Sens ogłoszeń o pracę - czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć jak debilowi?

Sens ogłoszeń o pracę - czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć jak debilowi?
somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
Shalom napisał(a):

Szczególnie że mogą dzięki temu podreperować budżet kraju ;]

Tyle, że PIP nie ma na celu dbania o budżet kraju, i tego nie robi.

Koziołek napisał(a):

Jesli chodzi o urzędników to dowiesz się tylko o pensjach tych, którzy sprawują swoje stanowiska w wyniku wyborów, czyli "politycznych". O zwykłych zapomnij.

Pensje urzędników (tak samo jak np. nauczycieli) są ustalane na podstawie przepisów i różnych mnożników. Np.:
http://wynagrodzenia.pl/artykul.php/wpis.2323
http://www.vat.pl/2205_wynagrodzenia_skarbowki_aktualnosci_vatpl_3067.php

No zdarzyło się. Pamiętaj, że PIP sprawdza też dlaczego dana osoba jest na terenie zakładu (co pośrednio wynika z tego samego paragrafu z którego jako DG nie można pić piwa u klienta)

No i załóżmy, że kontrola PIP wpada do biura firmy, w której siedzi 30 jej kontrahentów i programuje. Niby jest to "teren zakładu", ale każda z tych osób zgodziła się na pracę w takich warunkach podpisując umowę o współpracy. PIP może mimo tego nałożyć karę na klienta?

Shalom
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Space: the final frontier
  • Postów: 26433
2

Artykuł 22 Kodeksu pracy wskazuje, jakie cechy powinien mieć stosunek pracy oparty na podstawie umowy o pracę. Zgodnie z tym artykułem, aby mówić o takim właśnie zobowiązaniu muszą zaistnieć łącznie następujące przesłanki:
• wykonywanie pracy w miejscu i czasie wskazanym przez pracodawcę,
• wykonywanie pracy pod kierownictwem pracodawcy,
• zatrudnianie pracownika za wynagrodzeniem,
• obowiązek osobistego świadczenia pracy,
• ryzyko ponoszone przez pracodawcę w związku z wykonywaniem przez pracownika określonej pracy (np. ryzyko jej nieprzydatności).

może nałożyć karę jeśli wystąpią przesłanki ;]

Koziołek
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Stacktrace
  • Postów: 6823
0

Mały granat do ogródka w temacie jawności danych http://wyborcza.pl/1,75477,14393858,Obywatel_na_sprzedaz__Jak_szwedzkie_urzedy_handlowaly.html i to już jest bardzo niepokojące...

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
0

Mały granat do ogródka w temacie jawności danych http://wyborcza.pl/1,75477,143[...]wedzkie_urzedy_handlowaly.html i to już jest bardzo niepokojące...

Myślenie, że rząd będzie trwale trzymał się ustalonych reguł jest niepokojące.

Pensje urzędników (tak samo jak np. nauczycieli) są ustalane na podstawie przepisów i różnych mnożników

Hmm, ale nagrody i benefity chyba nie są regulowane, tak samo jak związkowe zdobycze wywalczone ciężkimi strajkami: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14332928,_DGP___Maszynista_z_Solidarnosci_zarabial_wiecej_niz.html
Nie jestem 100% pewien, ale związki zawodowe są też w budżetówce, no nie?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

Odgrzeję trochę kotleta odnośnie jawności zarobków. Około 1,5 roku temu podjąłem pierwsze zatrudnienie. Firma nie związana ściśle z IT jednak z mocno rozbudowanym działem technologi informacyjnej (52 naprawdę potrzebnych ludzi). Pracowałem jako jeden z 2 programistów C/C++/Java. Drugi pracował tam już od roku, dla mnie jako dla świeżego był to ktoś kto wydawał mi się osobą przed którą w/w języki nie skrywają tajemnic. Wiadomo, ideałów nie ma, ale ten gość miał wiedzę dużo większą niż wymagano od niego w firmie. Podczas umowy na czas próbny pracowaliśmy przy projekcie ramie w ramie. Wprowadził mnie w tajniki firmy, pomagał jeżeli miałem jakieś trudności, prywatne spotkania w koleżeńskiej atmosferze po pracy itd... Po okresie próbnym wynegocjowałem umowę o 2kk brutto większą niż poprzednia. Jak się okazała moja nowa stawka była kwotą kilkaset większą od wypłaty kolegi i on się o tym dowiedział. Od tego momentu praca z nim stała się nieznośna. Współpraca przy projekcie niemal nie istniała, prywatne spotkania również upadły.

Finał był tego taki, że po około 10 miesiącach (o zgrozo jak tak długo wytrzymałem?!) takiej atmosfery zwolniłem się. W momencie rozmowy z dyrektorem pojawił się kolejny niuans. Zaproponowano mi 1kk podwyżki jeżeli zostanę w firmie. Mimo wszystko odmówiłem.

