Ja pracowałem i się nie wybieram ponownie. Ja chcę robić dobre oprogramowanie (inna sprawa, czy mi się to udaje), SH chce wypchnąć to co zamówił klient na takim poziomie jakości, żeby to po chwili marudzenia zaakceptował i wydać na to mniej, niż zapisano w umowie.
Przewiduję, że w ciągu kilku lat, większość naszych SH pójdzie do piachu. Ich przewaga konkurencyjna brała się z niskich stawek na naszym rynku i dostępności siły roboczej. Stawki wzrosły (chociaż lecąca na ryj złotówka przeciągnie agonię), na polskim rynku pracy pojawiło się od groma firm tego typu, a ludzi z doświadczeniem i umiejętnościami będzie ubywać, bo juniorów z potencjałemnie ma wcale dużo, a seniorzy mają coraz łatwiej ze znalezieniem pracy zdalnej. Widziałem też parę prób zlecenia komuś "statement of work", czyli mamy projekt, chcemy, żeby w tym projekcie było więcej, opisujemy to więcej i szukamy najniższej oferty na wykonanie. To zawsze były porażki, bo o ile taki model nieźle się sprawdza w przypadku "wykopcie mi rów 20 m długości 3 szerokości ściany pionowe", to nie sprawdza się w "zróbcie mi refaktoring tego produktu".
Z założenia SH jest od tego, żeby zrobić to wpisane w umowie i zniknąć. W takich warunkach efekt końcowy zawsze będzie mierny, bo właściwie tego się właśnie od tego efektu oczekuje. Tak jak coraz rzadziej ktoś decyduje się na wysłanie roboty do jakiegoś SH w Indiach, tak coraz rzadziej będzie się decydować na wysłanie tej roboty do PL. Najzwyczajniej, błędnie są interpretowanie przyczyny porażek i uważa się że "Hindusi nie potrafią programować", a nie, że sam pomysł jest praktycznie skazany na niepowodzenie. Rynek dla SH widzę jako takie zaklęte koło:
- muszę wygrać przetarg niższą ceną
- wygrałem, musze zarobić, kupię prace programistów taniej
- programiści są tani, ale statystycznie dostajesz to za co płacisz
- klient niezadowolony, następny projekt zleci na zewnątrz, tylko jeżeli będzie znacznie taniej
- muszę wygrać przetarg jeszcze niższą ceną