za to nie płacić. To proponujesz?
To ci powiem, do czego to doprawadzi. Szpitale będą leczyć tylko przypadki łatwe, gdzie efekt jest pewny. Ciężkie przypadki w ogóle nie będą podejmowane, bo leczenie może być długie, żmudne i drogie a na koniec nie będzie żadnego efektu i nfz nie zapłaci.
Zbytnio idealizujesz i zakładasz, że da się obiektywnie ocenić, czy leczenie było prawidłowe, czy nie. To nie tynkowanie ścian, taka ocena może być albo bardzo trudna, albo niemożliwa. A samo ocenianie efektu końcowego (czy poprawiło się, czy nie) to totalny bezsens.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 6968
Meini napisał(a):
To ci powiem, do czego to doprawadzi. Szpitale będą leczyć tylko przypadki łatwe, gdzie efekt jest pewny. Ciężkie przypadki w ogóle nie będą podejmowane, bo leczenie może być długie, żmudne i drogie a na koniec nie będzie żadnego efektu i nfz nie zapłaci.
I jeszcze będą pozwy od rodziny zmarłego :]
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Wibowit napisał(a):
Gdyby to doprowadzić do normalności i płacić za efekt (czyli brak stulejki), to zaoszczędzono by 30 tys lewatyw i 30 tysięcy dni szpitalnych.
Skoro efekt jest ważny to można od razu z grubej rury:
- swędzenie stopy = amputacja
- ból w kolanie = amputacja
- ból w łokciu = amputacja
- ból macicy/ jajników/ etc = amputacja (to podobno akurat się nawet dość często zdarza, tzn wielokrotnie częściej niż faktycznie było potrzebne, bo można było leczyć przez jakiś czas zamiast od razu amputować)
- jakikolwiek ból zęba = wyrwanie zęba
- itd
No cóż, skoro sprowadzasz dyskusję do absurdu, to znaczy, że nie chcesz jej kontynuować, więc nie będę już męczył.
Meini napisał(a):
Ok, czyli gdy pacjent z problemami zdrowotnymi pomimo leczenia umrze, to ty byś nie płacił, bo nie ma efektu. Dobrze rozumiem? Jak nic mu się nie poprawi, to też byś nie płacił, nieważna cała reszta. Jak mu wdrożą inne leczenie, a pogorszy się po nim, to też nie ma efektu i za to nie płacić. To proponujesz?
Jesteś jakoś spokrewniony z Wibowitem?
Napisałem już kilka razy, co proponuję - płacenie za efekt, nie za dni spędzone przez osobę w szpitalu, czy konkretne procedury zgodnie z cennikiem nieuwzględniającym ich realnych kosztów.
To ci powiem, do czego to doprawadzi. Szpitale będą leczyć tylko przypadki łatwe, gdzie efekt jest pewny. Ciężkie przypadki w ogóle nie będą podejmowane, bo leczenie może być długie, żmudne i drogie a na koniec nie będzie żadnego efektu i nfz nie zapłaci.
Świetnie obalasz urwane z choinki argumenty, które sam stawiasz, bo ja niczego takiego nie proponowałem.
Zbytnio idealizujesz i zakładasz, że da się obiektywnie ocenić, czy leczenie było prawidłowe, czy nie.
W ogóle nie pisałem nic o ocenianiu prawidłowości leczenia.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
@somekind:
Czy którykolwiek kraj na świecie wdrożył pomysł, który proponujesz?
Znalazłem coś takiego Pay for performance (healthcare) ale nie nastraja optymistycznie:
Pay for performance systems link compensation to measures of work quality or goals. Current methods of healthcare payment may actually reward less-safe care, since some insurance companies will not pay for new practices to reduce errors, while physicians and hospitals can bill for additional services that are needed when patients are injured by mistakes.[1] However, early studies showed little gain in quality for the money spent,[2] as well as evidence suggesting unintended consequences, like the avoidance of high-risk patients, when payment was linked to outcome improvements.[3][4]
avoidance of high-risk patients w zasadzie potwierdza to o czym pisałem.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Borze jedyny.
To nie jest żaden "pomysł do wdrożenia". Z mojej strony to był jedynie przykład jednego z wielu absurdów w polskim systemie, który należałoby naprawić.