Widzę, że są tu osoby podchodzące nieprzychylnie do ujawniania zarobków. Wiadomo, każdy by chciał wiedzieć ile zarabiają ludzie obok a nikt nie chciałby się przyznać ile sam zarabia.
Moja rada, wynikająca z doświadczenia- nie pytaj kto ile zarabia i nie przyznawaj się ile sam zarabiasz.

dzek69
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Rzeszów
4

Dla mnie to wygląda inaczej: jak zaznajamiasz się z typowymi polaczkami-buraczkami, to tak jest. "Sąsiad ma więcej to się obrażę, a najlepiej to zgwałcę mu kota."

Jeżeli ten guru C++ nie potrafił sobie pójśc wynegocjować sensownej kwoty to jest jego problem i powinieneś mu był to powiedzieć, szczególnie, że nagle z fajnego kolegi zrobił się takim człowiekiem, że przez niego zrezygnowałeś z pracy [!].

A druga rzecz, to to, że co innego jawność zarobków w ofercie o pracę, a co innego jawność między pracownikami. Ja nie miałbym oporów przed wyjawieniem zarobków części znajomych, ale wiem, że część znajomych będzie mnie na tej podstawie, przy takiej mentalności w kraju, oceniał. Jak zarabiam za mało to "hehe, za bezcen pracuje, murzyn-niewolnik", jak za dużo to "burak, dorobkiewicz, podzieliłby się, a w ogóle to sknera" - ale zazwyczaj jest to problem tych ludzi.

AB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 464
0

W Szwecji i Norwegii można sprawdzić zarobki kolegi z pracy czy sąsiada, więc to nie jest problem jawności zarobków, tylko mentalności. Poza tym po co mamy kogoś pytać o zarobki, jeżeli widzimy w pracy jakiego używa telefonu, jakim samochodem jeździ, albo słyszymy gdzie był na wakacjach lub jakie ma hobby.

Koziołek
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Stacktrace
  • Postów: 6823
1

@Adam Borowski samochód, komórka czy wakacje/hobby nie zawsze oddają to ile się zarabia. Najlepszy przykład w tej materii to Warren Buffet jeżdżący jakimś szrotem i mieszkający w zwykłej hamerykańskiej "szeregówce". Z drugiej strony można sobie wziąć np. samochód w leasing i też automatycznie "podnieść" swój standard. Dużo w tej kwestii zależy od tego jak pomysłowy jesteś i ile masz szczęścia (licytacje komornicze - trafić np. Mustanga piękna sprawa).

Zgadzam się jednak co do tej mentalności.

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
2

Ocenianie czyjegoś statusu materialnego po tym, jaki ma samochód czy telefon to bardzo śliska sprawa. Działa nieźle jak oceniamy "dresa". Z wyższymi grupami można się mocno przejechać.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
0
default_name napisał(a):

Wiadomo, każdy by chciał wiedzieć ile zarabiają ludzie obok a nikt nie chciałby się przyznać ile sam zarabia.

Każdy?
Ja jakoś nie mam problemów z ujawnianiem swoich zarobków kolegom z pracy, i np. w poprzedniej pracy koledzy też swoich zarobków nie ukrywali. Wszyscy na tym zyskują, bo dzięki temu wiadomo, o jaką podwyżkę można się starać następnym razem.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

bo dzięki temu wiadomo, o jaką podwyżkę można się starać następnym razem.

i wiadomo komu zainstalować na kompie parę wirusów jak wyjdzie do ubikacji

... i wiadomo z kim trzymać w pracy i wiadomo jak bardzo można się obrazić jak nie pożyczy kasy w potrzebie, albo nie 'postawi' czegoś przy okazji i wiadomo kogo obarczać większymi obowiązkami (bo przecież więcej zarabia). To, że trafiłeś raz czy dwa na ludzi którzy nie mieli oporów przed takimi wyznaniami nie oznacza, że cały świat tak idzie...

@somekind

Ja nie mam samochodu wcale, więc jestem biedakiem.

Nie widzę tu ironii. Nie masz samochodu z dwóch powodów: nie stać Cię finansowo (co zupełnie mi nie przeszkadza) lub jesteś w tym temacie mentalnie upośledzony. Tak czy owak- jesteś biedakiem.

@dzek69

Jeżeli ten guru C++ nie potrafił sobie pójśc wynegocjować sensownej kwoty to jest jego problem i powinieneś mu był to powiedzieć, szczególnie, że nagle z fajnego kolegi zrobił się takim człowiekiem, że przez niego zrezygnowałeś z pracy [!].

On nigdy się do tego nie przyznał, przynajmniej nie do mnie. Także nie zamierzałem mu tłumaczyć w czym tkwi jego problem bo oficjalnie tego nie wiedziałem. Odejście z pracy wiązało się dla mnie z samymi plusami (zmiana środowiska, większe pieniądze, bliżej domu, większe perspektywy). Nie robiłem z tego tragedii ani przed samym sobą ani przed bliskimi.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

@Marooned & @dsa
Byłem przekonanym, że znajdzie się ktoś kto chwyci za tę wisienkę. Chciałem użyć Caps Locka, żeby każdy dobrze dostrzegł o co mi chodzi, ale wydawało mi się to niezbyt stosowne.
Otóż:

[...]lub jesteś W TYM TEMACIE mentalnie upośledzony.

