Zapewne tak. W tej oderwanej od rzeczywistości, przeczącej faktom i tkwiącej w pesymizmie, defetyzmie i analfabetyzmie.
Podałem twarde statystyki i na tym opieram swój tok myślenia i argumentację. Twoja argumentacja opiera się na pomówieniach, obrażaniu i przypisywaniu mi jakiejś opcji politycznej. Duda to nie jest mój prezydent, tylko nasz prezydent, podobnie jak był Komorowski. Nie oddałem na żadnego z nich głosu, ponieważ nie chciałem wybierać "mniejszego zła", w maju zostałem w domu. Nie twierdzę, że Polska jest w ruinie, tylko sprowadziłem do parteru hurraoptymistów takich jak Krolik, który napisał: "jest praca i dobre zarobki" oraz pisał, że mieszkańcy Warszawy nie będą zainteresowani starymi mieszkaniami po wyżu powojennym, ponieważ rzekomo są tak bogaci, że będą kupowali nowe i luksusowe. On porównywał Warszawę do Londynu, więc ja pozwoliłem sobie na porównanie średnich zarobków Polski do UK, żeby przedstawić ile jest prawdy w tych jego "dobrych zarobkach". W tym nie ma absolutnie żadnej hipokryzji, ja porównałem zarobki, co uważam za obiektywne porównanie, a on porównał ceny mieszkań w Londynie z Warszawą, żeby potwierdzić rzekomy i nieprawdziwy potencjał do wzrostów. Nie można porównywać cen mieszkań w Londynie i Warszawie, ponieważ między zarobkami w Warszawie i Londynie jest ogromna przepaść.
Jeszcze raz chcę potwierdzić, że nie twierdzę, że Polska jest w ruinie. Twierdzę jedynie, że nasz rzekomy "dobrobyt", który wmawiał nam przez lata Tusk to stwierdzenie nieprawdziwe i na wyrost. Jak porównamy się z gospodarkami gdzie rzeczywiście jest dobrobyt, to okazuje się, że Polska jest biedna. Pomimo kilkunastu lat wzrostu gospodarczego Polska jest nadal biedna, a Polacy wg opinii ekspertów nigdy nie dogonią Zachodu, właśnie przez tragiczną sytuację demograficzną.
Wzrost PKB w Polsce rzeczywiście jest wysoki w porównaniu ze starą Unią i nie twierdzę, że jest inaczej. Jednak nawet wysoki wzrost od małej kwoty jest nadal mniejszy od małego wzrostu od wysokiej kwoty.
PKB na osobę w UK w 1990 roku wynosił około 18632 USD, w zeszłym 2014 roku wyniósł 41787 USD. Tymczasem PKB na osobę w Polsce w 1990 roku wynosił 1698 USD, w 2013 roku wyniósł 13647 USD. Zatem Brytyjczycy wzbogacili się od 1990 roku o ponad 23000 USD, a my zaledwie o niecałe 12000 USD. Dodatkowo pieniądze tracą na wartości, dolar tracił średnio 2,64% w omawianym okresie zatem 18632 USD w 1990 roku odpowiada 33924 USD w 2013 roku. W ostatecznym rozrachunku w 2013 roku byliśmy ponad 2,5 razy biedniejsi niż Brytyjczycy w 1990 roku!. Zatem gdzie jest ten "dobrobyt" w Polsce?!
Wzrost gospodarczy był, a i owszem, ale nadal nie można powiedzieć, że w Polsce panuje dobrobyt. Polska nie jest w ruinie, ale nie jest również krainą mlekiem i miodem płynącą, jak próbował nam wmówić Tusk, a później Komorowski. Ci panowie są oderwani od rzeczywistości, która jest dużo bardziej szara i smutna, niż przedstawiają.
Na koniec chcę ponownie powtórzyć, że w mojej opinii, przy moim stanie wiedzy o demografii i jej wpływie na ceny mieszkań w Polsce, w tym również w Warszawie ceny spadną. Przewiduję, że w ciągu kilku następnych lat ceny utrzymają się na obecnym poziomie lub będzie delikatnie spadał dopóki rynek osób z wyżu z lat 80-tych się nie nasyci. Następnie za kilka lat nastąpi silniejszy spadek, a następnie krach gdy pokolenie z wyżu powojennego poumiera.
Nie twierdzę, że inwestowanie w nieruchomości jest złe. Pieniądze tracą co roku na wartości, zatem nieruchomość może być nadal lepszą lokatą kapitału niż trzymanie pieniędzy w skarpecie, jednak w dłuższej perspektywie przewiduję, że przez demografię będzie można stracić nawet na nieruchomościach.