No to może wspomnienia seniora w tym towarzystwie.
Pracę zacząłem w połowie lat 80-tych w centrum komputerowym socjalistycznego molocha. Bylem chyba jedną z 2-3 osób po studiach kierunkowych, sporo osób było po matematyce.
Programy pisaliśmy głównie w Cobolu, na papierze, ale już do komputera wprowadzaliśmy je na terminalu.
Za to większość danych była wprowadzana poprzez karty perforowane.
Ktoś tu pisał, że większość programistów to były kobiety, u mnie było pól na pół, kobiety to były przede wszystkim projektantki.
(uzgadniały z userami założenia do programu).
Płace były "dla kobiet" albo "biurowe", robotnicy zarabiali dużo lepiej. Kiedyś spotkałem kolegę z podstawówki, pracował w tej samej firmie, zapytał ile zarabiam, z wyższością odpowiedział, że on 2 x tyle, no ale ma fach w ręku (spawacz) i pracuje na zmiany.
Dane były zapisywane na taśmach i dyskach, na dyskach były też pliki o dostępie bezpośrednim - to do kogoś, kto pisał wcześniej, że tylko sekwencyjnym.
Oczywiście, że logika tych programów była dużo prostsza niż dzisiaj, ale też możliwości narzędzi mniejsze.
Gdzieś po 2-3 latach zaczęła się rewolucja PC.
Najpierw była pewna różnorodność (CP/M, DOS), potem został DOS i zaczął królować Novell.
Programy na nie zaczynałem pisać w ramach fuch, poza moją firmą, firma była skostniała, trzymała się od nowinek z daleka.
Wtedy wydawało się to ambitnym zajęciem, pisało się trochę w ciemno, Novell był poza zasięgiem finansowym pojedynczej osoby, testowało u klienta.
Marki takie jak Spectrum czy później Amiga czy Commodore uważaliśmy za zabawki, przynajmniej w zastosowaniach dla przedsiębiorstw.
Gdzieś koło r. 1988 zaczął się lekki boom dla programistów, oczywiście nie taki jak teraz, ale już nie miałem kompleksów przed kolegą spawaczem
(dzięki fuchom, nie etatowi). W r. 90 pożegnałem się z etatem dzięki upowszechnianiu się PC-tów i reformom Balcerowicza - to ostatnie piszę w b. pozytywnym znaczeniu.
Jeszcze parę uwag odnośnie skomplikowania programów wtedy i dzisiaj i podobieństw.
W aplikacjach terminalowych trzeba było stosować pewne nietypowe sposoby na "przechowanie/przekazanie wartości zmiennych" pomiędzy kolejnymi okienkami
(nie znałem wtedy pojęcia stanu aplikacji). Pamiętam moje zdziwienie wiele lat później, że ten sam problem występuje w aplikacjach webowych.
W programach cobolowych trzeba było tak dobierać długość rekordów i ich ilość w bloku (to pojęcie z Cobolu, ale programiści Delphi też go używają), żeby nie przekraczać granicy sektora na dysku.
Przez wiele, wiele kolejnych lat nie spotkałem się żadnymi sugestiami co do wielkości sektora na dysku, dopiero kilka lat temu przeczytałem kilka sugestii, jak utworzyć partycję (jaki sektor), żeby SQL-server pracował wydajnie (chyba w związku z pojawieniem się filestream-a).
Jeszcze co do fuch. Dorabianie a później pisanie programów dla firm to była przez wiele lat atrakcyjna alternatywa dla pracy na etacie u kogoś.
Teraz wydaje mi się, że dużo bardziej opłaca się zatrudnić w zachodniej korporacji niż pisać aplikacje na zamówienie lokalnych firm.
Chodzi mi o prace jako samodzielny programista czy w małym zespole.