//Koszalin rlz - kranówa? jest lepsza niż niejedna butelkowana - M
w Lublinie analogicznie :)
//Koszalin rlz - kranówa? jest lepsza niż niejedna butelkowana - M
w Lublinie analogicznie :)
Jestem Johnny_Bit. Nie jestem leniem. Co mi się nie chce nie ma na mojej liście zadań, co jest wykonuje bardzo rzetelnie.
//ps: co się nie chce a trzeba: takich przypadków jeszcze nie miałem... chociaż... może pomysleć że się chce i stwierdzić że reszta kicha? tak chyba nauczyłem się rysować i programować...
//ps2: Jak się jakieś coś ćwiczy, to zawsze można wyjść, poćwiczyć i przychodzi ochota do wszystkiego..
No tak, ale jest jeden problem. Jak czegoś Ci się nie chce, a musisz to zrobić. I tu powstaje problem :/
Ja jestem Rusek i len ze mnie od 17 lat. Tylko ja mowie powaznie. W roku szkolnym (I LO) nie zajrzalem do ksiazek ani razu, ani przed sprawdzianem, nie pislaem wyprawocwan(bo jestem mat-fiz) i nic nie robie, a srednia na polrocze 4.2 (ja sam kur** nie wiem jak). Generalnie nic, a nic nie robie, a i gram non stop w Diablo II :)
Ja mam na imię Piotrek i, tak jak Wy, jestem leniem. W moim przypadku nie jest to nałóg - to rzecz wrodzona (może dlatego, że urodziłem się w niedzielę ;P). Odkąd sięgam pamięcią - wszyscy mówili mi, że lenię się niesamowicie.
Podejmowałem różne próby na przezwyciężenie tego... niestety wszystkie spaliły na panewce :(
Kawę pijam dość rzadko - tylko wtedy, gdy mam jakiś ważniejszy projekt i muszę naprawdę długo siedzieć przed kompem ;), a sypiać staram się długo, bo następnego dnia nie jestem w stanie normalnie funkcjonować.
Co do szkoły - to z każdym rokiem jest coraz gorzej - ostatnio nie robię kompletnie nic, oprócz prac domowych z angielskiego.
Aktualnie wchodzę w jakże niebezpieczny świat dorosłości, więc traktuję to jako okazję do wypędzenia lenistwa raz na zawsze.
Wziąłem się nawet za pracę nad nowym projektem (będzie dostępny na daeron.sourceforge.net)...
może dlatego, że urudziłem się w niedzielę ;P
To tak jak ja :) Już chyba wiem, na czym polega nasz problem ;)
No, i cała sprawa się wyjaśniła :]. Ja też urodziłem się w niedzielę - to zapewne powód tego wrodzonego lenistwa :]
Koledzy! Właśnie odkryliśmy źródło lenistwa :) Trzeba wprowadzić ustawę zabraniającą rodzenia dzieci w niedzielę. Polska stanie się wtedy mocarstwem :D
Witam, nazywam sie Marcin... jestem leniem od 13 lat, kiedy to dawno temu dostalem na komunie swojego pierwszego PC'ta ... po tych 13stu latach bezproduktywnego meczenia gier, o ktorych zapewne wiekszosc z was mlodych nie slyszala postanowilem <ort>wkoncu</ort> wziac sie za cos kreatywnego...
Od meczenia J-Birda po poczatkujacego programiste C++ ... lenie sie nadal, jednak nie az tak bardzo jak kiedys... co pomoglo? Mysle ze skonczenie liceum, zaczecie studiow, zamieszkanie samemu i praca w durnej tpsa zrobila swoje... :)
Wiec moja teoria na temat lenistwa: czesciowo przechodzi kiedy realnie sie widzi ze psuje nam ono nasza przyszlosc... ;)
może dlatego, że urudziłem się w niedzielę ;P
To tak jak ja :) Już chyba wiem, na czym polega nasz problem ;)
Co jeśli programiści rodzą się w niedzielę? [rotfl]
http://4programmers.net/Forum/viewtopic.php/id=64294
Czyżby należało przestrzegać osoby planujące potomstwo:
Nie chcesz mieć dziecka - leniwego programisty? Planujcie tak aby "9 miesięcy" nie zakończyło się niedzielą. [rotfl]
Koledzy! Właśnie odkryliśmy źródło lenistwa Trzeba wprowadzić ustawę zabraniającą rodzenia dzieci w niedzielę. Polska stanie się wtedy mocarstwem
a ja sie na przyklad w srode urodzilem ...
