Bootcamp -> junior = bezsens

Bootcamp -> junior = bezsens
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
superdurszlak napisał(a):

Cała ta dyskusja zmierza w kierunku konkluzji, że skoro absolwenci uczelni to i tak dno, to już lepiej być takim dnem po 5 tygodniach, a nie 5 latach, bo po co tracić czas i na studiach i tak się prześliźniesz będąc tłukiem.

Dobrze wiedzieć, że społeczeństwo jest ambitne i wysoko stawia sobie poprzeczkę. A za 40 lat będzie wielkie zdziwienie, że Polska nie 50, a 100 lat za Niemcami i powoli przeganiana przez jakąś dziurę w ziemi.

Myślę, że 20 wystarczy. Dobiją tacy ludzie bez dyplomu do 40stki i się zaczną schody. Ta pasja programowania, którą kiedyś poczuli już osłabnie. Właściwie to będzie praca jak praca, ale ile lat można wykonywać z grubsza to samo. Chętnie pobawiliby się w menadżera albo zaprojektowali architekturę, ale to wszystko ma w wymogach wyższe wykształcenie.

Oczywiście, uczelnie kończą różni ludzie. Mało z nich to geniusze. I może to jest statystyka jednego przypadku, ale ja nie znam osoby która skończyłaby PAŃSTWOWĄ uczelnię i była tłukiem.

Warto sobie, też uzmysłowić jedną rzecz. Dyplom uczelni to oficjalny państwowy papier. Dzięki temu zaufanie do niego mają firmy i rządy innych państw. Jeśli się moi małoletni koledzy zastanowicie dlaczego w wymogach pracy dużych firm jest dyplom to już wiecie. Delegując Was do innego państwa poza UE muszą udowodnić, przed tamtejszym rządem, że jesteście wykwalifikowani w zawodzie. Najłatwiej to zrobić pokazując certyfikat do którego ten rząd ma zaufanie, czyli właśnie dyplom. Może jest to skrajny przykład, ale w głowach zatrudniających jest świadomość, żeby nie blokować takiej możliwości. Abstrahując już od tego, że ktoś sprawdził już Waszą wiedzę (przynajmniej teoretycznie) i gwarantuje to polskie państwo.

Wybaczcie mój protekcjonalny ton, ale nie mogę patrzeć już na to jojczenie. Oczywiście, że nie posiadając dyplomu jest się wartościową osobą. Ciekawą świata, lubiącą intelektualne rozrywki, zaufanym znajomym, dobrym partnerem. Ale jeśli chodzi o życie zawodowe, tutaj nie ma przebacz. Nikt Wam nie uwierzy, że umiecie w IT bo tak napisaliście. Powiecie, doświadczenie o nas świadczy a nie papiery? Spójrzcie, czy się przesuwacie od januszosftu do januszoftu, czy pracujecie przy czymś co ma być może mały ale realny wpływ na gospodarkę.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Pozwolę sobie się nie zgodzić, polskie dyplomy wyższych uczelni często mają małą wartość, a po akcjach z hinduskimi 'inżynierami" to wiele firm woli certyfikat javy od dyplomu uczelni wyższej który na wiele mętnych sposobów można zdobyć. Absolutnie żadna poważna firma nie odrzuci dobrego kandydata z potwierdzonymi "nawet na papierze" umiejętnościami od poprzedniego pracodawcy, tylko dlatego że nie ma wykształcenia wyższego. No chyba że mówimy o państwowych blobach wymagających magistra do robienia kawy. Znacząco przeceniasz wartość dyplomu sprzed 10+ lat do obecnego, gdzie na uczelniach ściąga się dla dotacji jak najwięcej osób a potem promotor prowadzi grupę seminaryjną 15 osób z pracami inżynierskimi zrobionymi na odwal się, byle tylko obronić i zapomnieć

IT
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 261
0

To te wspaniałe óczelnie, którym rząd dopłaca do przyjmowania Gruzinów zamiast Polaków mają jakiś status społeczny?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Wystarczy przeglądnąć oferty pracy na junior programista/staż/praktyka, gdzie w 3/4 przypadkach już jest wymagana ukończona informatyka lub coś pokrewnego, gdzie "pokrewnego" zwykle dla rekrutera oznacza automatyka/elektronika/matematyka/fizyka.