Jeśli komuś obecny system pasuje i uważa za sensowny, to spoko i gratulacje, niech sobie żyje. Oby w zdrowiu.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
somekind napisał(a):
Napisałem już kilka razy, co proponuję - płacenie za efekt, nie za dni spędzone przez osobę w szpitalu, czy konkretne procedury zgodnie z cennikiem nieuwzględniającym ich realnych kosztów.
A ja ci piszę już po raz kolejny, że płacenie za efekt to głupi pomysł, bo są takie przypadki, gdy zapłacić trzeba nawet wtedy, gdy nie ma efektu, bo poprawa nie nastąpiła. Ty w odpowiedzi piszesz znów, że chcesz płacić za efekt. Zacięta płyta czy co? Za efekt możesz płacić wtedy, gdy masz pewność, że brak efektu wynika tylko i wyłącznie ze złej pracy. W medycynie tak nie jest i dlatego pomysł uważam za głupi. Nie jesteś w stanie zmierzyć efektu, jakkolwiek rozumianego, a jeśli się to uda zrobić obiektywnie w każdym przypadku, to będzie wymagać takich środków, że koszty przerosną to, co miałeś zwrócič za leczenie.
I jeszcze raz powtórzę: szpitale tak będą się bać negatywnej oceny efektu leczenia, że trudne przypadki nie będą w ogóle podejmowane. Czyli na fundusz wyleczysz co najwyżej katar
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
@somekind:
Czyli to jest trochę taki problem XY. Widzisz nieprawidłowe ceny w cennikach i zamiast je wprost skorygować proponujesz eksperymentalny system oceniania pracy personelu medycznego.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Meini napisał(a):
A ja ci piszę już po raz kolejny, że płacenie za efekt to głupi pomysł, bo są takie przypadki, gdy zapłacić trzeba nawet wtedy, gdy nie ma efektu, bo poprawa nie nastąpiła.
A ja nie twierdzę, że to dotyczy wszystkich przypadków. Ja napisałem, że to jest to przykład likwidacji absurdów w pewnych aspektach działania szpitali, a nie kompleksowy pomysł na reformę całego systemu.
Ty w odpowiedzi piszesz znów, że chcesz płacić za efekt. Zacięta płyta czy co?
Tak, będę powtarzał, co napisałem, dopóki nie zaczniecie wszystkiego czytać ze zrozumieniem i nie przestaniecie sobie dopowiadać.
I jeszcze raz powtórzę: szpitale tak będą się bać negatywnej oceny efektu leczenia, że trudne przypadki nie będą w ogóle podejmowane. Czyli na fundusz wyleczysz co najwyżej katar
Ja się z Tobą zgadzam. Powiem nawet, że doskonale obalasz swoje argumenty, bo z mojej strony one nie padły. Czuję się wręcz zbędny w tej dyskusji.
Wibowit napisał(a):
@somekind:
Czyli to jest trochę taki problem XY. Widzisz nieprawidłowe ceny w cennikach i zamiast je wprost skorygować proponujesz eksperymentalny system oceniania pracy personelu medycznego.
Ależ ja od początku piszę właśnie o korekcie cenników. :D Powinno się płacić za efekty, a nie za poszczególne procedury czy osobodni, bo to często prowadzi do marnotrawstwa czasu, zasobów i pieniędzy.
Oczywistym jest też, że jeśli piszę o wyleczeniu danej przypadłości, to:
- nie piszę o ich diagnozowaniu - bo to się już odbyło, skoro wiadomo w czym problem;
- nie piszę o przypadkach nieuleczalnych - te z definicji nie mogą być wyleczone;
I nigdzie nie pisałem też o żadnym success fee.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
@somekind: to o czym piszesz jest oczywiście niemożliwe do realizacji. Ale pofantazjować możesz, to nie jest przecież zabronione. Piszesz zresztą ogólnikowo o "pewnych aspektach", ja akurat nie widzę żadnych, gdzie dałoby się to zastosować w praktyce. Każda jedna procedura medyczna może nie dać efektu, nie tylko taka dotycząca choroby nieuleczalnej. Żeby to rozumieć, trzeba cokolwiek wiedzieć na ten temat.
