Prawdopodobnie dowód na nieprzekraczalność prędkości światła można sobie przeanalizować tu
a z drugiej strony nie wyklucza to wcale (chyba) możliwości istnienia chronowizora ;P
Prawdopodobnie dowód na nieprzekraczalność prędkości światła można sobie przeanalizować tu
a z drugiej strony nie wyklucza to wcale (chyba) możliwości istnienia chronowizora ;P
no więc pozwoliłem sobie podsumować, ponieważ od paru lat zajmuję się teorią względności, a w szczególności tunelami Einsteina-Rosena i paradoksem podróży w czasie.
Tunele czasoprzestrzenne są jak najbardziej możliwe :)
Chodzi o maksymalne zakrzywianie (tzn. stworzenie dwóch osobliwości) czasoprzestrzeni tak, że dwa punkty się z sobą połączą. To tak jakby wziąć jeden koniec kartki i drugi. Gdybyśmy normalnie je chcieli połączyć, to musielibyśmy narysować linię, która byłaby długa na szerokość kartki. Tunel byłby wtedy, gdybyśmy zgięli kartkę na pół i przebili ołówkiem łącząc dwa punkty :D
No i to są właśnie tunele Einsteina-Rosena.
Dungeon_Master napisał(a)
[...]To tak jakby wziąć jeden koniec kartki i drugi. Gdybyśmy normalnie je chcieli połączyć, to musielibyśmy narysować linię, która byłaby długa na szerokość kartki. Tunel byłby wtedy, gdybyśmy zgięli kartkę na pół i przebili ołówkiem łącząc dwa punkty :D
No i to są właśnie tunele Einsteina-Rosena.
Takimaly OT za pozwoleniem ...
Dokladnie takie samo tlumaczenie bylo w filmie o napedzie grawitacyjnym, kiedys na TVN bylo :P
(to bylo cos tam, ze ten naped otworzylprzejdzie dowymiaru z ktorego przyszly jakies demony czy cos...)
//Event Horiozon - F.
Eeee, tak; Einstein był demonologiem :D
Tłumaczenie było podane w jakiejś książce Einsteina (niestety, nie pamiętam której) i może goście z tego filmu to przeczytali?
A może mi ktoś wytłumaczyć jedną rzecz...
Jeżeli jedziemy samochodem z prędkością np 40km/h i rzucamy do przodu np kamiń z prędkością 20km/h względem samochodu, to ten kamień będzie sie poruszał z prędkością 20+40=60km/h. A co będzie, jak jadąc tym samym samochodem z prędkością 40km/h zaświecimy do przodu latarkę? Światło sie będzie poruszało z prędkością c+40mk/h? czyli światło się będzie poruszać szybciej niż prędkość światła? Po drugie, załóżmy że poruszamy się z prędkości a >c, i zapalamy latarkę. Wtedy latarka świeci do "tyłu"?
ChrisKK napisał(a)
A co będzie, jak jadąc tym samym samochodem z prędkością 40km/h zaświecimy do przodu latarkę? Światło sie będzie poruszało z prędkością c+40mk/h? czyli światło się będzie poruszać szybciej niż prędkość światła?
to akurat podałeś bardzo głupi przykład :-| ale http://dione.ids.pl/~pborys/fizyka/faq/node15.html
ChrisKK napisał(a)
A może mi ktoś wytłumaczyć jedną rzecz...
Jeżeli jedziemy samochodem z prędkością np 40km/h i rzucamy do przodu np kamiń z prędkością 20km/h względem samochodu, to ten kamień będzie sie poruszał z prędkością 20+40=60km/h. A co będzie, jak jadąc tym samym samochodem z prędkością 40km/h zaświecimy do przodu latarkę? Światło sie będzie poruszało z prędkością c+40mk/h? czyli światło się będzie poruszać szybciej niż prędkość światła? Po drugie, załóżmy że poruszamy się z prędkości a >c, i zapalamy latarkę. Wtedy latarka świeci do "tyłu"?
To ja bez wzorów odpowiem. Powiedzmy, że płyniesz łodzią podwodną z prędkością 40 km/h i wystrzelisz torpedę z prędkością 20 km/h to ona będzie się poruszać 60 km/h.