Programista z komercyjnym doświadczeniem to już inna para kaloszy. Chodzi o samo wejście do IT, które powoli zamyka drzwi dla ludzi bez studiów co jest naturalną koleją rzeczy biorąc pod uwagę kolejne setki kandydatów na rynku wpisujących te same "umiejętności", czy to samoucy, czy absolwenci wszelkiej maści kursów.

Wg mnie głupotą jest odpalać wszystkie cv bez informatyki jak to niektórzy robią. Nie powiecie mi chyba, że gość po mibm na agh, albo po rachunkowości na sgh, pasjonat programowania, mający potrzebne umiejętności, będzie gorszym kandydatem od "typowego studenciaka" absolwenta informatyki, który prześlizgał się przez całe studia, robiąc tylko to czego od niego wymagali na minimalach?

Przesież to absurd, a niestety już coraz częściej spotykany.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Wg mnie głupotą jest odpalać wszystkie cv bez informatyki jak to niektórzy robią. Nie powiecie mi chyba, że gość po mibm na agh, albo po rachunkowości na sgh, pasjonat programowania, mający potrzebne umiejętności, będzie gorszym kandydatem od "typowego studenciaka" absolwenta informatyki, który prześlizgał się przez całe studia, robiąc tylko to czego od niego wymagali na minimalach?

Przesież to absurd, a niestety już coraz częściej spotykany.

Dokladnie! Jednak widocznie chetnych jest tyle, ze mozna odrzucic tych bez studiow plus tych ponizej 180cm oraz urodzonych w dniu tygodnia bez litery "R", a i tak jest jeszcze masa CV do przebrania.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Na stanowiska związane z Webdevem nie pytają się o studia zupełnie

Z tym, że Webdev to jednak mocno ograniczony kierunek rozwoju. Najniższy próg wejścia to i konkurencja ogromna, a stawki powoli schodzą już do poziomu żenady.

Wystarczy zerknąć na oferie jak sobie frontendowcy wyrywają z gardeł zlecenia, za marne grosze od januszy.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Jeśli do firmy mediowej w Krakowie na staż liczba aplikacji wzrosła ze 100 do 600 /było na forum/ to chyba zrozumiałe, że musi być jakaś wstępna selekcje.

CV jest oceniane pozytywne żeby wykonać do kandydata pierwszy telefon. Na jednego 20 minut, 5 minut na napisanie raportu, 5 minut na przygotowanie rozmowy. Dzwonić można dajmy na to 4 godziny w ciagu dnia żeby czas rozmowy pasował prawie każdemu.
Jedna dziewczyna z HR da radę zadzwonić do 40 kandydatów w ciągu tygodnia. Dwa tygodnie 160 kandydatów.
Żeby zadzwonić do wszystkich 600 przez dwa tygodnie samą juniorską rekrutacją musiałby się zajmować cztery pracownice HR.

Po rozmowie HR można potwierdzić wykształcenie i doświadczenie, ale tego uzdolniony junior po szkoleniu nie ma.
Następne telefoniczna rozmowa techniczna przez dwa tygodnie zajmie czas ośmiu inżynierów. Ciekawe kto ich puści od tasków do przepytywania stażystów i juniorów?

Bardzo optymistycznie dla juniora można przyjąć 50 CV dopuszczonych do pierwszej rozmowy telefonicznej. Z nich 20, może 30 dopiero sprawdzać technicznie.

