Szkoda, że w polskiej edukacji brakuje nawet podstaw ekonomii, jakichkolwiek. Jeśli chodzi o kształtowanie stawek pracowników IT to można powiedzieć, że mamy wolny rynek, więc zachodzą tu normalne mechanizmy rynkowe, czyli średnie stawki zależą bezpośrednio od popytu i podaży. Załóżmy, że popyt na poszczególnych specjalistów (BE, FE, QA) jest podobny, więc różnice będą wynikały głównie z podaży. A na podaż to ma już wpływ multum czynników:
- prestiż stanowiska (być może tester nie ma takiego prestiżu jak developer?)
- popularność ścieżki zawodowej (myślał ktoś z was o zostaniu devopsem jeszcze przed studiami lub przed rozpoczęciem pracy w IT?)
- ciekawa praca
- próg wejścia (ogólnie w IT język angielski to raczej konieczność, a opanowanie podstaw programowania czy nawet testowania to coś więcej niż kurs na prawo jazdy)
- i pewnie jeszcze wiele innych
Jeśli stawki testera czy frontenda są podobne do stawek backendowców, to najwyraźniej stosunek popytu do podaży jest podobny we wszystkich przypadkach.
Trzeba jeszcze dodać, że rynek to system dynamiczny, zmieniający się w czasie. Natomiast cena (w tym przypadku cena pracownika) jest sygnałem wysyłanym do uczestników rynku informującym o niedoborze/nadmiarze danego dobra (w tym przypadku pracownika ;)). Może się zdarzyć tak, że nagle wzrośnie popyt na np. programistów Go. Liczba projektów eksploduje, a boardy z ofertami pracy zostaną zalane stanowiskami Go Developerów. Zanim podaż nadąży za popytem czyli zanim dostatecznie dużo ludzi nauczy się tego języka, to zaczną powstawać wątki na forach programistycznych dywagujące nad trudnością bycia Go devem vs Java devem i czemu takie różnice w zarobkach.
Oczywiście powyższe rozważania dotyczą jedynie średnich stawek, a nie pojedynczych sytuacji, w których ktoś dostał dobrą podwyżkę bo go szef lubi itd.