@0xmarcin
W USA dom a nie mieszkanie to standard, obowiązkowo z backyard'em czyli takim niewielkim podwórkiem za domem.
Nie prawda, nie dzisiaj przynajmniej. Gdyby to było prawdą nie powstawałyby wielkie bloki mieszkalne w mistach na kilkanaście pięter gdzie czynsz kosztuje po 3k dolców. To długi temat, ale postaram się zawęzić myśli. Po wojnie USA przyjęło planowanie, które zakładało, że każda rodzina mieszka w domu na przedmieściach i dojeżdża do pracy do miasta samochodem. Doprowadziło to do przystosowania miast do samochodów a więc, między innymi, wybudowania wielkich autostrad prowadzonych przez centra miast. W efekcie miasta stały się miejscami przeznaczonymi dla samochodów a nie dla ludzi do życia. Przez to, że miasta nie są przyjazne człowiekowi zapotrzebowanie na domy wzrosło a wraz z tym ceny. To co zmalało to podwórka za domem i teraz często "frontyard" czyli miejsce na podjazdy gdzie stoją samochody mają większą powierzchnię niż "backyard". Dodatkowo ludzie domagają się na przedmieściach wygód jak w mieście, czyli np. kanalizacji i dobrych dróg. Miasta nie są w stanie utrzymać tego z bierzących podatków od mieszkańców przedmieść więc albo biedniejsi mieszkańcy miast utrzymują bogatszych na przedmieściach, albo miasto bierze kredyt. Przez to również rosną ceny i w dzisiejszych czasach przeciętnego amerykanina nie stać na własny dom. W Kanadzie jest to samo.
Zresztą na tych przedmieściach do których miasta jeszcze dokładają wcale nie żyje się jakoś fajnie, podwórka malutkie a przez obowiązujące prawo na terenach rezydencyjnych nie można prowadzić żadnej działalności. Czyli do fryzjera, do szkoły, do sklepu, do weterynarza gdziekolwiek trzeba wsiąść w samochód i stać w korku. Te sklepy na przedmieściach to też nie sklepy tylko wielke hangary przypominające hurtownie, ludzie kupują na dwa tygodnie żeby mniej stać w korku a potem wyrzucają bo mija termin. W miastach zaś, przynajmniej tych większych, wszędzie zapach spali i moczu. Żadnych przyjemnych miejsc do spędzania czasu oprócz nielicznych parków. Z każdej strony w dupę. W USA przyjemnie to może żyje się farmerom w teksasie, a tak to c****.
Co do "maintancence'u" domu - z tego co pamiętam to dom rodziców nie wymaga prawie żadnego utrzymania
Zazdroszczę rodzicom, ale to nie prawda w żadnym wypadku z którym miałem styczność, a też wychowywałem się na wsi i na dobre wyprowadziłem się dopiero w połowie studiów. Jak masz dom to zawsze masz coś do zrobienia. To jest główny powód dlaczego ja i klilku moich kuzynów z kórymi się wychowywałem (rodzice budowali się w sąsiedztwie swojego rodzeństwa) będąc na dorobku nie zdecydowaliśmy się budować czegoś własnego lub zostać na wsi - po dziesięciu godzinach pracy chcemy trochę wytchnienia i nie musieć się przejmować, że trawnik trzeba skosić, albo taras jeszcze raz zaimpregnować przed zimą, albo dopilnować dostaw opału po zimie, albo zamieść odchody nietoperzy na poddaszu, albo czy włączyłem podgrzewanie wody odpowiednio wcześnie żeby móc się wykąpać itd. itp. Moje podejście może się jeszcze zmieni, może zmienią mi się priorytety, ale w tej chwili cieszę się, że nie muszę się takimi rzeczami przejmować.