Większość wpadnie do koszyka 550 kandydatów na juniora - piszę bo płaczę bo żadna firma nawet nie odpisuje, nie oddzwania :(

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
Trzeźwy Orzeł napisał(a):

Pozwolę sobie się nie zgodzić, polskie dyplomy wyższych uczelni często mają małą wartość, a po akcjach z hinduskimi 'inżynierami" to wiele firm woli certyfikat javy od dyplomu uczelni wyższej który na wiele mętnych sposobów można zdobyć. Absolutnie żadna poważna firma nie odrzuci dobrego kandydata z potwierdzonymi "nawet na papierze" umiejętnościami od poprzedniego pracodawcy, tylko dlatego że nie ma wykształcenia wyższego. No chyba że mówimy o państwowych blobach wymagających magistra do robienia kawy. Znacząco przeceniasz wartość dyplomu sprzed 10+ lat do obecnego, gdzie na uczelniach ściąga się dla dotacji jak najwięcej osób a potem promotor prowadzi grupę seminaryjną 15 osób z pracami inżynierskimi zrobionymi na odwal się, byle tylko obronić i zapomnieć

Być może mam spaczone spojrzenie. Nie twierdzę też, że zagraniczne koncerty zabijają się o inżynierów po polskich uczelniach. Mam świadomość, że polskie uczelnie w światowych rankingach są gdzieś daleko.
Tylko w tym wszystkim trzeba pamiętać o tym, że poza Twoją widzą decyduje też czynnik prawny. Dyplom jest oficjalnym panierem, który można przestawić w urzędzie. Polska podpisała, różne umowy międzynarodowe odnośnie szkolnictwa. Na podstawie takiej umowy np. w USA będziesz uznany jako pracownik wykwalifikowany ( gdzie pracownik wykwalifikowany jest terminem prawnym). To że gość po polskiej politechnice ma się daleko do gościa po Berkeley to inna inszość. Inny przykład, nasza kochana UE wymaga, żeby w projektach R&D, które dofinansowują swoją kasą pracowali ludzie z dyplomem. Można się oczywiście oburzać, że nie papier czyni człowieka, ale na to się umówiliśmy jako ludzkość. Albo grasz w tę grę na tych zasadach, albo próbujesz je zmieniać. Tylko z całym szacunkiem dla Twojej osoby, małe masz szanse na to drugie.
I jasne ludzie z 15+ doświadczeniem poradzą sobie we współczesnym świecie też bez dyplomu. Tylko znowu mam dwa zastrzeżenia.
Po pierwsze takich ludzi będzie pewnie z 20 na jeden etat, a nie 600 jak w przypadku szeregowych programistów. Można spokojnie przejrzeć CV każdego kandydata. O ile w ogóle taka oferta będzie wystawiona, a firma nie będzie szukać nowych pracowników innymi kanałami.
Po drugie załóżmy, że znajdą dwóch kandydatów, którzy im pasują i będą się różnić tą jedną rzeczą. Jak myślisz, którego wybiorą?

Nie twierdzę, że każdy musi mieć skończone studia. Wręcz przeciwnie, ludzie bez studiów też mogą być wartościowymi pracownikami. Twierdzę jedynie, że chcąc działać w inżynierii oprogramowania, wysoce zalecane jest posiadać dyplom. Otwiera po prostu kilka drzwi więcej.
Na koniec, dzięki za rzeczową odpowiedz. Szczerze, nie spodziewałem się ;)

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
Mistrzowski Pomidor napisał(a):

Wystarczy przeglądnąć oferty pracy na junior programista/staż/praktyka, gdzie w 3/4 przypadkach już jest wymagana ukończona informatyka lub coś pokrewnego, gdzie "pokrewnego" zwykle dla rekrutera oznacza automatyka/elektronika/matematyka/fizyka.

Programista z komercyjnym doświadczeniem to już inna para kaloszy. Chodzi o samo wejście do IT, które powoli zamyka drzwi dla ludzi bez studiów co jest naturalną koleją rzeczy biorąc pod uwagę kolejne setki kandydatów na rynku wpisujących te same "umiejętności", czy to samoucy, czy absolwenci wszelkiej maści kursów.

Wg mnie głupotą jest odpalać wszystkie cv bez informatyki jak to niektórzy robią. Nie powiecie mi chyba, że gość po mibm na agh, albo po rachunkowości na sgh, pasjonat programowania, mający potrzebne umiejętności, będzie gorszym kandydatem od "typowego studenciaka" absolwenta informatyki, który prześlizgał się przez całe studia, robiąc tylko to czego od niego wymagali na minimalach?

Przesież to absurd, a niestety już coraz częściej spotykany.

