@Shalom w sumie to trochę mieszasz :D w jednym miejscu mówisz, że
o jakości edukacji świadczą zupełnie inne wskaźniki! Na przykład po jakim czasie absolwenci zdobywają pracę, ile mogą w niej zarobić, czy uważają że wiedza ze studiów im się w tej pracy przydała itd. Liczba cytowań publikacji jakiegoś szalonego profesora nijak sie do tego ma.
co można rozumieć, że lepsza uczelnia to ta, która lepiej przygotowuje do pracy i dobrych zarobków, a teraz mówisz, że studia powinny kształcić naukowców. Zdecyduj się.
Ale czemu wg ciebie jedno wyklucza drugie? Cały ten mój cytat odnosi się do ludzi którzy pracują "w zawodzie" / gdzieś gdzie w ogóle korzystają z tego co studiowali. Przecież jak pójdę na polonistykę a potem będę szukał pracy w hucie to wcale nie znaczy, że moje studia były słabe, bo nie przygotowały mnie do tej pracy ;]
Nadal podtrzymuje, że jakość dydaktyki (co nie jest równoważne z tym czy uczelnia jest dobra czy nie) można oceniać przez pryzmat tego jak wartościowa wiedza jest przekazywana studentom. Ale jednocześnie trzeba tu patrzeć na wartościowość wiedzy pod kątem pracy w danej dziedzinie. Jeśli ktoś pracuje w dziedzinie pokrewnej to na pewno znaczny % wiedzy ze studiów nie będzie do niczego przydatny. Jak ktoś kończy Automatykę i zostaje koderem to większość wiedzy będzie dla niego nieprzydatna, co wcale nie znaczy że jego studia były słabe. Tak samo jest z Informatyką i dowolnymi innymi studiami.
Przesadziłem może trochę z tymi naukowcami, chodziło mi o to, że są zawody gdzie potrzebna jest pewna szersza wiedza z danego zakresu i pewne teoretyczne podstawy, ale takie zawody to jest bardzo niewielki procent. Oczywiście nie musi to być praca stricte naukowa, ale mimo wszystko praca generalnie "rozwojowa". I do takiej pracy mogą być przydatne studia, 1, 2 lub 3 stopnia.
Ale jeśli ktoś takiej pracy nie planuje to siłą rzeczy potrzebne mu są inne umiejętności. Problem w tym że trudno to upchnąć w jeden schemat zwany studiami bo ten program "odtwórczy" wymaga zupełnie innych przedmiotów niż ten program "rozwojowy". Oczywiście jakimśtam rozwiązaniem byłaby możliwość dobierania sobie przedmiotów, tylko jak potem nazwać tak zdobyte wykształcenie, skoro może być zupełnie różne dla poszczególnych osób? Stąd też jedynym sensownym podejściem byłoby stworzenie równoległej ścieżki edukacji zawodowej która służyłaby właśnie kształceniu w bardziej praktycznych aspektach. Praktycznych w sensie "używanie narzędzi" zamiast "tworzenia narzędzi".