z perspektywy komfortu jazdy to wg mnie nic się nie zmieniło w motoryzacji od lat 80tych.
No w jakichś tanich samochodach niewyposażonych w żadne udogodnienia to może i faktycznie tak jest.
A jakie to udogodnienia? Wielowahaczowe zawieszenie to miał już Mercedes W124. Pneumatyka to była już w latach 90. Wyciszenie silnika się nic nie zmieniło. Może nieco lepiej poradzono sobie z wibracjami. Klimatyzacja była już w autach w latach 70-tych, jak nie wcześniej. Elektrycznie sterowane szyby, tempomat to nie są żadne nowinki. Ja komfort oceniam po wygodzie resorowania i ciszy w kabinie. W tej kwestii nie widzę wielkiego postępu. Na pewno nie taki co urywa tyłek i przekona mnie, że warto wydać 600k na auto zamist 130k. A jak się dobrze poszuka to ten sam komfort mogę mieć za 50k.
Podobnie jest z różnymi sprzętami. Komputery. Można kupić taki do pracy za 20k ale robotę zrobisz na tym za 7k. Instrumenty muzyczne. Gitara za 3k gra tak samo jak ta za 20k. Powyżej pewnej sumy płacisz za spekulację.
Wiem, że moto fani będą uzasadniać, że to warte swojej ceny ale z perspektywy komfortu jazdy to wg mnie nic się nie zmieniło w motoryzacji od lat 80tych. Jeśli mogę mieć ten sam komfort za 50k to nie wiem po co mam płacić 600k.
Obecny trend zwiastuje późniejsze problemy z dostaniem takiego auta używanego za 50k :)
Tu się zgodzę. Jednak ja staram się ułożyć sobie życie tak by samochód nie był mi niezbędny.
Ceny salonowe to nie jest tylko wymysł dla bogaczy co kupują auta tylko coś co ma wpływ na zjadaczy chleba co kupują używane auta.
Pewnie i tak. Pewnie jakieś modele będą lepiej się sprawdzać na rynku wtórnym a inne gorzej. Te które będą drogie w naprawie będą tanie w zakupie. Te które będą pomimo wieku względnie mało awaryjne będą trzymać cenę. Dojdą też regulacje ekologiczne, przesyt aut na rynku. Więc cięzko tu wróżyć.
Audi nie produkuje 15 letnich wypierdzianych aut i nie sprzedaje w polsce po 50k bo klienci tak lubią tylko ktoś ten fotel musi wypierdzieć i sprzedać dalej. Aktualna kiepska dostępność nowych aut będzie miała wpływ na cenę aut używanych.
Kompletnie się nie zgodzę z częścią o komforcie jazdy, różnice między autem z 2000/2010/2020 są kolosalne, kompletnie różnych komfort prowadzenia czy wyposażenia.
Podaj mi te kolosalne różnice. Bardzo jestem ciekaw co się zmieniło. Tak się składa, że jestem po kiernku samochodowym na polibudzie i chętnie poznam co się zmieniło.
Bo jak odpisałem wyżej, poza bajerami i czujnikami to nie ma za wiele różnic. Nie widzę kolosalnej różnicy w komforcie jazdy względnie zadbanym W124 a wspomnianym przeze mnie wcześniej BMW X5 z 2017 roku. Jedyna różnica jaką widzę to jest na korzyść starych aut, które były projektowane na gorsze nawierzchnie i miały miękkie zawieszenie. Współcześnie auta mają zawieszenie pseudo sportowe do zapieprzania po autostradzie, szczególnie SUVy z wysokim środkiem ciężkości.
Mam takiego SUVa z 2018 roku. Gdy jadę nim po dziurawych drogach w moim mieście to wszystko się trzęsie i czuję w doopie każdą dziurę. Wsiądę do mojego Audi z lat 90 (jeszcze bez aluminiowych wielowahaczy) i płynnę jak na tapczanie. Więc nie wiem gdzie ten komfort. Ten mój szrot ma sprawną klimę, grzanie tyłka, webasto i inne bajery. Sorry ale nie dam sobie wmówić, że współczesny komfort jest wart tych astronomicznych sum piniendzy.
Jedyne co się zmieniło faktycznie znacznie to materiały stosowane do budowy budy (nadwozia i podwozia), technologie łączenia. Poziom bezpieczeństwa biernego (strefy zgniotu), nowoczesne stale wielostopowe to krok milowy w kwestii bezpieczeństwa. Ale w kwestii samego komfortu jazdy to zmieniło się nie wiele.
Nie udawajmy że zrobienie 500km seicentem to samo co mercedesem gls.
Ale ja nigdzie nie porównywałem seicento do GLSa. Mogę porównać współczesnego sedana do sedana z lat 90-tych. Gdy porównasz współczesnego Fiata Pandę do Seicento to jest tak samo źle jak było. Jak porównasz dzisiejszą S-klasę do takiego W140 to w zasadzie zmeniły się wyświetlacze i pikające czujniki.
Kompletnie nie rozważam aut elektrycznych lub hybryd bo ja potrzebuję mieć całą moc pod pedałem jak jadę
Nie rozumiem o co chodzi z tą mocą. Na autostradzie jest ograniczenie do 140km/h. W mieście max 50, w większości i tak jedzie się 30-40.
Ludzie kupują fury z mocnymi silnikami a potem stoją w korku jak wszyscy.