Przecież już teraz firmy poszukują tylko studentów określonych uczelni. Dużo lepszym kandydatem będzie absolwent elektroniki po AGH niż absolwent informatyki Uniwersytetu Pedagogicznego. W wielu firmach po prostu wystarczy, że jesteś studentem AGH, UJ lub SGH, ponieważ aby dostac się na taką uczelnie trzeba pokonać setki innych kandydatów, w przypadku informatyki obecnie jest chyba 10 osób chętnych na 1 miejsce w AGHu. Firmy mogą z zaufaniem brać absolwentów topowych uczelni, bo jednak na nich nie ma możliwości prześlizgnięcia się, tam dostają się przeważnie sami laureaci albo pasjonaci albo ludzie z bardzo inteligentni.

Dla przykładu w Krakowie: na 3 roku informatyki na AGH pracuje w zawodzie(programiści, testerzy, informatycy wszelkiej maści) 80% osób, a pozostałe 20% nie pracuje bo nie chce.

Na Uniwersytecie Pedagogicznym, Politechnice Krakowskiej, WSEI na 3 roku informatyki pracuje ok 10% osób, a pozostałe 90% ze względu na słabą renomę uczelni oraz poziom nauczania nie pracuje, chociaż chciałoby.

Po studiach magisterskich AGH pracuje ok 95% absolwentów. Po innych uczelniach mało kto zostaje programistą, zazwyczaj ludzie lądują na stanowiskach typu: helpdesk, specjalista od spraw IT, specjalista od sieci itd.

Cały czas mówimy tutaj o studentach dziennych. Studenci zaoczni mają jeszcze gorzej. O ile ktoś studiuje zaocznie na UJ lub AGH ma spore szanse na pracę. Absolwent studiów zaocznych innej uczelni nie zostanie nawet zaproszony na rozmowę. Dlaczego? Bo na innych uczelniach zajęcia dla zaocznych to jest nic innego jak łapówka - studenci płacą kasę w zamian za papierek. Nic się nie uczą. Egzamin niby na 50% a zdają go osoby, które napiszą na 5%. Na laboratoriach wystarczy być aby zdać, projekt można zrobić 2 dni przed terminem byle jak i zaliczone.
Tutaj nawet jak ktoś chce się przyłożyć do nauki to nie ma możliwości, bo wykładowcom nie zależy. Nie mogą uwalić tych ludzi bo płacą im kasę za studia, dlatego nawet największe tłuki po zaocznych otrzymują dyplom.

Mam znajomych praktycznie na każdej uczelni i wiem jak wygląda sytuacja z pierwszej ręki.

superdurszlak
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Kraków
  • Postów: 2009
0

Dla przykładu w Krakowie: na 3 roku informatyki na AGH pracuje w zawodzie(programiści, testerzy, informatycy wszelkiej maści) 80% osób, a pozostałe 20% nie pracuje bo nie chce.

Na Uniwersytecie Pedagogicznym, Politechnice Krakowskiej, WSEI na 3 roku informatyki pracuje ok 10% osób, a pozostałe 90% ze względu na słabą renomę uczelni oraz poziom nauczania nie pracuje, chociaż chciałoby.

Po studiach magisterskich AGH pracuje ok 95% absolwentów. Po innych uczelniach mało kto zostaje programistą, zazwyczaj ludzie lądują na stanowiskach typu: helpdesk, specjalista od spraw IT, specjalista od sieci itd.

Dziwisz się? Student czwartego roku Informatyki (bez doklejek w stylu "stosowana" czy "i ekonometria") z Politechniki Krakowskiej rekrutuje się na staż, twierdzi że "dość dobrze ogarnia Reacta, tylko JS nie bardzo". Koniec końców wyszło na to, że na rozmowach Reacta też nie bardzo umie. Startował stricte do front-endu, nie było niespodzianki w stylu stanowisko ogólne, a tu bęc konkretne wymagania. Znajomi z roku poszli na drugi stopień na Informatykę PK, bo plan im bardziej odpowiadał i mieli dość słabej IS na AGH.. No i teraz dopiero mają studia na poziomie.

