W ten weekend mualemokazję spotkać się z kolegami z różnych firm, kiedyś pracowaliśmy razem (nie wszyscy) czasmi się spotykamy w mniejszym lub większym gronie.
Pogadaliśmy trochę co tam u kogo w pracy słychać i to co mnie uderzyło to nawet nie, że dominował strach, że zwolnią.
Dominowało poczucie bezsensu.
Ogólnie. Cokolwiek byś nie robił to to nie ma sensu. Jedynie co to względnie dbać o siebie. O zdrowie, rodzinę i tyle.
Cokolwiek byś nie robił to jest bez znaczenia. Nauczysz się czegoś czy nie, będziesz taki czy siaki. Nie ma znaczenia.
Z rozmów wynikało że zapanował amok, dokręcają śrubę, jak najszybciej, jak najwięcej, na już, na wczoraj, szybciej i szybciej.
Czy ma to sens, nikogo to nie zajmuje.
Jak chomik w kołowrotku, aż nogi z d**y wyjdą.
Szajba, szaleństwo, byle jeszcze szybciej i szybciej.
Nie wiem czy u Was jest podobnie, ale z rozmów wynika, masz AI to robisz więcej i szybciej, ale czy to ma sens, jest potrzebne itp itd. To jest pomijanie.
Jakby praca nasza stała się jednym wielkim wyścigiem, hgw z kim o co i po co, ale biegniemy bo wszyscy biegną.