A teraz wyobraź sobie, że poruszasz się tą łodzią podwodną najszybciej jak się da poruszać w wodzie i wystrzelisz w tym momencie torpedę. Wiesz co się stanie? Czeka Cię pogrzeb morski...
Oczywiście to nie jest takie przełożenie wprost, bo mówimy o prędkościach różniących się o kilka rzędów, ale efekt ten sam. W pewnym ośrodku nie da się szybciej poruszać, niż jego ograniczenie (wyłączając pewne specyficzne przypadki).
Dryo: Ale z Twojego wywodu możnaby wysnuć wniosek, że to opór wody jest tak duży, że ta torpeda nie popłynie szybciej. Cały problem w tym, że to samo ma miejsce w próżni - jest to spowodowane niczym innym, tylko faktem, że przy dużych prędkościach czas biegnie inaczej. Jak powiedzmy lecielibyśmy statkiem kosmicznym z szybkością bliską szybkości światła, po czym wystrzelili przed siebie pocisk też z szybkością bliską szybkości światła, to dla nas (dla obserwatora inercjalnego związanego ze statkiem) ten pocisk tak się będzie poruszał, ale jak spojrzymy na to "z zewnątrz", czyli z punktu widzenia obserwatora nieinercjalnego, albo inercjalnego związanego powiedzmy z jakąś tam gwiazdą najbliższą, to sytuacja będzie wyglądać całkiem inaczej, bo na tej gwieździe czas płynie inaczej niż na naszym statku, a na wystrzelonym pocisku jeszcze inaczej.
No właśnie. Woda stawia opór. Ośrodek stawia opór. Próżnia jest ośrodkiem. Widać też stawia opór :)
Hmm... Ale nie to chciałem powiedzieć ;). Po prostu przy tak dużych szybkościach inaczej płynie czas :). Jest to zresztą zarówno dowiedzione teoretycznie przez Einstein'a, jak i doświadczalnie potwierdzone przez doświadczenia z zegarami atomowymi. Wystarczy polatać trochę myśliwcem z szybkością rzędu macha, by zauważyć ten efekt po porównaniu pomiaru czasu z zegarem pozostawionym na powiedzchni ziemii.
No więc w te rozumowania wkradł się drobny błąd :)
Bo 40km/h + 60km/h tak naprawdę wcale nie równa się 100km/h.
Jak już ktoś wspomniał (ja też chyba już to napisałem), im prędkość rośnie, tym
czas się skraca, co nie pozwala nam ot, tak dodać dwóch prędkości do siebie.
Kiedyś dodawano dwie prędkości do siebie i wszystko było ok (btw. jest to
transformacja Galileusza), ale jak zaczęliśmy poruszać się szybciej i osiągać
o wiele większe prędkości to już nie wystarczy i trzeba użyć transformacji
Lorentza.
Najlepiej wziąć do ręki dobrą książkę Einsteina i o tym poczytać, bo to wiele
wyjaśni i będzie łatwiej prowadzić takie dyskusje.
Dungeon_Master napisał(a)
Najlepiej wziąć do ręki dobrą książkę Einsteina i o tym poczytać, bo to wiele
wyjaśni i będzie łatwiej prowadzić takie dyskusje.
Nie koniecznie Einsteina - Polecam tytuł Krótka Historia Czasu Hawking'a
Nie chcę nikogo obrażać, ale "Krótka historia czasu" nie jest dobrą książką.
Oczywiście nie trzeba brać od razu Einsteina ;), ale Hawkinga odradzam, z racji
tego, że jego książki są co najmniej popularno-naukowe (w znaczeniu złym).
Skoro ten caly Enetti (czy jak mu tam) stwierdzil, rzekomo na podstawie chronowizora, ze calun turynski jest autentyczny, to sprawa jest jasna: Wszystko to to po prostu bujda. Jedna z wielu watykanskich sztuczek. Gdyby mowil prawde, nie potwierdzilby autentycznosci owego kawalka szmaty sprefabrykowanego w okresie sredniowiecza, funkcjonujacego jako obiekt balwochwalczego kultu.
Otworzecie oczy ludzie. Skoro czegos nie ma, to to nie istnieje. Ja tez moge napisac, ze cos tam wymyslilem, ale nie moglem tego ujawnic bo mi ruscy czy ham'erykany deptaly po pietach, dlatego to zdemontowalem i ukrylem. Glupi ten, ktory dalby sie na to nabrac!