Jeśli studenci z kierunków, na których 60% jeśli nie więcej materiału to fizyka, mechanika, różne wariacje na temat numerków i MES czy materiałówka nadają się do czegokolwiek prędzej, niż studenci "czystej" informatyki na politechnice, to chyba coś jest mocno nie w porządku z politechniką.

IT
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 261
0

Ale wiesz, że te uczelnie wydają rocznie maks 200 dobrych programistów a rynek potrzebuje 1000+?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

@itsme: no ale przecież czytasz wyżej, że te 1000 to po to aby panienka Karina przez tydzień mogła 40 przepytać :D

Z tego co tu niektórzy piszą, wynika, że rekrutacje to fikcja, bo i tak liczy się tylko papier z konkretnej uczelni, a firmy tak na prawdę nie potrzebują pracowników. Rekrutują aby dać zarobić Karinie na telefonie.

superdurszlak
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Kraków
  • Postów: 2009
0
goMoneygo napisał(a):

@itsme: no ale przecież czytasz wyżej, że te 1000 to po to aby panienka Karina przez tydzień mogła 40 przepytać :D

Z tego co tu niektórzy piszą, wynika, że rekrutacje to fikcja, bo i tak liczy się tylko papier z konkretnej uczelni, a firmy tak na prawdę nie potrzebują pracowników. Rekrutują aby dać zarobić Karinie na telefonie.

Rekrutują i potrzebują, ale nakład pracy, by z 100, 200, 500 aplikacji wyłowić jednego czy dwóch juniorów/stażystów jest taki, że coraz bardziej liczy się papier z uczelni lub ostanie lata studiów - i najlepiej polecenie od kogoś kto już pracuje.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
itsme napisał(a):

Ale wiesz, że te uczelnie wydają rocznie maks 200 dobrych programistów a rynek potrzebuje 1000+?

Juniorów w miastach takich top uczelni potrzeba nie więcej jak może 100 albo i mniej. Nie wliczam w to programistów z Photoshoperm i ręcznym klik-testowaniem aplikacji.
Jak czytałem, to na razie tylko bootcampy są w stanie dać od razu na starcie wiedzę i rok doświadczenia komercyjnego.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
meego napisał(a):
itsme napisał(a):

Ale wiesz, że te uczelnie wydają rocznie maks 200 dobrych programistów a rynek potrzebuje 1000+?

Juniorów w miastach takich top uczelni potrzeba nie więcej jak może 100 albo i mniej. Nie wliczam w to programistów z Photoshoperm i ręcznym klik-testowaniem aplikacji.
Jak czytałem, to na razie tylko bootcampy są w stanie dać od razu na starcie wiedzę i rok doświadczenia komercyjnego.

Tak oczywiście wejdziesz w posiadanie TAJEMNEJ wiedzy za jedyne 9,999,99 PLN z rokiem doświadczenia KOMERCYJNEGO na start. Pro tip dla Ciebie ta TAJEMNA wiedza leży na półce w bibliotece.

Co do POTĘŻNEJ WIEDZY absolwentów TOPOWYCH uczelni nie będę się wypowiadał. Student nic nie umie, każdy zaczyna od stażu.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

@meego, w jaki sposób można dać w 6 tygodni rok doświadczenia ?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Rozpoczynasz naukę na bootcampie = dostajesz zatrudnienie na pozycji junior (zazwyczaj java) developer
Po bootcampie współpracująca agencja zatrudnia cię na bezterminową umowę na pozycji developer. Twoje CV = nabywający doświadczenia specjalista jest oferowane firmom

Widziałem jak to działa w sieci, szkoła programowania i agencja pośrednictwa pracy miały nawet ten sam adres i numer stacjonarny. Mniej więcej co 3 miesiące 20 osób dostawało zatrudnienie w siostrzanej firmie na stanowiskach developerów. Siostrzana firma nie ma klientów, projektów, co jej nie przeszkadza dawać pracy developerom.

Bardzo podobnie działa inna firma, tym razem zajmująca się pozyskiwaniem funduszy ze środków Unii Europejskiej. Też 4 razy w roku zatrudnia 15 developerów z powiązanej firmy szkoleniowej.