Dodanie tych kilku słów zawęża diagnozę do jednego aspektu. Nie chciałem nikogo urazić. Po prostu zważywszy na trudności jakie stawia dzisiejszy świat przed każdym z nas sprawia, uważam za pewnego rodzaju ułomność świadomą rezygnację (abstrahując od finansów) z posiadania samochodu.

BTW. Ostatni raz na forum byłem kilka miesięcy temu. Z całym dobrodziejstwem jakie ze sobą niesie nie zmieniło się również pewna autokratyczna postawa Administratorów, Moderatorów oraz zwykłych użytkowników którym wydaje się, że ich zdanie jest ostatnim sprawiedliwym. ~Zaobserwowane na podstawie kilkunastu dość świeżych wątków.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
2

Większy wypas jest mieć samochodów z kierowcą. Na pewnym poziomie nie wypada prowadzić samemu. ;-P

Marooned
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Poznań
5
default_name napisał(a):

BTW. Ostatni raz na forum byłem kilka miesięcy temu. Z całym dobrodziejstwem jakie ze sobą niesie nie zmieniło się również pewna autokratyczna postawa Administratorów, Moderatorów oraz zwykłych użytkowników którym wydaje się, że ich zdanie jest ostatnim sprawiedliwym. ~Zaobserwowane na podstawie kilkunastu dość świeżych wątków.
No wybacz, ale ciężko obok takiego stwierdzenia przejść obojętnie. I piszę to jako zwykły człowiek, a nie jakiś tam admin. Zwykły mieszkaniec zwykłego miasta, gdzie autem jedzie się 40 minut w korku, a tramwajem kwadrans.

Auto rzeczywiście się przydaje, raz na miesiąc, by z Makro przywieźć kilka zgrzewek wody, albo MDF z Casto, ale w dużych miastach więcej z tym kłopotu niż pożytku.

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
2
default_name napisał(a):

... i wiadomo z kim trzymać w pracy i wiadomo jak bardzo można się obrazić jak nie pożyczy kasy w potrzebie, albo nie 'postawi' czegoś przy okazji i wiadomo kogo obarczać większymi obowiązkami (bo przecież więcej zarabia). To, że trafiłeś raz czy dwa na ludzi którzy nie mieli oporów przed takimi wyznaniami nie oznacza, że cały świat tak idzie...

Tzn. trzeba trzymać z tymi, którzy zarabiają więcej czy mniej, bo nie rozumiem?
Pożyczanie kasy od kogoś to też nie moje hobby, zresztą ja w ogóle nie lubię pożyczać od nikogo. No, ale nawet jeśli, to obrażać się na kogoś, bo mi nie pożyczył kasy? A może ma dzieci chore na raka, i sam musi jeść chleb ze smalcem, bo tak naprawdę jest ode mnie biedniejszy? Różnie w życiu bywa.
Co do stawiania - dorośli ludzie raczej nie pozwalają sobie stawiać, ewentualnie raz stawia jeden, innym razem drugi.

No, ale może ja jestem dziwny, i moi koledzy też? Albo może to wynika z wieku < 30 lat, i braku pewnych kompleksów i tematów tabu?

Nie widzę tu ironii. Nie masz samochodu z dwóch powodów: nie stać Cię finansowo (co zupełnie mi nie przeszkadza) lub jesteś w tym temacie mentalnie upośledzony. Tak czy owak- jesteś biedakiem.

Jestem biedakiem, bo muszę chodzić do pracy, a nie mam 20 mln na koncie i apartamentu na 48 piętrze Sky Tower. Nie dlatego, że nie mam samochodu.

default_name napisał(a):

Po prostu zważywszy na trudności jakie stawia dzisiejszy świat przed każdym z nas sprawia, uważam za pewnego rodzaju ułomność świadomą rezygnację (abstrahując od finansów) z posiadania samochodu.

Hmm... Gdyby brak posiadania samochodu powodował u mnie jakieś trudności, to może faktycznie można by to odebrać jako ułomność. Ale ja mieszkam w dużym mieście, wszędzie mogę dojechać komunikacją miejską albo rowerem. Samochód w takiej sytuacji to tylko zbędny koszt i problem. Co innego np. na wsi - tam jest niezbędny.
Brak telewizora, psa i ekspresu do kawy to też oznaki biedoty?

Azarien
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
2

Można się bardzo pomylić co do majętności człowieka patrząc tylko na to, gdzie mieszka, albo jakim jeździ samochodem.

Bo może mieć miliony w kanapie na koncie a udawać że klepie biedę, a może kupić nowy samochód na raty i wziąć kredyt na remont mieszkania, w efekcie nie mieć za co jeść ale „zastaw się a postaw się”.

Samochód jest mi potrzebny – mimo że obecnie jeżdżę raz na tydzień – ale już trzy lata bez telewizora i jakoś żyję ;-)

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.