Co do wehikulu czasu zas, to nie jest to mozliwe. Przeniesienie sie w czasie wymaga rozpedzenia materii do predkosci wiekszej od predkosci swiatla, co jest niemozliwe, gdyz masa materii przy predkosci swiatla wynosi nieskonczonosc, a zatem nie ma takiej ilosci energii, ktora bylaby w stanie rozpedzic kogokolwiek z nas do takiej predkosci, zreszta, gdzie? U mnie w domu...?! Trzeba przeciez miec jakies gigantyczne miejsce, jakis tor, "rozbiegowke" itp.
Tyle teorii. Teraz dowod praktyczny: Otoz nie bedzie nigdy. Skad wiem? Ano stad, ze gdyby bylo mozliwe, to zapewne tu i owdzie, od czasu do czasu, pojawiliby sie turysci z przyszlosci odwiedzajacy nas i robiacy nam zdjecia niczym zwierzetom w zoo, rozmawiajacy z nimi itp. Po prostu, gdzies by byli. Jesli ktos z was kogos takiego gdzies kiedys spotkal, to niech napisze, bo ja jeszce dotad nie spotkalem. Cala moja dotychczasowa egzystencja miala miejsce "TU i TERAZ".
Bajki i fantazja to jedno, a fakty i prawda to drugie. Trzeba byc na tyle doroslym, by wreszcie potrafic zrozumiec te oczywista prawde!
Pozdrawiam wszystkich nawiedzonych, zyjacych w swiece uludy. Tych myslacych rowniez.
Hmm, co do tego, ze nie widzimy podroznikow w czasie z przyslosci: jest tez taka mozliwosc, iz nie da sie podrozowac do czasow sprzed wynazlezienia wechikulu. Np. wspomniane tunele czasoprzestrzenne dawalyby taka mozliwosc: wystarczylo by stworzyc taki tunel z wejsciami zaraz obok siebie, wziac jedno i rozpedzic do predkosci bliskiej predkosci swiatla, po czym przyniesc z powrotem blisko tego drugiego. Czas obok obu wejsc plynalby inaczej, dzieki czemu przenosilby on w czasie. Z tym, ze jesli dobrze to rozumiem, to ekipa rozpedzajaca jeden tunel po powrocie zastalaby drugie wejscie tunelu, ktore prowadzilo by do przyslosci (bo skoro stalo tam przez ten caly czas to czemu mialoby nagle zniknac? a nie mogloby prowadzic do przyniesionego tunelu albowiem on prowadzilby do przeszlosci). Tak wiec prawie w kazdym momencie czasu bylyby dwa tunele, jeden do przeszlosci a drugi do przyslosci. Dzieki temu mozna by podrozowac skokami do dowolnego czasu z pomiedzy stworzenia tunelu a jego zniszczenia ;)
EDIT:
Cos chyba pokopalem, w kazdym razie bardziej naukowe przedstawienie tegoz sposobu jest tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Time_travel#General_relativity
myslacy napisał(a)
to zapewne tu i owdzie, od czasu do czasu, pojawiliby sie turysci z przyszlosci odwiedzajacy nas i robiacy nam zdjecia niczym zwierzetom w zoo, rozmawiajacy z nimi itp. Po prostu, gdzies by byli. Jesli ktos z was kogos takiego gdzies kiedys spotkal, to niech napisze
wybacz lekko ośmieszająca odpowiedź, ale nie zastanawiało Cię nigdy skąd mogłoby się wziąć dziwne pojazdy UFO czy człekopodobni 'kosmici'? zakladajac ze istnieja - przeciez >95% opisów 'naocznych swiadkow' itp opisuje stworzenia/urzadzenia calkiem rozsadnie wygladajace. jesli natomiast oni faktycznie byliby stworzeniami ewoluujacymi totalnie-gdzies-indziej, to cokolwiek wziete z ich wygladu czy technologii ma bardzo male prawdopodobienstwo sensownosci dla nas;)
a tak na serio..
teoryjka swiatopogladowa: teraz powiaz to z faktem, ze czas jest wzgledny i 'tempo uplywu' czasu jest rozne.
