nie czuje satysfakcji z bycia programista

nie czuje satysfakcji z bycia programista
Patryk27
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
  • Postów: 13042
1
abcdefg1 napisał(a):

A jak klepanie przez pol zycia kodu moze dawac satysfakcje ? Zdziwilbym sie, gdyby dawalo

Dlatego programiści Javy czytają Coelho.

ŁF
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
4
abcdefg1 napisał(a):

Minus za wlasne zdanie, ktore nikogo nie obraza... Ach...

to minusować można... co? tylko posty obrażające kogoś? (btw nie dałem minusa)

abcdefg1 napisał(a):

Moj poglad o informatykach(ktorym niestety sam sie staje[studia]) nie ulega zmianie. Cale zycie jedna wielka monotonia, robienie ciagle tego samego i wmawianie sobie, ze to ma jakikolwiek sens. Albo jak ja robienie tego czysto dla kasy. Bo jak mozna lubic siedziec dziennie po 10-12h przy pie**** kompie ?
wyobraź sobie, że ja siedzę od ładnych kilku lat 8h przed komputerem, a programuję już z piętnaście lat - i nadal lubię to, co robię. nic sobie nie muszę wmawiać, bo to zwyczajnie jest przyjemne. tworzenie małych światów rządzonych regułami, które Ty definiujesz. czasem ociera się to o zabawę w małego boga. wiadomo, czasem zdarzają się zjeb*** projekty, ale średnia jest ok.

a skoro Ty robisz to tylko dla kasy, to zwyczajnie Ci współczuję, bo dla mnie nie różnisz się niczym od gościa przekładającego ciastka na taśmie, równie dobrze mógłbyś przekładać kartki z lewej strony biurka na prawą. czytając to, co piszesz, mam wrażenie że jesteś jednym z koderów, gości, na których kod jak patrzę, to chce mi się płakać. nie zależy im na rozwoju, bo nie lubią tego, co robią, więc stoją w miejscu. nie znoszą, jak zwraca się im uwagę, bo są tu dla kasy, a nie nauki. nauka kosztuje czas, a czas to pieniądz, poza tym kto lubi uczyć się czegoś, czego nie znosi?

02
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 1176
11

Minus za wlasne zdanie, ktore nikogo nie obraza... Ach... Moj poglad o informatykach(ktorym niestety sam sie staje[studia]) nie ulega zmianie. Cale zycie jedna wielka monotonia, robienie ciagle tego samego i wmawianie sobie, ze to ma jakikolwiek sens. Albo jak ja robienie tego czysto dla kasy. Bo jak mozna lubic siedziec dziennie po 10-12h przy pie**** kompie ?

Racja tylko debile czerpią przyjemność ze swojej pracy. Prawdziwy Polak nienawidzi pracować i czeka tylko na emeryture...

Demonical Monk
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
3
abcdefg1 napisał(a):

Cale zycie jedna wielka monotonia, robienie ciagle tego samego i wmawianie sobie, ze to ma jakikolwiek sens.

Cóż, ponoć inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi... Jeśli nie masz żadnych zainteresowań i musisz na siłę zapieprzać jako programista i katować się przez całe życie to gratuluję.

vpiotr
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Niestety znam ludzi którzy robią to dla kasy, ale nie oszukujmy się, nie wszystkie stanowiska są źródłem wyzwań programistycznych.
Część rynku to po prostu właśnie "kodowanie" - bezmyślne wykuwanie czyichś wymagań jak leci w tym co jest, aby jak najszybciej.
Smutne to... zwłaszcza jeśli ktoś "koduje" tylko w pracy, a w domu ma programowanie w głębokim poważaniu.
To znaczy że po prostu nie lubi tego co robi.

Inquis1t0r
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 300
1

Ale chyba nie ma branży, której nie dotyka problem takich ludzi. Tyle, że nie wszędzie pasja plusuje tak mocno jak tu.

99
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 53
0
Rev napisał(a):

Mam propozycję: albo wydzielmy wszystkie te wątki o miłości do oddzielnego działu albo zastanówmy się o czym właściwie jest to forum i przystopujmy te bezsensowne rozmowy.

