Sasik napisał(a)
Tak sobie pomyślałem, że seriale też mamy bardzo fajne. Fala zbrodni przyciągnęła mnie jak magnez, Bulionerzy są zabójczy, Kryminalni też nie są źli. Tygrysy Europy i Palce lizać również przypadły mi do gustu, a z powodu Rancza rezygnowałem z Prison Breaka. Mnóstwo seriali komediowych - Kiepscy, Miodowe lata, Rodzina zastępcza, Daleko od noszy, 13. posterunek, Święta wojna.
Szkoda, że nie jestem wyjadaczem filmów i bardzo rzadko coś oglądam, ale łatwiej przychodzą mi do głowy polskie tytuły, niż zagraniczne, np. Wesele, Killer/-ów 2, Pieniądze to nie wszystko, Zróbmy sobie wnuka, ...
Naprawdę tak ciężko znaleźć coś dobrego?
Po pierwsze magnes, a nie magnez, przyciąga!
Pod drugie, pomijając, że wszystko to kwestia gustu, bo inaczej nie mogłoby być w ogóle takiej dyskusji, większość rzeczy które wymieniłeś to shit jakiego mało. O "Ranczu" (o k***a, masakra, żenada i kicz jakich mało. A przyznam, że polecano mi te bezsensownie przerobione pieniądze na sztandarowe "dzieło" TVP, bym oglądał, bo świetne. Wmusiłem w siebie 5 odcinków i powiedziałem, że NIE!)
Po trzecie są to sit-comy (tutaj w większości shit-comy). Serial to serial, jak powiedzmy LOST czy SKAZANY... . Nie mylić z telenowelami, czyli serialami-tasiemcami błędnie rozumianymi jako serial. (pomijam definicje, że serial tworzy seria odcinków...). W sit-comach chodzi o to, by można obejrzeć dowolny odcinek tylko jeden i nie mieć wrażenia, że się czegoś nie wie. Tacy "Kryminalni" są już żałośni, dobro zawsze wygrywa, rola lalusia-Zakościelnego i tej babki, nie wiem jak jej tam, tej z tym ogromnym nosem. blah :-[ . "Glina" to był serial kryminalny!
Po czwarte oprócz Rodziny zastępczej, Miodowych lat, które były najbardziej pozytywne i Bulionerów, którzy byli fajni(sic!), reszta to kicz i shit!
Po piąte, jeśli chodzi o filmy, te komedie, to poza Killerem (ów2), gdzie rola Pazury i pewna doza humoru uratowała film i Dniem Świra, który ma przesłanie i jednocześnie bawi, bo musi, by dało się takie przesłanie obejrzeć i nie wyjść z kina/wyłączyć telewizora (no i rola Kondrata). Wesele - nie widziałem gorszego chłamu dawno :-[ .
Reasumując: opinie opiniami i gusta gustami (gusta, gusty? oby dwie formy poprawne? jak koszta, koszty? postacie, postaci? ;-P ), rzecz w tym, że dyskusja zmieniła zabarwienie, na co kto lubi i czy sie komuś podoba. Jasne, że znajdzie się dobre rzeczy, jasne, że robiąc mniej filmów niż USA, trudniej trafić na coś dobrego (b. dobry argument).
Ale problem jest taki: czy na tegorocznym FPFF Gdynia 2007 pojawiła się nadzieja i zapowiedź DOBRYCH (uniwersalnych, z przesłaniem w dobrej oprawie i jednocześnie rzetelnym wykonaniem technicznym) filmów, nowych twórców?
Czy generalnie nie macie wrażenia, że od wielu lat w kinach nie pojawiło się coś, na co trzeba iść, chce się iść, co poleca się innym, i na co chce się wrócić?