dla nas pojawienie sie i znikniecie czasteczki trwa krotko.
ale co, jesli czas tej czasteczki mialby ma 'tempo uplywy' wieksze? pojawila sie u nas na {eps} czasu, ale dla niej minely 3 dni. cos sie nagle pojawilo, ujrzalo nasz stan rzeczy jako gigantyczny zamrozony (=bardzo powoli sie zmieniajacy. jej 3dni to nasz eps..) 3D-obraz. to cos ma troche swojego czasu na obserwacje, po czym 'znika'. dla nas minal epsilon czasu. to cos wywarlo minimalny wplyw u nas, statystycznie zaden.
zreszta, czasteczki te dla zachowania 'statystycznego' prawa zachowania masy, musza zniknac - ale za jaki okres czasu, czemu eps? poza tym, dla zachowania masy, wystarczy ze inna czasteczka zniknie... pojawia sie 'przybysz' z przyszlosci, znika troche sniegu na mounteverest. przybysz odchodzi, snieg wraca.. tak, ironizuję :)
teoryjka swiatopogladowa: moze te pojawiajace sie i znikajace czasteczki to nie takie sobie fluktuacje kwantowe, tylko wlasnie obiekty poruszajace sie w kolejnych 'sekundach czasu' np. po osi 5tego wymiaru? patrz analogia z 'plaszczakami' - stworzeniami 2D ktorych cala rzeczywistosc jest 2D, w jaki sposob postrzegalyby one nasze ingerencje w ich srodowisko, np. jak postrzegalyby przesuniecie obiektu 3D przez ich plaszczyzne rzeczywistosci.. i teraz przenies to na nasz 3D: u nas na (XYZ{t}{0}) nic nie ma, siedzaca dotad na (XYZ{t}{-eps}) czasteczka 'wykonuje' przesuniecie o epsilon na osi 5tej, zajmuje jej to {1s} czasu, tak wiec czastka trafia na (XYZ{t+1s}{0}) i okazuje sie ze jest dla nas obserwowalna. potem czastka wykonuje podobny ruch, trafia na (XYZ{t+2s}{eps}) i znika nam z pola widzenia. o, pojawilo sie i zniknelo.. a co jesli czas jest defacto jednym z wymiarow przestrzennych i jego uplyw to tylko obserwarcja faktu, ze 'my' przesuwamy sie nonstop po jakiejs osi n-tej, ze stala (a raczej zmienna - patrz czas relatywistyczny) predkoscia? dla nas, czas jest monotoniczny, wszystko inne = f(czas,...), ale co, jesli istnieje inny monotoniczny, niestrudzenie tykajacy "uberczas" i w rzeczywistosci, nasz czas = f(uberczas,..) i tak sie dziwnie sklada, ze dla naszych (...) f jest monotonicznie rosnace? dla (...)-tuz-obok, f moze nie byc np. powolniej narastajace, stale, zygzakowate. przeniesienie czegos 'od nas' na (...)-tuz-obok, zaczekanie 1s, przeniesienie tego z powrotem mogloby dac jaki efekt? a z punktu widzenia tegoz czegos?:)
i do przemyslenia lekki demotywator:
to nie tak prosto, zeby w swojej kartce wybic dziure albo dwie
i tym bardziej, zeby miec kontrole nad zagieciem swojej 2d-kartki tak, zeby te dwie dziury sie nalozyly
trzeba miec kontorle nad jakimis -strukturami- wiecejwymiarowymi..
- jestem plaszczakiem 2D. moge sie poruszac w plaszczyznie XY kartki. wyobrazam sobie ze 'nademna' jest os Z, totalnie dla mnie wyimaginowana ...
Na podróżach w czasie nie znam się zupełnie ;) ale lubie takie gierki umysłowe. W takiej sytuacji mógłby istnieć jakis obiekt 3D, który przecina Twój płaski świat (wtedy zapewne widziałbyś tylko płaskie miejsce przecięcia) i który przy przesunięciu wzdłuż osi X lub Y, zaginał by kartke na której żyjesz.