Obecny system też nie zawsze się sprawdza, ale twoje pomysły to mrzonki całkowite
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
Ależ ja od początku piszę właśnie o korekcie cenników. :D Powinno się płacić za efekty, a nie za poszczególne procedury czy osobodni, bo to często prowadzi do marnotrawstwa czasu, zasobów i pieniędzy.
Jak dla mnie to sam sobie zaprzeczasz w tym zdaniu. Korekta cennika, a wprowadzenie innego systemu oceniania pracy lekarza to dwie różne rzeczy.
Oczywistym jest też, że jeśli piszę o wyleczeniu danej przypadłości, to:
nie piszę o ich diagnozowaniu - bo to się już odbyło, skoro wiadomo w czym problem;
nie piszę o przypadkach nieuleczalnych - te z definicji nie mogą być wyleczone;
I nigdzie nie pisałem też o żadnym success fee.
Pomiędzy chorobami całkowicie wyleczalnymi, a całkowicie niewyleczalnymi są też choroby, gdzie jest pewna szansa na wyleczenie lub nie. Świat nie jest zero-jedynkowy. Dopóki nie spróbujesz leczenia to się nie dowiesz jaki przyniesie efekt. Skoro płacisz tylko za dobry efekt to choroby o dużym ryzyku słabego efektu leczenia będą niechętnie leczone.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
Wibowit napisał(a):
Pomiędzy chorobami całkowicie wyleczalnymi, a całkowicie niewyleczalnymi są też choroby, gdzie jest pewna szansa na wyleczenie lub nie. Świat nie jest zero-jedynkowy. Dopóki nie spróbujesz leczenia to się nie dowiesz jaki przyniesie efekt. Skoro płacisz tylko za dobry efekt to choroby o dużym ryzyku słabego efektu leczenia będą niechętnie leczone.
To jest problemem ludzi z tzw zboczeniem zawodowym, @somekind już tyle lat pracuje jako programista, że wydaje mu się że tak jak w informatyce, w każdej innej dziedzinie efekt każdego działania da się z góry przewidzieć i jednoznacznie ocenić. Dyskusja nie ma sensu. Nie ma takich aspektów w medycynie, gdzie tak jest, ale pobajdurzyć i poudawać mądrego zawsze można
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Meini napisał(a):
Piszesz zresztą ogólnikowo o "pewnych aspektach", ja akurat nie widzę żadnych, gdzie dałoby się to zastosować w praktyce.
Myślę, ze najlepszym wyjaśnieniem tego jest:
Żeby to rozumieć, trzeba cokolwiek wiedzieć na ten temat.
Zapewne lekarze i specjaliści wypowiadający się na temat absurdów w systemie nie mają o nim tak naprawdę pojęcia, więcej wiedzą specjaliści z 4p.
Wibowit napisał(a):
Jak dla mnie to sam sobie zaprzeczasz w tym zdaniu. Korekta cennika, a wprowadzenie innego systemu oceniania pracy lekarza to dwie różne rzeczy.
Nie zaprzeczam, bo nigdy nie pisałem o ocenianiu pracy lekarzy.
Skoro płacisz tylko za dobry efekt to choroby o dużym ryzyku słabego efektu leczenia będą niechętnie leczone.
Znowu mam powtórzyć, że jak do wyleczenia jest X, to trzeba wyleczyć X, a nie kłaść pacjenta na tydzień na oddział i robić lewatywy codziennie, co w żaden sposób nie polepsza efektywności leczenia, a jedynie wynika z absurdalnej biurokracji?
Meini napisał(a):
To jest problemem ludzi z tzw zboczeniem zawodowym, @somekind już tyle lat pracuje jako programista, że wydaje mu się że tak jak w informatyce, w każdej innej dziedzinie efekt każdego działania da się z góry przewidzieć i jednoznacznie ocenić. Dyskusja nie ma sensu.
No nie ma sensu dyskusja, bo wmawiasz mi słowa, których nie powiedziałem. ;]
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
Zapewne lekarze i specjaliści wypowiadający się na temat absurdów w systemie nie mają o nim tak naprawdę pojęcia, więcej wiedzą specjaliści z 4p.
