Widzę, że zebrało się tu sporo frustratów, z obydwóch stron. Ja od siebie mogę dodać, że skończyłem 5-miesięczny bootcamp z javy, za którego zapłaciłem około 9 tys. Pracę znalazłem od razu, w sumie miałem 3 oferty. Wybrałem mały startup z R&D, do którego zaprosił mnie jeden z trenerów. Poprosiłem o 3 tys. netto, bo tyle proponowało mi korpo (gdzie skończyłbym pewnie w utrzymaniówce). Robiłem tam wszystko, nauczyłem się basha, pisałem w cpp, pythonie, typowy startup. Nie zamieniłbym tego startu na nic innego. Jeśli zaproponowanoby mi wtedy 2k netto, to też bym ofertę przyjął. Przebidowałem przez kurs, to dlaczego nie miałbym przebidować przez kolejne parę miesięcy? Po 8 miesiącach poszedłem do skandywawskiego korpo, gdzie oceniali mnie na "silnego juniora"/"początkującego mida". Dali mi już 5,5 netto, a seniorzy w zespole bardzo sobie cenią moją pracę. Oczywiście, nie każdy miał tak gładko - parę osób nic nie osiągnęło po kursie (brak predyspozycji, za mało zaangażowania, etc.), ale większość osób znalazło pracę w IT. Niektórzy robią teraz w PHP, bo musieli jeszcze przez rok się "pobujać". Ktoś tam jest teraz w QA, etc. Kurs to dobry początek, dobra motywacja, ale jak ktoś mówi, że KAŻDY może zostać programistą, to mam srogą bekę. Wiadomo, że to jest bzdura i wiadomo, że firmy prowadzące bootcampy będą się starać sprzedawać te kursy. Każdy ma swój mózg. Ja zapierdalałem poza kursem po 7h dziennie i się opłaciło.