Jako przedstawiciel zetki pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze. To nie jest wypalenie a zrozumienie, że za im wyższa produktywność tym wyższa norma. I teoretycznie nie było by w tym nic złego, ale... Wymagania jakie są teraz stawiane na rekrutacjach to jest kosmos w stosunku do doświadczenia. Jeżeli uda Ci się przejść tą rekrutację, to przez pierwszy rok próbujesz się wykazać i podnosić swoją kompetencje najbardziej jak to możliwe. W tym czasie orientujesz się, że duża część współpracowników w Twojej firmie jest tylko i wyłącznie przez zasiedzenie, a wynagrodzenie mają wyższe kilkukrotnie. Sorry, ale już wiele razy spotkałem Senior developera, który na pytanie o cokolwiek bardziej skomplikowanego ze współbieżności robił wielki oczy, a pytania otwarte związane z system designem żeby wyjaśnić dlaczego podejście x jest lepsze od y rysowało przerażenie na twarzy. Po roku pracy na pełnych obrotach przez 1h na rozmowie rocznej słuchasz komplementów, które niewiele Cię obchodzą, żeby przy kwestiach finansowych usłyszeć, że firma też zbiera dane z rynku, w macierzach kompetencji jest x doświadczenia i tego nie przeskoczysz. Przypominają Ci się Twoi współpracownicy, którzy wbili się do branży, gdy trzeba było umieć 1/3 tego co teraz i którzy wiedzom są na podobnym poziomie do Ciebie, ale mają więcej dupogodzin w firmie i zarabiają 3x tyle co ty. Pojawia się wtedy pytanie: "Po co to było?". Równie dobrze mogę dostać oceny 4/5 z tych śmiesznych ankiet wysyłanych przez HR, bo i tak każdy będzie chciał być miły, bo potem tą samą ankietę do wypełnienia dostanie ten, którego teraz oceniasz. Przy takiej ocenie pewnie dostaniesz kilkaset złoty mniej podwyżki, ale masz pół dnia wolnego. Dodatkowych obowiązków też nikt nie weźmie, bo to nie należy do jego kompetencji. Po czasie łatwiej po prostu albo siedzieć i czekać na swoją wypłatę, albo grindować Leetocode i System Design żeby zmienić firmę. Podsumowując - często problemem jest brak autorytetów (bo na to trzeba mieć widzę i sobie zapracować - to taki kamyczek do ogródka Gen X) i poczucie niedocenienia finansowego. Bardziej bym to nazwał Quiet Quitting niż wypalenie.