Gdy piwniczniaki oddają swoją pracę za darmo, w internetach dla budowlańców:
Matematycy, fizycy i filozofowie też oddają swoją pracę za darmo, w periodykach akademickich, na blogach i na wykładach na YT. Ale to też pewnie piwniczaki, tylko budowlańcy i lekarze potrafią bronić swego, nie? No chyba, że dochodzi do pęknięcia bańki na rynku nieruchomości i trwającego dekadami zastoju albo budżet państwa się nie spina i trzeba szukać oszczędności, co za chwile będzie miało miejsce.
Możesz betonować dostęp do wiedzy/zawodu. Skutek jest taki, że jest dobrze, dopóki specyficzne okoliczności, od których zależy Twój dobrobyt się nie zmienią, a mogą się zmienić bardzo gwałtownie. Możesz zamiast tego dawać otwarty dostęp do wiedzy/zawodu, co powoduje, że "sam sobie hodujesz konkurencję", a w praktyce oznacza, że przyczyniasz się do eksplozji dziedziny i budujesz długotrwały dobrobyt, nawet jeśli podlegający okresowym wahaniom (jak cała gospodarka). W dodatku ci, którzy dzielą się wiedzą (autentyczną wiedzą, a nie jakimiś skopiowanymi z innej stronki tutorialami) to ci najbardziej kumaci, dla których konkurencji w praktyce nie ma. A nie ma po części dlatego, że dzielenie się wiedzą wygenerowało olbrzymi rynek, który jest w stanie wessać olbrzymią liczbę nawet średnio kumatych, natomiast tych najlepszych zawsze brakuje.
Programowanie i szerzej informatyka wywodzi się ze społeczności akademickiej i wymiana wiedzy i informacji między programistami odzwierciedla wolną wymianę wiedzy między ośrodkami naukowymi.
Zachowania korporacji, które próbują zawłaszczać wiedzę i blokować dostęp spotykają się ze środowiskowym ostracyzmem - dokładnie przeciwnie niż w przypadku lekarzy, którzy żyją w symbiozie z korporacjami, co odzwierciedla po prostu wyższe standardy etyczne społeczności programistów. Programista prędzej nakręci gównoburze ze względu na nieuczciwe praktyki korporacji niż będzie z nich czerpał korzyści. Problemem z modelami nie jest to, że były trenowane na otwartoźródłowym kodzie, tylko to, że korporacje, które to zrobiły próbują na tym zarabiać. Co zresztą się nie uda.
Smieszne są twierdzenia, że jest to jakiś przejaw głupoty informatyków-autystów, natomiast "mądrzy" i "elitarni" budowlańcy i lekarze blokują dostęp do wiedzy. Jest dokładnie na odwrót. To jest "mądrość" i "elitarność" łasych tylko na pieniądze chłopka roztropka i janusza biznesu, któremu słoma z butów wystaje.