Jaki procent ludzi u Was w pracy myśli o łatwości utrzymania oprogramowania które piszą?
U mnie znikomy (korporacja nieinformatyczna).
95%? W poprzedniej firmie zatrudniającej głównie studentów, było odwrotnie - może 5% o tym myślała. Studia i przeczytanie iluś tam książek o wzorcach projektowych to nie wszystko. Dopóki nie posiedzisz nad nietrywialnym kodem tych 10 tys. godzin, nie zobaczysz w życiu iluś spapranych projektów, samemu nie zaprojektujesz systemu który ma prawdziwych użytkowników (zmieniających zdanie co tydzień), niewiele tak naprawdę wiesz o pisaniu dobrego kodu.
Jakość kodu nie zależy od wieku.
Bezpośrednio nie zależy, ale zwykle jest tak, że z wiekiem doświadczenie i posiadana wiedza rosną, przynajmniej w przypadku ambitnych programistów. A to oznacza, że ten sam programista w wieku 40 lat, o ile przez cały czas dbał o swój rozwój, będzie o niebo lepszy niż w wieku 25 lat. I to niezależnie od technologii.
Mógłbyś wyjaśnić DLACZEGO się zastanawialiście? Bo mi to wygląda na bezmózgą kadrę zarządzającą, która widzi słowo "student" i automatycznie się wycofuje i głęboko duma czy to jest osoba godna zatrudnienia.
Oj, no to nam pojechałeś. Chciałbym zauważyć, że ta bezmózga kadra zarządzająca prowadzi firmę tak, że co roku mamy wzrost 200-400%, w samym 2012 zwiększyliśmy zatrudnienie o 40%, w trzeciej rundzie finansowania sprzedaliśmy część udziałów za raptem $25mln, a warunki pracy i atmosfera pracy są bardzo dobre. Chciałbym, żeby którakolwiek firma, w której poprzednio pracowałem miała choć w połowie tak dobre wyniki.
Zastanawialiśmy się dlatego, że ów student miał dosyć małą wiedzę teoretyczną w zakresie podstaw, a i jego doświadczenia praktyczne w pisaniu większych projektów (nawet hobbystycznych) nie były porażające. Z drugiej strony wyglądało, że jest doskonale zmotywowany, samodzielny, ma bardzo dobre umiejętności miękkie i świetnie się będzie z nim pracować w zespole. Gościu był na praktykach, wszyscy byli z niego bardzo zadowoleni, tylko niestety na tych praktykach nie zajmował się pisaniem kodu a jedynie testowaniem. Dlatego stanęło na tym, że dostanie zadanie i ma coś zakodować.
Jeśli rynek amerykański wygląda właśnie tak - widzimy studenta zdolnego, ale lepiej weźmy tę ofiarę losu po 30 bo ma więcej doświadczenia wyklepanego w firmie to nie dziwię się, że potrzebują oni specjalistów z Polski, Indii itd. (pomijam kwestie finansowe).
Nie, po prostu tu się mniej patrzy na to "ile będziemy musieli wydać". W Polsce chyba jest tak, że bierze się studenta bo "tani jest, może się nauczy, a jak nie, to weźmiemy następnego". Jeden z moich znajomych z ostatniej firmy kiedyś prosił mnie o pomoc przy technologii X. Mówię mu, że nie znam się na niej i nie za bardzo mam akurat czas aby się wgłębiać. I dodaję "a dlaczego w ogóle używacie X?". "Bo firma Y tego używa (znana marka globalna)" - "No to fajnie, to nie możecie zatrudnić jakiegoś ich (byłego) programisty - chociaż jednego na cały 20-osobowy zespół?" - "Nie, bo za drogo to by kosztowało". Komentarz chyba zbędny.