Ale gdzie chcesz to podpiąć? Pod "Bazy danych" ? :)

Olamagato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Polska, Warszawa
  • Postów: 1066
1

Wszedłem tu zaciekawiony przewidując narzekania na pracodawcę, demotywowanie, zmuszanie do pogarszania kodu lub słabe płace w Polsce, a tu temat o dupach...
Jakbym zobaczył taki temat na forum monterów spawaczy konstrukcji stalowych, to bym chyba umarł ze śmiechu. A tak tylko strzeliłem facepalma... :D

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
Olamagato napisał(a):

Wszedłem tu zaciekawiony przewidując narzekania na pracodawcę, demotywowanie, zmuszanie do pogarszania kodu lub słabe płace w Polsce, a tu temat o dupach...
Jakbym zobaczył taki temat na forum monterów spawaczy konstrukcji stalowych, to bym chyba umarł ze śmiechu. A tak tylko strzeliłem facepalma... :D

Problem w tym, że na kierunkach humanistycznych jest masa dziewczyn, tak samo później w pracy po kierunkach humanistycznych jest mnóstwo dziewczyn a wybierając karierę programisty już na etapie studiów odizolowałem się od dziewczyn, bo ich nie było, tak samo w pracy brak kobiet więc zaczynam mieć wątpliwości czy dobrze zrobiłem, co z tego, że robię to co lubię gdy czuję pustkę spowodowaną brakiem dziewczyny :/

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

Nic się nie martw, zawsze możesz nacieszyć się Sashą Grey :P

Olamagato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Polska, Warszawa
  • Postów: 1066
5

Na kierunkach humanistycznych mają taki sam problem z facetami. Jedyni, który tam są to geje, albo nieudacznicy, więc laski też mają wątły wybór. Nie wiem ile masz lat, ale to co masz nazywa się kompleksem pierwszej d**y, który można pokonać szybko lub trudno. Szybko za jakieś dwie stówy "u profesjonalistki" i trochę nerwów (hiv, hbs, kiła itp.), a trudno za jakieś 6-8 tys. zł i sporo nerwów z "amatorką". Tak czy inaczej o ile tylko masz dwie ręce i dwie nogi, to Twój problem jest wyłącznie czasowy.
Kobiety mają dokładnie ten sam problem co ty pomnożony przez ich fizjologię i większą zależność od miłości, która zaczyna być mniej więcej od wieku 26 rodzajem narkotyku na stale pogarszające się samopoczucie i obniżające się poczucie własnej wartości. Dlatego mniej więcej po trzydziestce zaczynają desperacko poszukiwać sobie kogoś do polepszania tego samopoczucia. To poszukiwanie czasem przybiera dość skrajne formy, które niektórzy faceci wykorzystują do bólu (dosłownie nawet:).
Krótko mówiąc jeżeli lubisz to co robisz i jeszcze masz z tego przyzwoitą kasę, to masz przynajmniej o połowę lepiej niż przeciętna kobieta w wieku rozrodczym, z których większość godzi się na robienie tego czego nie lubią, albo co gorsza same nie wiedzą co chcą w życiu robić poza bliżej nieokreślonym "przyjemnym życiem" i wychowywaniem swoich urodzonych dzieci.
Jeżeli w miejscu gdzie mieszkasz jest jakaś uczelnia z panienkami, to Twój problem jest w zasadzie rozwiązany. Wersja najbardziej pasywna, to skręcasz sobie jakiegoś laptopa i część swojej pracy przenosisz na korytarze lub do czytelni takiej budy - oczywiście nie w nocy. Będzie to praca dość mało efektywna bo nie da się bardzo skutecznie pracować w takich warunkach, ale coś za coś. Będziesz w miejscu gdzie przecinają się zasięgi wzroku i słuchu, a przy okazji możesz na miejscu znaleźć coś, czego nigdy nie czytałeś. W zasadzie nie musisz nic więcej robić. Jest jedno ograniczenie - żadnego słuchania mp3 w tym czasie. Osoba ze słuchawkami daje wrażenie dużo gorszej dostępności. Co jakiś czas wyskakujesz do uczelnianego baru, gdzie możesz zająć się kawusią i bezczelnym skanowaniem lasek. ;)
Jeżeli żadnej uczelni nie ma, to może być dowolna publiczna biblioteka w której zauważysz więcej dziewczyn. Postępowanie (a raczej jego brak) dokładnie takie samo. Pozostałe miejsca, gdzie jest dużo kobiet, to wszelkie inne szkoły i szpitale.
Jeżeli jesteś bardziej zdesperowany, to zrób tak jak Zuckenberg - napisz jakiś prosty soft, który się przyda w miejscu gdzie jest dużo kobiet (szczególnie im samym, ale ten numer w czasach FB już raczej nie przejdzie). Może jeszcze przy okazji dodatkowo zarobisz.
Poza tym są jeszcze różne portale randkowe, które laski też odwiedzają (oczywiście rzekomo dla zabawy), które są o tyle skuteczne, że możesz łatwiej wyeliminować kobiety które poza krótkotrwałym wyglądem trwającym góra dekadę (potem przestają o siebie dbać - jak ich matki) nie reprezentują sobą nic i nie mają nawet podobnych zainteresowań lub charakteru (a to później bardzo szkodzi) lub są po prostu głupie.
Można też zastosować podejście z zupełnie innej strony - szukasz jakiejś MILF w dowolnym sfeminizowanym miejscu (jak nie wiesz o co chodzi - wiki) i z rozmowy (przy okazji dobry trening na luzie) dość łatwo wyciągasz info o ewentualnej córce (każda mamusia się pochwali) - nawet telefon i to czy ma chłopaka.