Można też pracować i zarabiać, na przykład w formie dzierżawy rozwijanej powierzchni reklamowej. Zatrudniony na umowie o dzieło developer pozyskuje reklamodawców i "developeruje" ich do agencji reklamowej.

Doświadczonych programistów nie pyta się już o szkoły więc firmy szkoleniowe zapewniają kursantom także konieczne do dostania pracy doświadczenie.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

A teraz trochę pokazu umiejętności niektórych bootcampów.
Tak wygląda ich oferta na dużym ekranie:

screenshot-20181103122301.png

A tak na trochę mniejszym:

screenshot-20181103122435.png

Zapisuję się już dzisiaj, bo od razu widać, że to profesjonaliści :D :D

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Dla nieuważnych - na mniejszym ekranie półtora kursu znika i odchodzi w niepamięć, tak dobrze zrobiono layout.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
kot Prot napisał(a):

Rozpoczynasz naukę na bootcampie = dostajesz zatrudnienie na pozycji junior (zazwyczaj java) developer
Po bootcampie współpracująca agencja zatrudnia cię na bezterminową umowę na pozycji developer. Twoje CV = nabywający doświadczenia specjalista jest oferowane firmom

Widziałem jak to działa w sieci, szkoła programowania i agencja pośrednictwa pracy miały nawet ten sam adres i numer stacjonarny. Mniej więcej co 3 miesiące 20 osób dostawało zatrudnienie w siostrzanej firmie na stanowiskach developerów. Siostrzana firma nie ma klientów, projektów, co jej nie przeszkadza dawać pracy developerom.

Bardzo podobnie działa inna firma, tym razem zajmująca się pozyskiwaniem funduszy ze środków Unii Europejskiej. Też 4 razy w roku zatrudnia 15 developerów z powiązanej firmy szkoleniowej.

Można też pracować i zarabiać, na przykład w formie dzierżawy rozwijanej powierzchni reklamowej. Zatrudniony na umowie o dzieło developer pozyskuje reklamodawców i "developeruje" ich do agencji reklamowej.

Doświadczonych programistów nie pyta się już o szkoły więc firmy szkoleniowe zapewniają kursantom także konieczne do dostania pracy doświadczenie.

Przecież to jest tak głupie, że aż genialne.

Ciekaw jestem jak patrzą rekruterzy na taki cyrk w cv.

25 letnia jessica z HR może się da tak wymanewrować, ale jak dojdzie do rozmowy z technicznym to się udusi ze śmiechu przecież.

Szok.

czysteskarpety
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Piwnica
  • Postów: 7697
0

Wystarczy, że wrzuci potem taką firmę-krzaka na czarno listę i styka, zresztą jak masz githuba 3 miechy z takimi samymi projektami to i tak widać o co biega, więcej krzywdy niż zysku.

drorat1
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Lokalizacja: Krasnystaw
  • Postów: 1185
0
kot Prot napisał(a):

Widziałem jak to działa w sieci, szkoła programowania i agencja pośrednictwa pracy miały nawet ten sam adres i numer stacjonarny. Mniej więcej co 3 miesiące 20 osób dostawało zatrudnienie w siostrzanej firmie na stanowiskach developerów. Siostrzana firma nie ma klientów, projektów, co jej nie przeszkadza dawać pracy developerom.

I jak to właściwie dokładniej wszystko funkcjonuje? Skoro firma nie ma klientów ani nie realizuje projektów to skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

CO
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 116
0
drorat1 napisał(a):
kot Prot napisał(a):

Widziałem jak to działa w sieci, szkoła programowania i agencja pośrednictwa pracy miały nawet ten sam adres i numer stacjonarny. Mniej więcej co 3 miesiące 20 osób dostawało zatrudnienie w siostrzanej firmie na stanowiskach developerów. Siostrzana firma nie ma klientów, projektów, co jej nie przeszkadza dawać pracy developerom.