Jako specjalista od IT możesz wypowiedzieć się n.t. magicznego sposobu na pozbycie się wszystkich absurdów w IT. Jest taki? Absurdy wskazywać łatwo jeśli ma się z nimi do czynienia bezpośrednio, można nawet proponować proste rozwiązania dla takich kilku konkretnych patologii, ale pytanie jest jak ustalić zasady dla całego systemu, a nie jak doraźnie kilka absurdów załatać, no nie?
Znowu mam powtórzyć, że jak do wyleczenia jest X, to trzeba wyleczyć X, a nie kłaść pacjenta na tydzień na oddział i robić lewatywy codziennie, co w żaden sposób nie polepsza efektywności leczenia, a jedynie wynika z absurdalnej biurokracji?
Kilka postów wyżej narzekałeś na rzekome "reductio ad absurdum". Sytuacja jest taka, że nie zawsze da się wyleczyć X i nie wiadomo czy da się wyleczyć X dopóki się nie spróbuje (wracamy do high-risk patients). Jak sprecyzujesz dla każdego X które zabiegi polepszają efektywność leczenia?
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Myślę, że wiele rzeczy można byłoby poprawić łatwiej, np. płacąc szpitalom za efekty, a nie za osobołóżka czy liczbę wykonanych zabiegów.
Do zrozumienia tego zdania wymagane jest jedynie wiedza o tym, w jakim celu używa się zdań przeciwstawnych oraz świadomość obecnych absurdów w systemie. Bez tego cała dyskusja to będzie tylko przypieprzanie się do słowa "efekt" albo bredzenie o diagnostyce czy ocenianiu lekarzy tudzież inne popisy wtórnego analfabetyzmu bądź ignorancji.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: XML Hills
Sorry, ale twoje postulaty brzmiały jak chęć zmiany całego systemu rozliczania lekarzy, a nie wskazanie na kilka konkretnych sytuacji.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: ::1
- Postów: 54
Mnie się na początku podobało to siedzenie w domu i programowanie cały czas.
Teraz trochę mi brakuje możliwości wyjścia przez tę epidemię..
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
Od dziś nowa zaleta koronawirusa. Wszyscy noszą maseczki i nie muszę oglądać ich zakazanych, paskudnych mord. Dotyczy to przede wszystkim polityków i wszelkich gadających głów w tv. Np w tej chwili konferencja prasowa w pałacu prezydenckim. Nawet na widok pani minister Emilewicz nie wzbiera na mdłości, jeszcze Kidawa powinna nie zdejmować maski i od razu będzie przyjemniej.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 638
Mamy kolejną zaletę: https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-wloskie-media-budzet-watykanu-powaznie-zagrozony-z-powodu-pa,nId,4452733
Sukienkowi może zaczną cienko śpiewać.
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 84
Kolejna zaleta: dostałem nową umowę + podwyżkę + awans + full remote, tylko, że to remote jakoś najmniej mnie cieszy :(
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Wrocław
Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że od stycznia do marca 2020 r. udzielono 3 332 świadczeń związanych z leczeniem biegunki wywołanej przez rotawirusy. W analogicznym okresie ub.r. było to 11 370.
Spadek jest widoczny także w innych chorobach. Porównując rok do roku okres od 1.01 do 30.06, można zauważyć o 886 przypadków mniej salmonellozy, 1627 mniej bakteryjnych zakażeń jelitowych, aż cztery razy mniej wirusówek jelitowych oraz siedem razy mniej wirusowego zapalenia wątroby (WZW) typu A.
Wszystkie te schorzenia to tzw. choroby brudnych rąk, przenoszone drogą pokarmową poprzez zjedzenie zakażonych pokarmów i płynów. – To dobitnie pokazuje, że Polacy do tej pory nie myli rąk. Zaczęli dopiero kiedy ten podstawowy zabieg higieniczny stał się „urzędowym" obowiązkiem – komentuje sytuację dr Ernest Kuchar.