Witam, nazywam sie Krolik, leniem jestem od 23 lat, a wlasciwie prawie od 24, bo to sie zaczelo jeszcze przed urodzeniem... Mialem urodzic sie 4 stycznia (taki byl deadline), ale poniewaz jestem leniem, to mi sie zbytnio nie spieszylo i swiat zobaczyl mnie dopiero 5 dni pozniej. Nie obylo sie bynajmniej bez problemow. Wrzeszczec mi sie nie chcialo, wiec dostalem od lekarza kilka solidnych klapsow. "Po co tak walic. Nie widac, ze oddycham?!"
Do przedszkola nie lubilem zbytnio chodzic - lezakowanie to jakis koszmar, mnie sie nigdy nie chcialo wtedy spac.
Pozniej w szkole tez mialem pod gorke z powodu swojego lenistwa. Nauka szla mi na poczatku dobrze, ale to niestety sprzyjalo dalszemu rozleniwianiu sie. Pod koniec czwartej klasy nie uczylem sie juz w ogole niczego i dostalem zasluzona opinie "zdolny ale len". Poskutkowalo to seria jedynek w przedmiotach humanistycznych, glownie z historii, gdzie moje zdolnosci pozostawaly daleko w tyle za moim lenistwem. Niemniej jakos dotarlem do siodmej klasy, gdzie z nieoczekiwana pomoca przyszly mi konkursy przedmiotowe. Uczestnictwo w konkursach dawalo zwolnienie z lekcji na przygotowanie sie, wiec uczestniczylem w czym sie dalo. Oczywiscie czas na przygotowywanie sie poswiecalem przyjemnosciom, czyli dalszym rozwijaniem sztuki skutecznego lenienia sie. Przy okazji wpadl jeszcze jakis konkursik z fizyki, pozniej jeszcze z chemii. I tak do egzaminow uczyc sie nie musialem, tylko moglem oddac sie blogiemu lenistwu probujac zbudowac kolejny niedzialajacy model radia... Jakos juz wtedy przez skore czulem, ze moje zainteresowanie elektronika zaoszczedzi mi mnostwa godzin traconych na bezsensowna nauke.
W szkole sredniej sytuacja z przedmiotami humanistycznymi powtorzyla sie nawet w gorszej wersji, a wybieg z olimpiadami nie poskutkowal, bo co tu duzo mowic, bez uczenia sie trudno dalej zajechac jak do 2. etapu. I tu nieoczekiwanie udalo mi sie dokonac kilku wynalazkow, ktore powoli doprowadzily mnie do mistrzostwa lenienia sie. Dzieki pewnemu urzadzeniu, znanemu wtajemniczonym jako "maszyna losujaca" udalo mi sie skutecznie zlikwidowac zagrozenie powstale ze strony bardzo wymagajacej historyczki. Z kolei kodowane sciagi umozliwialy bezstresowe sciaganie na lekcjach jezyka niemieckiego i dawaly 99% gwarancje sukcesu i 80% osczednosc czasu na przygotowanie sie. Podobne sciagi udawalo sie czasem wykorzystac na geografii, choc przyznam, ze kuracja odwykowa pani S. w postaci kartkowek z mapy przez moment dawala mi nadzieje na skuteczne wyleczenie. Niestety w 2. klasie pani S. odeszla. a przerwanie kuracji spowodowalo nawrot choroby ze zdwojona sila. Otoz udalo sie przelamac prog 2. etapu jednej z olimpiad i to zaowocowalo wprost niesamowita tolerancja otoczenia na moje lenistwo, co oczywiscie skrupulatnie wykorzystywalem az do zakonczenia 4. klasy. O maly wlos nie zabilaby mnie matura, ale jakos mialem farta. Pytania z polskiego byly latwe, odpowiedzi w brykach, komisja egzaminacyjna sympatycznie nastawiona. Egzaminow na studia nie zdawalem, bo po co sie tak meczyc?
Studia to jest raj dla leniwcow. Wreszcie mozna nie robic czego sie nie chce i robic co sie chce. To pierwsze zrobia koledzy, to drugie zrobi sie za kolegow. I jeszcze przy okazji postawia piwo. Zyc nie umierac. Nasza uczelnia dodatkowo sprzyja leniwcom, bo mozna wybierac sobie przedmioty. Funkcjonuje bardzo dokladny wywiad: "Ten przedmiot jest za 2 jednostki i trzeba sie narobic, ten jest za 4 jednostki i mozna zaliczyc projektem z poprzedniego semestru, tylko nieznacznie przerabiajac. Biore ten drugi". No i wreszcie ta wolnosc, imprezy, kobiety... Tak sie rozleniwilem, ze w pewnym momencie az mi sie przestalo chciec dalej lenic i znalazlem sobie prace. Byc moze znalazlbym lepsza, ale nie chcialo mi sie dlugo szukac.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
I TERAZ TEGO CHOLERNIE ZALUJE, BO JESZCZE ROCZEK, A WYLECZA MNIE CALKOWICIE Z LENISTWA! I CALA ROBOTA POJDZIE NA MARNE! ;)