Generalnie daj się namierzać zostawiając nr telefonu/mail itp. Ujdą nawet jakieś fake ulotki "reklamowe" oferujące jakieś bzdurne lub nikomu niepotrzebne usługi z Twoim telefonem i zdjęciem (opcjonalnie). Genialnym pomysłem znajomego było zrobienie się na jakiś czas agentem sprzedającym kosmetyki - masz jakieś Avony, Oriflame i inne wynalazki, które można sobie załatwić nawet przez internet. To świetny powód aby znaleźć się w każdym sfeminizowanym miejscu. Po jakimś czasie musiał opędzać się od lasek.
Na koniec sporym atutem jest oczywiście miejsce do mieszkania (cokolwiek), do którego klucze masz ty sam i nikt inny.
Jeżeli nie chcesz się ograniczać do Polek, to warto szarpnąć się na ok. 8 klocków i wybrać się na 2 tygodnie w rejs (np. dla singli) po Śródziemnym lub Karaibach.

Się naprodukowałem...
Należy się 2,50. ;)

aurel
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

@0x200x20, odpowiem ci w poście, bo za długie komentarze się robią.

Ale przecież ja napisałam, że należy stawiać na rozwój swej osoby... Pisałeś też, że dla ciebie granica nie jest tak wyraźna jak dla mnie. A dla mnie też wcale nie jest wyraźna ;) Widzę jednak różnicę, między kolegą, który po prostu reprezentuje coś sobą, a kolegą, który nic sobą nie reprezentuje, więc ucieka się do "sztuczek", bo nie ma żadnych zainteresowań i życia poza pracą. Ten pierwszy też kupuje nowe koszule, ale to nie nowe koszule zapewnią mu powodzenie u płci przeciwnej. A gdyby nie zapewniły, i tak nie będzie się poniżał.

Mam kolegę, który się jąka. Kiedyś jąkał się masakrycznie, ledwo szło go zrozumieć - teraz, kilka lat później, nabrał większej wprawy w mówieniu i tylko czasem się zacina. Chyba tylko jakiś skończony debil, skreśliłby taką osobę z listy znajomych tylko dlatego, że niewyraźnie mówi :| Dużo ważniejsze jest to, co dana osoba ma do powiedzenia. Ziom ma ciekawe zainteresowania (pociągi, fotografia, rysowanie - a to tak tylko na początek, bo dla zainteresowanych rozśpiewa się nad teorią mnogości i teorią strun), więc kolegów/koleżanki miał wtedy gdy mówił tragicznie i ma ich teraz. Nie musiał ćwiczyć mowy do lustra, płacząc, że inaczej nikt go nie polubi (nie pokocha), bo ćwiczył po prostu rozmawiając z ludźmi. Teraz jest mu łatwiej (i ludziom dookoła też). Korzyść z nauki mówienia wpłynęła bezpośrednio na niego pozytywnie, tzn. JEMU łatwiej jest wyrażać swoje myśli. Może i jest to potrzeba, która wynika z istnienia innych ludzi, ale w jego przypadku, była to potrzeba wewnętrzna (prostszego wyrażania myśli), a nie zewnętrzna (żeby ludzie mnie lubili).

Zastanów się natomiast, co reprezentuje sobą ktoś, kto nie ma życia poza pracą? Jak już skusi tą kobietę ładną koszulą, sprytnie spreparowaną ulotką czy numerem wyciągniętym od zdesperowanej mamuśki - czym tą kobietę przy sobie zatrzyma na dłużej niż kilka godzin?