https://www.rp.pl/Covid-19/307099894-Higieniczny-cud-nad-Wisla.html
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Lokalizacja: Piwnica
- Postów: 7697
Jakby myli nie tylko ręce to już w ogóle byłoby super :)
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 5227
Już się nie mogę doczekać, bo za miesiąc czy dwa Bill Gates będzie zapowiadał sezon drugi, yaay
Ciekawe gdzie teraz się zacznie
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 185
magda554 napisał(a):
No więc tak zacznijmy od tego że pracę tracą i będą tracić głównie ekstrawertycy bo ci ubóstwiają bezpośrednią pracę z ludźmi a nie siedzenie przed kompem. Mnie to cieszy, ze tracą, poważnie. Masa ekstrawertyków dostaje pracę tylko dlatego, że się nie denerwuje na rozmowach kwalifikacyjnych i robi "dobre wrażenie". Ja np. jestem bardziej żeńskim odpowiednikiem Clinta Eastwooda i naprawdę ciężko mi się zmienić w szczęśliwego, gadatliwego ekstrawertyka więc nie dostaję dużo ofert za samo dobre wrażenie.
Trochę to wygląda, jakbyś się cieszył z cudzego nieszczęścia. Mnie osobiście mało interesuje czy ktoś dostaje prace bo robi dobre wrażenie, czy może po znajomościach i czy się do tego nadaje czy nie, wg mnie nie ma sensu patrzeć komuś na ręce, to jego sprawa i jego kariera. A jeżeli ci się to nie podoba, to pójdź na warsztaty rozwoju osobistego i też przestaniesz się denerwować na rozmowach.
A co do meritum, to:
- W zeszłym roku 3 miesiące szukałem pracy zdalnej i nie znalazłem, a tu proszę - 4 meisiąc siedzę na dupie w domu i jest mi z tym bardzo dobrze :)
- Mam nadzieję że praca zdalna się upowszechni i następną pracę już będę mógł znaleźć jako zdalną znacznie szybciej.
- Od roku próbuję bezskutecznie kupić meiszkanie, więc koronawirus dobrze może mi się tu przysłużyć.
- Obkupiłem się w tanie akcje na giełdzie, które przyniosą mi kupę zysku.
- Dostałem ładnych parę patyków z tarczy antykryzysowej.
- Mogę sobie jechać na caly miesiąc do Chorwacji i pracować tam zdalnie, a do tego jeszcze taniej za to zapłacę, bo nie ma tam tłumu turystów.
Jak do tej pory jedyną wadą jest to, że ceny poszły w górę, tak u mechanika, jak i u fryzjera i dentysty. Tutaj obawiam się, że inflacja zeżre mi kawał dochodu przez najbliższe lata.
A reszta to same plusy :d
- Rejestracja: dni
- Ostatnio: dni
- Postów: 2420
Zgoda co do pracy zdalnej. Od 4-mscy pracuje zdalnie, nie tracę czasu na dojazd do pracy tramwajem (czytaj jak sardynka, od czasu do czasu z żulem w tle). Zamiast tradycyjnej pary: koszula i jeansy, jest wygodny dresik. Łącznie zaoszczędzam na tym eksperymencie 1.5h dziennie, całkiem niezły wynik. Zamierzam pracować w tym trybie do końca roku (mam w tym względzie błogosławieństwo mojego pracodawcy). Z wad: brakuje trochę piłkarzyków i rozmów na luzie w kuchni. Miedzy innymi dlatego zapisałem się na to forum, żeby sobie popaplać z ludźmi z branży. Kolejna wada jest taka że moje domowe biurko nie było dobrze przystosowane do pracy 100% zdalnie, musiałem zupgradować monitor i fotel. Ostatnia wada to kosiarki na osiedlu. Mam wrażenie że koszenie trawy to dla niektórych moich sąsiadów hobby, praca i powołanie w jednym, a dzień bez kosiarki jest dniem straconym. Na szczęście Sony 1000xm3 dają radę.
Z drugiej strony mój kolega właśnie cierpi przez remont u sąsiadów. Niestety blok to nie jest dobre miejsce do pracy zdalnej. Ja mieszkam na nowym osiedlu (już po etapie wiercenia i stukania) ale jak bym miał być zdalnie przez najbliższe 5+ lat to bym się wyniósł na prowincje, do jakiegoś małego miasteczka.
Pozostaje też problem ludzi typu piloci samolotów itp. pewnie czeka nas wzrost bezrobocia, co może pociągnąć za sobą cięcia w innych gałęziach gospodarki...