I jak to właściwie dokładniej wszystko funkcjonuje? Skoro firma nie ma klientów ani nie realizuje projektów to skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

Znikąd. To zwykła insynuacja nie oparta na rzeczywistości bo w rzeczywistości to byłoby po prostu ekonomicznie nie opłacalne.
Dajmy na to butcamp ma 20 osób. Dajmy na to płacą 10 k za Jave. Trener Javy bierze 100/h Godzin jest dajmy na to 340.
Opłaty za butcamp łącznie wynoszą 200 000. Trener zarabia 34000. trzeba zapłacić za sale itd Z takiego kursu jest zatem 160 k zysku dla firmy. Ale trzeba odjąć koszty marketingu, koszty pracowników nie IT. Zostaje dajmy na to 130 k. No i wtedy załóżmy że firma ma siostrzaną firmę do zatrudniania butkampowców. Dajmy na to niech będzie to te 4 k brutto na start. Po pierwszym miesiącu się okazuje że z pierwotnej sumy 200k zostaje 50k z którego dodatkowo trzeba opłacić personel nie IT, marketing, wynajem biur i sprzętu. Zostaje jakieś 20 k. Za mało na przyszły miesiąc Wystarczy że się grupa kolejna nie zbierze. A nawet jak sie zbierze to hmm mamy 220 k ale potem butkampowiczów razy 2.W dłuższej perspektywie zamiast zysku są coraz większe długi. Gdyby to było prawdą to co pare miesięcy by było głośno o upadku firm

IT
  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
  • Postów: 261
0
Cogito napisał(a):
drorat1 napisał(a):
kot Prot napisał(a):

Widziałem jak to działa w sieci, szkoła programowania i agencja pośrednictwa pracy miały nawet ten sam adres i numer stacjonarny. Mniej więcej co 3 miesiące 20 osób dostawało zatrudnienie w siostrzanej firmie na stanowiskach developerów. Siostrzana firma nie ma klientów, projektów, co jej nie przeszkadza dawać pracy developerom.

I jak to właściwie dokładniej wszystko funkcjonuje? Skoro firma nie ma klientów ani nie realizuje projektów to skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

Znikąd. To zwykła insynuacja nie oparta na rzeczywistości bo w rzeczywistości to byłoby po prostu ekonomicznie nie opłacalne.
Dajmy na to butcamp ma 20 osób. Dajmy na to płacą 10 k za Jave. Trener Javy bierze 100/h Godzin jest dajmy na to 340.
Opłaty za butcamp łącznie wynoszą 200 000. Trener zarabia 34000. trzeba zapłacić za sale itd Z takiego kursu jest zatem 160 k zysku dla firmy. Ale trzeba odjąć koszty marketingu, koszty pracowników nie IT. Zostaje dajmy na to 130 k. No i wtedy załóżmy że firma ma siostrzaną firmę do zatrudniania butkampowców. Dajmy na to niech będzie to te 4 k brutto na start. Po pierwszym miesiącu się okazuje że z pierwotnej sumy 200k zostaje 50k z którego dodatkowo trzeba opłacić personel nie IT, marketing, wynajem biur i sprzętu. Zostaje jakieś 20 k. Za mało na przyszły miesiąc Wystarczy że się grupa kolejna nie zbierze. A nawet jak sie zbierze to hmm mamy 220 k ale potem butkampowiczów razy 2.W dłuższej perspektywie zamiast zysku są coraz większe długi. Gdyby to było prawdą to co pare miesięcy by było głośno o upadku firm

xD
Pomijając już kreatywność bootcampów, naprawdę myślisz, że ktoś tworzy biznes i nie potrafi sobie tego przekalkulować z góry zakladając, że pójdzie z torbami? Ta siostrzana firma do zatrudniania butkampowców nic nie płaci i koniec wątków. Przecież wszsyscy mówią, że ważniejsze jest doświadczenie, niż kasa, więc tak się dzieje. I co, znowu kochanym programistom nie pasuje?