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
1

@Olamagato napisał jak wyleczyć się z kompleksu pierwszej d**y. Napisał też, że ten kompleks utrudnia znalezienie właściwej kobiety. Jeśli tak czy siak nic ciekawego z tego wyjdzie, to trudno, wróci do punktu wyjścia, ale przynajmniej da sobie spokój na jakiś czas.

AB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 464
0

@aurel - nie wiem czy dobrze zrozumiałem Twoją wypowiedź. Czy uważasz, że osoba, która próbuje nawiązać nowe znajomości z kobietami w bibliotece pozbawia się godności, poniża się? Wg. Arystotelesa godność to cnota będąca "złotym środkiem" między służalczością, a zarozumialstwem. Czy mężczyzna zaczepiający kobiety w bibliotece czy też każdym innym miejscu publicznym np. w centrum handlowym jest bardziej zarozumiały czy bardziej służalczy? Nie każdy chcę czekać, aż wpadnie przez przypadek na jakąś ciekawą i atrakcyjną kobietę, ale chce temu szczęściu jakoś pomóc. Podobno aż 5% związków powstaje po przypadkowym wpadnięciu na siebie, kolejne 5% związków powstaje po tym gdy mężczyzna pomoże podnieść kobiecie przypadkowy upuszczony, zgubiony przedmiot. Czy każdy ma czekać na taki przypadek, żeby zachować swoją godność?

Kiedyś miałem poważny problem z kobietami, który polegał na tym, że nawiązywałem głębsze relacje tylko z tymi kobietami, które same mnie wybrały, np. zagadując do mnie, uśmiechając się, dzwoniąc itp. przełamując moją wrodzoną nieśmiałość. W moim przypadku nie było tak źle, ponieważ trafiałem na całkiem fajne i wartościowe osoby, ale jestem przekonany, że cała masa moich rówieśników, którzy również mieli problem z nieśmiałością albo czekała na tę "jedyną" bez żadnego efektu albo trafiała na osoby, które im nie pasowały.

Dzięki pracy nad sobą, stałem się osobą bardziej pewną siebie w relacjach międzyludzkich i zaowocowało to tym, że czuję się swobodniej w każdej sytuacji gdy spotykam nowych ludzi. Zagaduję do obcych ludzi (bez względu na płeć) czekając w kolejce, jadąc pociągiem, na koncercie, w tramwaju, w windzie. Nawiązuję rozmowę na temat sytuacji lub miejsca w którym się znajdujemy albo nawet pytam wprost skąd wracają, czym się zajmują itd. Staram się być interesującym rozmówcą, nie zanudzać, zadaję więcej pytań niż sam opowiadam o sobie, nawiązuję do tego o czym mówi mój rozmówca. Unikam miejsc bardzo zatłoczonych, gdzie ja lub rozmówca mógłby poczuć się niekomfortowo, ale nie zawsze trzymam się tej zasady. Nie biegam po ulicy lub centrum handlowym w pogoni za kobietami, raczej wykorzystuję każdą okazję w której mogę kogoś poznać. Dzięki temu nawiązuję wiele ciekawych znajomości i rozwijam swoje umiejętności interpersonalne. Ludzie z reguły reagują na mnie pozytywnie, uśmiechają się, rozmawiają, czasem proszą o numer telefonu lub facebooka, z drugiej strony czasem zdarzają mi się sytuację gdy ktoś się wystraszy, sugeruje, że się narzucam albo nawet bierze mnie za zboczeńca :D Czy zachowując się w ten sposób poniżam się lub pozbawiam godności?

aurel
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
1

@Adam Borowski, w ogóle nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi, lub też była ona tak nie zrozumiała, że wywnioskowałeś z niej kompletnie źle. Opisałeś wg mnie same pozytywne zachowania :) To wspaniałe, gdy ludzie rozmawiają z ludźmi z własnej inicjatywy, gdy tylko tego chcą!

A teraz ty mi powiedz, czy uważasz, że osoba podrywająca matkę, celem wydobycia numeru córki, poniża się? Czy osoba rozrzucająca fałszywe ulotki ze swoim numerem telefonów, celem rozbudowania bazy potencjalnych kobiet, poniża się?
Może to już takie są standardy...?