Nie wiem, na ile to jest naukowe, ale ciekawe :)
http://www.joemonster.org/filmy/14734/Jestes_w_stanie_ogarnac_10_wymiarow
O, ktoś się tutaj przeniósł w czasie o 3 lata i odświeżył ten wątek ;-)
gox napisał(a)
Nie wiem, na ile to jest naukowe, ale ciekawe :)
http://www.joemonster.org/filmy/14734/Jestes_w_stanie_ogarnac_10_wymiarow
Filmik ciekawy, ale chyba nie do konca naukowy. Miesza on czysta matematyke z fizyka i OR autora. W matematyce moze 'istniec' dowolna liczba wymiarow przestrzennych (dodaje sie po prostu 1 koordynat potrzebny do opisu punktu), w fizyce sa 3 przestrzenne, 1 czasowy i, wg. teorii strun, dodatkowe 6 przestrzennych ktore sa dla nas z pewnych powodow niewidoczne. To gadanie o rozlamach itp. jest oparte na roznych interpretacjach mechaniki kwantowej ktore nie sa jednak zadna powszechnie obowiazujaca wiedza, za jaka ten filmik je podaje. Poza tym, autor myli chyba pojecie liczby wymiaru danej przestrzeni i liczby wymiarow przestrzeni ktora ja obejmuje, np. przyklad z gazeta jest nietrafiony: gazeta zawsze bedzie powierzchnia dwuwymiarowa, chocby nawet zwinac ja w czwartym wymiarze w butelke Kleina ;) Nie do konca rozumiem tez, o co chodzi z tym traktowaniem przestrzeni (n-1)wymiarowej jako jednego punktu. Gdzies tak od 7 wymiaru ten filmik to imho kompletna sieczka, ciezko mi zrozumiec o co autorowi chodzi. Jak pisalem, istnienie wymiarow dalszych niz 4 przewiduje tylko teoria strun, a i wedlug niej sa one normalnymi wymiarami fizycznymi (z tym, ze sa byc moze 'skompresowane', czyli ruch w nich moze byc tylko minimalny, na poziomie wielkosci czasteczek elementarnych), a nie zadnymi zagieciami w czasie czy nieskonczonosciami.
Ghostek napisał(a)
Nie do konca rozumiem tez, o co chodzi z tym traktowaniem przestrzeni (n-1)wymiarowej jako jednego punktu.
To proste. Pewien stan n wymiarowej przestrzeni jest punktem w n+1 wymiarowej przestrzeni.
Np: masz 3 wymiary (x,y,z). W rzeczywistości jest to jednowymiarowa przestrzeń złożona z punktów oznaczających dwuwymiarowe przestrzenie.
Podobnie w górę, czas oznacza numer (współrzędne) trzywymiarowego wszechświata, numer pewnego stanu, który może mieć własne parametry (w tym wypadku współrzędne x,y,z).
Podobnie, tablica wielowymiarowa, tab[a][b][c], tab[a] zwraca po prostu tablicę dwuwymiarową, więc jest to tablica trójwymiarowa, czyli jednowymiarowa tablica dwuwymiarowych tablic.
</quote>
sdfgh napisał(a)
To proste. Pewien stan n wymiarowej przestrzeni jest punktem w n+1 wymiarowej przestrzeni.
Np: masz 3 wymiary (x,y,z). W rzeczywistości jest to jednowymiarowa przestrzeń złożona z punktów oznaczających dwuwymiarowe przestrzenie.Podobnie w górę, czas oznacza numer (współrzędne) trzywymiarowego wszechświata, numer pewnego stanu, który może mieć własne parametry (w tym wypadku współrzędne x,y,z).
Podobnie, tablica wielowymiarowa, tab[a][b][c], tab[a] zwraca po prostu tablicę dwuwymiarową, więc jest to tablica trójwymiarowa, czyli jednowymiarowa tablica dwuwymiarowych tablic.
No ok, terez juz wiem co autor mial na mysli. Tylko co daje taki sposob przedstawienia kolejnych wymiarow? Dzielenie przestrzeni wielowymiarowej na przekroje jest zawsze jakas pomoca w jej zrozumieniu, ale nie jest to jakas jedyna sluszna metoda. Np. to, ze z szescianu mozna wykroic kwadraty rownej wielkosci, trojkaty lub tez szesciokat na pewno powie sporo o jego naturze, ale mimo wszystko lepsze wyobrzazenie mozna zdobyc ogladajac jego rzut na plaszczyzne.
