Może ja jakiś dziwny jestem, ale nie rozumiem tego że pracowałeś w Javie na UoP.
Czym różniła się praca w C# od pracy w Javie że różnicujesz B2B vs UoP?
Inny język programowania jest moim argumentem za tym, żeby potraktować to jako dwie umowy. W tym sensie, że rekrutowałem się do programowania w Javie na B2B, i tej współpracy nie kwestionuję, bo jeszcze musiałbym zwrócić kasę z faktur ;)
Ale kazali programować w C# na warunkach UOP i chcę za to odrębne wynagrodzenie.
Najpierw oni chcieli "zjeść ciastko i mieć ciastko" (zatrudnić mnie de facto na UOP, ale nie mieć związanych z UOP obowiązków), to teraz ja chcę "zjeść ciastko i mieć ciastko" (zostawić sobie współpracę B2B i wynagrodzenie za B2B oraz dostać nowe wynagrodzenie za pracę na UOP na nowych warunkach).
Normalnie tak nie robię, ale skoro próbowali mnie wykorzystać, to niech teraz mają za swoje :)
To że ja np się rekrutował jako senior Java nie oznacza że nie widzę problemu żeby pracować jako junior TypeScript jeżeli tego będzie ode mnie wymagał pracodawca - płacac oczywiście tyle samo. Ja się nauczę czegoś nowego, kasa ta sama, pracodawca zadowolony.
Też bym nie miał problemu z wykonywaniem obowiązków juniora za stawkę seniora, ale w przypadku tego software housu działało to w drugą stronę ;)
Gorzej jak wymagają od Ciebie pracy w technologii na którą się nie umawialiście, nowa technologia ma większą wartość na rynku usług programistycznych, masz umieć pracować w tej nowej technologii, a nie dopiero się jej uczyć ale nie dostajesz podwyżki adekwatnej do wartości rynkowej usług na nowych warunkach.
A jeszcze gorzej jest, gdy robią to w sposób, który stopniowo przekreśla początkowe uzgodnienia i przekształca Twoją umowę B2B w UOP, ale tylko w zakresie ich korzyści (masz wykonywać polecenia służbowe, zaczynać pracę o określonej godzinie, ale np. sam opłacać sobie podatki i składki oraz ponosić ryzyko związane z B2B).
Np. na początku uzgodniliście, że możesz współpracować w godzinach jakich chcesz z wyjątkiem ściśle określonych spotkań (tylko daily i calle z klientem), a okazuje się, że przełożony komunikuje Ci, że chce żebyś od tej pory zaczynał pracę o godzinie XX:00, bo chce wrzucać Ci do kalendarza inne spotkania niż pierwotnie uzgodnione daily i calle z klientem (a mówili wyraźnie, że innych nie będzie).
I tak ze wszystkim, jakby testowali na co mogą sobie jeszcze pozwolić. Pojawiało się bardzo dużo różnych wymagań wobec mnie, których nie było w umowie, a jakie przy tym zagrywki i manipulacje psychologiczne odstawiali!
W ogóle jak to sobie wyobrażasz? Masz tylko Javę w obowiązkach i jak trzeba coś napisać w Kotlinie to nic nie zrobisz dopóki nie dostaniesz aneksu?
To zależy. Jeżeli znam dobrze Kotlin, a stawki rynkowe są wyższe niż w Javie (nie wiem czy tak jest), to ma być podwyżka wynagrodzenia :)
Jeżeli stawki w nowym języku są niższe, to też chcę podwyżkę jako odszkodowanie za zmianę mojej ścieżki kariery na mniej opłacalną i dającą gorsze widoki na przyszłość :)
Jeżeli jednak nie znam języka Kotlin, a chcę się nauczyć, to wynagrodzenie może tymczasowo zostać jakie jest, ale mają liczyć się z tym, że na początku nie wszystko będę umiał, a jak się nauczę, to też ma być podwyżka :)
Najlepszy byłby jednak aneks jasno określający wzajemne obowiązki i oczekiwania.
Albo jakiś skrypt w groovym?
Albo zakodować jakiegoś builda na jenkinsie?
Jeżeli to są incydentalne przypadki krótkich prac, to nie miałbym nic przeciwko, nawet jeżeli nie byłoby w umowie.
Co innego, jeżeli to ma być stała, codzienna i rutynowa praca, to wtedy ma być w umowie.
Wszystko ma być w umowie?
Najlepiej jak zakres usług jest jasno określony. Chyba, że rozważamy z perspektywy januszeksu, to wtedy dobrze byłoby, gdyby programista wymieniał tonery w drukarkach i reinstalował system Windows na komputerach.