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Pomijając już kreatywność bootcampów, naprawdę myślisz, że ktoś tworzy biznes i nie potrafi sobie tego przekalkulować z góry zakladając, że pójdzie z torbami? T

tak. Tak właśnie się planuje 95% biznesów w Polsce.

a siostrzana firma do zatrudniania butkampowców nic nie płaci i koniec wątków. Przecież wszsyscy mówią, że ważniejsze jest doświadczenie, niż kasa, więc tak się dzieje.

ale po co ci bootcampowcy mają iść jeszcze do jakiejś fikcyjnej pracy, żeby zdobywać doświadczenie skoro po 6 tygodniach mają już rok doświadczenia komercyjnego ? :D
Więc wychodzi na to, że idą tam tylko dla pieniędzy.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
drorat1 napisał(a):

I jak to właściwie dokładniej wszystko funkcjonuje? Skoro firma nie ma klientów ani nie realizuje projektów to skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

Ja sobie dorabiam w agencji pracy i wygląda to tak, że mam stałe odnawiające się umowy zlecenia. Płacone mam raz na miesiąc po podliczeniu wszystkich dni z grafika. Na zlecenia zapisuję się przez stronę iinternetową, mam dostęp do firmowego kalendarza z wszystkimi zleceniami w mieście. Wybieram co mi pasuje, od razu jestem zapisany na listę podstawową albo rezerwową. Zlecenia są różne, na przykład wykładanie towaru w dyskoncie, tylko dla dziewczyn praca w roli hostessy, inwentaryzacje. Na inwentaryzacji studenci dostają od 115 do 145 zł, czasem za cała noc 175 zł na rękę. Można wziąć firmową kartę multisport z firmowym dofinansowaniem. Dofinansowanie dostaniemy pod warunkiem zapisania się na co najmniej 5 zleceń w miesiącu. Do systemu mogę wrzucić swoje cv, z firmy mogę dostać potwierdzenie pracy. Gdyby nie brać ani jednego zlecenie to nic się nie stanie ale tylko nic się nie zarobi. Następna umowa przedłuży się sama.
Można umieścić w bazie firmy swoje cv fullstack developera wtedy gdyby firma dostała zlecenie dla fullstacka to można liczyć na zlecenie dla fullstack developera. W praktyce można awansować na kooordynatora dochodzącego z samochodem, wtedy praca to już normalny support it - przywiezienie w walizkach lapropów, access pointów, skanerów, kabli, przedłuzaczy, pozrozkładanie tego na hali, nazdzorowanie czasu pracy, rozdzielanie alejek.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
drorat1 napisał(a):

skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

Jak pracowałeś na początku kariery ;) na umowie zlecenie to ile miałeś płacone za wolne, urlop, chorobowe?

Nie wiem jak teraz, ale na płatny czas urlopu i chorobowego na umowach typu B2B może liczyć senior.
Junior dostaje kasę tylko za dni w pracy.
Stażysta, junior z płatnymi 26 dniami urlopu na umowie zlecenie kompiluje się tak bezproblemowo jak junior 100% remote.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
Cogito napisał(a):

Znikąd. To zwykła insynuacja nie oparta na rzeczywistości bo w rzeczywistości to byłoby po prostu ekonomicznie nie opłacalne.

Ciach kalkulacje z sufitu bo chyba nigdy nie pracowałeś w agencji reklamowej. Graficy pracuję w agencji ale płacone mają tylko za zlecenia. Dlatego albo siedzą po nocach albo mają wolne. Grafik albo fotograf dla konkretnej agencji mógł w październiku nie wykonać żadnego zlecenia dlatego dla agencji koszt tego grafika równy jest 0 zł. Agencje pracują z większą liczbą grafików i nie idą z torbami bo sama umowa o współpracy nie zobowiązuje do wypłacania wynagrodzenia.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0

Tłumacze tak pracują, że mają czasami jedno dobrze opłacone zlecenie z wydawnictwa.

  • Rejestracja: dni
  • Ostatnio: dni
0
drorat1 napisał(a):

I jak to właściwie dokładniej wszystko funkcjonuje? Skoro firma nie ma klientów ani nie realizuje projektów to skąd jest kasa na opłacenie zatrudnionych tam developerów?

Z tego co płacą kursanci. Proste.

Zarejestruj się i dołącz do największej społeczności programistów w Polsce.

Otrzymaj wsparcie, dziel się wiedzą i rozwijaj swoje umiejętności z najlepszymi.