Poza tym, autor filmiku troche naduzyl takiego rozumowania, i u niego 'zwiniecie' danej przestrzeni + 'oddzielenie' wielku takowych zabiera dwa wymiary. A tu dupa, np. w przestrzeni trojwymiarowej moglo by istniec wiele 'zwinietych' (np. w formie sfer lub torusow) przestrzenie dwuwymiarowych, nie potrzeba do tego czwartego wymiaru ;) (inna sprawa, ze nie wszystkie 'zwiniecia' plaszczyzny moga istniec w trzech wymiarach).
O podróżach w czasie, fizyce relatywistycznej i mechanice kwantowej można sporo się dowiedzieć z "Nauki Świata Dysku I/II/III" Terry'ego Pratchetta, Iana Stewarta oraz Jacka Cohena. Książka popularnonaukowa, jednak przystępna i w miarę rzetelna. Poza fizyką porusza też wiele innych tematów, a szczególnie filozofię nauki oraz ewolucję.
W każdym razie współczesna fizyka teoretyczna dopuszcza możliwość podróży w czasie. Co do praktyki, to już jest ciężej, gdyż przy obecnym stanie wiedzy podróż w czasie wymaga więcej energii, niż zawiera cały Wszechświat. Tyle odnośnie praktycznych podróży.
Natomiast paradoksy, w rodzaju paradoksu dziadka czy też paradoksu obserwatora próbuje się w różny sposób rozwiązać. Jeden z teoretycznych sposobów podróży w czasie na przykład nie pozwala cofnąć się do czasu przed stworzeniem realnej możliwości podróży. Inne z rozwiązań paradoksów mówi, że przy cofnięciu się w czasie Wszechświat jest "read-only". W zasadzie samo podróżowanie w czasie jest tematem czysto filozoficznym, i jako taki ja go traktuję.
Ach, jeszcze jedna rzecz a propos czasu. Właściwie trudno mówić o nim jako o wymiarze, nie w takim samym ujęciu, jak długość, szerokość, wysokość itp. To raczej pewna dodatkowa składowa. Podobnie kleksy 2D mogłyby mówić, że czas jest tym trzecim wymiarem -- a nie jest to prawdą, bo przecież trzeci wymiar jest fizyczny. Chociaż z matematycznego punktu widzenia czas jako czwarty wymiar spisuje się znakomicie -- powtarzam, tylko matematycznym.
Jeszcze jedna, offtopowa nieco, rzecz dotycząca czasu: w jednej z książek o Świecie Dysku (nie pamiętam, której) w pobliżu źródła silnej energii thaumicznej (thaum jest pierwiastkiem magii) niektórzy ludzie cierpieli na dość niewygodną przypadłość pomieszania wymiarów. Polegało to na tym, że na przykład wysokość zamieniała się z długością, i idąc w przód człowiek wznosił się w górę. Ale nie tylko, bo komuś w wymiarze długości rosła linia czasu. Gdy tylko szedł do przodu, starzał się, a idąc w tył, odmładzał. Dość ciekawa koncepcja, moim zdaniem. ;)
Dla wierzącego, przenieść sie w czasie to nic trudnego, św. Ojciec Pio albo np. "Mała Arabka" lewitowali nad ziemią, albo potrafili być w kilku miejscach na raz.. :-) Karol Wojtyła nie żyje już kilka lat, a ludzie modląc się za jego wstawiennictwem doświadczają wielu łask..
Jest takie słowo "... Abyśmy zdołali ogarnąć duchem czym jest szerokość, długość, wysokość i głębokość..." a później jest mowa o wzmocnieniu siły " wewnętrznego człowieka" ... chodzi o duszę. Ciało umrze ale dusza jest wieczna..ja wierzę że dusza to najlepszy wehikuł czasu.. :d
btw.. polecam film Wielka Cisza o zakonie kontemplacyjnym :-)
Tybetańscy mnisi też są znani z lewitacji, a o nich chyba nie powiesz, że są bojownikami Chrystusa? To nie dowód na to, że jedyna-słyszna-religia ma rację i na istnienie duszy. Co do łask - każdy wierzący prosi o łaskę w trudnych sytuacjach, jak to jest, że 'cudów' trafia się w okolicach błędu statystycznego?