AB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 464
0

@aurel - Podrywanie matki w celu otrzymania numeru do córki to raczej objaw jakiejś głębokiej desperacji, podobnie oceniam pomysł z ulotkami :)

Cieszę się, że to było tylko nieporozumienie, ponieważ już się obawiałem, że ktoś może tak odbierać takie zachowanie jak moje. Za żadne skarby nie chciałbym być odbierany jako desperat, ponieważ wtedy będą chcieli mnie poznać wyłącznie inni desperaci :)

Olamagato
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Polska, Warszawa
  • Postów: 1066
1

@aurel: Kobieta, która wciąż zachowała atrakcyjność fizyczną (a to często oznacza również intelektualną) mimo wieku, w którym może mieć dorosłą córkę, to bardzo dobry i skuteczny wskaźnik co do tego jak może w przyszłości zachowywać się kobieta, która została przez nią wychowana. Tego uczyły nawet babcie - "Spójrz na matkę, to dowiesz się jak będzie w przyszłości wyglądać i zachowywać się jej córka". Czy to się komuś podoba czy nie - to się niezwykle często sprawdza.
Zamiast więc szukać kobiety, której matka będzie dla konkretnego mężczyzny atrakcyjna można skrócić poszukiwania robiąc odwrotnie. Przy okazji w wypadku powodzenia można mieć przyjaźnie nastawioną teściową, którą się zwyczajnie lubi.
Co do ulotek, to wcale nie muszą być fałszywe - to tylko możliwość taka sama jak tuszowanie makijażem mankamentów twarzy, albo nie robienie tego i liczenie na "piękno wewnętrzne" (a łatwo się przeliczyć). Znajomy, który zrobił się dealerem kosmetyków stał się w tym niezły i później nie tylko lepiej rozumiał kobiece problemy i nawyki, ale potrafił również wypacykować żonę na bóstwo - gdy wiek już nie pozwalał na świetny wygląd "siłami natury".

somekind
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Wrocław
1
Olamagato napisał(a):

Znajomy, który zrobił się dealerem kosmetyków stał się w tym niezły i później nie tylko lepiej rozumiał kobiece problemy i nawyki, ale potrafił również wypacykować żonę na bóstwo - gdy wiek już nie pozwalał na świetny wygląd "siłami natury".

Przypomniał mi się film o tym lekarzu, który zakochał się w jednej ze swoich pacjentek, która niestety zmarła. Ale był zaradny - wykradł ją z grobu, i przez kilka lat posuwał, smarując różnymi kremami i maściami, żeby za bardzo nie gniła.

Adam Borowski napisał(a):

Czy uważasz, że osoba, która próbuje nawiązać nowe znajomości z kobietami w bibliotece pozbawia się godności, poniża się?

Ja uważam, że jeżeli facet, który lubi czytać i w bibliotece bywa kilka razy w tygodniu, kogoś tam poderwie, to jest wszystko w porządku. Ale jak jakiś gość, który nie jest miłośnikiem literatury idzie do biblioteki, bo przeczytał w kąciku miłosnym na forum (albo zobaczył w niemieckim filmie przyrodniczym), że tam jest niezły towar, to sądzę, że dobrze z nim nie jest.

Wibowit
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: XML Hills
1
somekind napisał(a):
Olamagato napisał(a):

Znajomy, który zrobił się dealerem kosmetyków stał się w tym niezły i później nie tylko lepiej rozumiał kobiece problemy i nawyki, ale potrafił również wypacykować żonę na bóstwo - gdy wiek już nie pozwalał na świetny wygląd "siłami natury".

Przypomniał mi się film o tym lekarzu, który zakochał się w jednej ze swoich pacjentek, która niestety zmarła. Ale był zaradny - wykradł ją z grobu, i przez kilka lat posuwał, smarując różnymi kremami i maściami, żeby za bardzo nie gniła.

No wiadomo, że najlepiej jest smalcem smarować!

AB
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 464
0
somekind napisał(a):
Adam Borowski napisał(a):

Czy uważasz, że osoba, która próbuje nawiązać nowe znajomości z kobietami w bibliotece pozbawia się godności, poniża się?

Ja uważam, że jeżeli facet, który lubi czytać i w bibliotece bywa kilka razy w tygodniu, kogoś tam poderwie, to jest wszystko w porządku. Ale jak jakiś gość, który nie jest miłośnikiem literatury idzie do biblioteki, bo przeczytał w kąciku miłosnym na forum (albo zobaczył w niemieckim filmie przyrodniczym), że tam jest niezły towar, to sądzę, że dobrze z nim nie jest.

Chyba nie słyszałeś o buwingu i okrągłym stole:

/edit: mam jakieś problemy techniczne z tym linkim :/ Nie parsuje się.

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.